12.11.10, 13:20
Hej!
Mam pytanko do tych co są w związku albo byli smile
Otóż wygląda to tak, że spotykam się od jakiegoś półtora miesiąca z facetem. Jest nam ze sobą dobrze a ja zakochałam się po uszy. Moje otoczenie uważa że on tez się zaangażował.
No i powinnam być bardzo szczęśliwa prawda? No i niby jestem. Ale mam problem - depresja. Nastrój mi się po zmianie leków poprawił ale somatyczne objawy depresji trzymają mnie mocno uncertain Teraz lekarz zwiększył mi lamitrin, żeby te objawy zniwelować.
No to teraz pytanie - czy to normalne??? Czy nie powinno być tak, ze skoro jestem wreszcie z kimś w związku, skoro jestem zakochana i zadowolona to depresja powinna przejść całkowicie??? Czemu zostały objawy somatyczne depresji, nie rozumiem tego sad Jak to jest z wami, czy związek niweluje waszą depresję?
Obserwuj wątek
    • czubata Re: Związek 12.11.10, 13:45
      Zaburzenia w czynności mózgu to zaburzenia w czynności mózgu i tyle.Miłość raczej nie powoduje lepszego wychwytu serotoniny.Jest jesień,sezon na depresję,ty jej bardzo nie chcesz mieć bo żyjesz w przeświadczeniu że POWINNAŚ być teraz szczęśliwa i ją wypierasz więc się daje we znaki w ciele.Jak wiesz,jestem w związku i to się ma nijak do mojego samopoczucia.Jak ma być dobrze to jest dobrze,a jak zle to zle.Tak, że to jest kebli całkowicie normalne w tej naszej nienormalności.wink
    • tlenoterapia Re: Związek 12.11.10, 17:02
      Moze gdyby nie związek i zakochanie było by gorzej -gigadepresja ,a tak mini depresja smile
    • quaxo Re: Związek 12.11.10, 17:53
      Nie.
    • dr.zabba Re: Związek 12.11.10, 20:33
      Pierwszą megadepresję miałam, gdy znajomość z moim obecnym mężem robiła się "poważna". To było straszne, prawie nam rozwaliło związek, gdyby nie hipo, która przyszła w porę... strach się bać - może nas by nie było - okropne!
    • xsenia Re: Związek 12.11.10, 21:36
      wiesz........

      nie zrozum mnie źle, ale twoja teoria depresji przypomina dawne teorie histerii skoncentrowana na czynności macicy, a współcześnie rzecz ujmując tzw. "syndrom niedopchnięcia"
      • ergo_pl Re: Związek 15.11.10, 11:59
        jest taka teoria, że mówiąc o innych, często mówimy o sobie...
    • 36.a Re: Związek 13.11.10, 01:10
      Mialam taki moment w osobistej historii, że chciałam odstawić antydepresanty - endorfiny, hormony szczęścia aż promieniowały ze mnie. Później przyszedł stan mieszany a potem króciutki związek się skończyłsmile
      Związek jako taki nie jest stanem sielanki, niesie za sobą również problemy, czasem b. duże i że depresja się skończy można myśleć, gdy się jest długo samemu. Miłość leczy, ale i kaleczywink
    • beatrix-kiddo Re: Związek 13.11.10, 09:34
      Mój związek absolutnie nie niweluje mojej depresji.
      Mam rapid cycling, szybko mi się zmienia. Mój mężczyzna od początku wie, na co choruję, z własnej nieprzymuszonej woli przegrzebał internet douczając się, poza tym rozmawialiśmy. Przetrwał i przetrzymuje dni, kiedy leżę w łóżku i nie mam siły nawet umyć zębów. Rozumie, że to nie jego wina.
      Związek nie może niwelować depresji, może pomagać je przetrwać, tak myślę.
      • kara.mija Re: Związek 13.11.10, 23:15
        Nie niweluje, czasem pogłębia nawet .
    • zlaja Re: Związek 15.11.10, 08:52
      To byłoby świetne lekarstwo na depresję, zakochać się! Zakochanie na pewno nie leczy depresji, a czasami może być jeszcze gorzej tak jak już tutaj ludzie napisali, co zresztą ja potwierdzam. Mąż, dzieci też nie zmniejszą, ani nie wyleczą depresji jak myślą niektóre mamy, babcie... i młode kobiety. Czy objawy raka Ci miną jak się zakochasz?
    • majagor Re: Związek 15.11.10, 10:23
      Sam związek nie pomoże, nie sprawi, iż depresja się nie pojawi, czy też szybciej zniknie. Aż tak wspaniała miłość nie jest. A szkoda.
      Ale sama z siebie, na podstawie własnych doświadczeń powiem, że miłość, "ta" osoba, pomaga przejść przez depresję. Bo przecież "razem" jest zawsze łatwiej.
      Oczywiście łatwiej jest tylko wtedy, gdy ta druga strona rozumie, akceptuje, wie o co chodzi.

      Ileż mi było łatwiej, przyjemniej, gdy w sytuacji awaryjnej On wchodził ze mną do gabinetu lekarza i za mnie mówił - bez sytuacji awaryjnej czeka pod gabinetem.
      Ileż mi było łatwiej, gdy że wiedziałam, że On przyjedzie do mnie i pójdzie ze mną do łazienki, do wanny i mnie umyje.
      Ileż mi było łatwiej, gdy wiedziałam, że on zawsze odbierze telefon i posłucha mego płaczu, marudzenia itd...
      Niby proste rzeczy, banalne wręcz... a jakie ważne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka