39.a
02.06.12, 16:08
zmarło dorosłe dziecko mojej bliskiej koleżanki. po wypadku żyło jeszcze kilka tyg. przepraszam, że piszę tak enigmatycznie. to jej prywatność. nie chciałam dzwonić i pytać, uznałam pewnie niesłusznie, że wszelkie pytania będą ranić. poprzestałam na kilku esemesach z wyrażeniem chęci pomocy zawsze, gdyby tylko tego potrzebowała.
nie udało się
byłam na pogrzebie, nie poznałam jej - rozpacz tak bardzo zmieniła jej rysy. wiedziałam, że tak bardzo chcę ją przytulić. szepnęłam do ucha, aby wiedziała, że jestem. przez kilka dni po pogrzebie nie mogłam sie pozbierać.
chcę do niej zadzwonić, może się spotkać, na kawie, na spacerze, bez znaczenia. i się boję. nie mam słów, aby ukoic tragedię, jej rozpacz jest tak duża, że nie wie czy wróci do pracy.
wymieniałyśmy esemesy i czułam chyba po raz pierwszy, że ona bardzo potrzebuje kontaktu. kiedyś oddzwaniała po kilku godz., uważałam, że to normalne. teraz odpowiedzi od razu... siedziałam na łóżku, pisałam do niej i tak bardzo płakałam. obiecałam, że zatelefonuję za kilka dni. i strach. słaba jestem.
dodacie odwagi?