23.11.10, 19:31
Byłam u nowego lekarza.
Rozmawialiśmy prawie godzinę.
No i... on wykluczył CHAD, bordera też... Dziwił się, kto mi takich głupot do głowy nawkładał. Oczywiście podkreślał, że moje zachowanie może przypominać CHAD, ale nim nie jest. No i zagrożona genetycznie/rodzinnie jestem. Więc na razie on zachęca mnie do zażywania leków [w mniejszych niż dotychczas dawkach], ale tylko zachęca. Bo brać ich nie muszę. Ale pewnie się na nie jeszcze jakiś czas zdecyduje... one mają mi pomagać zmniejszać, likwidować mą chwiejność. Może po terapii bez nich się uda?

Wg niego mam osobowość chwiejną emocjonalnie [ale typ impulsywny - nie żadne borderline, które tu pewne osoby chciały mi wpisać długopisem w kartotekę - pewnie będą teraz próbowały mi wmówić, że jednak mój lekarz nie ma racji... no ale jednak wierzę bardziej komuś, kto się na tym zna, kto miał ze mną do czynienia wink].
Powiedział jedno, ważne dla mnie zdanie - "NA PEWNO nie jest pani chora psychicznie". Musiał powtórzyć to dwa razy, abym zrozumiała, co do mówi wink
Proponuje mi terapię na oddziale dziennym, abym jak najwięcej z terapii mogła zyskać, aby on mógł mnie jeszcze poobserwować.
Tak więc przekreślił CHAD, wymazał borderline... i wpisał F60 smile

Troszkę na razie w to wszystko nie wierzę. Troszkę muszę to przemyśleć. Oswoić się z myślą.
Ale troszkę się też cieszę. W końcu ktoś, LEKARZ, powiedział, iż nie jestem chora psychicznie!
Obserwuj wątek
    • xsenia Re: Ha! 23.11.10, 19:35
      > Tak więc przekreślił CHAD, wymazał borderline... i wpisał F60 smile

      antydepy oczywiście masz pełnopłatne
    • ergo_pl Re: Ha! 23.11.10, 19:48
      Maju, jeśli diagnozy są tak różne, to chyba przydałaby się jeszcze jedna opinia.
      Absolutnie nie chcę Cię zdołować czy coś w tym stylu i oczywiście życzę potwierdzenia tej nowej diagnozy, ale sprawę trzeba przemysleć.

      Pozdr. https://emotikona.pl/emotikony/pic/oczko.gif
      • majagor Re: Ha! 23.11.10, 19:56
        Nie, nie.
        Ten CHAD to był większy mój wymysł niż wymysł lekarzy.
        Kiedyś pewnie do innego lekarza trafię... ale teraz nie idę tego konsultować. Bo po co?
        Leki będę zażywać [troszkę tylko mniej niż dotychczas], do lekarza na kontrolę zgłoszę się za 2 miesiące itd itd. W tym się nic nie zmienia. Tylko w mojej GŁOWIE się zmieni smile

        Co do płatności za leki... Średnio mnie teraz to martwi.. Wolę się cieszyć, tym co dziś o sobie usłyszałam, niż szukać wad tej diagnozy! Zresztą moje leki nie są bardzo drogie. Nawet bez refundacji.
    • 36.a Re: Ha! 23.11.10, 19:53
      Ja się nie znam, ale depresja na pewno nie, skoro nie potrafiłaś zrozumieć, że można nie mieć siły sprzatnąć. Może tamten lekarz nie był psychiatrą?
    • drugikoniecswiata Re: Ha! 23.11.10, 20:13
      Powiem tak. Lekarz, który na pierwszej wizycie mówi jakiekolwiek "na pewno" budzi we mnie co najmniej niepokój. Niezależnie czy jest to "na pewno ma pani chad" czy "na pewno pani go nie ma". A już zwłaszcza diagnozowanie osobowości w czasie jednej wizyty mnie poraża.

      I nie, to nie chodzi o zazdrość, choć przyznam, chciałabym coś takiego usłyszeć. Tyle, że nawet jakbym usłyszała, to wiele by nie zmieniło. Koń jaki jest każdy widzi. Życzę ci, żebyś wzięła z tego, co najlepsze do wzięcia - czyli trochę odczarowała dotychczasowe zafiksowanie i skupiła się na objawach, nie na diagnozie. Bo może faktycznie było nadmierne. Ale i przestrzegam przed stawianiem lekarza na ołtarzu i biciem przed nim czołem. Jest tylko człowiekiem, nie wyrocznią. Oby miał rację.
      • 36.a Re: Ha! 23.11.10, 20:17
        bingo...
      • lolinka2 Re: Ha! 23.11.10, 21:19
        tak, tak, tak.
      • poetkam Re: Ha! 23.11.10, 22:14
        A już zwłaszcza diagnozowanie osobowości w cza
        > sie jednej wizyty mnie poraża.

        Dokładnie to samo pomyślałam czytając Twój post, Maju. Pierwsza wizyta i już diagnoza, a właściwie jej brak? No nie wiem... Być może ten lekarz jest tak genialny, że "przejrzał" Cię na wylot na poczekaniu...

        Życzę Ci z całego serca zdrowia - to jasne jak słońce.
        ---
        "Bytka abo ne bytka to je zapytka"
        ---
        poetkowewiersze.blox.pl/html
    • dr.zabba Re: Ha! 23.11.10, 20:50
      Oczywiście wszystkie przedmówczynie mają po trosze rację.

      Ja tylko - nawet ostatnio - zastanawiałam się, że u Ciebie jest wszystko tak poukładane, że wszystko ogarniasz, dajesz radę, prowadzisz dom, zajmujesz się mamą, teraz prowadzisz dwa domy wink i nadal masz czas, żeby do mamy pójść... Jesteś uporządkowana i zdroworozsądkowa. Trzymasz się tak dzielnie. Nie znam historii Twojego chorowania, nie wiem, co się z Tobą i kiedy działo. Poznałam Cię w czasie choroby Twojej Mamy, zajmowałaś się nią znakomicie. Pamiętam zachwiania... nie było ich dużo... Nie wiem.

      Ale się cieszę, mocno Cię ściskam https://emotikona.pl/emotikony/pic/0drinks.gif
      • majagor Re: Ha! 24.11.10, 12:29
        dr.zabba napisała:
        > Ja tylko - nawet ostatnio - zastanawiałam się, że u Ciebie jest wszystko tak po
        > układane, że wszystko ogarniasz, dajesz radę, prowadzisz dom, zajmujesz się mam
        > ą, teraz prowadzisz dwa domy wink i nadal masz czas, żeby do mamy pójść... Jesteś
        > uporządkowana i zdroworozsądkowa. Trzymasz się tak dzielnie. Nie znam historii
        > Twojego chorowania, nie wiem, co się z Tobą i kiedy działo. Poznałam Cię w cza
        > sie choroby Twojej Mamy, zajmowałaś się nią znakomicie. Pamiętam zachwiania...
        > nie było ich dużo... Nie wiem.

        Dziękuję za zauważenie, za "pochwalenie" wink
        Ale u mnie nie zawsze jest super kolorowo.
        Mamą się zajmowałam, bo była moją Mamą. Najukochańszą. I wtedy była Ona najważniejsza.
        Domem się zajmuję... bo nie mam innego wyjścia. Nikt inny tu nie posprząta, nie wypierze, nie ugotuje...
        U Marcina pomagam... bo lubię remonty wink
        Więc to moje "poukładanie" nie wynika z tego, że jestem super, że jestem fajna, ale dlatego, że MUSZĘ. Musiałam o Mamę dbać, muszę teraz o dom dbać, muszę o grób dbać. Innego wyjścia nie ma? Czyż nie?
        Może jednak nie rozumiem depresji... bo ja sądziłam, że choć mam depresję, to MUSZĘ to zrobić. A może gdybym faktycznie miała silną depresję, to bym tego nie zrobiła? Nie wiem.
        Pozdrawiam!
        • beatrix-kiddo Re: Ha! 24.11.10, 12:35
          Maju, nie umniejszaj tego co robiłaś i robisz. Wiele osób MUSI (jak piszesz), a nie robi. Ty robisz. I za to jak najbardziej dostrzeżenie i pochwalenie Ci się należy smile
        • lolinka2 Re: Ha! 24.11.10, 13:24
          ...a może byś zrobiła.
          Ja jakoś jak najbardziej widzę możliwość "przymusowego" wykonywania pewnego minimum pomimo depresji. I to mi się nie "gryzie" jedno z drugim. Ba - moim psychiatrom też nie.

          Natomiast łapię mentalną wysypkę momentalnie wink gdy lekarz w pierwszym kontakcie podejmuje się radykalnych ocen stanu pacjenta, zwłaszcza podważając kompetencje innych...
          • majagor Re: Ha! 24.11.10, 13:36
            Że on podważa kompetencje swojej koleżanki [znają się przecież osobiście] średnio mnie interesuje. Niech sobie to między sobą rozgrywają. On jest starszym stażem lekarzem niż Pani Ładna - ona dopiero w trakcie specjalizacji.
            Że ja robiłam w depresji WSZYSTKO to też dla mnie normalne i nie uważam, że brawa za to otrzymać muszę.

            Ludzie, nie nakręcajcie się tak moją diagnozą, czy zmianą diagnozy. Widzę, że bardziej Was to martwi niż mnie. Przecież to NIC aktualnie nie zmienia. NIC, a Wy hałas robicie - tylko nie wiem po co i dlaczego.
            Mam wrażenie, że macie ochotę go zlinczować... no bo jak on śmiał?
            • lolinka2 Re: Ha! 24.11.10, 13:53
              a) ja się nie nakręcam
              b) lincz funduję ludziom z innej okazji, niekoniecznie nieznanym mi lekarzom za zmianę diagnozy obcej mi osoby
              c) po prostu czerwona lampka mi mrugać zaczęła i tym się dzielę - uważałabym, wiem, że etykietka vel jej brak zmienia niewiele, ALE mimo wszystko zmienia.

              No i fakt, że w DSM IV są dość konkretne kryteria kliniczne rozpoznania F.31, które - jeśli uznać za prawdziwe informacje, które podawałaś na forum - zostały w tym przypadku spełnione, więc nie wiem po co (dla splendoru??) podważono rozpoznanie. Tego bym się obawiała.
              • majagor Re: Ha! 24.11.10, 14:03
                O kryteriach rozmawialiśmy. On uważa, że ich nie spełniam. Moje zachowanie przypomina je, ale niekoniecznie mogę się pod nimi podpisać. On pewne me zachowania zupełnie inaczej interpretuje. Ja na nie inaczej patrzyłam. I stąd ta rozbieżność.

                Np. uważałam, że mój napęd w pracy był ewidentną hipomanią. On wybił mi to z głowy. Czyli nigdy nie przeżyłam hipomanii, o manii nie wspominam w ogóle - bo to wiem sama, że nigdy tego nie miałam.
                Np. uważałam, że w styczniu miałam depresję, ewidentną depresję - w końcu Pani Ładna wysyłała mnie do szpitala. On nazywa to "tylko" epizodem depresyjnym, epizodem depresji sytuacyjnej [podobną diagnozę mam na wypisie ze szpitala zresztą].

                Ot tyle.

                Zaznaczam po raz kolejny, ta diagnoza, zmiana diagnozy wiele w moim życiu nie zmieni. Nie będzie jakieś rewolucji. Leki przyjmuję, pod opieką lekarzy będę, na terapię się wybieram... więc dlatego nie rozumiem hałasu wokół tego tematu.
                Nie jestem na tyle głupia i nierozsądna, żeby teraz rzucić w cholerę, bo usłyszałam, że zdrowa jestem itd. O to proszę się nie martwić wink
                • xsenia Re: Ha! 24.11.10, 17:44
                  > Np. uważałam, że w styczniu miałam depresję, ewidentną depresję - w końcu Pani
                  > Ładna wysyłała mnie do szpitala. On nazywa to "tylko" epizodem depresyjnym, epi
                  > zodem depresji sytuacyjnej [podobną diagnozę mam na wypisie ze szpitala zresztą
                  > ].
                  >
                  > Ot tyle.

                  byłaś w końcu w tym szpitalu, czy nie byłaś?
                  • majagor Re: Ha! 25.11.10, 11:27
                    xsenia napisała:
                    > byłaś w końcu w tym szpitalu, czy nie byłaś?

                    Nie no. Nie byłam. Zawzięłam się i "poradziłam" sobie sama - mam na myśli styczeń 2010.
                    A wypis ze szpitala mam z 2006 roku - wtedy to był "nagły przypadek" i zgodziłam się na leczenie.
                    • xsenia Re: Ha! 25.11.10, 16:46
                      ...i z tego psychiatryka w 2006 wyszłaś już jako chadowiec?

                      tak sobie tylko dywaguję, wiem jak to jest mieć entą diagnozę i wiem, też że diagnoza sama w sobie nie ma żadnej wartości. twoja radość z odklejonej etykietki wariatki jest IMO nadmierna.
                      nie ważne, co stoi w karcie. ważne jak TY się czujesz, jak funkcjonujesz, jak reagujesz na leczenie.

                      w tym samym czasie 2 różnych medyków stawiało mi skrajnie różne diagnozy
                      a) popierdolona neurotyczka wymyślająca sobie problemy -> naprawić na psychoterapii
                      b) ciężka depresja psychotyczna -> włączyć neuroleptyki

                      za b) przemawia reakcja na leki, ale jakie to ma znaczenie? w praktyce żadnego.

                      • majagor Re: Ha! 25.11.10, 20:06
                        xsenia napisała:

                        > ...i z tego psychiatryka w 2006 wyszłaś już jako chadowiec?

                        W wypisie mam wpisane "zespół depresyjny".
                        W opisie mego stanu, który jest na owej karcie, nie ma także żadnej wzmianki o CHAD'ie.
                        Nie podawano mi w szpitalu nawet stabilizatora, tylko i wyłącznie lexapro, które jest antydepresantem i które przyjmowałam jeszcze przez ok. roku po szpitalu.
                        Stabilizator miałam przed szpitalem jakiś czas i potem w 2008 roku ponownie mi go zlecono.
    • quaxo Re: Ha! 23.11.10, 21:06
      A ja powiem: gratulacje! smile
      • alx.76 Re: Ha! 23.11.10, 21:17
        ja też gratulujęsmile)
        podoba mi się tu u Wassmile
        • alx.76 Re: Ha! 23.11.10, 21:22
          jak wszyscy się chwalą to ja teżsmile
          mój Chłopakwink bo często tak do niego mówię przeczytał mój wątek tu... i wiecie co byłam zupełnie zaskoczona, podziękował mi za to co dla niego robięsmile
          • sensi41 Re: Ha! 23.11.10, 21:23
            smile
          • dr.zabba Re: Ha! 23.11.10, 21:48
            Na coś się przydaliśmy smile
            • alx.76 Re: Ha! 23.11.10, 22:55
              dr.zabba napisała:

              > Na coś się przydaliśmy smile

              nawet nie wiesz jak bardzosmile
            • just-me-online Re: Ha! 23.11.10, 23:06
              > Na coś się przydaliśmy smile

              Ja też się podczepiam. Wielkie Dzięki!

              Just Me
              • czubata Re: Ha! 24.11.10, 07:34
                AXL,bardzo cieszę się że ty się cieszyć i tak trzymać.
                Maju, ja oczywiście życzę ci zdrowia jak najbardziej i oby ciebie wszystkie te choróbska ominęły,ale wybacz,wielce to nieprawdopodobne że przy pierwszej rozmowie lekarz byłby w stanie trafnie ocenić sytuację.Cztery lata czy nie wiem już ile jestem na obserwacji co to faktycznie jest a co nie jest,więc sama rozumiesz,nie jest możliwe aby przy jednej rozmowie cokolwiek zdiagnozować czy wykluczyć.Jak przeczytałam twój post uśmiechnęłam się gorzko pod nosem,jak to możliwe że lekarze takie kity wciskają ludziom i są tak nieodpowiedzialni...
                • kara.mija Re: Ha! 24.11.10, 09:03
                  Podzielam mieszane uczucia Dziewczyn mimo, że jakoś trochę mam podobnie jak Ty tzn. było podejrzenie o chad, teraz psych. twierdzi, że to pewne ale terapeuta który też jest psychiatrą twierdzi, że z moją głową jest wszystko w porządku tylko mam problem z emocjami. Jak mam te opinie pogodzić nie wiem - czasem myślę, że jednak nie mam chad. Najlepiej wie mój M. - wczoraj mi powiedział, że jestem chora wtedy kiedy mi wygodnie .........smile Tylko, że w depresji nie radziłam sobie z domem kompletnie.
                  • 36.a Re: Ha! 24.11.10, 14:05
                    Z głową w ChAD bywa zwykle w porządku...to nie jest choroba umysłowa.
    • majagor Re: Ha! 24.11.10, 12:22
      Otóż teraz co następuje.
      Wczoraj nagle zniknęłam bo film się zaczynał i uciekłam po prostu stąd... [Sensi, przepraszam!]

      Oczywiście rozumiem wszelkie wątpliwości Wasze, moje.. Daleka jestem od porzucania nagle leczenia, leków, terapii [której jeszcze nie zaczęłam]. Daleka jestem od wiary w postawienie prawidłowej diagnozy na jednym - nawet godzinnym - spotkaniu.
      Ale wiecie co sobie myślę?
      Ja sobie sama CHAD wkręciłam. Bo troszkę czasami zmienna byłam, bo Mama miała, bo stabilizatory mi podawano.
      A na dobrą sprawę, żaden lekarz, nie dał mi takiej diagnozy. Żaden - oprócz Pani Ładnej, której sama zasugerowałam cóż ja posiadam. I ona to wpisała dodając od siebie - ołówkiem - zaburzenia osobowości. Bywałam u innych lekarzy [sztuk 3 lub 4] i żaden o CHADzie mi nie mówił. Nawet na wypisie ze szpitala tego nie miałam. Ba, w szpitalu nawet stabilizatora mi nie dawano! I rok po szpitalu także nie.

      Lekarz wczoraj mi wytłumaczył, że ja na dobrą sprawę nawet hipomanii nie miałam, depresji mocnej pewnie też [dlatego tych przeklętych papierków nie rozumiem] - przeżywam ewentualnie takie doły sytuacyjne. Coś złego się wydarzy, to ja dołem na to reaguje, ale niby nie jest to jeszcze prawdziwa depresja. Moje wahania wynikają z tego, że taka już jestem. Nakręcam się, gdy jest coś do działania [np. praca, np. wyjazd], jest mi "powolniej", gdy nie mam nic do robienia [np. teraz]. Ale to nie CHAD, jeszcze nie CHAD. Choć przypomina CHAD - stąd ja sobie tak to właśnie wymyśliłam.
      Lekarz oczywiście po to zaproponował mi oddział dzienny, aby mógł mnie obserwować, mógł mnie bardziej poznać, aby mógł mi bardziej pomóc.
      I zachęcał mnie także do przyjmowania - na razie - leków. Troszkę okroiliśmy dawki, ale mam je zażywać. Antydepresant, abym czasami nie wpadła w jakąś jesienno-żałobną depresję, stabilizator - aby moje chwiejności zmniejszyć.

      Moja chwiejność, moje rodzinne uwarunkowania są bardzo dobrym gruntem na CHAD. I dlatego mam teraz być pod opieką psychiatry, czy też psychologa... aby do tego nie dopuścić.

      Diagnoza na dobrą sprawę nie jest tu ważna. Bo cóż to za różnica, jak to się nazywa? Ale skłania mnie to do przemyślenia wszystkiego, do przeszukania "siebie", do zastanowienia się. Poszukania "za" i "przeciw".
      Choć szczerze mówiąc, fajnie się obudzić z myślą, że ktoś Cię "ozdrowił" i zmienił dane w kartotece wink
      Ale to tylko kartoteka, to tylko literki. Życia mi to wielce nie zmieni.
      • 36.a Re: Ha! 24.11.10, 12:38
        Trudno Ci ufać...
        Przepraszam.
        • majagor Re: Ha! 24.11.10, 12:45
          Ja wiem, wiem. Ty się boisz takich jak ja... Zawsze o tym pisałaś.
          Ale trudno.
          Płakać z tego powodu akurat nie będę.
          • 36.a Re: Ha! 24.11.10, 12:51
            Rozmażesz makijażwink

            Nie, Maja, nie to. Mój rozum(ek) nie ogarnia, co z tego, co piszesz jest prawdą, co nie.
            Obawy, że bardzo nie wszystko jest prawdą.
            Stąd spora nieufność i patrzenie przez palce.
            Możesz olać.
            • majagor Re: Ha! 24.11.10, 12:56
              Więc olewam.
      • xsenia Re: Ha! 25.11.10, 16:50
        chwiejność emocji to co innego niż chwiejność nastroju.
        nie chcę cię zmartwić, ale to pierwsze trudniej opanować.

        można mieć wahania nastroju będąc jednocześnie stabilnym emocjonalnie, ale w drugą stronę to już nie działa. niestety.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka