Dodaj do ulubionych

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAA

12.12.07, 15:40
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Obserwuj wątek
    • kotomysza Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAA 12.12.07, 15:43
      co się dzieje dziewczyno?
    • dalaj-lama Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAA 12.12.07, 15:51
      Też jestem bardzo zaniepokojona Nie strasz nas.
      • kajka68 Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAA 12.12.07, 16:11
        ?????????!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • poetkam Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAA 12.12.07, 16:13
        Krzyczę, wrzeszczę, ryczę, klnę................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Nie wyrabiam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Mąż straszy, a ja się utopię!!!!!!!
        Jutro po pracy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • kajka68 Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAA 12.12.07, 16:18
          Nie top się kobieto...lepiej wez dziecko i idź na spacer obu wam to dobrze
          zrobi...zamiast słuchac straszenia...tym bardziej ,że dziecku takie rzeczy
          mówi...ludzie trzymajcie mnie ...ma szczęscie ze daleko bo nie ręczę za
          siebie,na punkcie straszenia dzieci mam świra i mogłabym zabic!!!nie musiałby
          się wieszac...cholera nie wiem jak Ci pomóc...mnie spacer pomaga...chpoć na trochę..
    • i_am_the_army Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAA 12.12.07, 16:13
      Co jest do diaska? Odezwij się!
    • 35.a Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAA 12.12.07, 18:53
      I jak? Żyje?
    • drugikoniecswiata Re: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAA 12.12.07, 19:42
      Magda, przepraszam, nie znam całej Waszej historii. Czy on ma na koncie
      faktycznie próby samobójcze? Mój ojciec regularnie w czasie awantur oświadczał,
      że idzie wpaść pod tramwaj, po czym wychodził z domu. Prostacki szantaż
      emocjonalny - skupiłabym się na tym, żeby wtedy odizolować od tego małą, bo to
      nie na jej barki. Jeśli groźby faktycznie groźne, nie wiem, ale to na pierwszy
      rzut oka jest dosyć wyraźny mechanizm... może w takich chwilach
      pogotowie/policja, a długofalowo to byście z tym na terapię małżeńską poszli? Im
      bardziej mąż widzi, że Ty reagujesz na takie chwyty, tym bardziej będzie je
      stosował. Po prostu wypracował sobie sposób komunikacji potrzeb, który działa -
      po co miałby go w takim razie zmieniać? Rozumiem, że w jego stanie psychicznym
      jest faktyczne zagrożenie, że może chcieć swoje groźby zrealizować. Ale taka
      zależność jest patologiczna, zabójcza dla związku...
      • poetkam Wyjaśnienie 12.12.07, 20:56
        Pokrótce wyjaśniam. Mąż mój choruje na zaburzenia schizoafektywne,
        ja mam niedawno zdiagnozowaną ChAD, moja mama ma ChAD od ponad 35
        lat, a od niedawna lekarka zastanawia się nad zaburzeniami
        schizoafektywnymi również u niej.
        Ja byłam na L-4 już dość długo. Mąż reaguje szantażem emocjonalnym
        zawsze kiedy wracam do pracy. Zawsze jest albo ręka pocięta, albo
        wieszanie.
        Tak, mąż wieszał się trzy lata temu- było pogotowie, policja,
        kaftan, szpital. Potem renta. Potem terapia psychologiczna.
        Teraz nie wiem, czy go kocham. Li tylko czuję litość, ale
        ponoć :"Liczy się się tylko miłość"...A co wtedy, gdy miłości już
        nie ma?
        To co się liczy? Co?
        Nie wiem co robić?
        Mąż tylko śpi. U nas jest białe małżeństwo. Raz na półroku seks.
        Relacja: chory-opiekunka!
        Kanał! Do dupy z takim życiem!
        Ja chcę żyć intensywnie, pełnią. Mam marzenia, dziecko.
        Zbrzydła mi rola opiekunki chorego męża. Nie wiem, jak długo jeszcze
        pociągnę, nie wiem. On o tym wie. Ale mnie nie rozumie. Przeczytał
        teraz te słowa i co....I nic...
        • drugikoniecswiata Re: Wyjaśnienie 12.12.07, 22:27
          Znam z forum część tej historii (ChaD męża i mamy, twoją diagnozę), choć na
          pewno z dziurami. Pytałam wprost o realność groźby samobójstwa, bo bywa tak, że
          jest zupełnie nierealna. Próbowaliście kiedyś terapii razem? Gdy role w związku
          stają się nieruchome, a relacja jest skośna, wszystko jedno w którą stronę, nie
          ma miejsca na partnerstwo. Wierzę, że z tych ról można wyjść, ale na pewno nie
          jest to łatwe. Bez ChaDu i deprechy nie jest to łatwe, a co dopiero w takim
          towarzystwie. Ale wierzę też, że terapia mogłaby pomóc to zmienić, wsparła was
          oboje w obserwacji tego, jaki wkład macie w podtrzymywanie takiej a nie innej
          relacji, i w ew. poszukiwaniu alternatyw. Teraz piszesz "do dupy z takim
          życiem", ale w innych wątkach, że Ci z mężem dobrze i pomimo jego choroby nie
          zamieniłabyś go na innego. Chęć zmiany jest pierwszym krokiem do zmiany, a
          zmiana może być na lepsze... nie wiem czy wspiera to co piszę, chciałabym, żeby
          choć trochę.

          Ja w związku funkcjonuję trochę od tej strony, co twój mąż, choć emocjonalnie
          staram się nie szantażować, nie wieszam się i nie stosuję przemocy, ogólnie
          kaliber choroby nie taki. Choć obecnie ciężko bardzo. Chodzę na terapię od 1,5
          roku i jasno widzę, że to co MNIE bardzo uwiera, to właśnie utrwalenie ról
          "chory-opiekun" / "silny-słaby" / "żywiciel-karmiony". Moim zdaniem jest to też
          przyczyna braku seksu - partner zaspokaja wtedy dziecinne potrzeby opieki,
          bezpieczeństwa, wchodzi w rolę rodzica, a z rodzicem się przecież nie sypia.
          Wbrew pozorom żadna z tych dwu ról nie jest wygodna, i każda zaspokaja jakieś
          nasze potrzeby. Problem z tym, że zwykle są to potrzeby inne od tych, które
          byśmy chcieli realizować w związku, co rodzi frustrację.

          Pozdrawiam Cię ciepło, wierzę, że jest Ci bardzo ciężko. Wierzę też, że z tą
          świadomością, jaką masz, pchniesz wasz związek w stronę zmiany. A jakiej, pewnie
          czas pokaże.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka