Cześć wszystkim,
To mój debiut na tym forum, chociaż diagnozę ChAD usłyszałam po raz pierwszy już kilka lat temu (a jeszcze wcześniej rozpoznano u mnie "zwykłą" depresję). W tej chwili nie chcę jednak marudzić ani o lekach, ani o wahaniach nastroju, tylko o pracy. I o problemach z nią związanych.
Jak już napisałam, diagnozę dwubiegunówki mam od dość dawna. Ale przez dłuższy czas nie brałam żadnych prochów, bo wydawało mi się, że dobrze sobie bez nich radzę. No i kilka miechów temu, w przypływie dobrego humoru, wzięłam na siebie pewien projekt, który okazał się dla mnie zdecydowanie zbyt wymagający. Nie będę tu wchodzić w nudne szczegóły; w zasadzie nic bardzo złego z tego nie wynikło, tylko najadłam się wstydu i porządnego stresa. Tak porządnego, że aż dostałam omamów. I po raz pierwszy od X lat wylądowałam na dywaniku u psychiatry.
Teraz obiecuję sobie, że już nigdy nie wpakuję się w podobne kłopoty. I że grzecznie wrócę do zaproponowanego mi leczenia. Najgorsze jest to, że cała ta sprawa mocno podkopała moją samoocenę - chyba już nie wykonam żadnego (choćby i najprostszego!) zadania bez palpitacji serca.
Ciekawi mnie, jak to jest u Was. W jaki sposób radzicie sobie z zawodowymi niepowodzeniami? Podchodzicie do nich na luzie czy traktujecie w kategoriach końca świata? A może odnosicie w życiu same sukcesy i tylko ja jestem czarną chad-ową owcą?