Muszę się wyżalić.
Tak się cieszyliśmy, że Mimi od wyjścia ze szpitala nie chorowała (pomijając przeziębienia), że żadnych antybiotyków itp. itd.
No i posłaliśmy dumnie naszego wcześniaczka do przedszkola - październik: uchwycone w porę zapalenie ucha + infekcja gardła, listopad: zapalenie oskrzeli na tyle poważne że lekarz podejrzewał na początku zapalenie płuc, no i grudzień: zapalenie ucha środkowego, mała zrozpaczona bo dziś do przedszkola przychodzi Mikołaj a ona musi siedzieć w domu

Wiem, że niby nic strasznego, ale przerabiamy drugi antybiotyk (przy listopadowym zapaleniu oskrzeli udało nam się bez dzięki isoprinosinie inhalacjom i oklepywaniom), Mimi wymęczona, my z mężem na zmianę na L4 (babcie się totalnie na nas wypięły), i jakoś mi z tym cholernie źle dzisiaj; Mimi za każdym razem musi na nowo się aklimatyzować w przedszkolu, ciągle słyszę że wszyscy już mają koleżanki i kolegów a z nią nikt nie chce się bawić; wbrew aurze za oknem, wypatruję wiosny,żeby już te cholerne choróbska sobie poszły