18.12.07, 21:43
Gdzie szukać Mocy w dniach czarnych jak najczarniejsze piekla? Tego
nie wiem. Wiem tylko, że dni te mijają, wiem tylko, że nasza choroba
jest straszna z kilku względów. Po pierwsze bo niewidzialna: jakże
latwo powiedzieć "weź się w garść", bo ktoś myśli, że jego chandra
to to co nas spotyka. Po drugie bo atakuje mózg i objawia naszą
slabość, tak realną się zdaje, tak ostateczną i nieprzemijającą. Po
trzecie, bo nadejść może w każdej chwili, niwecząc najlepsze plany i
najlepsze nastawienia. Po czwarte...po piąte...i tak dalej. zaiste
straszna to choroba i ja na razie nie znalazlem na nia rozwiązania,
ale ulogicznilem ja jak moglem. Napisalem do siebie samego listy z
dobrej strony dnia i czytam gdy jestem po czarnej stronie. Nauczylem
się nie karać za czarną stronę, wtedy wlaśnie uważać ją za chorobę.
nauczylem się zalatwiać trzy razy tyle spraw gdy jestem po dobrej
stronie. nauczylem sie jak rozpoznawać po której stronie jestem. gdy
po czarnej, wylączam swe uczucia, nie podejmuję ważnych decyzji, nie
biorę swych mysli na powaznie, leżę, a kot mój leży na mej piersi.
Gdy jestem po dobrej stronie odgrzewam znajomości, zalatwiam sprawy,
przedzieram się. Może ktoś zapyta, czy jest w ogóle sens takiej
harówy. Nie wiem. Wiem jedno. Innego wyjścia i tak nie mam smile(poza
oczywiście tym o którym czasami każdy z nas sobie cichutko mysli, a
które jest superglupie). Żyje na tyle na ile umiem, czasem nawet
lepiej. Wierzę bardzo w Moc Wyższą Od nas i modlę sie o piekne
zycie. Ale bez tonu rozkazujacego, byc może sens jakiś jest ukryty w
afektywnej, być może lagodniej patrzę na innych i ich braki, bo
widzę, że może jeszcze inne przyczyny ich do tego przywiodly niż
tylko arogancja. Być może lagodniej patrzę na siebie, a ma
pyszalkowatość i buta ulatniaja się bez śladu. życzę Wam wszystkim
Mocy, teraz jestem po Ciemnej stronie i cieszę się, że chociaz ten
liścik napisalem. Pozdro
Obserwuj wątek
    • kotomysza Re: MOC 18.12.07, 21:50
      ciemne strony mocy są fajne. ja tam je lubię.
    • 35.a Re: MOC 18.12.07, 21:54
      Uśmiechy płyną do Ciebie, także z Ciemnej Strony Mocy.
      Postanowiłam dziś już tylko leżeć, już nie złościć się
      na O., leżę i może obejrzę film. Świat będzie sobie
      przez parę dni przeciekał przez moje palce, potem znów
      ruszę, prawda?
      • vinci28 Re: MOC 18.12.07, 22:00
        mozna wszystko czasem i czaesm nie chce sie nic, piekna mroczna
        strona naszej innej natury, kazda burza sie konczy i pojawia sie
        slonce i znow biegniemy gonimy zycie czerpiemy i tak do konca
        naszych dni , chad wielki plus naszej psychiki i wewnatrznego swiata
        ale wszystko ma swoje negatywne strony ,korzystac a jak przyjdzie
        deszcz walczyc i czekac na lepszy dzien,
        • 35.a Re: MOC 18.12.07, 22:06
          tylko dlaczego jest tak smutno........
          • czerwonamamba Re: MOC 18.12.07, 22:30
            Jest smutno, zaiste. Być może to my dodajemy temu "smutkowi" mocy.
            Ja nauczylem się, że gdy jestem po "ciemnej" stronie pytań żadnych
            nie zadaję, leżę lub chodzę i wiem tylko, że trzeba do poranka
            wytrzymać. tak już jest. Lato, zima, jesień, wiosna...wiem też, że
            gdy skwar letni nadejdzie, nikt mnie nie prześcignie, bede jedynie
            plomieniem lub wichrem. tego tez bym nie dotknąl, bez tej suchej i
            szarej zimy. Smutku nie lubię. Lubię się cieszyć, choć czasem nie
            umiem i nie dostrzegam barw. Ale wytyczylem cele i gdy tylko wiosna
            nadchodzi chwytam plecak i tam gdzie skończylem, tam ruszam dalej,
            mam tylko kilka dni smile i może dlatego tak lubię tą intensywność.
            Ciszę się, że jesteście. Cokolwiek...cokolwiek będzie się dzialo nie
            warto odpuszczać. Podlug starożytnych Mistrzów i tak musimy się
            odrodzić, a kto odpuscil tylko gorszy los sobie szykuje. Pozdro dla
            tych co na górze, liny już szykuję i ja.
            • i_am_the_army Re: MOC 18.12.07, 22:44
              big_grin
    • kotomysza Zazdroszczę Wam, 18.12.07, 23:16
      że jak zbliża się ciemna strona mocy to możecie sobie przycupnąć jak
      koty i trwać. nawet nie wiecie, jak Wam zadroszczę.
      nie mam szans, możliwości celebrowania depresji ani stanów podobnych
      do niej. nie wytlumaczę pewnej blondynie, że nie mam siły, że muszę
      się schować. mam być dyspozycyjna 24h/7 dni. nie mogę pozwolić sobie
      na trwanie i niepracowanie, bo za coś blond bestię muszę utrzymać, a
      nie mam serca zrzucać wszystkiego na Michała.
      czy wiecie jak to jest, czuć się bezsilną a trzeba zmienić pieluchę,
      przygotować mleko. mieć świadomość, że ktoś jest w 100% zależnym od
      Was i ufa 100%, bo nie zna innego uczucia niz miłość i zaufanie. a
      Wy chcecie uciec, zginąć? ja wiem. dlatego latam jak nakręcona...
      ćwiczę silną wolę.
      może chcecie trochę chorej energii?
      wracam skończyć projekty.
      PS. moje 4 koty szaleją. bawią się w ganianego.
      • 35.a Re: Zazdroszczę Wam, 18.12.07, 23:21
        Odpowiem bezczelnie jeszcze raz:

        Cena wyborów.

        Dobrej nocy.
        • kotomysza Re: Zazdroszczę Wam, 18.12.07, 23:29
          doskonale wiem. bilans wychodzi cały czas na plus. tylko wiem, że ja
          nie mam wentyla na "jest mi źle i koniec".
          • 35.a Re: Zazdroszczę Wam, 18.12.07, 23:35
            Wchodzisz w jakieś dziwne porównywanie codzienności i
            dziwnym trafem wychodzi Tobie, że Twa lepsza. Bo masz
            dziecko. A ja singiel, w dodatku dziś z depresją, to
            jakiś krzywy...Powiem szczerze. Boję się Ciebie. Bo
            możesz pojechać sobie po mnie jak walec. A ja już leżę.
            Tu w tym zdaniu chcę zakończyć.
          • lolinka2 Re: Zazdroszczę Wam, 19.12.07, 07:03
            i zobacz kotomysza, znowu niezrozumienie... pouprzedzali się czy pogoda taka?
            bo tak to jest, że jak ktoś nie ma dzieci, to nie zakuma tych plusów...
            nie znaczy, że krzywi, czy gorsi - po prostu inny lifestyle smile

            A propos braku wentyla, do niedawna byłam jedyną osobą utrzymującą rodzinę:
            małża plus dwójkę dzieci. To był sajgon, prawie 7-letni, przez ostatnie 3 lata
            zero zwolnień... czasem sobie tęsknię za złotą wolnością, byczeniem się w
            ciepłej pościeli, możliwością odpuszczenia sobie jak mam doła... a tu nic... ale
            z drugiej strony to jest terapeutyczne, w ramach bezustannej integracji mnie
            (chorej) ze społeczeństwem (zdrowym, albo tylko nierozpoznanym dotychczas tongue_out) i
            patrząc na te właśnie plusy oraz na plusy niepodważalne posiadania potomstwa,
            bilans jest ciągle dodatni mimo braku 100 proc. komfortu
            • kotomysza Echhhh 19.12.07, 08:12
              lolinka, ja już nie wiem co napisać. nie wyprę się dla dobra
              narracji męża, córy, całego bałaganu wokół. nie zrezygnuję z pracy
              by dorównać do tzw. normy. po prostu nie mam takiej możliwości.

              piszę o chorobie z punktu widzenia osoby, która zachorowała po
              urodzeniu dziecka i na prawdę nie ma wyjścia, po prostu musi żyć
              aktywnie. muszę kurczowo trzymać się tego co mam, bo nie żyję dla
              siebie, swojej depresji, czy manii.

              nie znam innej perspektywy - jak nie było Zosi byłam lekko
              zwariowaną osobą, z dzikimi pomysłami na życie. tylko tyle. piszę z
              punktu osoby, która w przeciągu 4 lat straciła prawie wszystkich
              bliskich, która żyje z groźbą realną tętniaka mózgu (skłonnosć
              rodzinna), która na myśl o tym, że może popaść w depresje dostaje
              nerwowej wysypki, bo do małej blondyny nie dotrze, że "mama musi się
              schować". po prostu mój świat jest inny. z uporym godnym maniaka wink
              szukam cały czas pozytywów i je znajduję, bądź w postaci Michała,
              który mnie wspiera (a jak nie wspiera, to ryknę i od razu to robi;-
              )), w postaci Zosi, kilku przyjaciół (np. takiego jednego, który
              dzwoni do mnie z koncertu Heya, by mi puścić piosenkę PJ
              Harvey "Angel" w wykonaniu Nosowskiej, pozytywów w postaci fotek,
              rysunków, książek i podróży, które planuje i konsekewntnie realizuję
              (w planach mam Kubę teraz). podkreślam - to jest moje życie, i
              wszystko co piszę jest przepuszczone przez filtr tego. tak samo
              robią inni ludzie. przpuszczają wizję świata przez filtr swoich
              przeżyć, a każdy ma inne. więc nie mam za co przepraszać, wracam na
              swój blog. adios!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka