drugikoniecswiata
04.08.13, 23:43
nigdy nie istniał jako oddzielny problem i nie był jako taki zgłaszany, ale się wyemancypował. i kwitnie. tak się zastanawiam, czym toto ubić, zanim do reszty ubije mnie. pigułami? jakimi? terapią? jaką? łykanie benzo na dłuższą metę to chyba pomyłka, czy źle myślę? hydroksyzynę to już spożywam jak tiktaki, chyba równie dobrze mogłabym się na nie przestawić.
kto się zadaje z lękiem z bliska?
i podzieli się doświadczeniami?