czubata
11.10.10, 14:11
W sobotę przyjechała do nas matka Miśka.Potem się dowiedziałam że rozgadała na pół miasta że ja siedzę w domu i nic nie robię,mam burdel i generalnie samo dno.
Poprosiłam Miśka żeby stanął w mojej obronie,stanął(dość niechętnie zdaje się) i wynik tego taki,rodzina się na niego obraziła.Komu się zatem najbardziej dostało?Mnie.
Jestem ciężarem,nie ma ze mnie pożytku,ani dla niego,ani dla dzieci,ani dla nikogo.Spieprzyłam mu życie,przeze mnie on traci swoich przyjaciół,i przeze mnie jest sam,bo ja go jak to powiedział "odcinam" od innych,eliminuję każdego kto jest w jego pobliżu.Kazał mi iść do szpitala,bo w domu nie mam co siedzieć.
Strasznie go skrzywdziłam tym że,no właśnie,że jestem.
Więc zastanawiam się nad tym żeby mnie nie było.Całe życie jestem dla innych tylko zbędnym towarem,i tak już chyba pozostanie.Sam Misiek powiedział,-skoro ci to mówi tyle osób to chyba coś w tym jest...-
Okrutne to prawda? Ja nawet swojego psa tak bym nie potraktowała.
Całe życie człowiek się przekonuje że jednak,jest sam.