jagodzianka22
19.06.07, 20:41
Kilka dni zastanawialam sie czy napisac. Tylko czytalam i momentami bylam
przerazona, momentami dodawaliscie mi otuchy. Ale nadal mam rozterki. Jestem
z chlopakiem chorym na Chad, o czym powiedzial mi od razu, pol roku temu.
Troche o tym poczytalam, choc nie na tym forum, i powiedzialam ze zostaje z
nim. To jest mi bliski czlowiek mimo ze znamy sie krotko. Jest naprawde
fajnie, ale ciagle mam poczucie ze siedze na bombie. Kiedy mysle o
przyszlosci, boje sie ze obecna lagodna forma choroby (chad raczej z
depresjami, lekkimi tylko hipomaniami - znam to tylko z opowiesci bo za
krotko sie znamy abym mogla to zaobserwowac) przemieni sie w forme bardziej
drastyczna, i boje sie ze nie wytrzymam. Mocnej psychiki tez nie mam.
I tak sobie mysle czy nie marnuje zycia i jemu i mnie. Bo jak on sie bedzie
czul kiedy go zostawie wtedy kiedy bedzie mnie naprawde potrzebowal? I mysle
sobie ze nie moge obiecac takiej pomocy, a kiedy mysle zeby sie rozstac juz
zaczynam tesknic za jego cieplem, madroscia jakiej zaden facet mi nie dal.
Ale boje sie, ze to wszystko runie w momencie silniejszego uderzenia tej
choroby. A mi sil zabraknie... I jeszcze sama bede sie winic za zla decyzje
pozostania. Chce tez miec dzieci - czy mam prawo ich obciazac ryzykiem tej
choroby? Czy nie bede czuc sie winna? Czy potrafie im pomoc?
Pewnie nic mi nie mozecie poradzic, bo co mi napiszecie? Nie martw sie,
choroba sie nie rozwinie?? No wiem ze nie napiszecie... Ale jednak to pisze,
jednak mam nadzieje ze pomozecie mi rozmawiajac ze mna jakos to wszystko
sobie ulozyc w glowie, i pomozecie podjac takie decyzje ktore jak najmniej
zrania i jego i mnie. Pomozcie jakos prosze