Przywitałam się z Wami w jakimś wątku, ale niniejszym czynię to oficjalnie.
Podczytuję Was od jakiegoś czasu, ale z racji tego, że mam teraz deprechę,
mało się odzywam, może raczej należałoby użyć słowa wcale. Chciałabym napisać,
ze mam dość mojej choroby. Z tego co przeczytałam w większości działają na Was
leki, u mnie jest problem neurologiczny - mam wadę mózgu i choroba chodzi
swoją drogą a leki swoją. Marzę o tym, zeby jakaś kombinacja leków wreszcie
poskutkowała jak należy i wystabilizowała mnie na poziomie zerowym.
Mój ChAD to są tzw. organiczne zaburzenia afektywne, mam to jakieś 6 lat,
zdiagnozowane prawidłowo w 2007 roku. Miałam dwa większe epizody maniakalne,
raz manię - w 2007 roku i raz hipo w 2008. Epizody trwały po jakies 2-3
miesiące, potem nieustannie wracam do depresji w której tkwię większość czasu.
I właśnie tego mam dość. Tego obrzydliwego stanu totalnej niemocy, stanu
hipernadwrażliwości, w którym wszystko mnie dotyka, już nie mam sił do tej
choroby. Depresję mam od kiedy pamiętam, już jako dziecko.. Nigdy nie miałam
żadnej pasji, żadnych szczególnych zainteresowań, które mogłabym rozwijać, a
które teraz ratowałyby mnie przed tymi dołami totalnymi. Na dodatek mam 30 kg
nadwagi, rozjechane hormony tarczycy i dosyć wszystkiego. Mam 34 lata, jestem
starą panną z kocicą, która podtrzymuje mnie przy życiu, bez dochodów
aktualnie, na garnuszku rodziców emerytów, bo do renty brakło mi 10 miesięcy
pracy.. Wiecie, pisząc to po prostu nie mogę w to uwierzyć, że ktoś może mieć
takiego pecha w życiu jak ja i aż śmiać mi się chce. Moje życie to jeden
wielki kosmiczny żart Pana Boga.. jeśli się z tego wygrzebię, to będzie
mistrzostwo świata. Pozdrawiam Was i mam nadzieję, że pozwolicie mi sie przysiąść i poczytać i może od czasu do czasu coś napisać