Dodaj do ulubionych

Nie musiec juz nic

29.07.08, 12:17
Meczace sa te skoki nastroju i napedu. Jednego dnia wszystkiego mi sie chce,
nastepnego nie chce mi sie nic. Niewiele mi trzeba, zeby mi nastroj siadl.

Chcialabym juz nic nie musiec. Chcialabym juz byc babcia emerytka z dwoch
powodow: nie musialabym juz chodzic do pracy i przezywac ciaglego stresu,
moglabym sobie spacerowac po opustoszalych ulicach przed poludniem, kiedy
wszyscy siedza w pracy, jezdzic pustymi autobusami i moglabym sobie spokojnie
czekac az umre. Swiadomosc, ze zostaloby mi niewiele czasu i za chwile bedzie
po krzyku bylaby dla mnie krzepiaca. I nie musialabym samobojstwa popelniac.
Zamieszkalabym w domu starcow, bo nie chce miec dzieci i nie bede miala nikogo
kto by mnie pochowal.
Ja chce juz byc stara i pojsc na emeryture. Dosyc mam juz stresow i meczarni
zwanej zyciem.
Obserwuj wątek
    • planasana Zmeczenie 29.07.08, 12:23
      To zmeczenie zyciem przeklada sie na zmeczenie fizyczne.

      Nic, wygadalam sie. Nie oczekuje pocieszenia. Mam tylko nadzieje, ze nie ja
      jedna to przezywam, ze moze ktos z Was tez. W kupie razniej wink
      • bosa_mysz Re: Zmeczenie 29.07.08, 12:40
        zmęczenie materiału co? Niestety mam to samo. ale emerytura mi się
        nie marzy. raczej szybki zgon najpóźniej do 40-stki.
        • planasana Re: Zmeczenie 29.07.08, 12:46
          bosa_mysz napisała:

          > raczej szybki zgon najpóźniej do 40-stki.

          Jak dobije 65 to juz nikt z moich bliskich nie bedzie zyl i nie bedzie cierpial
          z powodu mojej smierci.
    • skwr2 Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:26
      Zapewniam Cię, że starcze życie nie jest wolne od stresu.
      • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:35
        Ale jednak spokojniejsze, bo w zwolnionym tempie. Moze przesadzilam ze
        staroscia, wystarczyloby mi przezyc najdluzej do 65, zeby nie byc niedolezna.
        • planasana 65 29.07.08, 12:39
          Chociaz zycie do 65 roku zycia wydaje sie i tak za dlugie. Ja juz jestem
          naprawde zmeczona. Mentalnie juz i tak jestem emerytka. Chcialabym, zeby cialo
          samo za mnie podjelo decyzje o smierci, zeby mi sie juz baterie wyczerpaly w
          naturalny sposob i do widzenia.
    • 35.a Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:38
      Namalowałaś strasznie smutny obraz. Jak w ponurym listopadzie...
      By the way, jesteś dziś w pracy? Ja nie, fabryka dała nam wolne,
      chwilowo brak pracy, na horyzoncie rysuje się szukanie następnej...

      > Meczace sa te skoki nastroju i napedu. Jednego dnia wszystkiego mi sie chce,
      > nastepnego nie chce mi sie nic. Niewiele mi trzeba, zeby mi nastroj siadl.

      Jaką masz w ogóle diagnozę? Stan mieszany?


      > Chcialabym juz nic nie musiec. Chcialabym juz byc babcia emerytka z dwoch
      > powodow: nie musialabym juz chodzic do pracy i przezywac ciaglego stresu,
      > moglabym sobie spacerowac po opustoszalych ulicach przed poludniem, kiedy
      > wszyscy siedza w pracy, jezdzic pustymi autobusami i moglabym sobie spokojnie
      > czekac az umre.

      Autobusy/ulice nie są opustoszałe niemal nigdy. Zawsze mnie zastanawiało,
      dlaczego ci, nawet młodzi ludzie nie w pracy smile


      > Swiadomosc, ze zostaloby mi niewiele czasu i za chwile bedzie
      > po krzyku bylaby dla mnie krzepiaca. I nie musialabym samobojstwa popelniac.
      > Zamieszkalabym w domu starcow, bo nie chce miec dzieci i nie bede miala nikogo
      > kto by mnie pochowal.
      > Ja chce juz byc stara i pojsc na emeryture. Dosyc mam juz stresow i meczarni
      > zwanej zyciem.

      Jesteś zrezygnowana i przygnębiona i...starość, jeśli bierna to
      choroby. Pamiętasz o tym? Bardzo wiele osób na emeryturze obecnie
      pracuje i są to naprawdę aktywni ludzie. Zresztą, babcia to kobieta,
      która ma wnuki...

      Nie chcę Cię urazić, ale może nie tędy droga?


      • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:44
        35.a napisała:

        > By the way, jesteś dziś w pracy?

        Jestem. Ale widzisz jak pracuje.

        > Jaką masz w ogóle diagnozę? Stan mieszany?

        CHAD II ale lekarze nie sa na 100% pewni.

        > Autobusy/ulice nie są opustoszałe niemal nigdy.

        Tu gdzie mieszkam sa. Jak sobie biore wagary i wracam z miasta przedpoludniem,
        to prawie nikogo nie ma w autobusie. Sami emeryci wink

        Nie wiem co gorsze: CHAD czy strzykanie w kosciach.

        > Zresztą, babcia to kobieta, która ma wnuki...

        Piszac "babcia" nie mialam na mysli posiadaczki wnukow. Chodzilo mi o
        podkreslenie stanu starosci.

        > Nie chcę Cię urazić, ale może nie tędy droga?

        Nie urazilas mnie.


        • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:46
          Coz, widze, ze tylko ja tak mam.
          • 35.a Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:54
            Ha? Niekoniecznie. Od paru tygodni za długo śpię, codziennie ponad
            10 h, czuję się zmęczona. Za kilka dni wizyta u psychiatry, poproszę
            o zmianę leków. Może to kwestia postrzegania...i próba oceny - dobrze
            mi z tym i trwam, czy wewnętrznie mnie rozrywa "nie tak ma być", "nie
            chcę". Wyjeżdżasz na jakiś urlop?
            • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:58
              Urlop to bede miala dopiero na Boze Narodzenie.
        • 35.a Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:49
          Usłyszałam kiedyś o sobie, że mi za dobrze i stąd doły. Może.
          I że powinnam pojechać na Ukrainę i popatrzeć, jak tam żyją ludzie.

          Jestem zawsze poruszona, gdy czytam to forum:


          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37372

          I myślę, że w obliczu śmierci ludzie bardzo bardzo chcą żyć...



          • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 12:56
            Jasne, ze straszna krzywda mi sie nie dzieje, nie zetknelam sie z tak straszna
            choroba jaka jest rak, nie dotknelo to nikogo z moich bliskich. I moze jest mi
            za dobrze i w dupie mi sie przewraca, ale mysle, ze depresja to taki rak duszy.
            I widze sensu w porownywaniu co jest straszniejsze, bo dla kazdego to bedzie
            cierpienie. Inne, ale cierpienie.

            Jesli na raka zachoruje osoba, ktora z natury jest pogodna i nie wpadala nigdy w
            stany depresyjne, ktora lubila zycie, to naturalne, ze bedzie bardzo chciala zyc.

            • 35.a Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:02
              Nie, nie o to mi idzie. Porusza mnie czytanie tego forum, bo mogę
              oderwać się od siebie i coś poczuć, przerazić się, chcieć w chorych
              wlać nadzieję, wiedzieć, że komórki nowotworowe ma każdy, w pewien
              sposób otrząsnąć się z własnego taplania się w niemocy, nieszczęściu.
              Nie idzie o porównywanie i wskazywanie "mają gorzej", nie. To jest
              jakieś poruszenie walką o wyzdrowienie, o przedłużenie życia choć
              o moment. Tak na marginesie depresja jest składnikiem wielu terminalnych chorób.
              • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:16
                Ok, zle Cie zrozumialam.

                Mam wrazenie, ze gdybym chorowala na raka, mialabym poniekad pewne spoleczne
                przyzwolenie, zeby cierpiec, bo wiadomo, to jest straszna choroba, fizyczne
                cierpienie jest bardziej namacalne. A cierpiac w depresji spotykam sie z
                zarzutami, ze mam urojone problemy, ze mi za dobrze i ze jestem leniwa.
                • 35.a Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:32
                  Widzisz, gdy głęboko się zastanowić - jest mi nieźle. Jestem na utrzymaniu rodziców.
                  To oni fundują mi zagraniczne wyjazdy (trzeci
                  w przeciągu roku), moje grosiki wydaję na własne przyjemności.
                  Czasami się zastanawiam, co będzie gdy ich zabraknie. I jest myśl -
                  dam sobie radę. Będę musiała. Teraz nie muszę nic...
                  Nie muszę nic zdobywać, nic wyrywać życiu z gardła, brak jakichś
                  ekstremalnych doznań, właśnie marazm smile Czasem funduję sobie odmianę
                  kinem, kocham dobry film, kiedyś ogromnie dużo czytałam, teraz nic
                  (gdyby ktoś wiedział, jak znowu czytać będę rada za podpowiedzi),
                  ostatnio wyrwała mnie z marazmu nocna, telefoniczna rozmowa.
                  Prawdziwa rozmowa. Nagle pomiędzy kimś i mną zrobiła się fajna przestrzeń, powoli płynął przekaz. A mnie trudno rozmawiać z innymi.
                  Wymieniać krótkie zdania i owszem, ale wolę pisać...
                  Pomyślałam, że warto częściej robić coś, co będzie poruszać. Wyjść
                  z własnej skorupki, z podglądania życia. Zmęczyć się, coś poczuć.
                  Przewrócić, narazić się na nieprzyjemności (bo może odwrotną stroną
                  tych doświadczeń będzie przyjemność, radość, poczucie własnej mocy,
                  że coś kurwa potrafić, coś mogę)

                  I jeszcze o studiach. Zawsze podziwiałam ludzi przyjeżdżających z
                  krańców Polski na Uniwersytet Warszawski. Mieszkających w akademikach.
                  Niedojadających. I to oni coś osiągnęli. Mnie było
                  za łatwo. Smutna konstatacja.

                  • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:45
                    Mnie zawsze ciagnelo z domu i chcialam sie wyprowadzic jak mialam 22 lata, ale
                    udalo mi sie dopiero 3 lata pozniej, kiedy wreszcie mnie bylo na to stac. Mialam
                    dosyc klotni, kontrolowania mojego zycia, odcielam sie calkowicie. Czesto stac
                    mnie bylo tylko na makaron z Biedronki i keczup, ale nigdy sie matce do tego nie
                    przyznalam, choc oferowala mi pieniadze. Nie chcialam ani grosza. Wolalam wcinac
                    ten makaron z keczupem niz byc od niej znowu zalezna. Potem ucieklam od niej
                    zagranice. I tez bywalo, ze nie mialam kasy na normalny obiad. Teraz zarabiam
                    nieduzo, ale starcza na przezycie, choc nic nie odloze. Ale nie zalezy mi na
                    odkladaniu.
          • matrioszka42 Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:31
            Kiedyś myślałam, że jak ktoś ma 40 lat to staruszek. teraz sama o 2 lata przekroczyłam 40 i nie uważam się za starą (niekiedy zmęczoną, ale nie starą). Moja Mama miała 77 lat, Tata ma 80 bardzo im zazdrościłam siły która pcha ich do działania i nie pozwala zgnuśnieć.
            Na tym forum byłam kiedyś bardzo częstym gościem. Gdy usłyszałam diagnozę "melanoma maligna", to miałam wrażenie, że świat się wali. Nie przerażała mnie myśl o śmierci, ale o umieraniu. Zwłaszcza, że przy tym typie raka nie jest ono nigdy łatwe i szybkie. Kiedy zaczynają mnie nachodzić myśli o śmierci, przypominam sobie swoje odczucia tamtego dnia gdy odebrałam wyniki histo.
            • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:41
              Ale Matrioszko, piszac o starosci i emeryturze nie mialam na mysli ludzi po
              40-stce tylko 70-cio letnie babcie (nie wiem jak ja wytrzymam kolejne 40 lat
              zycia przede mna).

              Bardzo poruszylo mnie to, co napisalas, co przeszlas... Az mi sie wstyd zrobilo...

              Czy wszystko jest juz w porzadku, jesli moge spytac?
              • matrioszka42 Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:54
                Na szczęście było to najniższe z możliwych stadiów. W czerniaku podstawą leczenia jest chirurgia. Jeśli następują przerzuty jest tylko kwestia długości umierania (czerniak nie poddaje się chemii ani naświetlaniom). Miałam czyste marginesy więc na tym leczenie zakończono. Pozostają kontrole, teraz co 6 m-cy.
                Ponieważ mam zespół znamion atypowych (jakby chad-u było małowink), więc co jakiś czas mam jakieś znamię wycinane bo budzi podejrzenia. Plecy zaczynają mi wyglądać jak pokryte sznytamiwink
                • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:55
                  Dobrze, ze odpowiednio wczesnie udalo sie wykryc i usunac. To musisz byc ciagle
                  czujna?
                  • matrioszka42 Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 15:36
                    Tak, przestrzegać terminów kontroli i robić badania (usg, rtg). Każde niepokojące znamię jest od razu usuwane i badane. Ale onkolog powiedział: Musi pani żyć bez poczucia wyroku. Staram się a jednak lęk czasem wraca. I to jest jeden z tych uzasadnionychsmile
                    • matrioszka42 Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 15:38
                      A poza wszystkim: nie masz się czego wstydzić. Twoje cierpienie wcale nie jest mniejsze od mojego czy osób umierających na raka. Łatwiej być chorym fizycznie, bo to jest akceptowane społecznie. Zaburzonym psychicznie jest trudniej. Wszyscy wiedzą o moim czerniaku, a o chad-zie nieliczni.
    • 35.a Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:13
      Obawa, że wyda Ci się to naiwne, co napiszę... Co tam.

      Próbowałaś kiedyś obserwować rośliny? Niechby i doniczkowe. Ich wzrost.
      I cieszyć się jak niesamowicie szybko rosną. I chcieć żyć, aby sobie
      na to popatrzeć. Jak się czujesz w parku, teraz latem?


      Umówmy się, że to nie rada, a luźno rzucona refleksja.
      • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:19
        Widzisz, ja nigdy nie lubilam wiosny i lata. Duzo bardziej wole jesien i zime. W
        depresji lato mnie drazni, a jesli juz dobrze sie czuje, to mi nie przeszkadza,
        ale cieszy umiarkowanie, bo nie lubie upalow.
        Najbardziej lubie wczesne wieczory, o kazdej porze roku.

        Ja w ogole niespecjalnie lubie zyc.
        • 35.a Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:45
          Zero pozytywnych doświadczeń? Smak pocałunku? Smak seksu?
          Dobra rozmowa z kimś. Gdy małe dziecko włazi Ci na kolana
          (a, nie lubisz dzieci). Zmarznięcie zimą i gorąca herbata.
          Długo by pisać.
          • planasana Re: Nie musiec juz nic 29.07.08, 13:49
            Cos by sie znalazlo. Wspomnienia fajnych imprez z przyjaciolmi, wspolnego
            smiechu az do bolu brzucha, rozmow o zyciu przy winie i poczucia wspolnoty i
            bycia rozumianym, kapiel w morzu, patrzenie na kudlate psy. Ale to wszystko
            teraz mnie nie cieszy, to sa tylko stare wspomnienia. Jesli za jakis czas
            poczuje sie dobrze, wtedy wszystko mnie bedzie cieszyc. I tak do nastepnej
            depresji. Ile mozna tak zyc?
    • poetkam Drobne pocieszenie 29.07.08, 15:28
      Planasanko kochana, tak chciałabym, aby ta depresja Ci się już skończyła. Żal w
      sercu gości, kiedy otwieram kolejne wątki podpisane Twoim nickiem. Mam wrażenie,
      że myślisz i myślisz i przestać nie możesz. Zamartwiasz się i zamartwiasz i
      szukasz wciąż nowych powodów do zmartwień. Ja ostatnio też mam niestety podobnie...
      Ale zauważ, że wiecznie źle nie będzie. Po największej ulewie, burzy zawsze
      wyjdzie słońce na powrót. Nieprawdaż? Teraz może łzy i deszcz wielki zasłaniają
      Ci oczy, że nawet nie dostrzegasz, że chmury zaczynają się już oddalać? Spróbuj
      je osuszyć, wytrzeć, otwórz szerzej. A tak w ogóle- umyłaś w końcu te włosy?
      3-maj się. Cieplutko Cię pozdrawiam.
      • planasana Re: Drobne pocieszenie 29.07.08, 17:05
        Dzieki Poetkam.

        Wiesz, ja nie placze. Mysle, ze nie jestem teras w glebokiej depresji. To raczej
        apatia, zmeczenie zyciem i chec ucieczki.

        Po burzy wyjdzie slonce, ale u mnie oznacza to kolejna hipmanie z bezzsennoscia
        i gonitwa pomyslow.

        Jasne, ze umylam, bo musialam do pracy.

        Trzymaj sie.
        • planasana Gwoli wyjasnienia 29.07.08, 17:19
          Nie mam obecnie mysli samobojczych, nie chce sie zabijac, nie kusza mnie mosty i
          tabletki itd. w tej chwili. Po prostu nic mi sie nie chce, zyc mi sie nie bardzo
          chce. A zabijac sie sama tez nie chce, wolalabym, zeby zrobil to za mnie ktos
          inny. Taka jestem wygodna wink

          Jesli sie w najblizszym czasie zdarzy, ze znikne z Forum, to nie bedzie
          oznaczalo, ze sie probowalam zabic, tylko ze moge nie miec sily na pisanie. Poza
          tym chcialabym sie zaczac odzwyczajac od nadmiernego przesiadywania w necie.
    • singapurkaa Re: Nie musiec juz nic 30.07.08, 20:41
      Planasano! Nie znikaj z forum zupełnie, odzywaj się od czasu do czasu. Jesteśmy
      tu wszyscy aby się wspierac.

      Rozumiem każde słowo, które piszesz... często też chciałabym byc juz stara, miec
      większą częśc życia poza sobą...
      Pamiętam jak rozmawiałam z moją ponad 80 letnią ukochaną babcia. Ona mówiła jak
      bardzo chciałaby byc młoda, a ja że w sumie to jej zazdroszczę... Przeżyła swoje
      życie najpiękniej jak potrafiła, przeżyła tyle tragedii (a mnie łamią zwykłe
      rzeczy), zapracowała na to, że jest kochana i szanowana przez bliskich. Jest
      otoczona wnukami, dziecmi i innymi bliskimi osobami.

      A ja... ja nie wiem jak będzie wyglądac moje życie... Może będę sama, może będę
      bezdomna - "dzięki" chorobie nie poradzę sobie z pracą, z rzeczywistością,
      "dzięki" chorobie inni ode mnie się odsuną nie mogąc ze mną wytrzymac (czasem
      dziwię się mojemu mężowi jak on ze mną wytrzymuje...sad

      Często sobie myślę (co wkurza mojego męża), że chcę wiedziec co będzie za 5, 10,
      20 lat... On uważa, że każdy jest kowalem własnego losu (no jasne, zwłaszcza z
      chadsmile))! Chciałabym wiedziec bo boję się (jak ja często powtarzam to słowo), że
      sobie nie dam rady w życiu. Pewnie dlatego czasem chcę byc już stara.
      Ryczec mi się chce jak to piszę...
      • planasana Re: Nie musiec juz nic 31.07.08, 15:51
        Jasne, ze bede sie odzywac na Forum, ale jak sie lepiej czuje, to najczesciej
        przestaje tu pisac, bo zanurzam sie w prawdziwe zycie w realu i nie marnuje
        wiecej czasu na przesiadywanie w necie czy przed telewizorem. Zawsze tu wracam
        kiedy depresja wraca sad


        singapurkaa napisała:

        > Rozumiem każde słowo, które piszesz... często też chciałabym byc juz stara,
        miec większą częśc życia poza sobą...

        Nie masz pojecia jakie to jest pocieszajace, ze nie ja jedna tak mysle, ze jest
        ktos, kto mysli i czuje podobnie. Dziekuje Ci.


        >> Może będę sama, może będę bezdomna - "dzięki" chorobie nie poradzę sobie z
        pracą, z rzeczywistością,

        Tez czesto mysle, ze bede kiedys bezdomna, bo strace prace a moj chlopak umrze i
        nikt mi finansowo nie pomoze. I kiedy mysle, ze mialabym byc bezdomna, to
        wolalabym w takiej sytuacji od razu popelnic samobojstwo. Nie mialabym juz nic
        do stracenia.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka