Byłam u nowego lekarza.
Rozmawialiśmy prawie godzinę.
No i... on wykluczył CHAD, bordera też... Dziwił się, kto mi takich głupot do głowy nawkładał. Oczywiście podkreślał, że moje zachowanie może
przypominać CHAD, ale nim nie jest. No i zagrożona genetycznie/rodzinnie jestem. Więc na razie on zachęca mnie do zażywania leków [w mniejszych niż dotychczas dawkach], ale tylko zachęca. Bo brać ich nie muszę. Ale pewnie się na nie jeszcze jakiś czas zdecyduje... one mają mi pomagać zmniejszać, likwidować mą chwiejność. Może po terapii bez nich się uda?
Wg niego mam osobowość chwiejną emocjonalnie [ale typ impulsywny - nie żadne borderline, które tu pewne osoby chciały mi wpisać długopisem w kartotekę - pewnie będą teraz próbowały mi wmówić, że jednak mój lekarz nie ma racji... no ale jednak wierzę bardziej komuś, kto się na tym zna, kto miał ze mną do czynienia

].
Powiedział jedno, ważne dla mnie zdanie - "NA PEWNO nie jest pani chora psychicznie". Musiał powtórzyć to dwa razy, abym zrozumiała, co do mówi

Proponuje mi terapię na oddziale dziennym, abym jak najwięcej z terapii mogła zyskać, aby on mógł mnie jeszcze poobserwować.
Tak więc przekreślił CHAD, wymazał borderline... i wpisał F60
Troszkę na razie w to wszystko nie wierzę. Troszkę muszę to przemyśleć. Oswoić się z myślą.
Ale troszkę się też cieszę. W końcu ktoś, LEKARZ, powiedział, iż nie jestem chora psychicznie!