Gdzie szukać Mocy w dniach czarnych jak najczarniejsze piekla? Tego
nie wiem. Wiem tylko, że dni te mijają, wiem tylko, że nasza choroba
jest straszna z kilku względów. Po pierwsze bo niewidzialna: jakże
latwo powiedzieć "weź się w garść", bo ktoś myśli, że jego chandra
to to co nas spotyka. Po drugie bo atakuje mózg i objawia naszą
slabość, tak realną się zdaje, tak ostateczną i nieprzemijającą. Po
trzecie, bo nadejść może w każdej chwili, niwecząc najlepsze plany i
najlepsze nastawienia. Po czwarte...po piąte...i tak dalej. zaiste
straszna to choroba i ja na razie nie znalazlem na nia rozwiązania,
ale ulogicznilem ja jak moglem. Napisalem do siebie samego listy z
dobrej strony dnia i czytam gdy jestem po czarnej stronie. Nauczylem
się nie karać za czarną stronę, wtedy wlaśnie uważać ją za chorobę.
nauczylem się zalatwiać trzy razy tyle spraw gdy jestem po dobrej
stronie. nauczylem sie jak rozpoznawać po której stronie jestem. gdy
po czarnej, wylączam swe uczucia, nie podejmuję ważnych decyzji, nie
biorę swych mysli na powaznie, leżę, a kot mój leży na mej piersi.
Gdy jestem po dobrej stronie odgrzewam znajomości, zalatwiam sprawy,
przedzieram się. Może ktoś zapyta, czy jest w ogóle sens takiej
harówy. Nie wiem. Wiem jedno. Innego wyjścia i tak nie mam

(poza
oczywiście tym o którym czasami każdy z nas sobie cichutko mysli, a
które jest superglupie). Żyje na tyle na ile umiem, czasem nawet
lepiej. Wierzę bardzo w Moc Wyższą Od nas i modlę sie o piekne
zycie. Ale bez tonu rozkazujacego, byc może sens jakiś jest ukryty w
afektywnej, być może lagodniej patrzę na innych i ich braki, bo
widzę, że może jeszcze inne przyczyny ich do tego przywiodly niż
tylko arogancja. Być może lagodniej patrzę na siebie, a ma
pyszalkowatość i buta ulatniaja się bez śladu. życzę Wam wszystkim
Mocy, teraz jestem po Ciemnej stronie i cieszę się, że chociaz ten
liścik napisalem. Pozdro