Dodaj do ulubionych

nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej niż w

29.06.12, 01:09
Nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej niż w schronisku. Tego dowiedziałam się dziś. Może nie dosłownie, że gorzej, ale w każdym razie podobno istnieje takie ryzyko. Wytłumaczono mi, że pies potrzebuje ruchu i 4-5 godzin spacerów/biegania dziennie dla psa to zdecydowanie za mało. To, że po długim spacerze sam biegnie prosto do furtki, to wyłącznie dlatego, że wciąż nie czuje się pewny. Na pewno po dwóch godzinach biegania nie czuje się jeszcze zmęczony - mimo, że pod koniec spaceru już nie biegnie, tylko idzie spokojnie. Duży pies (15kg, może urośnie do 20, ale nie sądzę, żeby więcej) potrzebuje 300 metrowego domu. Piszę to, bo być może ktoś nieopatrznie tak jak ja ma średniego psa nie kupiwszy uprzednio wielohektarowej posiadłości. Ponadto uczenie psa jazdy autobusem jest głupotą. Bo przecież można nie ruszać się z domu dalej, niż da się na piechotę. Nie mam samochodu, a to kolejny argument uniemożliwiający posiadania psa większego niż York. Taka bardzo konstruktywna rozmowa trwała nieco ponad godzinę i z trudem udało mi się ją zakończyć, bo tak się jakoś porobiło, że nie za bardzo mam czas na jałowe dyskusje - wolę wyjść na spacer z psem wink I mnóstwo innych rzeczy mam do zrobienia.

Jedyne z czym jestem w stanie się zgodzić, to to, że pewnie mogłam wybrać nieco mniejszego psiaka. Ale ja w tym się zakochałam. Dokładnie w jego bracie, ale tamten już poszedł do ludzi. Oczywiście koronnym argumentem jest, że jak się przeziębię, to nie będzie miał się kto zająć psem. Bo ONA (ciocia tym razem, nie mama) jak jest ma katar to dwa dni nie wychodzi z łóżka. No cóż, mnie nie stać na taki luksus. Jakoś chyba już poza mną nie pamięta, że pod koniec pierwszej hospitalizacji, poleciało w moją stronę hasło - niech ona już wyjdzie z tego szpitala, bo potrzebne są pieniądze, musi wracać do pracy (chodziło o pomoc rodzicom).

No i ona lepiej ode mnie wie, jak czuje się mój pies i co myśli. Nie widziała go co prawda, ale doświadczenie ma większe - jej pies żył 7 lat, a ja ze swoim jestem 10 dni.

Ciężko się rozmawiało, trochę się tym wszystkim emocjonuję, ale już mnie to wszystko nie dotyka - z tego się cieszę. Tyle razy poradziłam sobie naprawdę w krytycznych sytuacjach, więc o psa też będę potrafiła zadbać. A spacery naprawdę dobrze mi robią. Mam o wiele więcej energii, zupełnie inaczej się czuję fizycznie. Usłyszałam też, że zbeszczeszciłam pamięć Tigerka - padło chyba inne słowo, ale mniej więcej o to chodziło. Bo ONA wzięłaby zwierzaka nie wcześniej niż za pół roku - nieważne, że do tej pory, to już bym pewnie wylądowała na zamkniętym w ciężkiej depresji, albo chociaż ryczała całymi dniami. Teraz nie mam czasu myśleć. Czasem sobie popłaczę, bo bardzo kochałam kocura, ale nawet gdy się pojawił to jednak nie zrobił w moim życiu takiej rewolucji jak pies. A tylko ja wiem, jak bardzo potrzebowałam obowiązku, za który dostanę miłość. Zapomniałabym, pies mnie jeszcze na pewno nie kocha, tylko jest ciągle przerażony - te dzikie skoki i urywający się ogon, to z pewnością oznaki strachu.

Wiele takich głupot jeszcze dziś usłyszałam. Oczywiście nie wiem, jak będę czuła się za rok i czy na pewno dam radę, ale wiem, że gdy nie robię manewrów pt. odstawiam leki, bo to tylko tarczyca to całkiem dobrze funkcjonuję. Jedyny minus, to brak jakiegoś motora napędowego, żeby mi się chciało chcieć. Założyłam kiedyś taki wątek, że mam w życiu głównie motywację negatywną - to zdecydowanie utrudniało mi wszystko, bo trudno się do wszystkiego zmuszać, bo jak nie to będzie gorzej. Teraz robię różne rzeczy, bo ktoś się do mnie przytuli, pomerda ogonem. A jak nie zrobię tego co trzeba, to też zamerda ogonem, tylko będę musiała wytrzeć kałużę. Ale żeby nie wiem co nie będzie wiercił dziury w brzuchu i robił różnych głupich rzeczy, które mają w zwyczaju robić ludzie, o których wiem, że mnie kochają. Tylko jakimś cudem nigdy tego nie poczułam. Ale w tej rodzinie chyba tylko ja odróżniam rozum od serca.

Kiedyś bym się załamała po takiej rozmowie. Ale teraz... wiem, co do mnie należy i resztę mam w nosie. A pies już tylko cichutko popiskuje, jak mnie nie widzi trochę za długo - o pierwszym wyjściu poinformował cały blok, a nawet z pół osiedla. Teraz (nagrywam, żeby wiedzieć jak się sprawuje) myślę, że najbliżsi sąsiedzi nie zauważyli mojego wyjścia. Po powrocie prawie już się nie żali jak bardzo tęsknił - po prostu się cieszy, że wróciłam.

Pamiętajcie, przed wzięciem psa, należy kupić całe Mazury, Nałęczów lub chociaż Kampinos. Niech już nikt więcej nie popełni takiego błędu jak ja!
Obserwuj wątek
    • ergo_pl Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 02:08
      Uff, nie ma to jak wszystkowiedzące osoby, zawsze duchowo wesprą, cholera jasna.
      Nóż się otwiera na takie gadki.
      I przyznam, że przebiegłam post tak "redakcyjnie", bo wqrw mnie chwyta na takich ludzi (sorki).

      Kampinos, piszesz?
      Ha, wszechświat trzeba oblecieć, a dla nich to i tak będzie za mało.
      W doopie miej zdania wszystkich, to Ty podejmujesz decyzje!

      I poradzisz sobie, koniec kropka.
      Minie trochę czasu, zanim on przyzwyczai się, pozbędzie się lęków, ZAUFA itd., itp., itd.

      I wiesz co - to WSPANIAŁE, że jesteście razem. Właśnie ON, TEN pies, i Ty big_grin


      • dzedlajga Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 06:28
        WIEM big_grin

        I bardzo żałuję, że kiepski ze mnie operator kamery, bo nakręciłabym film o tym, jaki to on jest zalękniony. Albo jakiejś szerokokątnej kamery bym potrzebowała, bo ta w telefonie ma za mały wyświetlacz, żeby za nim nadążyć. Bo podobno nie rusza innych kapci poza jednymi, które mu wolno tylko dlatego, że ciągle u mnie czuje się niepewnie. I z tego samego powodu zdarza się, że sam prowadzi do furtki. A ja głupia myślałam, że jak pies biega dwie godziny, to się zmęczy i chce do domu odpocząć big_grin

        No ale w końcu to mój pierwszy pies - mam prawo się nie znać wink
    • 39.a Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 07:36
      Nie doczytałam do końca.
      Bo tak samo zareagowałabym na czyjeś pie********
      Czemu nie powiesz komuś takiemu spi**********?

      (mam w rodzinie wujka, który chyba z racji posiadania naprawdę wielkich pieniędzy uważa, że może dyrygować wszystkim i wszystkimi. ostatnio po prostu wyszłam z rodzinnego przyjęcia nie pożegnawszy się z nikim. na kolejne nie pojechałam. szkoda zdrowia na zadawanie się z imbecylami sad
      • dzedlajga Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 11:47
        39.a napisała:

        > Nie doczytałam do końca.
        > Bo tak samo zareagowałabym na czyjeś pie********
        > Czemu nie powiesz komuś takiemu spi**********?

        Bo staram się nie schodzić poniżej pewnego poziomu. Próbowałam dowiedzieć się jakie wnioski w związku z tym powinnam wyciągnąć, albo co w tej dramatycznej sytuacji zrobić. Dowiedziałam się, że uważam ją za głupią - no comments
        • 39.a Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 12:17
          Poziomem jest - nie dać się poniżać i kończyć słuchanie w trzeciej maksymalnie minucie debilnych przemów. Nie używam wulgaryzmów w stosunku do ludzi. Ale czytając - i owszem. Nic innego mi nie przyszło do głowy. Dramatem jest, że się długo zastanawiasz, zamiast wyjść/uciąć etc. Przepraszam, jeśli za ostro zabrzmiałam. To TWOJE życie, nie jakiejś ciotki.
          • dzedlajga Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 01.07.12, 03:53
            39.a napisała:

            > Poziomem jest - nie dać się poniżać

            dlaczego uważasz, że dałam się poniżać? To, że pozwoliłam jej się wygadać? Ja byłam naprawdę ciekawa co ona jeszcze wymyśli. Może to niezdrowa fascynacja - ale dzięki temu lepiej wiem, z kim mam do czynienia

            i kończyć słuchanie w trzeciej maksymalnie
            > minucie debilnych przemów. Nie używam wulgaryzmów w stosunku do ludzi. Ale czyt
            > ając - i owszem. Nic innego mi nie przyszło do głowy. Dramatem jest, że się dłu
            > go zastanawiasz, zamiast wyjść/uciąć etc.

            Ale, że nad czym się zastanawiam? I to jednak nie była przemowa - starałam się, żeby to było coś na kształt dialogu. Dialogiem tego nazwać nie można, bo w mojej definicji dialogu, obie strony próbują dojść do porozumienia, zrozumieć punkt widzenia drugiej osoby itp. Tu nie ma o tym mowy.

            Przepraszam, jeśli za ostro zabrzmiał
            > am. To TWOJE życie, nie jakiejś ciotki.

            Pewnie, że moje. I żadne jej gadanie niczego nie zmieni. Ja się Najokrutniejsze co robię w takich sytuacjach jest to, że podczas gdy osobnik poniesiony emocjami gada od rzeczy, ja zachowując spokój próbuję uściślić pewne kwestie - jak ktoś mi gada jaką to głupotę zrobiłam, to próbuję dowiedzieć się, co zdaniem osoby x powinnam zrobić w zaistniałej sytuacji. Jak mi zarzuca, że uważam ją za głupią, to proszę o zacytowanie zdania, w którym dałam jej to odczuć (nie potrafiła wskazać takiego zdania). Oczywiście do żadnych konstruktywnych wniosków nie udało się dojść.

            Już wiem, następnym razem spytam ją jaki cel ma takie a nie inne jej zachowanie. Wiem, że nie będzie potrafiła odpowiedzieć, ale wciąż łudzę się, że może jednak spróbuje sama sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ale jeśli nie, to w końcu jej życie.

            Wiesz, ja nie chcę trzaskać drzwiami i robić pochopnie różnych rzeczy. Na to zawsze będzie czas.


            ps.
            kurczaki, taka urobiona jestem, że spać nie mogę. Jedną noc śpię jak należy, a kolejną tylko po parę minut - potem trochę odeśpię w dzień, ale to strasznie rozwala cały harmonogram. Ciągle jeszcze nie mogę wpaść w jakiś rytm i różne rzeczy robię chaotycznie, choć robię postępy - ale z nic-nie-robienia wpadłam w niesamowity wir zajęć. A jeśli nałożyć jeszcze na to minimum 4 spacery dziennie... A nie chcę ich za bardzo skracać, wolę uczyć go różnych rzeczy na żywym organizmie - przecież nie wezmę padniętego ptaka do domu. Choć w domu będziemy ćwiczyć jedzenie wyłącznie z miski, co jednak jakoś tam ze zdechłym ptakiem się wiąże, ale przez problemy żołądkowe nie mogłam przez pewien czas dawać mu nic poza kleikiem.
    • lolinka2 Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 10:14
      dzedlajga, swego czasu chciałam adoptować yorka, którego jakaś fundacja czy cuś wyprowadziło z pseudohodowli.
      I dowiedziałam się, że do bloku (tylko 96 m2 mamy, więc - prawda - mini lokal....), do dzieci (wszak to potwory na dwóch nogach), to ABSOLUTNIE NIE wolno yorka. Powinnam mieć dom, duże podwórze, elegancko ogrodzone, złote miski i żadnych dzieci. Wtedy być może...

      Finalnie mamy coś, co chyba miało być formą pośrednią między terierem rosyjskim a sznaucerem średnim - i trochę nie wyszło smile znaczy Zdzicha oraz spanielkę Anielkę (oboje ze schronu). Do tego dziś wieczorem przyjeżdża do nas na tymczas kolejny pies - drugi z rzędu spaniel, bo się bawimy w tymczasowanie...
      I co? da się? da się...

      reasumując:
      https://www.yearcats.com/wp-content/uploads/fukitol-sml1.jpg
      • czubata Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 12:03
        Dla psa się liczy że ma swoją ukochaną pańcie, reszta to szczegół. Oczywiście nie tylko wielkość psa się liczy ale i rasa. Taki husky w mieszkaniu faktycznie cierpiałby bo to pies stworzony do biegania. Widziałam natomiast że ludzie z powodzeniem trzymają w domu duże psy, i całkiem na zadowolone te psy wyglądają. Bywają psy leniwe które mimo masy lubią się wylegiwać całymi dniami jak koty. Pies lubi spacerować każdy, ale w schronisku to sobie może pospacerować po klatce i do tego jest bezpański i samotny, pewnie niezbyt dobrze karmiony. Się oglądało różne programy.
    • avi_co Bujam się 29.06.12, 14:07
      ... co najmniej od roku, czy nie zapuścić w mieszkaniu kota. Powstrzymuje mnie myśl, jak sobie poradzę z czyszczeniem kuwety i innymi czynnościami opiekuńczymi, gdy wpadnę w deprechę. Sama nie jestem wtedy się ogarnąć, a jeszcze zadbać o zwierzaka? Chciałabym, a boję sięsmile
      • ergo_pl Do Avi_co 30.06.12, 02:49
        Avi, nie bój się wziąć zwierzaka.
        Gdy było totalnie źle, ja zarastałam, chata zarastała, a kuweta --> sprzątnięta.
        Stoi w łazience, no i przy okazji... tylko jeden ruch łopatką wystarczy wink
        • avi_co Re: Do Avi_co 30.06.12, 10:55
          Miło by było mieć przy sobie futrzaka smile
    • caray Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 19:18
      Jezu, jakie pierdolenie!
      Może powinienem skomentować inteligentniej, ale brak mi słów.
      Po pierwsze, jakie bzdury, a po drugie nie jej sprawa.
      • dzedlajga Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 29.06.12, 20:31
        Wiesz, czasem to mam ochotę im wszystkim powiedzieć, że dziwię się, że mając taką rodzinę tak późno się rozchorowałam. Trochę symptomatyczne jest to, że w szpitalu wylądowałam w czasie, gdy mamusia u mnie mieszkała. Czasem waliłam głową o podłogę z bezsilności. Z cioteczką byłoby chyba jeszcze gorzej, ale na szczęście nigdy nie musiałyśmy razem mieszkać
    • deelandra Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 30.06.12, 11:03
      nie
      czytaj
      forów
      dla
      psiarzy
      !!!
      big_grinbig_grinbig_grin
      • dzedlajga Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 30.06.12, 14:18
        To do mnie?
        Dlaczego? Czytanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Gorzej, gdybym próbowała wszystkich słuchać big_grin Jeden mówi - rób tak, a drugi, żeby tak absolutnie tak nie robić.

        Warto poczytać, porozmawiać, posłuchać a potem zrobić po swojemu. A na razie potrzebuję różnych opinii i pomysłów bo przy pierwszym psiaku. W każdej dziedzinie oprócz wychowania i likwidowania strachów, bo do tego to akurat mam intuicję. Ale inne zdrowotno-żywieniowe kwestie... muszę mieć jakieś wytyczne i wiedzieć, że na przykład cebuli psu absolutnie nie wolno. Bo chciałam karmić cebulą, żeby nie psikać offem wink
        • deelandra Re: nie wiedziałam, że psu u mnie będzie gorzej n 30.06.12, 16:12
          pewno, że do ciebie, oczywiście czytaj, bo widzę, że masz dystans wink
          to tak jak z forami dla matek, wszystkie są najlepsze, a ty jedna nieudolna i krzywdzisz dziecko bo robisz inaczej, taki typowy internetowy wyscig szczurów smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka