Dodaj do ulubionych

Muszę to z siebie wyrzucić...

20.09.07, 11:12
Remisja trwa... Mimo to wczoraj po raz pierwszy w życiu-nie będąc w
depresji-przebiegły mi przez głowe myśli samobójcze..Mimo optymizmu...i
podejścia do życia..które raczej zdrowe... Już tłumacze skąd się to wzięło
Gdzieś już pisałam..o męczyźnie który straszny psiuks wywinął...wręcz prawie
rozkochał..by powiedzieć potem, ze się zeni..Poryczałam, przetrawiłam.i było
jakoś A przed wczoraj rozmawiałam z jego znajomą... Dała mi do myślenia, bo on
ma podobno tak,ze gdy zaczyna czuć ze zbyt mu zależy...i zaczyna się
angażować.. Ucieka...boi się, ze zostanie zraniony... Ehh... więc
..hmmm..Napisałam eska... I nic...Potem doszły sprawy w ktore zostalam
wplątana-młodsza kuzynka i jej chlopak, i ja mialam pomoc..i takie tam...Nie
lubie tak...ale prosila...plakala..Wiec...Ehh..i wyszlo ze namieszalam...Ze on
po tym jak mu nagadalam..zerwal z nia-bo dzieki mnie zrozumial ze ja zle
traktuje...Ona zla, on zly, ja winna..?1?!!?!? I chuj Mysle se -ludzie
odpierdolcie sie wszyscy ode mnie!!! Wiedzialam ze do kwadransa sie
pogodzą...ale emocje zle pozostaly...Potem mnie pocieszali, przepraszali...ale
ja ehhh... Dupa... Poszlam spac... A RANO nastepnego dnia, czekała mnie
wyprawa do Ciesyzna po odbior dokumentow z uczelni Myslalam, eee zwykła
formalnosc...Ale jak stanelam przed gmachem uczelni...siadlam sobie na
lawce..zapalilam papierosa...i lezki poleciały... Bo udało mi się zaliczyc
rok...z dobrymi wynikami...i teraz bylabym juz na magisterskich...I ehhh...
moje marzenia o pracy...z ludzmi /praca socjalna/, przedszkole, terapia
zajęciowa, osoby niepełnosprawne, starsze...itp... To wszystko jest dla mnie
owocem zakazanym... A ja czuje powołanie... Mijając przedszkole..widząc te
maluszki w malych rajstopkach..w piaskownicy...serce mi pęka... Weszłam na
uczelnie z świadomościa..ze konczy sie pewien rozdziała mojego zycia.. Co
troszku poplakiwalam... Nie umiem się z tym pogodzic..Fakt znalazlam studium
policealne...aLE takie bezduszne kierunki... nie jest to to, co Tygryski lubią
najbardziej... Wyszłam z uczelni...i mowie..Boże dałeś powołanie, dałeś
chorobe...weź jedno lub drugie...Bądź wola Twoja...ale pozwól mi się z nią
pogodzić... I snułam się po Cieszynie... jak duch... Potrzebowałam by ktoś
mnie pocieszył..Tel do znajomego...Mowie mu co jest...tak w skrocie..A
on...rozlacza sie... I dupa.. Po 15 min pisze ze brak zasiegu...ale mi sie
odechcialo...pocieszania... Potem odezwal sie ten caly Misiek..co ehhh...Czemu
ja taka glupia do niego...On zly...a ja....ehhh... Pisalismy...Ja juz nie wiem
w co mam mu wierzyc..I tak mnie to wszystko rozpierdol.... ze ehhh..
Pomyslaam...nikt mnie nie pokocha... w sensie zawodowym tez nie bede mogla sie
spelnic... Rodzina...to nie wszystko...A ja potrzebuje milosci...i ehhh...
chcialabym pracowac..i lubic to co robie... I jakos tak zrozumialam, ze moje
zycie sensu nie ma..i miec nie bedzie... Nadzieje diabli wzięli.. Marzenia
pogrzebane... I zaczelam myslec.... 'nie strasz mnie piekłem, zbyt dobrze
piekło znam...' Pomyslalam...moze Bog..mi wybaczy...? Moze...ehhhh.... Potem
spotkałam sie z znajomą ze studiow...piwko w siebie wlałam...pomogło...ale
ehhh... taka słaba się czuje...Tak biore do siebie... Ehhh...A w
Tychach...nie mam /w poradni zdrowia psychicznego-/ psychologa???? crying
Ehhh..nie wiem czy sama sobie ze sobą poradzę...Czy uda mi się długo
utzymać..dobry stan... Ehhh... Wywaliłam z siebie...Mogę sobie zyc dalej.
Obserwuj wątek
    • jolanta5341 Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 11:39
      Hej!Jesli chcesz dam Ci namiary do dobrej psychiatry w Rybniku,do
      psychologa albo na terapie tez skieruje,chyba ze nie masz mozliwosci
      dojazdu ale mysle,ze tak.Pozdrawiam ciepło i trzymaj sie Jola.
    • jolanta5341 Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 11:59
      Kurcze,od Ciebie to 43km,ale moze mogłabyś dojeżdzac,znajomy ma
      terapię raz w tygodniu smile
      • aniol.co.rozki.ma Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 30.09.07, 21:00
        Hmmm..dziękuję za odzewwink Tak mi tempo zycia przyspieszylo, ze nie mam czasem
        sil i czasu by to zajrzec... A gdzie ta terapia..? 43 to tyle co do Bielsa ode
        mnie-pociagiem 40min...wink Powiedz cos wiecej...Zainteresowało mnie towink
    • poetkam Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 12:14
      Hej!
      Zajrzyj na swoją skrzynkę. Oprócz tego masz tu adres:
      www.ngo.wasze.pl/?load=13
      Mam nadzieję, że będzie to pomocne dla Ciebie!
      Magda
    • miriam11 Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 12:48
      Aniołku, jak pomyślę ile ja w życiu osobiście i własnoręcznie spieprzyłam... to
      też mi się ryczeć chce... a wczoraj ostatecznie pogrzebałam szanse na nowy
      związek, robiąc z siebie namolną kretynkę.
      Ty masz jeszcze wiele szans przed sobą, jesteś młodsza ode mnie o wiele lat,
      wszystko możesz jeszcze poukładać. Tylko cierpliwości, czasu, no i terapi... Uda
      się, zobaczysz.
      • gasiennicaaa Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 13:52
        miriam11 napisała:

        > Aniołku, jak pomyślę ile ja w życiu osobiście i własnoręcznie spieprzyłam... to
        > też mi się ryczeć chce... a wczoraj ostatecznie pogrzebałam szanse na nowy
        > związek, robiąc z siebie namolną kretynkę.


        Wiecie co? A Gąsiennica ma pomysł, zdaje się genialny. A może by tak na to nasze
        własnoręczne i nagminne pieprzenie sobie życia spojrzeć jako na coś
        fascynującego, jako na wybitną zdolność, talent, błogosławieństwo sprowadzające
        na nasze żywoty tą uduchawiającą nas rozpacz... Boże ten duch to nam się pewnie
        niedługo rozrośnie tak, że będzie wszystkimi możliwymi otworami na wierzch
        wyłaził...;-P ;-P ;-P
        He, pier**lę, wiem, ale takie pier****nie to czasem jedyny ratunek żeby przetrwać...

      • morja13 Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 20:25
        > Aniołku, jak pomyślę ile ja w życiu osobiście i własnoręcznie
        spieprzyłam... to
        > też mi się ryczeć chce... a wczoraj ostatecznie pogrzebałam szanse
        na nowy
        > związek, robiąc z siebie namolną kretynkę.

        Moja dobra wróżba się nie sprawdziła?
        sad
        • czareg Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 21:28
          E tam, nie przejmuj się. Faceci to dranie, coś wiem w tym temacie.
          • gasiennicaaa Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 22:48
            abstrahując trochę od tematu wątku - kobiety to też dranie, bo w relacjach
            damsko męskich zawsze ktoś draniem być musi, chyba... hehe, a kto nim jest to
            różnie;-P
            choć w sumie ja facetem nigdy nie byłam co by ich równać "draniostwem" z nami
            kobietamiwink
            ale nie ukrywam że bardziej podoba mi się moja wersja...
    • gasiennicaaa Re: Muszę to z siebie wyrzucić... 20.09.07, 14:35
      Tu będzie bez ironii:

      Ułoży Ci się, ja w to wierzę. Bo jedno co jest pewne to to że zawsze wszystko
      zmienia się jak w kalejdoskopie. To ciężkie być ponad swoje emocje gdy jest źle
      ale to jest do zrobienia. No bo co innego nam pozostało? Tylko przeczekać...
    • poetkam Aniołku 28.09.07, 11:57
      odezwij się. Jak się czujesz mimo tej deszczowej pogody? Coś dla siebie
      zrobiłaś? Troszkę Ci choć lepiej?
      • cassandrax Re: Aniołku 28.09.07, 13:05
        ....powiedział,że nie może wytrzymać moich ciągłych zmian....że
        stanie się bardzo źle jak się nie zmienię,lecz ja nie umiem się
        zmienić....ja nie umiem się ot tak nagle z tego wyleczyć.....tak
        bardzo mi źle....myślę wciąż o trzeciej próbie....do trzech razy
        sztuka....ale boję się, że jak się nie uda to mnie skierują na
        obserację.....tak bardzo mi źle....wciąż te czarne myśli w mojej
        głowie.....
        • obecna57 Re: Aniołku 28.09.07, 16:55
          Casandro! To mąż, który wymaga "abyś się zmieniła"? Jeśli nie mąż to
          uciekaj od niego. Gdyby to był mąż, to też sprawa do zastanowienia.
          Nie trwaj w toksycznym związku, który pcha Cię do samobójstwa.Walcz
          o siebie- tylko siebie masz.
          • miriam11 Re: Aniołku 28.09.07, 19:07
            obecna57 napisała:

            > Casandro! To mąż, który wymaga "abyś się zmieniła"? Jeśli nie mąż to
            > uciekaj od niego. Gdyby to był mąż, to też sprawa do zastanowienia.
            > Nie trwaj w toksycznym związku, który pcha Cię do samobójstwa.Walcz
            > o siebie- tylko siebie masz.

            Ja się pod tym podpisuję. Przepraszam, ale napiszę na swoim przykładzie - taki
            podły egocentryzm. Mój poprzedni partner - nazywałam go mężem, choć papierka nie
            było, ale co za różnica - nie zniósł właśnie wahań, biedaczek "męczyło go to",
            kurwa, jakby mnie te wahania nie męczyły. (to było przed diagnozą, więc odszedł
            w mniemaniu, że mam podły charakter). Efekt jest taki, że teraz, kiedy próbuję
            układać sobie życie z kimś nowym, to poza innymi problemami, jakie mamy
            (nieważne jakimi), to problem podstawowy: kompletnie nie umiem mu zaufać, wciąż
            się go boję, wciąż się boję być sobą. Bo boję się, że kolejny ucieknie. Wciąż
            się pilnuję. No i słyszę pytania: dlaczego tak mi nie ufasz? Więc powiem Ci
            jedno: uciekaj od toksycznego faceta, zanim zmieni Cię w takie zombie, w jakie
            mój ex zmienił mnie. Bo to teraz we mnie jest problem, że chodzi jakiś
            zablokowany potwór nie umiejący się otworzyć i wciąż bojący się, że ktoś go
            skrzywdzi. A to dlatego, że ten poprzedni urządził mi mobbing emocjonalny.
            Dlatego błagam, uciekaj póki czas, póki jeszcze nie zatraciłaś siebie i nie
            zamieniłaś się w przerażonego małego kreta, który boi się wszystkiego, który nie
            wierzy w ani jedno słowo nowego mężczyzny. Który doszukuje się podtekstów i
            tylko czeka, aż ten "nowy" dokopie, dowali i skrzywdzi tak samo, jak ten poprzedni.
            O żesz kurwa, jaka ja jestem potłuczona. A tego poprzedniego to bym
            wykastrowała. Ktoś chętny do pomocy?
            • cassandrax Re: Aniołku 30.09.07, 23:27
              ....ale to ja jestem najbardziej toksyczną osobą w tym związku...nie
              umiem sobie poradzić ze swoimi emocjami.....czasem sama ze sobą nie
              mogę wytrzymać, z tym co siedzi w mojej głowie, więc nie dziwię się
              jemu...to musi być bardzo trudne....
              ale dziękuję wam za wsparcie!!! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka