01.11.12, 10:00
hej...
od lat mam problemy ze sobą przerózne, nie będę tu sie rozpisywała, bo szkoda czasu teraz, trafialam do roznych lekarzy i nic z tego nie bylo, kiedy trafiłam do psychiatry, który po kilku wizytach powiedział mi ze podejrzewa chad, ale ja wtedy tez piłam i powiedział mi ze musze przestac pic wiec juz do niego nie poszłam....to było rok temu, teraz nie pije od 6 miesiecy bo uznałam swoje uzależnienie po 6 miesiacach abstynencji poszłam teraz na terapie dla uzaleznionych, nie pije, rzuciiłam palenie ale....czuje ze to nie do ogarniecia....albo gadam jak nakręcona, albo trzęsę sia jak galareta, albo ma silny lek i poczucie wyobcowania, albo nagle się wszystko zatrzymuje spowalnia, moje myslenie, moje ruchy wszystko się ciagnie jak guma..i wtedy tez jest jakis nie pokoj, a za pól godziny gadam z mężem jak nakrecona i macham rękoma, ale za chwile nudzi mi się ta rozmowa i gapie sie w telewizor i chce mi sie płakac, smutno mi i sie boje.....i to wszystko w ciagu 1 dnia!....jestem wykończona, umęczona, jestem trakcie terai dziennej stacjonarnej uzleznien, ale ja się boje ze zwariuje....zapomniałam dodac, ze w trakcie jeszcze jakas straszna agresja - rozdraznienie - ja sie maz do mnie cos odezwie to ja potrafie kazac mu sie zamknac i wykrzykiwac tylko zeby sie zamknal///boje się, mam 3 dzieci, rodzine, myslałam, ze jak porzestane pic to wszystko bedzie lepiej......i ta moja durna głowa, co tam sie dzieje, raz kocham raz nie nawidze, na tej terapii teraz zrozumialam, ze ja byłam w zyciu juz kazdym i narkomanaka - 10 lat temu, samo przeszło, i hazardzistka 3 lata temu - samo przeszło i teraz alkoholiczka - 2 lata i tez juz nie pije....jakbym miała kilka wicielen, czasem jestem madra dziewczyna, wesoła, serdeczma, czasem potworem który rani pije zdradza ucieka...
ja nie mam watpliwosci ze to chad duzo czytam od roku, zasugerował lekarz, teraz nie wiem co dalej robic, nie moge przerwac terapii - jeszcze 6 tygodni, pracy juz nie mam, bo kazda ostatnio porzucałam, albo dla depresji, albo dla picia...maz nie rozumie, cieszy sie tylko jak jest miło wyłacza jak jest nie miło (leczy sie teraz tez - pił) mam fantastyczne dzieci, ale czasem jakbym nic do nich nie czyła, nie angazuje sie jak powinnam w ich zycie, czasem sie dre, mam tego dosc jestem tak potwornie zmeczona....................od roku albo dluzej tak sie czuje i juz nie mam sił sama na siebie, gdyby nie te dzieci chyba bym sie zabiła, ale boje sie nawet tego....czy to sie kiedys skonczy??????????boje sie brac leki, nie wierze lekarzon, płacze na wizytach, potem nie robie tego co powinnam....moze szpital???czy to sie kiedys skonczy>
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • minic05 Re: oszaleje 01.11.12, 10:20
      Jeżeli to Chad to nie boj się brać leków, one naprawdę pomagają, trzymaj sie
    • czubata Re: oszaleje 01.11.12, 10:20
      Myślę że twoje zmiany nastroju mogą wynikać z uzależnienia. Utrzymać abstynencje, rzecz bardzo trudna. Wydaje mi się że postawienie właściwej diagnozy może być trudne gdy jest uzależnienie.Początkowy okres abstynencji jest okresem bardzo trudnym. Jest potrzebna ogromna cierpliwość, wytrwałość i ciężka praca nad sobą która może zaowocować tym że to się kiedyś skończy właśnie. I tego ci życzę. Nie poddawaj się. Może przyjść taki czas kiedy nie będziesz mogła uwierzyć że miałaś takie problemy smile
      • miskolaj Re: oszaleje 01.11.12, 10:55
        smile znam objawy głodu alkoholowego i wiem jak trudno jest utrzymaywac abstynencje....ja nie pije od pól roku, nie od tygodnia, po drugie piłam jakis czas, a to co czuje jest mi znane od lat - zanim zaczęłam pic - gdyby nie to wszystko było by ok....od lat albo jestem przeszczesliwa i usmiechnieta i zadowolona i kochajaca i ambitna i pracvowita i truskam energia bardziej niz inni, albo mam doła i rycze i chce umierac, albo jestem tez łobuzem strasznym i wtedy wlaśnie jest najgorzej jeśli chodzi o konsekwencję...ale najgorzej jeśli chodzi o moj stan jest wtedy gdy nastroj zminia sie nie z tegodnia na tydzien, ale wtedy gdy sie zminia 13 razy w ciagu dnia....z potwornego płaczu i nieszczescia wychodze w pól godziny...
        dziewczyny najgorsze głody alkoholwoe o jakich syszałam przy tym to pikus....leki sa zawsze gyd jest obnizony nastrój i 10 lat temu kiedy tak było szukałam pomocy, potem było ok, potem szukałam, tylko teraz to juz takie pomieszane wszystko jak w kaledoskopie.....coraz silniej, coraz gorzej coraz czesciej - tak jest terazsad
        • czubata Re: oszaleje 01.11.12, 11:11
          Z mojego punktu widzenia, z naciskiem że to tylko z mojego punktu widzenia, 6 miesięcy to jest absolutnie świeża sprawa. Oczywiście nie należą do rzadkości przypadki w których chorobę zakrywa się używkami, sama nie raz zastanawiałam się jak to było u mnie z tymi używkami, czy już wtedy byłam chora i próbowałam sobie poradzić z chorobą używając. To możliwe. Jeżeli ty wiesz że już przed nałogiem tak było, ta zmienność nastrojów, to pewnie tak było. Natomiast lekarz może stwierdzić tylko to czego jest naocznym świadkiem, czyli tego co jest teraz. Także abstynencja będzie niezbędna do tego by stwierdzić co ci właściwie dolega i dlatego stwierdził że należy alko odstawić. Tylko tak jak mówię, cierpliwości i wytrwałości, a "szydło wyjdzie z worka" smile Jeżeli masz leki to bierz leki,oczywiście. To się kiedyś skończy smile Szacuję że odzyskanie formy w której nadaję się do funkcjonowania w społeczeństwie z chorobą zajęło mi około 5 lat. Nie jest idealnie, ale jest lepiej, a jak jest lepiej, to może być jeszcze lepiej kiedyś. Gdy sięgnęłam po pomoc lekarską wyobrażam sobie że to się szybciej skończy, że właściwie problem choroby będzie wyeliminowany drogą psychotropową, a to się okazuje też długa droga.Ale warto.
          • miskolaj Re: oszaleje 01.11.12, 11:17
            wiem, ze swieza, ale jestem chyba jedynym trezwiejacym alkoholiiem, który w ogóle ma takie stany....działanie godzinę w zwolnionym tempie - czytaj nie działanie, po 6 godzinach nakręconego gadania niestety nie należy do objawów abstynencji, ani po tygodniu, ani po dwóch latach ani po 10...najgorsze są chyba te zmiany, nie nadążam za sobą, boję się sama siebie, i te lęki...i ta zmiennosc - to koszmar jest..
            5 lat powiadasz? fajowo, ja jestem juz tak zmeczona, ze misiaca kolejnego nie umiem sobie wyobrazic, czasem bym chciał by to sie juz skończyło, chciałabym byc sobą, tak po srodku, choć na miesiac, zeby odpocząćsad szkoda mi moich dzieci i mojej rodziny, moje meza, boje sie ze moje dzieci tez beda miały takie posrane zycie skoro to dziedziczne.....eh szkoda gadac, bo to i tak nic nie zmieni przeciez, zastanawiam sie ile razy jeszcze dzisiaj bede "kims" kim byc nie chce......i kiedy sie to skonczy ze tak sie nakłada na siebie jedno z drugim, ile to moze trwac na maksa?? czy Wy to wiecie? ile maksymalnie trwa taki stan pomieszany?
            • czubata Re: oszaleje 01.11.12, 11:46
              Chyba nie tylko o zespół odstawienny mi chodzi. Potem jeszcze trzeba sobie wyrobić nowe mechanizmy w czasach kryzysu. Sięgałaś po alko bo... No właśnie. Dobrze że chodzisz na terapie.
              A ile może trwać epizod, na to niema reguły. W takiej sytuacji można to lekami skrócić. Tutaj lekarz się musi pogłowić. W tej chorobie to jest tak że co jedno ukrócisz to potem przychodzi następne. 5 lat zajęło by to nie było już takie ekstremalne i wykańczające, i żebym mogła sobie z tym żyć tak żeby sobie życia nie rujnować, i innym.
              • miskolaj Re: oszaleje 01.11.12, 13:41
                dzis jest swieto, nie znajde pewnie lekarza, czuje sie strasznie, potwornie, nie moge nad tym zapanowac w zaden sposob, trzese sie płaczę, czuje ze jestem na granicy obłedu, maz jest w szoku, dzieci sie chyba boja jak mnie widza a ja czuje sie jak wariatka, nie mam wpływu na swoje mysli i swoj stan, wzielam jakas tabletek na uspokojenie przeciw lekowa ale nie wiem, czy to pomoże choc troszeczke, mam ochote wstac i biec, albo wrzeszczec, albo sobie krzywde zrobic....kompletnie oszalałam, moze w takim stanie powinnam sie zgłocis do szpitala? czy to nie jest dpbry pomysl? moze taki stan i tak sie skonczy szpitalem i bez sensu to odwlekac w ogole? nie wiem jak na to patrzez, czy to załamnaie nerwowe i czy mi to minie,a el mam dosc i zal w sercu ze dzieci to widza chwilami w ogole jestem tak wyobcowana, ze dzieci wydaja mi sie dziwne, obce i wszystko jest dziwne, i jakby sie wszyscy stawali moimi wrogami - to jest najgorsze uczuciesad tyle juz przeszliscie, czy ktos mi powie co to za stan i jak go przetrwac w dzien wolny? czy to jest niebezpieczne? czy to jest jakas psychoza?
                • czubata Re: oszaleje 01.11.12, 14:27
                  Jeżeli czujesz że nie panujesz, to zgłoszenie się do szpitala nie jest złym pomysłem, bo lekarza faktycznie nie znajdziesz dziś. Na izbie mogą ci pomóc przepisując stosowne leki albo zdecydują cię na oddział wziąć. To dobry pomysł na izbie się udać. Ja tak robiłam jak nie było innego wyjścia. Niema co czekać i się przekonać czy to groźne jest czy nie.
                  • miskolaj Re: oszaleje 02.11.12, 09:44
                    dziekuje....wzięłam tabletkę uspokajającą i antylekową - lexotan i poprostu przesapalam popołódnie i wieczor - na szczęście....dziś już jest inaczej niz wczoraj..umawiam sie w przyszłym tygodniu do psychiatry, bo nie ma na co czekac....boje, od tylu lat sie mecze, ze na samą mysl ze reszta zycia tez ma tak wygladac jestem przerazona....zycie nie jest sprawiedliwesad mialam posrane dziecinstwo a teraz mam posrane zycie..eh zabieram dzieci na spacer musze korzystac z tych dni kiedy jestem we względnie normalnym nastroju...dziekuje
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka