kama29
10.10.12, 22:29
Witam. Zaglądam czasem na to forum i o Was pomyślałam, bo nie mam przed kim się wyżalić...
Mój syn ma ponad 2 lata. Urodzony w 28 tygodniu. Rozwój przebiega w miarę prawidłowo, goni gdzieś ta normę... Teraz chodzi do żłobka.
Wykańczają mnie noce... Zawsze był problem. Najpierw zasypiał ze smokiem - budził się jak mu wypadał. Potem zasypiał w wózku aż rok temu spaliśmy z mężem na zmianę bo spał tylko bujany . Uspokoiło się gdy zaczął spać ze mną. Parę miesięcy wystarczyło i zaczęłam mu w łóżku przeszkadzać, zaczął spać sam. I było nieźle. A teraz żłobek - Przeżywa facet, rozumiem (w żłobku czuje się dobrze, jest uśmiechnięty, ale wiadomo, stres jest). Na początku tygodnia, po przerwie budzi się wielokrotnie. I to by było do zniesienia, ale najgorzej jak budzi się z krzykiem i nie da się dotknąć, mówi że chce spać i krzyczy... nie da się utulić, uciszyć. Ja nie mogę tego znieść. Krzyk mnie wręcz boli a jeszcze krzyk własnego dziecka. Dziś pękłam - też zaczęłam krzyczeć, wcisnęłam małego w ręce męża i uciekłam wrzeszcząc w poduszkę. Boję się, że to może oznaka czegoś złego. Strach i to, ze nie wiem co się dzieje i ta bezsilność rujnują moją cierpliwość. Nie radzę sobie z tym...