Dodaj do ulubionych

Zwolnili mnie z pracy!!!

10.06.09, 19:16
Wczoraj zwolnili mnie z pracy...z początku lekko się załamałam,ale
teraz jest mi o wiele lepiej,czuję ogromną ulgę,że już tam nie będe
pracowac, nitk nie będzie mnie ponizał i gnoił...już dawno chciałam
się sama zwolnic,bo za bardzo się mnie czepiali...a że mam
charakterek i nie dam sobie w "kasze dmuchac" w dodatku powiedziałam
dyrektorowi,że może mnie pocałowac w d..., czuję,że leki działają,aż
za dobrze...a może to okres manii...sama nie wiem...
Obserwuj wątek
    • bonus1985 Re: Zwolnili mnie z pracy!!! 10.06.09, 19:30
      jak tak mowisz do przelozonych to na pewno mania...
    • lolinka2 Re: Zwolnili mnie z pracy!!! 10.06.09, 19:40
      cassandra, cokolwiek by się działo - trzymaj się.
      • cassandrax Re: Zwolnili mnie z pracy!!! 10.06.09, 20:40
        ...trzymam się dzielnie, wczoraj mnie zwolnili a już dziś bylam na
        rozmowie kwalifikacyjnej w sprawie nowej pracy i zostałam zaproszona
        dokolejnego etapu rekrutacji...zobaczymy co będzie dalej...proszę o
        o trzymanie kciuków mocno!!!
        • beatrix-kiddo Re: Zwolnili mnie z pracy!!! 10.06.09, 20:55
          trzymam!
        • poetkam Re: Zwolnili mnie z pracy!!! 11.06.09, 13:25
          Ja też trzymam! Mocno...
        • daifak26 Trzymam kciuki!!! 11.06.09, 16:03
          Ja też MOOOOCCCCNNNNOOOO trzymam!!! Musi być dobrze!
    • 36.a Re: Zwolnili mnie z pracy!!! 11.06.09, 17:10
      cassandrax napisała:

      > Wczoraj zwolnili mnie z pracy...

      prawie 23 m-ce temu


      > z początku lekko się załamałam,

      nie, ale faktem jest że płakałam wracając do domu.
      na pewno stresujący jest sam moment podpisania wypowiedzenia.


      > ale teraz jest mi o wiele lepiej,czuję ogromną ulgę,że już tam nie będe
      > pracowac, nitk nie będzie mnie ponizał i gnoił...

      ulga natychmiastowa. nigdy więcej z chłodnymi ludźmi, z nienormalną
      dyr.



      > już dawno chciałam
      > się sama zwolnic,bo za bardzo się mnie czepiali...

      tak, ale nie bardzo miałam pomysł, co dalej. tamta praca wydawała
      mi się szczytem możliwości. bzdura. często myślałam, że tkwię na
      hiszpańskim krześle.

      > a że mam charakterek i nie dam sobie w "kasze dmuchac" w dodatku

      nie dam sobie w kaszę dmuchać

      > powiedziałam dyrektorowi,że może mnie pocałowac w d...,

      podobnie, ale nie tak ostro. powiedziałam komus stopień niżej, że [pipi]
      angina i ja nie pojawimy się pomimo nacisków w pracy.


      > czuję,że leki działają,aż
      > za dobrze...a może to okres manii...sama nie wiem...

      lekarz powiedziała mi, że tak nie wolno tak sie nie robi, ale skoro
      od razu pojawił sie START? to znaczy że cel uświęcił środek

      a potem zaczęło się różnorodnie dziać. popróbowałam sobie różnych
      rzeczy. teraz jest druga praca z systematycznie rosnącymi zarobkami,
      z premiami, z drobnymi ale jednak podwyżkami. po cichu myślę o
      następnej, nie zaniedbując wcale tej.

      a na koniec będzie zawód o którym marzę. albo dwa naraz.
      a stamtąd nie miałam odwagi odejść. więc życie samo mnie wykopało smile
      bo wydawało mi się to takie fajne - angielski za grosze bez oganiczeń
      i pakiet medyczny, i aż tyle tych biletów do kina co kwartał.
      albo karnet na fitnessy/siłki/basen.
      zabawne, ale juz nigdy potem nie myślałam o tym jako o pozytywie.
      tych x lat w tamtym miejscu to rozdział pt. beznadzieja smile
      pracowałam w baaardzo prestiżowym miejscu. pustym jak wydmuszka.
      już nigdy więcej śmisznych panów w garniturach i podobnych pań.

      rozpisałam się.

      i trzymam kciuki. per aspera...

      wink


      • dzedlajga 36.a 11.06.09, 17:25
        ciekawa jestem ile jeszcze podobobnych rzeczy jest w naszych biografiach, nie
        mowie, ze u mnie bylo tak samo, ale nadzwyczaj podobnie z ta praca smile Tyle ze 10
        lat temu
        • 36.a :-D 11.06.09, 18:47
          napisz
          • dzedlajga Re: :-D 11.06.09, 20:11
            wiec kiedys, gdy mania jeszcze byla daleko ode mnie powiedzialam mojej szefowej,
            ze jest glupia. No, nie tak wprost. Byl jakis tam problem w pracy (za chiny nie
            pamietam, o co chodzilo) no i tak przypadkiem zaczelysmy rozmawiac na korytarzu
            (choc raczej to byl moj monolog) w ktorym przedstawilam wywod logiczny na
            ktorego koncu bylo, ze jej tok myslenia jest glupi. Jak tylko skonczylam -
            przerazilam sie tym co zrobilam. No ale juz bylo za pozno. Troche czasu minelo,
            zanim mnie zwolnila, bo musiala sobie wychowac mojego nastepce, ale co tam. Jak
            mi wreczala wypowiedzenie caly swiat mi sie zawali na glowe. Mialam 2 kredyty na
            1 mieszkanie w tym jeden z pracy. No i na ten dostalam on niej kase smile Nowej
            pracy nie znalazlam z dnia na dzien, ale zapewnilam sobie srodki na przezycie i
            kredyt, wiec nie bylo tak zle. Potem byla kolejna praca (rownie glupia, ale szef
            nieco lepszy). No i tym razem sobie powiedzialam, ze godz. 16 jest swieta. Moze
            ze 2 razy zdarzylo mi sie zostac dluzej, ale nie dopuscilam do tego, zeby to sie
            stalo norma. W poprzedniej pracy spedzalam czas od 8 do 8 + czesto gesto
            weekendy. Kiedys jak wyszlam na lunch a byl to chyba jakis maj i zobaczylam
            slonce na niebie to przezylam szok. Ze slonce. I ze widac, co wokol. To juz
            wiezniowie maja lepiej. Jedyny plus tej pracy, to byla naprawde przyzwoita kasa.

            Przez kilka ostatnich miesiecy w tej nowej pracy, jak zblizal sie 30 ja
            "wpadalam w depresje" - zbieralam odwage na zlozenie wypowiedzenia. W koncu to
            zrobilam smile Jednak mialam inne zrodlo utrzymania, nawet dostalam dodatkowa
            prace, dostalam sie na studia. Efekt byl taki, ze zylam jak wariatka i
            wariactwem musialo sie to skonczyc, spalam po kilka godzin na dobe i caly czas
            na najwyzszych obrotach. Bo w zadnym z miejsc nie moglam sobie pozwolic na to,
            zeby sie wylaczyc. A kiedy juz nie w pracy ani na studiach, to w autobusach. Z
            walkmanem na uszach. PARANOJA JEDNA WIELKA

            teraz juz wiem, ze mozna miec nieco mniej (co wcale nie znaczy ze zyje w
            ascezie) a zyc lepiej

            np czasem sobie mysle, ze chcialabym miec samochod. MOglabym wtedy wiecej
            pracowac. Tylko zaraz pojawia sie pytanie: moglabym czy musialabym?? Bo na razie
            na utrzymanie samochodu mnie nie stac. Wiec musialabym wiecej pracowac w
            pierwszym rzedzie po to, zeby ten samochod utrzymac. I pewnie na podniesienie
            komfortu zycia juz by mi sil braklo. Wiec jezdze autobusem i jest to moj
            swiadomy wybor

            Niektorzy uciekaja z tego miejsca gdzie ja mieszkam. Ok, ma to miejsce pewne
            minusy, ale... to moje pierwsze mieszkanie, zaplacilam za nie o wiele wyzsza
            cene niz inni, dlatego jest mi drozsze, do lasu mam 5 minut na piechote, wiec w
            kazdej wolnej chwili smigam na spacer. Szczegolnie teraz, kiedy moj czas
            czuwania pokrywa sie ze sloncem na niebie. Do pelni szczescia jeszcze mi czegos
            a raczej kogos brakuje (a nawet co najmniej dwoch ktosiow, moze trzech), ale
            czuje, ze i to sie zmieni. Mysle, ze juz niedlugo.
            • 36.a Re: :-D 12.06.09, 05:37
              potrzebuję samochodu, bo trafia mnie, że 3 torby w jednej ręce, 3 w tej drugiej.
              co ja, wielbłąd jestem? i zamarzyło mi się mieszkanko, w stolicy, na strzeżonym osiedlu,
              a jeśli otwartym to nowe budownictwo... o kamienicy z tradycjami nie śmiem marzyć.
              ale kosztem pracy ponad siły i brakiem snu? nie.

              że mężczyzna i przyjaciele?

              hm smile

              koniec offu
              • cassandrax Re: :-D 12.06.09, 16:25
                ....no i dostałam się do drugiego etapu, przeszłam go
                pozytywnie...teraz czekam na odpowiedź....odebrałam świadectwo
                pracy, wszyscy mieli smutne miny...a ja sobie myślałam "dzięki bogu
                już nie będę musiała patrzec na te wasze k...wskie twarze" smile wiec
                tak i tak jestem wesoła, martwi mnie fakt,że zaginął mój ukochany
                kotek, wyszedł sobie z domku i do tej pory nie wrócił .... sad
                • poetkam Re: :-D 12.06.09, 18:05
                  Cieszę się, że w związku z nową pracą idzie ku lepszemu...
                  Co do kotka.. współczuję Ci. Ale powiedz, jak długo nie ma już Twojego kotka? W
                  jakim jest wieku? Zdarzało mu się już wcześniej nie wracać dłużej do domu? Oby
                  wrócił jak najszybciej, czego Ci szczerze życzę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka