Dodaj do ulubionych

Nasi blizcy

05.06.07, 20:07
Jestem chora na CHAD z dużą górką.Przeczytałam wypowiedzi osoby z chorą matką
oraz żony której mąż grozi dokona samobójstwa.Odniosłam okropne wrażenie.Moja
rodzina też cierpiała.Ja zchowywałam się jak furia.Nie chciałam do
szpitala,nie oddali.Chcieli przytulić-przeklinałam ich.Nie chciałam ich
czułych gestów.Parzyły.W końcu mnie zostawili samą.Pomogło.Nie mam już na kim
się wyładowywac.Teraz cierpię z samotności ale za to oni są zdrowi i robią
swoje.Nie słuchają moich grózbsamobójczych .Nie muszą mnie obserwować
Obserwuj wątek
    • poetkam Re: Nasi blizcy 05.06.07, 20:45
      Wiesz, mój mąż na obronę swoich prób samobójczych ma odpowiedź taką, że chciał
      po prostu zwrócić na siebie uwagę. Ja nie wiem...Mnie się wydaje, że osoba,
      która stoi na krześle a na szyi ma pętlę z grubego sznura zamocowanego do haka
      na suficie, następnie pozbywa się tego krzesła strącając go nogą, po prostu
      chce się zabić...
      Ale z drugiej strony myślę, ze samobójstwo zawsze jest wołaniem, może prośbą o
      zrozumienie, akceptację, nie wiem...
      Wiesz, ważne jest, że teraz widzisz, że to co robiłaś swoim bliskim to była
      krzywda.
      Skontaktuj się z nimi, powiedz, że za nimi tęsknisz, że ich kochasz, że to
      wszystko to z powodu Twojej choroby, że czasem nie panowałaś nad sobą.
      Mój chory mąż czyta Twoje wpisy i bardzo Ci współczuje.

      Ja również...
      Trzymaj się. M.
      • ditta12 Re: Nasi blizcy 05.06.07, 22:09
        Dzięki Poetkam.Moi blizcy są ze mną.Odwiedzają mni często i kochają.Mam córkę
        która studiuje.Mieszka z babcią.Przy mnie miałaby ciężkie życie.Musi mieć tylko
        swoje sprawy.Kocham ją bardzo.Wiesz wszystko bym oddała aby być taka jak Ty.Żeby
        nie mieć tej choroby.Nie zachowywać się jak zwierze jak potwór.Zapytaj kogoś kto
        ma raka czy chce go mieć.Moje zachowanie jest moją chorobą.To ja
        świr.PRZEPRASZAM!A swoją drogą izolacja mi pomaga.Pracuję i mogę utrzymywać moje
        dziecko bom samotna matka.Mąż mnie opóścił.Pozdrawiam serdecznie Twojego męża.
        • poetkam Re: Nasi blizcy 05.06.07, 23:01
          Trzymaj się!
          Uważam, że jesteś bardzo dzielna.
          A przepraszać naprawdę nie masz za co.
          Twój mąż to tchórz. Moja mama na ChAD choruje od ponad 30 lat, mąż przy niej
          był zawsze. Wspierał swoją obecnością, dobrym słowem, słowem ideał. Swoją drogą
          to dziwny paradoks, że mam męża i mamę chorą na tę samą chorobę, no nie?
          Odwiedzałam najpierw mamę w szpitalach psychiatrycznych, teraz męża, z mamą
          chodziłam po lekarzach, teraz z mężem.
          Nie jestes potworem, jesteś naprawdę bardzo dzielna.
          Słuchaj, zażywasz jakieś leki? Masz z kim pogadać? Tak zwyczajnie od serca?
          Trzymaj się mocno!
          Magda
          • denisber Re: Nasi blizcy 06.06.07, 07:41
            Jestem tutaj na forum od niedawna, czyli od momentu gdy okazało się, że moja
            eks jest chora na chad. Chciałbym zabrać głos, gdyż własnie byłem taką bliską
            osobą, ale niestety byłem też "tchórzem". Poetkam nie zgadzam się z Tobą, że ci
            co odchodzą, to tchórze. Rozstałem się z moja żona gdy jeszcze nie wiedziałem,
            że ona ma CHAD. Wiedziałem że coś nie gra, ale nie mogłem zakumać o co chodzi,
            teraz już wiem, ale chyba dalej nie wiem jak to zjeść. Moja eks miała dwie
            próby samobójcze (gdy już nie byliśmy razem) i dwa razy ją odratowałem. Będę
            mówił za siebie tylko i wyłącznie. Ja gdy odchodziłem, a w zasadzie oddalałem
            się, nie myślałem o chad (bo nie wiedziałem, że jest chora) tylko o fakcie, że
            mnie nie kocha. Przynajmniej nie czułem, że mnie kocha. Teraz patrze na to
            troszke innym okiem, bo nie miała wyjścia musiała iść do lekarza, a wcześniej
            niestety nie chciała się zgodzić. pozdry miłego dnia życze
            • poetkam Re: Nasi bliscy 06.06.07, 08:30
              Witaj!
              Jeśli widziałeś, że Twoja eks zachowuje się dziwnie, nie tak, to czemu nie
              pomyślałeś, że by wziąć ją do lekarza, albo do psychologa?
              Mnie mąż nie przyznał się do choroby, a kiedy po ślubie zaczął się dziwnie
              zachowywać od razu postawiłam warunek: albo idziemy razem do lekarza, albo ja
              odchodzę. Miesiąc miodowy miałam w domu, a mąż jeździł codziennie na oddział
              dzienny. Zapytasz, co to znaczy dziwnie się zachowywać? Otóż w przypadku mojego
              męża to: agresja (w noc poślubną wyrzucił z balkonu pościel i po raz pierwszy w
              życiu widziałam kiedy ktoś sobie tnie rękę ), popychanie , klnięcie,
              przeskakiwanie z jednej działalności gospodarczej w drugą. Itp.
              Ja dałam mężowi szansę, nie zostawiłam go.
              Pozdrowienia słoneczne
              • esowx1 Re: Nasi bliscy 06.06.07, 08:45
                Poetka, jesteś Wielka
                • poetkam Do esowx1 06.06.07, 11:47
                  esowx1 napisała:

                  > Poetka, jesteś Wielka

                  Dziękuję, ale mam tylko 164 cm wzrostu.
                  Trzymaj się. M.
              • denisber Re: Nasi bliscy 06.06.07, 10:48
                Czy ja nie pomyślałem żeby ją wziąc do lekarza??? Rozmawiałem z nią na ten
                temat i wiesz co usłyszałem??? NO zgadnij... "Chcesz ze mnie świra zrobić".
                Moja eks nie wiedziała, że jest chora, więc nie musiała sie do niczego
                przyznawać. Czy uważasz, że ja nie dałem szansy? Tego nie wiesz. Żebyś mogła
                troszku bardziej cały obraz sytuacji musiałbym tu wypisac niezły elaborat. BYło
                wiele czynników, które spowodowały że stało się jak sie stało. MOże też byłem
                za słaby. Nie umiałem postawić takiego warunku jak ty leczenie, albo spadam
                itd. Ciężko o tym pisać
            • kotomysza Re: Nasi bliscy 06.06.07, 08:59
              bliscy, którzy ochodzą to paskudni tchórze! taki tchórz, który nazywał się moim
              przyjacielem wolał stwierdzić, ze jestem podła, a nie spróbować nakłonić do
              pójścia do lekarza.
              tak robi osoba bliska, osoba, która delarowała przyjaźń, etc?
              bo nagle człowiek zaczął się dziwnie zachowywać.
              aż mnie zatrzęsło.
              wspomnienia mnie zjadają.
              dzięki wmawianiu mi, że jestem podłą egocentryczką, egoistką zamiast isć do
              lekarza, gryzłam się sama ze sobą jeszcze 3 miesiące. fundując naprawde ciekawe
              miesiące otoczeniu.

              wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
              • denisber Re: Nasi bliscy 06.06.07, 10:52
                okej kotomysza. To jest twoje zdanie, bo jesteś z drugiej strony. Nie będę cie
                namawiał żebyś staneła ze strony "zdrowych". ja byłem bezradny. Nie umiałem
                przekonać jej, ani nikogo więcej. Tylko moi znajomi widzieli, że coś jest nie
                tak, ale komentowali tylko "trudny charakter". trzymaj sie ciepło
                • kotomysza Re: Nasi bliscy 06.06.07, 11:24
                  nie jestem z drugiej strony. nie będę patrzeć ze strony zdrowych, ani chorych.
                  bo to nie zmieni mi perspektywy. uważam jednakowoż, że jeżeli znana Ci osoba
                  zaczyna się zmieniać, pojawia się "trudny charakter", nadmierna konfliktowość,
                  dziwaczne zachowania, a darzysz ją jakimś uczuciem to taka ucieczka to zwykłe
                  tchórzostwo.
                  przyjaciel/ partner powinien starać się ochronić taką osobę przed samą sobą.
                  niemożliwe jest (tak jak mi mój "przyjaciel" wmawiał) pracowite ukrywanie
                  potwora w sobie i nagłe go uwolnienie.
                  mam męża, który mnie obronił przede mną. najpierw wbił do głowy, że nie jestem
                  podła i wredna, potem namówił na lekarza. traktuje mnie jak osobę zdrową,
                  cieszy się tym, że mam taką pokręconą wrażliwość na różne rzeczy. wie, kiedy
                  zacząć interweniować.
                  ale nie ma podziału - on zdrowy, a ja chora. bo przy takim podziale bym
                  kompletnie zwariowała już.
                  • denisber Re: Nasi bliscy 06.06.07, 11:36
                    Okej jestem tchórzem. nie mam więcej pytań
                    • com_sui Re: Nasi bliscy 07.06.07, 11:22

                      Tak, jesteś tchórzem...
                      A prawidłowo postawione pytanie brzmi nie: czy ona mnie kocha, tylko

                      Czy ja ją kocham?

                      Zauważ różnicę.
                      I witaj na forum, bo jeśli pisał nawet nie będziesz, podczytywał będziesz.

                      U mnie było o tyle inaczej, że izolację wykazywałam już w dzieciństwie. Wesołe
                      zdolne dziecko, które uciekało w swój własny świat. Potem okres dojrzewania i
                      coraz większy smutek. Od rodziców słyszałam, że może dobrze byłoby pójść do
                      lekarza. Z troską. Pomocy zresztą szukałam potem na własną rękę. Drzewiej smile
                      nie było Internetu, lata 80-90. Teraz jest znacznie łatwiej i znaleźć pomoc, i
                      ludzi podobnych nam samym etc.

                      Dlaczego tak bardzo uderza, policzkuje Ciebie słowo "tchórz"? Co w tym słowie
                      obraźliwego? Nie zostałeś. Nie przytuliłeś. Oddaliłeś się. Taką miłość - wybacz
                      - można sobie schować w buty.
                  • coffola Re: Nasi bliscy 08.06.07, 13:26
                    A pomyślałaś o tym, że (z tego co piszesz według mnie tak właśnie wynika), że
                    Ty jestreś świadoma choroby i chcesz się leczyć? I że na tym może polegać
                    różnica?
                    A kiedy interwencje, jak najlepsze chęci, niespanie dniami i nocami i
                    martwienie się nie pomagają? Ile czasu można tak wytrzymać?
                    Oczywiście że nie jest to regułą ale chyba stosunkowo często zdarza się, że
                    chorzy "na własną prośbę" przyczyniają się do odejścia bliskich.

                    Nic nie mam do choroby, jest niezależna od człowieka. Ale chęć leczenia się -
                    myślę że jest jak najbarzdziej zależna.
                    I nie ośmieliłabym się powiedzieć o osobie, która odeszła od osoby chorej na
                    CHAD (która uważała, że jest zupełnie zdrowa i nie zamierzała się leczyć
                    bo "nie jest wariatką") nazwać tchórzem.

                    Na dodatek - strata (czy ukochanego, czy pracy, czy czegokolwiek innego ważnego
                    w życiu) pozwala czasami chorym "obudzić się" i dostrzec swoją chorobę.

                    W każdym razie - różnie bywa.
                    I jeszcze raz - nie odważyłabym się (nie znając bardzo dobrze sytuacji) nazwać
                    kogoś kto odszedł tchórzem
          • ditta12 Re: Nasi blizcy do Magdy 06.06.07, 20:11
            Dziękuję za słowa otuchy.Gadam w domu z kotem i z Wami z czego bardzo się
            cieszę.W pracy też ale nie o wszystkim nie o CHAD.Kiedyś stracilam pracę przez
            to.Biorę tylko lit.Mam długie okresy remisji.Nawet 6 lat.smile)
    • allan122 Re: Nasi blizcy 05.06.07, 22:59
      Jeśli chodzi o grożby prób samobójczych to zastanawiam śie czy nie jest to
      wykorzystywane jako celowy szantaż wobec swoich bliskich.Jeśli ktoś tak
      postępuje to jest dla mnie żałosny.Pozdrawiam.
    • poetkam Do deniber 06.06.07, 11:11
      Nie denerwuj się, po co. Szkoda zdrowia. Zrobiłeś co zrobiłeś-Twoja sprawa. Ale
      zadałeś sobie pytanie: czy zrobiłem wszystko, aby ratować moją żonę, nasz
      związek? Odpowiedź zostaw dla siebie.
      Po co szukałeś tego forum? Chciałeś usprawiedliwić siebie? Przed kim? Przed
      sobą, byłą żoną, innymi chorymi?
      Ja Cię nie oceniam.
      Dlaczego nie szukałeś pomocy dla siebie? Psychologicznej pomocy. Być może
      psycholog pomógłby Ci rozwiązać problem zaprowadzenia żony do lekarza, radzenia
      sobie z trudnymi sytuacjami wynikającymi z choroby żony, etc...
      Pierwszą rzeczą którą zrobiłam-zaprowadziłam męża do lekarza, poszliśmy razem
      do psychologa.
      Moje subiektywne zdanie: Nie ma usprawiedliwienia.
      • kotomysza do poetkam 06.06.07, 11:25
        smile
        • poetkam Do kotomyszy 06.06.07, 11:48
          Również smile)))))))))))))))))))))))))))))
          • com_sui Re: Do kotomyszy 07.06.07, 11:27
            PoetkaM, dołączam z uśmiechami.
            • poetkam Do com_sui 07.06.07, 14:53
              Dziękuję.
              smile
      • denisber Re: Do deniber 06.06.07, 11:43
        jestem spokojnym człowiekiem, ale jak każdy do czasu. Czy zrobiłem wszystko?
        Jak widac nie zrobiłem wszsytkiego, bo siem zzwiązek rozpadł. Po co jestem tu
        na forum? Żeby zrozumieć o co chodzi w takich przyapdkach. Ja mam cały czas
        kontakt z moja "eks". Ciężko zaprowadzić kogoś do psychologa osoba, która nie
        wierzy w takich specjalistów, a także osobę, która zjadła wszsytkie rozumy. Nie
        szukam usprawiedliwienia, bo osądzi mnie kto inny, a ja będę żył z tym all.
        • poetkam Re: Do denisber 06.06.07, 11:56
          Jeszcze raz piszę: ja Cię nie osądzam.
          Ja rozumiem, że kiedy osoba którą kochamy źle się czuje, dziwnie się zachowuje,
          czasem nie wiemy co robić. Jesteśmy bezsilni. Dlatego właśnie są takie
          instytucje jak Ośrodki Interwencji Kryzysowej, Zespół czy Centrum Pomocy
          Rodzinie, etc. One po to są, aby pomagać.
          Ja dzwoniłam, jeździłam, szukałam pomocy wszędzie, bo rodzina nie bardzo mogła
          mi pomóc.
          Trzymaj się.
        • kassa10 Re: Do deniber 06.06.07, 20:06
          Cześć!
          Bardzo czułe struny we mnie poruszył ten wątek. Mó mąż choruje od ośmiu lat.
          Jeteśmy małżeństwem od 15. Jestem ostatnią osobą, która nazwałaby Cię tchórzem,
          rozumiem Cię. Może nie będzie to politycznie poprawne, ale uważam, że faceci w
          takich sytuacjach mają trudniej. Coby nie mówić to zwykle kobieta jest
          kooordynatorem życia rodzinnego - mężczyzna musi sobie w tej sytuacji poradzić
          i z chorobą bliskiej osoby i z całą codziennością.
          Z tego co piszesz nie zerwałeś z nią całkowicie kontaktów - to dobrze niech w
          razie czego wie,że może na Ciebie liczyć.
          Ja również wciąż w większym stopniu staram się zrozumieć męża i jego chorobę,
          ciężka to sprawa ,ale jak powiedział jego lekarz nie jestem nim, nie wszystko
          da się zrozumieć, czasami mozna tylko być.
          Nie jesteśmy potworami ani my, ani nasi bliscy. Potworem jest ta choroba
          pożerająca czasem wzajemne relacje.
          Pozdrawiam, trzymaj się.
          • denisber Re: Do deniber 07.06.07, 04:37
            Nie ukrywam, że ciezko mi z tym wszystkim. Starałem sie, było cięzko i niestety
            każdy materiał ma swoją wytrzymałość. Najgorsze jest to, że ta choroba wypala w
            drugiej osobie wszystko, gdy czujesz sie odrzucony, niepotrzebny. NIe wiem czy
            w tym wypadku to efekt choroby??? Tego nie wiem, ale tak było. Oddalanie sie,
            oddalanie, coraz wieksze zamknięcie. Aż w pewnym momencie zadajesz sobie
            pytanie "co ja robie tu". Powiem otwarcie kazdy kto jest z chadowcem powinien
            otrzymać medal, a chadowcy którzy "walczą" powinni dostać drugi. U mojej eks
            choroba wyszła niedawno (miesiąc). W tym czasie dwie próby samobójcze. Ciężko
            to ogarnąć, a wiem ze jej chyba jeszcze ciężej. W tej chorobie nie tylko
            chadowcy potrzebują pomocy. Choroba narazie jest mało "popularna" i nie
            słyszałem, żeby gdzieś były grupy wsparcia. Jeśli coś wiecie na ten temat.
            dajcie znać. pozdry. Do niedzieli. Jade powdychać swieżego powietrza w góry.
            MOże mi sie z głowie troche rozjaśni.
            • ditta12 Re: Do deniber 07.06.07, 05:53
              Denisber zgadzam się z Toba ze Ci którzy są z CHADowcem mają przechlapane.Możn
              być ale krótko.Trzeba co jakiś czas odpoczywać.Każdy ma jakąś tam odporność.To
              nie od nas zależy.Taka konstrukcja.Ja zdaję sobie sprawę jaka jestem w chorobie
              ale nie potrafię zwalczyć.
              • miriam11 Re: Do deniber 07.06.07, 07:18
                A ja się nie zgadzam z tą opinią. Niby dlaczego mają "przechlapane"? Po
                pierwsze, samego chad są bodajże 4 typy, po drugie, różne może być natężenie
                objawów. Jeśli chory ma np. łagodniejszy przebieg choroby, bierze leki, nie
                miewa manii tylko hipomanie, i to krótkie, pracuje, to też znaczy, że jego
                partner ma "przechlapane"?
                A partner kogoś, kto zachoruje na raka, to co, też ma sobie "odpocząć"?
                To może od razu umówmy się, że należy się wiązać wyłącznie z osobą młodą, zdrową
                i bogatą, co?
                Sorry, ale dobijają mnie takie opinie.
                • miriam11 Re: Do deniber 07.06.07, 07:24
                  Zapomniałam dodać, nie tylko z osobą młodą, zdrową i bogatą, ale koniecznie
                  również piękną i zgrabną (w przypadku mężczyzn - muskularną). Osoby nie
                  spełniające powyższych kryteriów odpadają. Nawet grypa wykluczona.
              • kotomysza od mojego męża 07.06.07, 11:53
                • kotomysza Re: od mojego męża 07.06.07, 12:11
                  moja córa postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce wink i wysłała pusty list.

                  dobrze, że zauważyłam, ponizej jest to co pisałam

                  ditta12 napisała:

                  > Denisber zgadzam się z Toba ze Ci którzy są z CHADowcem mają przechlapane.Możn
                  > być ale krótko.Trzeba co jakiś czas odpoczywać.Każdy ma jakąś tam odporność.To
                  > nie od nas zależy.Taka konstrukcja.Ja zdaję sobie sprawę jaka jestem w
                  chorobie
                  > ale nie potrafię zwalczyć.

                  mój mąż przeczytał to i twierdzi, że to nie jest przechlapanie. on nie ma.
                  miał, jak schizowałam i nie brałam leków. teraz nie. to jest życie z osobą
                  chorą, tylko, ze ta choroba dotyka psyche.
                  a najgorsza jest niewiedza.
                  choć może my nie jesteśmy przykładem typowym, bo u mnie ten ChAD zdiagnozowano
                  mimo wszystko dosć szybko(mąż ma koleżankę z ChADE-em i ona wskazała na
                  możliwość tej choroby), a ja zaczęłąm się leczyć i mam dobrze dobrane leki.
                  teraz jestem taka jak zawsze, tylko mąż i znajomi wiedzą, że trzeba uważać na
                  gwałtowne zmiany mojego nastroju i mają zapowiedziane, żeby mówić wprost, jak
                  zaczynam schizować.
                  wiem jak czasami irracjonalnie potrafię reagować, ale w końcu znam przyczynę. i
                  wyjaśnienie/ poznanie przyczyny, że moje reakcje spowodowane są czysto
                  fizjologicznymi zaburzeniami sprawiło ulgę mężowi.

                  choć czasami wg niego takie irracjonalne postrzeganie świata jest urocze - bo
                  zwracam mu uwagę na szczególy, których nigdy w życiu by nie zauważył.

                  z drugiej strony - mój mąż ma coś śmiesznego z pamięcią. czasami wydaje mi się,
                  że zgubi własną głowę. często muszę mówić wielkimi literami, żeby zapaiętał,
                  przypominać, wyjaśniać. to też bywa wkurzające i męczące, szczególnie, że ja
                  mam pamięć fotograficzną. mam go zostawić? bo mnie męczy?
                  wie, że bywam kreatywna do bólu i dlatego część życia związana z rozrywką,
                  kulturą jest przerzucona na mnie. a ja marzę i mówię, żeby on czasami coś
                  wymyślił. jakoś zapomina wink. mnie to wkurza/ męczy. co mam zrobić wink?
            • poetkam Re: Do denisber 07.06.07, 11:35
              Denisber!
              Nie bój się, już nie będę się z Tobą sprzeczać.
              Piszesz o Grupie Wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi i ich rodzin? A
              skąd jesteś? Ja jestem z Żywca. Pytałeś w swojej miejscowości o taką grupę?
              Ja na razie zakładam w Żywcu taką grupę. Na razie czekam na decyzję z
              Minisrestwa Polityki Społecznej-pisałam tam o dofinansowanie, oraz ze Starostwa
              Powiatowego. Formalności jest sporo, ale jakoś wytrwam.
              Chciałabym wspólnie z panią psycholog z Centrum Pomocy Rodzinie spotykać się z
              bliskimi i ich rodzinami, wysłuchać, w miarę możliwości pomóc.
              Udanej wyprawy w góry!
              Magda.
          • com_sui Re: Do deniber 07.06.07, 11:33
            Kasso, to co piszesz, często wzbudza we mnie wewnętrzny sprzeciw.
            Mówię o tym bez ogródek. Teraz postanowiłam nie wkurzać się, ale opowiem Ci
            dowcip, chcesz?

            - Dlaczego wdowcy to najszybciej wymierająca grupa społeczna?
            - BO NIE POTRAFIĄ UKROIĆ SOBIE CHLEBA!

            podpisano: com_sui, niewojująca, ale jednak zdecydowana feministka

            I powiem tak: do dupy z partnerem, który nie potrafi trwać, gdy jest gorzej. Na
            drzewo, pompować liście.
            Miłego dnia.
            Uffff....
            • aurelia_aurita Re: Do deniber 07.06.07, 12:22
              dokładnie.
              NIC nie usprawiedliwia faceta, który nie potrafi trwać przy swojej kobiecie "w
              zdrowiu i chorobie".
              (tak samo jak nic nie usprawiedliwia odwrotnej sytuacji).
            • kassa10 Re: Do deniber 07.06.07, 21:00
              Ten dowcip to piękna egzemplifikacja tego o czym pisałam.
              Ludzie są różni: słabsi, silniejsi, mocarni. Tak jak Wy rozmaicie radzicie
              sobie ze swoją chorobą (wynika to zapewne z indywidualnych różnic
              osobowościowych), z tego samego powodu różnie radzą sobie wasi bliscy.
              Jeden facet wreszcie nauczy się kroić, inny umrze, a jeszcze inny poszuka sobie
              nastepnej do krojenia, a kobieta najczęściej ukroić umie i dlatego jest jej
              łatwiej.
              I wcale nie twierdzę, że mi się to podoba - ja staram się zrozumieć dlaczego
              pewne fakty istnieją.
              Rozmawiałam o tym z mężem - powiedział, że to byłaby tragedia, gdyby sytuacja
              się odwróciła.
              Nie żeby mi nie pomagał, ale domowa logistyka to zawsze była moja broszka.
    • ditta12 Re: Nasi blizcy 07.06.07, 09:09
      Miriam to dlaczego ja cierpię z samotności?Tylko ja CHAD i kot?Nie wiem co
      wypada mi powiedzieć a co nie.Jak mam się zachować?Co robić aby nie zrazić do
      siebie ukochanej osoby.Bo ta osoba wcześniej czy póżniej się zraża.Może nie tak
      sie ubieram albo cos jeszcze?
      • miriam11 Re: Nasi blizcy 07.06.07, 10:39
        Ditta, ale nie Ty jedna, ja mam dokładnie to samo! Mój "wspaniały mężczyzna"
        zwiał, bo byłam "zbyt emocjonalna". Przekonany, że mam wredny charakter i jestem
        histeryczką (wtedy jeszcze nie miałam diagnozy). Paradoksalnie, diagnoza mnie
        uspokoiła, bo zrozumiałam, że nie byłam wredna, zła i podła, rozhisteryzowana i
        nie panująca nad emocjami, tylko po prostu chora (co oczywiście nie oznacza, że
        charakter mam idealny).
        Teraz na lekach nie mam "jazd", bo mam świetnie dobrany stabilizator, ale
        szczerze mówiąc mam totalną blokadę i uciekam,jeśli ktoś mi okazuje
        zainteresowanie - bo boję się, że związek zakończyłby się tak samo jak
        poprzedni. Chyba jakiś uraz pozostał sad
        • ditta12 Re: Nasi blizcy 07.06.07, 11:04
          Kiedyś wyleciałam z pracy bo głupia przyznałam się do choroby.Może lepiej nic
          nie mówić iudawać zdrową?Nie wiem Miriam.Jak myślisz?Ale to też żle bo mój były
          mąż powiedział w sadzie na sprawie rozwodowej że go oklamałam.Skłamnał
          oczywiście gdyż wiedzial o mojej chorobie od początku naszej
          znajomości.Pozdrawiamsmile
          • miriam11 Re: Nasi blizcy 07.06.07, 11:08
            U mnie w pracy wie przyjaciółka - żeby mnie w razie czego szybko zastąpić, wie
            szef - ale on tylko b. ogólnie, że "coś mi jest", ale nie wie jaka choroba. No
            zorientował się bo po pierwsze nie piję na imprezach pracowych a jak nalegał to
            powiedziałam że biorę leki, przy których nie wolno (i dziwił się bo to trwa już
            długo i w końcu powiedziałam, że jestem chora przewlekle, ale nic więcej), a raz
            jak bardzo się źle czułam, nie mogłam się skoncentrować, on coś chciał,to moja
            przyjaciółka go ochrzaniła, że przecież widzi, że ja nie rozumiem co do mnie
            mówi i ma mi dać spokój.
            Ja bym się w pracy raczej nie przyznawała, jeśli nie ma konieczności, ludzie
            niestety wciąż dziwnie reagują na hasło "choroba psychiczna", "psychiatra" itp.
            • ditta12 Re: Nasi blizcy 07.06.07, 11:30
              Ja tez w pracy nie mówię niech wszyscy myślą że to taki temperament.Czasem
              słyszę że ja dusz artystyczna
              • esowx1 Re: Nasi blizcy 07.06.07, 11:41
                jeśli chodzi o bliskich, to każdy wie, że choruję
                chłopakowi powiedziałam jeszcze zanim zaczęliśmy być razem, bo nie dawało mi to
                spokoju i jak powiedziałam to mi kamień spadł z sercawink
                z reguły jak z kimś zaczynam bliżej, czy to z facetem czy z jakąś koleżanką itp,
                to czuję potrzebę poinformowania ich o chorobie, żeby móc czuć się swobodnie

                nie jest jednak tak, że nie mam oporów mówienia, jak już pisałam nie raz
                moje opory są... umiarkowane.

                jestem pewna, że w pracy za chiny ludowe bym się nie przyznała... ze strachu.
    • inwyt Re: Nasi blizcy 07.06.07, 12:54
      Hej, akurat zastanawiałam się mocno nad tym wszystkim o czym tu mowa, więc
      postanowiłam się dopisać. chociaż nie wiem czy dobry pomysł, bo ostatnio bardzo
      zmieniam i jak za jakiś czas wejdę i przeczytam co napisałam to mogę się za
      głowę schwycić tylko wink

      Jeśli chodzi o związki, to każdy ma jakiś fanaberie/odchyły/itp do których
      trzeba przywyknąć będąc razem. Z chad chyba taka różnica że bywają większe wink
      Ale tak naprawdę wszystko zależy od ludzi. Ja z moim partnerem jesteśmy razem
      już 8 lat, choć z krótką przerwą, ale to był olbrzymi wysiłek. Nie wiem jak z
      jego strony, ale z mojej na pewno. Dopiero teraz, jak trafiłam do psychiatry i
      dostałam leki uświadomiłam sobie że żyłam jak w klatce, ten związek był dla mnie
      ucieczką od świata. A teraz nie wiem co z tym począć... Chociaż równie dobrze
      może być tak, że wieczorem/jutro/za tydzień zajrzę tu i stwierdzę że to właśnie
      po lekach mi odwaliło że tak myślałam i wtedy tak samo nie będę wiedziała co
      zrobić. Ale czy "zdrowe" osoby mają inaczej? Co najwyżej nie mają dodatkowej
      zagwozdki czy to co czują
      nie jest przez leki, a innych powodów żeby mieć w związku kryzys jest
      przecież mnóstwo. I na końcu sprowadza się to tylko do tego kim jesteśmy i kim
      jest ta druga osoba - albo jesteśmy dla siebie stworzeni albo nie. Tak ja to
      widzę. Teraz wink
    • denisber Re: Nasi blizcy 11.06.07, 12:29
      Wróciłem z gór i co zastałem? górkę eks. Ja już sie przyzwyczajam i mówie
      sobie. No cóż, to jest choroba. pozdrawiam
      • poetkam Do denisber 11.06.07, 14:44
        Wysłałam Ci maila na Twój adres gazetowy. Pozdrawiam.
        • denisber Re: Do denisber 12.06.07, 07:20
          Dzięki za maila. Jak znajde chwilkę, to odpiszę. pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka