Czuję się fatalnie: wczoraj u rodziny, na proszonym obiedzie,
myślałam że w dobrej intencji, zrobiłam furiacką scenę.Na skype
znajomemu też puściłam niezłego bąka.To nie miało związku z fazą- po
prostu brak elementarnej powściągliwości.Wczoraj po zajściu pożarłam
Relanium i Hydroxy- bez efektu: obijam się jak ćma i nic nie mogę
robić (czeka nauka).Chce mi się palić papierosy (wywaliłam,bo
dostawałam ataku astmy).No a waga przekroczyła wszelkie normy- jak
dotąd w święta + 3kg.Super. Czym zmywacie takie winy?Rodzinę trzy
razy przeprosiłam, znajomemu zaproponowałam coć dla niego fajnego
pocztą (takie zadośćuczynienie).Córka (z Irlandii) pyskuje mi
niesamowicie- twierdzi,że to ja pierwsza. Kanał.Słowem rodzinne
święta. Jak sobie z takimi chwilami radzicie?

Poradźcie