Dodaj do ulubionych

patologiczna (?) wdzięczcność

15.10.10, 15:51
Mam niesamowitego męża. Poznaliśmy się jak już wiadomo, że jestem chora a choroba nie ma lekkiego przebiegu (byłam już wtedy dwukrotnie hospitalizowana). Już jak chłopak, narzeczony a potem mąż z anielską cierpliwością i zrozumieniem znosi moją chorobę. Nie będę pisać o szczegółach, ale w tym co robi dla mnie jest naprawdę niesamowity. Nigdy nie skarżył się na swój los. Nigdy nie miałam obaw, że nie wytrzyma mojej choroby i odejdzie. Eh... dużo by pisać.

Jestem mu bardzo wdzięczna.


No i własnie z tą wdzięcznością jest problem - związane jest to z tym, żechyba nie daję sobie prawa do złości do niego, pretensji, zniecierpliwienia, niezadowolenia itd. Tu nawet nie chodzi o wyrażanie tych uczuć. Ja czegoś takiego poprostu nie czuję a jak zaczynam czuć to zaraz sobie przypominam co on robi dla mnie i wszystko przechodzi w jednym momencie. Takie gaszenie złości za pomocą wdzięczności wink

Zaczynam się zastanawiać czy to normalne, czy to aby nie jakaś patologia...
Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • czubata Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 16:09
      Normalnością jest mieć normalne uczucia i normalnie je wyrażać.(Jestem na niego zła,to jestem,i koniec kropka.Nie ma sensu głaskać kota na śmierć.) Normalność dla nas nienormalnych i naszych bliskich to lekarstwo,oni chcą normalnie,to trzeba im czasem dać po smakować normalnośći,czyli palnąć ścierą przez łeb jak się ma dość.(ścierą to dzieciaka,męża można wałkiem)smile
      • awanturka Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 16:23
        Tylko jak mam mieć do niego pretensje np. o porozrzucane chusteczki do nosa, nie pościeraną podłogę w łazience, nie sprzatnięte skarpetki jak są długie okresy, gdy ja niczego po sobie nie sprzątam i mieszkanie jest zapuszczone do granic mozliwości, albo on sprzątanie spada na niego i sprząta po mnie?

        jak zezłościć się na niego, ze szurnął krzesłem wychodząc do łazienki w nocy i mnie gwałtownie obudził, jak ja niejednokrotnie budzę go w nocy i wypłakuję przed nim swoją depresję?

        Jak mieć pretensje, że nie zapłacił czynszu w termiinie jak sama nad opłatami nie panuję i myslenie o tym spadło wyłacznie na niego?

        Jak złościć się na niego, że nie chce ze mną iść na imieniny do mojej siostry jak wieliokrotnie na spotkania rodzinno/towarzyskie chodził wielokrotnie sam bo ja miałam depresję?

        iitp, itd
        • czubata Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 16:37
          Awanturko,co by ci powiedzieć: no normalnie no.Od dawien dawna wiadomo że kobiety mają nastroje,zwal na napięcie przedmiesiączkowe.To ty nie wiesz jak to jest fajnie się bez sensu pokłócić żeby się potem z tego śmiać? Ostatnio facet mój zniknął mi z pola widzenia na dzień cały w week-end.Alleeee mu się dostało przez telefon.Jak wrucił to się z tego uśmieliśmy,powiedział że myślał już że ja się nim w ogóle nie interesuje i jest mi wszystko jedno,bo na ogół nie dzwonię kierując się wyrozumiałością,bo tak,on przecież ma prawo odpocząć od domu i ode mnie takiej nie dobrej,ma swoje sprawy i bla bla.A on tak bardzo w głębi duszy pragnął dostać ten opiernicz.Bo to takie normalne że kobieta się czepia.
    • majagor Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 17:04
      awanturka napisała:
      > Zaczynam się zastanawiać czy to normalne, czy to aby nie jakaś patologia...
      > Co o tym myślicie?

      To jest miłość właśnie. Ot tyle.
      • czubata Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 17:07
        Zagłaskiwanie na śmierć to nie miłość Maju,i życie w ciągłym poczuciu winy to też nie jest miłość.
        • 36.a Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 17:27
          Dokładnie.

          Awanturka, rozmowa. Albo zwyczajnie napisz do niego maila, kartkę i połóż w kuchni.
          Nawiasem mówiąc - wcale nie jest idealny skoro jak piszesz "mieszkanie bywa zapuszczone". Jest człowiekiem. Krzyknąć na ukochanego człowieka można, patelni nie polecam (mam dwie nowe cudne włoskie, szkoda ich...) Dlaczego niby sprzątanie miałoby być scedowane na kobiety?
          Może się i mylę, ale tak jakby Twój mąż nie miał zaznaczonych własnych granic, ciepłe kluchy? (nie chciałam, tak mi się napisało) Równowaga nie może być zaburzona, tak sobie myślę. A w związku faktycznie jest miejsce na wrzask i ciepło. Na awawanturę nomen omen, też. Możęsz go sprowokować, ostatecznie. Puszczam oko.

          * a awanturka to pasta, którą bardzo lubię (dziś nie ma w lodówce białego serka, a szkoda)
        • majagor Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 20:53
          Pisałam o miłości z jego strony.
          I nadal uważam tak.
          To jest lepszy "objaw" miłości niż strasznie kogoś, że związek się popsuje jeśli nadal będzie się w depresji - bywały takie teksty na forum też. Będziesz niegrzeczna, nie zrobisz czegoś to rozpadnie się nasz związek - coś w tym stylu.
          Wolałabym być zagłaskana przez mojego faceta, aniżeli zastraszana i szantażowana - bo to drugie nie ma nic wspólnego z miłością. A takie nadmierne głaskanie może wynikać z miłości, opiekuńczości, czułości, troski i obawy o drugą osobę.

          Co do tej wdzięczności Awanturki... nie pisać, nie wysyłać maili - porozmawiać wprost. Jeśli jest się z kimś blisko, jeśli jest się mężem i żoną to chyba można otwarcie porozmawiać na każdy temat i nie trzeba bawić się w liściki. Słowo pisane nie zawsze będzie dobrze odebrane przez drugą stronę. Czasami pisanie zaburza kontekst, czasami osoba czytająca źle interpretuje to, co napisaliśmy. Więc... lepiej rozmawiać. Pomalutku, spokojnie. On wszystko zrozumie.
          • czubata Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 21:19
            Piszę odnośnie problemu awanturki,bo to ona zgłosiła problem nie jej mąż,i nikt nie kwestionuje że jej mąż ją kocha.Moim zdaniem to awanturka go głaszcze na śmierć niepotrzebnie,po prostu.Zakładam że gdybyś awanturko pozwoliła sobie na pewne emocje,jakby nie było normalne,to on kochałby dalej,i tak wiele widział i przetrwał.Gdyby to twoje hamowanie emocji nie gryzło cię,nie napisałabyś o tym.Żyjesz w poczuciu iż jesteś mu wdzięczna za cały wszechświat,on wiele dla ciebie zrobił więc trzeba chodzić na paluszkach,obchodzić się z nim jak z jajkiem.Z racji tego że on wiele przetrwał,zakładam że jajkiem nie jest,a normalne związki to takie w których człowiek się czuje swobodnie. Pogadać z nim o tym można,ale wyrażanie emocji to nie kwestia jednej pogadanki,lecz zmiany spojrzenia na daną kwestię.Ktoś by tu powiedział: psychoterapia wręczwink
            • 36.a Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 22:27
              big_grin ----> "psychoterapia" mówią zwykle ludzie w terapii - ci wyslaliby na terapię caly swiat. korzystają z jej niewątpliwych dobrodziejstw. hm.
          • 36.a Re: patologiczna (?) wdzięczność 15.10.10, 22:25
            śmieję się: w depresji "nie chce mi się z Tobą gadać" w najdelikatniejszej wersji. po prostu: nie jestem w stanie mówić. dlatego pisanie wydaje mi się być niezłym sposobem na porozumienie, lepszym niż duszenie w sobie. a zagłaskać kotka można na śmierć. mówi się o też o slodyczy aż do porzygania.

            znowu pijesz do mnie: odpowiadam - nie jestem zastraszana. a Ty?
            nie odpowiadaj proszę.
            • majagor Re: patologiczna (?) wdzięczność 16.10.10, 08:02
              Nikt cię nie pytał, czy zastraszana jesteś. To już przecież zostało ustalone gdzieś tam. Ale nieważne.

              Ja do nikogo/niczego "nie piję", "nie piłam", a podałam tylko PRZYKŁAD "miłości", czy też "pseudo-miłości", która była opisywana tu na forum. A przez kogo, kiedy, po co - w tym momencie jest nieważne. Wybacz, skoro ktoś o czymś tutaj pisze, musi liczyć się z tym, iż ktoś inny to przeczyta, skomentuje, czy później nawiąże do tego. To jest forum, a nie pamiętnik nastolatki.

              Miłego dnia życzę.
              • lolinka2 Re: patologiczna (?) wdzięczność 16.10.10, 08:06
                to czym jest miłość wobec tego? tym, że ona go uwielbia i ubóstwia a on ją wlecze za włosy po podłodze?

                bo moim zdaniem wcale nie.
                • majagor Re: patologiczna (?) wdzięczność 16.10.10, 08:19
                  Ale nikt tu nikogo nie wlecze po podłodze. Przynajmniej tego nie wyczytałam.
                  A jeśli o mnie chodzi - bo do tego pewnie nawiązujesz - ja już 100 razy wyjaśniałam, że to był mój głupi wymysł. Ot tyle. Ale zdaje sobie sprawę, że możesz do tego nawiązywać, bo pisałam tutaj takie rzeczy. A że były one głupotami, moją głupią, chorą wyobraźnią. No cóż. Mój błąd. Chora mocno byłam [teraz nadal jestem chora, ale powiedzmy, że ustabilizowana]. Ale już sobie to wybaczyłam smile
                  I więcej tłumaczyć tego nie będę.

                  Ale jak chcecie, nawiązujcie do tego ile chcecie. Macie prawo do tego. Po mnie spływa to, jak po kaczce. Bo w końcu wiem jak jest, jak było smile
                  • 36.a Re: patologiczna (?) wdzięczność 16.10.10, 09:32
                    Maja, dziecko, lecz się... Przepraszam, że tak napisałam. Ja się leczę, to tak dla porządku. Nie maluję tu idealnego obrazu swojego życia. Ja jestem ułomna, ludzie otaczający mnie również maja wady. stop.

                    poproś panią w tym gabinecie, aby BPD zrobila piórem wiecznym sad

                    awanturko, wybacz off-topic. już go kończę.
                    • majagor Re: patologiczna (?) wdzięczność 16.10.10, 09:45
                      Skoro ty nazywasz mnie "dzieckiem", jak ja mam ciebie nazwać?
                      Starą zołzą?

                      Leczę się, mam się dobrze. I na szczęście, nie ty decydujesz, co w kartotece mam. Zadbaj o swoje leczenie, a moim się nie martw.

                      P.S. Miłego pobytu w szpitalu smile
                    • lolinka2 Re: patologiczna (?) wdzięczność 16.10.10, 18:46
                      kurczę, 36.a polepszyło mi się, czy pogorszyło...? tongue_out tongue_out tongue_out

                      normalnie czterema posiadanymi kończynami podpisuję się pod Twoimi słowami smile
                • 36.a Re: patologiczna (?) wdzięczność 16.10.10, 09:28
                  dziękuję Ci
    • jolanta534 Re: patologiczna (?) wdzięczcność 15.10.10, 22:51
      Musi to być mąż bardzo,bardzo cierpliwy...i prawdziwy przyjaciel gdzie takiego znalazłaś?Zazdroszczę ci tak zwyczajnie po babskusmile
    • quaxo Re: patologiczna (?) wdzięczcność 16.10.10, 18:59
      Jeżeli jest naprawdę dobrym mężem, to po co mu robić awantury o drobiazgi? I tak (przepraszam) nie ma łatwo w życiu z Chadowcem - taka jest prawda niestety. Już sama nieprzewidywalność choroby i objawy depresji i manii na pewno są dla niego ciężarem. Tym bardziej awanturko, że piszesz, że przechodzi w jednym momencie. No to super, z tego co wiem to raczej świadczy o dojrzałości - zamiast robić sobie piekło w związku o niepozmywane naczynia myślimy o tym, ile partner dla nas znaczy i niepozmywane naczynia okazują się nie być problemem. Tym bardziej, że ja w poście nie widzę frustracji, tylko raczej zastanowienie. Według mnie wszystko jest ok, co innego, gdyby np. stosował przemoc fizyczną, psychiczną, zdradzał, etc. a Ty byś i tak wybaczała z poczucia winy przez chorobę - wtedy to jest patologia. Tak według mnie. smile
    • xsenia Re: patologiczna (?) wdzięczcność 16.10.10, 19:05
      IMO masz niskie poczucie własnej wartości
      • 36.a Re: patologiczna (?) wdzięczcność 16.10.10, 22:30
        Jakie przesłanki tak Tobie powiedziały? big_grin
      • dr.zabba Re: patologiczna (?) wdzięczcność 16.10.10, 23:13
        zgadzam się, im niższe poczucie własnej wartości tym większe gloryfikowanie partnera
    • dr.zabba Re: patologiczna (?) wdzięczcność 16.10.10, 23:12
      Znam, awanturko, taką wdzięczność, a może idealizowanie własnego męża, znam z autopsji. Najogromniejsze rozmiary przybierało to w czasie depresji, zarówno, kiedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem i potem w małżeństwie. Ale występowało to również poza depresjami. W depresji on był doskonały, ja byłam do niczego. Im gorzej postrzegałam siebie, tym lepiej jego. W ostatniej depresji mówiłam mu o tym, mówiłam że jest aniołem i on tego nie chciał. Wcale nie czuł się z tym dobrze. Ta dysproporcja była dla niego trudna do udźwignięcia. Chciał symetrii, normalności. O sobie piszesz, że gasisz wdzięcznością złość, że jej nawet nie czujesz. Złość to temat rzeka, a nieobecność złości - jeszcze większa rzeka wink. Pytanie jest takie, czy Ty faktycznie jej w sobie nie masz, czy tylko nie pozwalasz jej zaistnieć w swojej świadomości. Rzeczy które wymieniłaś: rachunki, wyjścia na imprezy - to nie musi budzić złości, to drobnostki... Tylko pytanie, czy faktycznie się nie złościsz, czy głupio Ci się do tego przyznać.
      Złość nie musi oznaczać zrzędliwych przytyków, bezowocnych pretensji. Jeśli coś Ci naprawdę przeszkadza - porozmawiaj z nim o tym. Tak po prostu.
      • czubata Re: patologiczna (?) wdzięczcność 17.10.10, 09:11
        dr.zabba napisała:

        > Znam, awanturko, taką wdzięczność,

        Myślę że wiele osób tutaj zna taką wdzięczność.I podobne ma bądz miała odczucia jak awanturka.
    • awanturka Re: patologiczna (?) wdzięczcność 17.10.10, 15:54
      Dzieki za to co napisałyście. Dało mi to do myślenia (nie tylko przez to, że mi w tym co piszecie wszystko pasuje ale i przez wewnętrzny sprzeciw jaki to wywołały niektóre posty).

      Jedno jest pewne - ten post, fakt, że go w ogóle napisałam świadczy o tym, że coś jednak jest nie tak, że coś mnie niepokoi, że coś mnie uwiera, że może w układach mąż-ja nie jest tak wszystko idealnie jak tutaj piszę. Ktoś tutaj napisał (lolinka?), że idealizuję męża. Pewnie tak jest.

      Muszę to wszystko od nowa przemyśleć. Zaczynam już łapać jakiś wątek w tym wszystkim, ale do pełnego obrazu bardzo, bardzo daleko...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka