Dodaj do ulubionych

się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie

21.06.13, 18:51
może trochę nie na temat, ale tylko wy dziewczyny zrozumiecie jak mi przykro.
Urodziłam Milenkę w 2006, 29 tc, 1000 gr; 3 miesiące w szpitalu, ja ledwo przeżyłam masywny krwotok po cesarce; wcześniej było poronienie, potem dłuuuuuuugie starania; dopiero po urodzeniu Milenki okazało się, że mam zespół antyfosfolipidowy; dla mnie i męża stało się jasne, że żadnej ciąży więcej, Milenka z wcześniactwa wyszła bez szwanku (właśnie jest na "nocy w przedszkolu"), cieszymy się tym, że jest, że obydwie żyjemy i dziękujemy opatrzności za szczęśliwy koniec naszej historii;
i wydawało mi się że przynajmniej dla najbliższych powody "niemania" większej ilości potomstwa są jasne i oczywiste
i zonk!
usłyszałam: nie bądź taka, pomyśl o rodzeństwie dla Milenki, na prawdę nie chcesz więcej dzieci?; i to kto - moja własna, rodzona matka;
zrobiło mi się tak cholernie, ale to cholernie przykro - nigdy nie mówiłam że nie chcę, ja na zdrowy rozum nie mogę/nie powinnam mieć więcej dzieci
wiem, że z jednej strony, moja matka nigdy nie grzeszyła taktem i dopiekła mi nie raz; ale mimo wszystko, po tym jak widziała Milenkę zaraz po porodzie na OIOM-ie, jak widziała mój stan fizyczny i psychiczny, jak wie ile wysiłku włożyliśmy w to by dziś jej wnuczka była zdrową prawie pierwszoklasistką, nie sądziłam, że to właśnie od niej usłyszę coś takiego;
w domu poryczałam się jak bóbr;
według niej to się obrażam o byle co, nawet zapytać się nie można;
widocznie faktycznie sfiksowałam po 40-tce
Obserwuj wątek
    • ironia-losu11 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 21.06.13, 20:49
      Mirkad, ja Cię rozumiem wyjątkowo dobrze, bo jestem w podobnej sytuacji - chciałabym, żeby moja córeczka miała rodzeństwo, ale to się może skończyć tym, że nie będzie miała ani rodzeństwa ani matki.... I nie zdecyduję się na taki krok, żeby nie wiem co. Może Twoja mama już się przyzwyczaila do sytuacji, ze od ładnych paru lat wszytsko jest jednak ok, że córa wyszła z wcześniactwa bez szwanku i "zapomniała" jak było - może stąd te uwagi? Nie sądzę, żeby chciała Ci świadomie zrobić przykrość.. Może uświadom ją jak to jest z medycznego punktu widzenia? Nie martw się, "nie sfiksowałaś po 40", rozumujesz całkiem prawidłowo - jak najlepsza mama pod słońcem smile Głowa do góry, nie pozwól, żeby czyjeś uwagi - nawet wlasnej mamy - tak Cię zdołowały.
      • beatka126 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 21.06.13, 23:14
        Witaj! Nasze dzieci mają podobne "parametry" a my podobne przejścia u Ciebie krwotok, a u mnie zatorowość i nadciśnienie, które zostało po ciąży, do tego jaskra i etc.... na szczęście zespól został u mnie wykluczony, ale cale badania i leczenie zakończyłam dopiero w marcu tego roku... i pierwsze słowa mojej pani ginekolog na wizycie po połogowej było... aleś kobieto ty mnie nastraszyła... ale ty wiesz, ze teraz to porządnie musicie się zabezpieczać... ale do rzeczy gdzieś tam w głowie siedzi mi chęć tego aby Wiktor miał rodzeństwo, ale wiem z jakim cholernym ryzykiem się to wiąże... Moja mama mówi nam, że może kiedyś... teściowa, że nigdy w życiu, a rodzina się dopytuje... choć Wiktor w lipcu skończy dopiero dwa lata... nie wiem może kiedyś padnie mi na łeb podjąć tak ryzykowna decyzję, może znajdzie się lekarz który zechce poprowadzić taką ryzykowną ciąże... a może zdecydujemy się na adopcję.... nie wiem napewno nie będzie to zaraz... ale jedno wiem napewno, że ten kto tego nie przeżył nie zrozumie - dokładnie tak jak to napisałaś... Nasze mamy no cóż potrafią nam dopiec, czasami bardzo nie świadomie mówią coś co idzie nam w pięty, ja ostatnio wujkowi odpowiedziałam to co napisała "ironia-losu11".... wujek a dasz mi pewność, że i ja i to dziecko przeżyjemy i Wiktorek będzie miał i mamę i rodzeństwo??? Nie wiem, czy za drugim razem będziemy mieć tyle szczęścia... czy trafimy na deficyt???
        Mamę masz tylko jedną, porozmawiaj i wyjaśnijcie sobie to aby oczyścić atmosferę, aby przede wszystkim Ciebie to nie bolało... w końcu jest kobietą, zna doskonale Wasze przejścia... może zrozumie. Powodzenia!!!
        • mamaduo Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 22.06.13, 10:30
          mama zawsze patrzy z boku - nie wie co przezyliscie i ile Was to kosztowalo. Poza tym ludzie szybko zapominaja. To tak slowem usprawiedliwienia mamy.
          ALE - decyzja o ilosci dzieci to jest Wasza decyzja - bez wzgledu na to, czy mialas problemy czy nie. Sa ludzie ktorzy chca po prostu miec jedno dziecko i juz. U Ciebie sa akurat argumnety medyczne, powazne. Tak czy siak - to Wasza sprawa i moim zdaniem, mozesz mamie to twrado powiedziec a takze to, ze nie jest to jej sprawa i nie zyczysz sobie takich komentarzy z jej strony.
          • mama-cudownego-misia Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 22.06.13, 16:23
            > mama zawsze patrzy z boku - nie wie co przezyliscie i ile Was to kosztowalo. Po
            > za tym ludzie szybko zapominaja.

            Gorzej, dziadkowie potrafią być niezłymi egoistami. Oni mają cały fun - rozpieszczają, cieszą się maluchami, mogą być bardziej wyluzowani, niż rodzice... Ale to nie oni wstaja po nocy co godzinę, to nie oni jeżdżą na rehabilitację, to nie na nich spoczywa odpowiedzialność, by niczego nie zaniedbać, by sprostać sytuacji, to nie oni całymi miesiącami żyją w strachu.
            Jak babcia ma tyle czułości do rozdania, to nieh se kupi psa. A Twoja rodzina to Twoja sprawa, i możesz "być taka", jak uznasz za stosowne. I tyle w temacie.
            • ptaszysko16 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 22.06.13, 19:17
              zgadzam sie z przedmowczyniami smile
              ja tez sie nie zdecyduje na 2 dziecko. decydujac sie na 1 wiedzialam ze chce jedno. po komplikacjach - gestoza z syndromem helpa, zatorowosc, cholestaza ciezarnych to tym bardziej nie zaryzykuje swojego zycia a tym bardziej zycia ewentualnego 2 dziecka ! bo tak jak pisalas wasza histora miala szczesliwy koniec (mam nadzieje ze moja tez) i niestety nie da sie tylko myslec ze nastepnym razem sie tez uda ! np. przy gestozie jest 80% szans ze bedzie znowu to samo a na to nie ma lekarstwa. to co ryzykowac? w imie czego? ja biegajac teraz po lekarzach boje sie co uslysze...
              i oczywiscie tez slyszalam ze dziecko powinno miec rodzenstwo. Moj maz jest jedynakiem i nie cierpi smile
              takze bez przesady choc wiem ze to boli i wkurza zwlaszcza od bliskich.
    • mirkad Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 24.06.13, 11:44
      Dzięki dziewczyny za zrozumienie.
      Z moją mamą to jest tak, ze uważa że ze względu na fakt bycia jej dzieckiem, bez względu na okoliczności przyrody, ma prawo , ba, wręcz obowiązek wiedzieć WSZYSTKO co mnie dotyczy, i ma prawo skomentować, wyrazić opinię, doradzić itp, itd - bez względu na to czy ja w ogóle tego chcę. Nie bardzo jej moja niezależność dociera do świadomości (dla jasności: niemal 20 lat jestem "na swoim").
      Bardzo mnie to zapytanie zabolało, bo myślałam, że kto jak kto, ale ona zrozumie sytuację. W jej odczuciu, to zbytnio się boję, nie chcę spróbować. Jakby nie była świadoma konsekwencji.
      A ja chcę żyć, chcę wychować moje małe draństwo smile) i przy tym pozostanę.
      Jeszzce raz dziękuję
      • tartulina Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 25.06.13, 22:02
        Wiesz co , najcześciej nie są rozumiane nasze przeżycia nawet przez osoby nam najbliższe...
        My po pierwszej trudnej ciazy myśleliśmy o adopcji,ale teściowie nie chcieli nawet o tym słyszećsad Zdecydowalismy się na drugie dziecko i urodziła się Kamilka w 22tc -nasz mały cud-udało się, chodzi do 1 klasy i dobrze się uczy -wiem,że to cud-i już nawet lekarze nie musza nam o tym przypominać na kazdym kroku...mam siwe włosy, podupadłam na zdrowiu jak moje dziecko walczyło o zycie i tak bardzo cierpiało -ale i tak mielismy ogrom szcześcia, bo cieszymy się zdrowym dzieckiem-nawet specjalnie nie chorowała...Chcielismy mioeć 3 dzieci,ale nigdy bym sie nie zdecydowała wiedząc,że moja córeczka tyle bedzie cierpiała,ajej starszy brat będzie obgryzał paznokcie do krwi ze stresu...my z mężem dalismy rade, tylko dzieki temu,że bardzo kochamy się od 23 lati kazdego dnia zdajemy sobie sprawę z cudu, którego dostapiliśmy. Jak wychowaczyni mówiła nam,że mamy mądrą córke i ze sprawdzianów ma same piatki -przekładając wiedzę na oceny to ja - nauczycielka płakałam jak bóbr - za radości i nadmiaru emocji...A mam kolegi z klasy młodej, bo wszyscy znaja historię młodej powiedziała,że poryczała sdię jak Kamila recytowała pięknie wiersze z okazji Dnia Matki i Ojca...Ja tez jestem 40 stka i wiem co czujesz...Ale to ty musisz wszystko przemysleć i ewentualnie podjąć decyzje...Pozdrawiam i buziaki dla Was...
    • kamila.mama Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 26.06.13, 13:01
      Też mam podobne zdanie jak dziewczyny-przedmówczynie - inne osoby, nawet nam bliskie, z rodziny tak naprawdę nie mają pojęcia co przechodzimy lub przechodziłyśmy w związku z problemami dzieci. Oni mają "fun" - się pobawią, rozpieszczają, zwłaszcza dziadkowie, a my niestety mamy cały ten bagaż cholernych nerwów, stresu, wątpliwości... nie mówiąc już o bojach jakie u nas trzeba toczyć o prawidłowe noszenie, podnoszenie, sadzanie itp. tak jak rehabilitant zalecił. a apropos kolejnych ciąż i dzieci - no przecież dziadkowie muszą się czymś chwalić... czyli wnukami... smile więc cisną swoje dzieci o potomstwo, bo jak to- przecież Kowalska z naprzeciwka ma 3 wnucząt... smile)
      • ptaszysko16 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 26.06.13, 14:34
        u nas na szczescie dziadkowie wiedza ze nalezy nosic prawidlowo itd. takze nawet pytaja czy dobrze itd. smile
        • tartulina ptaszysko 16 28.06.13, 23:16
          Nie chodzi o noszenie itp...bo o to nasi rodzice jako dziadkowie tez się troszczyli,ale o sama decyzję o 2, czy 3 dziecku...Moi rodzice kochają dzieciaki nad zycie...mój tata zdażył poznać młodą tylko 2 lata niestety, nigdy tez nie rozpatrywali posiadania dzieci przez nas , czy to dobrze, czy nie...???Mój tata zaakceptowałby każda nasza decyzję, tylko chodzi o to, czy my chcemy zaryzykować swoim i przyszłego dzieciątka zdrowiem i to nas martwi -jestem mama dwóch wczesniaków i pracuję z dziećmi,więc nie zdecydowałabym się na 3 dziecko, którego pragnę po 40(a ta za 4 miesiące już!) i w tym całe caman!!!!!!
          A pisanie,ze dziadkowie nosza dziecko prawidłowo-sorry,ale nie na temat postu...
          • ptaszysko16 Re: ptaszysko 16 29.06.13, 12:09
            tartulina napisała:

            > Nie chodzi o noszenie itp...bo o to nasi rodzice jako dziadkowie tez się troszc
            > zyli,ale o sama decyzję o 2, czy 3 dziecku...Moi rodzice kochają dzieciaki nad
            > zycie...mój tata zdażył poznać młodą tylko 2 lata niestety, nigdy tez nie rozpa
            > trywali posiadania dzieci przez nas , czy to dobrze, czy nie...???Mój tata zaak
            > ceptowałby każda nasza decyzję, tylko chodzi o to, czy my chcemy zaryzykować sw
            > oim i przyszłego dzieciątka zdrowiem i to nas martwi -jestem mama dwóch wczesni
            > aków i pracuję z dziećmi,więc nie zdecydowałabym się na 3 dziecko, którego prag
            > nę po 40(a ta za 4 miesiące już!) i w tym całe caman!!!!!!
            > A pisanie,ze dziadkowie nosza dziecko prawidłowo-sorry,ale nie na temat postu..
            > .
            moze pomylilam drzewko (miejsce cytowania) - nowa jestem na tego typu forum ale zobacz na posta mama.kamila (w tym watku) stad moja wypowiedz o noszeniu, wzielo sie to stad ze jedno to jest decyzja o kolejnych dzieciach wspierana/narzucana przez dziadkowa drugie ich podejscie do dzieci.
    • dziennik-niecodziennik Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 29.06.13, 09:42
      a, ja Cie doskonale rozumiem. moje dziecko bylo wieksze i starsze niż Twoje w momencie porodu, ale tez sie boje ryzykowac nastepne, bo to narażanie i dziecka i siebie. i pal szesc ze wszyscy sie pytają kiedy drugie, bo dla mnie to nic takiego, pal szesc ze opowiadam jak bylo, co bylo i dlaczego drugiego nie bedzie, bo to dla mnie tez nic wstydliwego. ale wkurza mnie niemożliwie jak ktos juz po uslyszeniu historii wpiera mi zeby zaryzykowac, ze kazda ciąza jest inna, ze z druga na pewno bedzie lepiej (nie, nie bedzie, nadciśnienie jak mialam tak mam i sie pogarsza wrecz a nie poprawia) i że warto. no nie, moim zdaniem nie warto...
      trzymaj sie i badz dzielna kiss
      • rewolka404 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 29.06.13, 11:50
        Cja o pierwsza ciaze stralam sie prawie 5 dlugich lat. Kilka programow ivf, tona lekow, tysiace przejechanych km to kliniki polozonej 400 km ode mnie, bo na miejscu nie bylo nikogo kompetentnego do trudnego przypadku. Urodzilam wczesniaka, tak sie zlozylo - to dodatkowo do prokreacji nie zacheca. Bardziej do ludzi przemawia argument niemoznosci pogodzenia wyjazdow do Bialegostoku majac dziecko i nikogo do pocy niz strach przed wczesniejszym porodem, bo przeciez moj synek super sie rozwija, jest zdrowy itd...wszyscy pamietaja, ze 10 tyg, mu zabraklo, ale chyba tylko nieswiadomych utwierdza jego rozwoj, ze lepiej jest rodzic w 7. miesiecy niz 8....Nie mam sily na walke z wiatrakami. Kto ma zrozumiec, to zrozumie. Wczesniactwo Julka nauczylo mnie m.in. tego, ze nie warto przejmowac sie glupotami wink
    • zebra12 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 30.06.13, 08:51
      To ja może z innego punktu widzenia. To dla siebie rodzimy kolejne dzieci, nie dla rodzeństwa. Mamy wizję zgodnego współżycia dzieci, ale najczęściej tak nie jest. Mam 3 dzieci i naprawdę nie są zadowolone z rodzeństwa. Dokuczanie i kłótnie są na porządku dziennym. Przykro słuchać tekstów w stylu: po co ona się urodziła, lepiej było jak jej nie było itd Gdy były młodsze, bawiły się razem, ale w wieku mniej więcej 7-10 lat zaczęły się regularne wojny i trwają do dziś, a córki są już mocno nastoletnie, jedna prawie pełnoletnia.
      Druga rzecz, rodzeństwo ma ze sobą kontakt, gdy jest między nimi nieduża różnica wieku. Między moimi starszymi jest 3 lata, ale najmłodsza jest dużo młodsza - 10 lat od najstarszej. Kontakt między nimi jest jak między matką a córką, a nie siostrą. Średnia, czyli starsza o 7 lat dokucza małej, ignoruje ją, poniża, wyśmiewa. Mała też jest z 2006 roku. Średnia ma Zespół Aspergera. Nic nie robię tylko tłumaczę, rozsądzam waśnie, próbuję je pojednać.
      Po co to piszę?
      Ano po to, żebyś przemyślała, czy warto ryzykować swoje zdrowie i życie, żeby potem być świadkiem takich scen? Dzieci wolą być jedynakami. To my chcemy dla nich tego czy owego. A gadanie, że w dorosłym życiu będzie wsparcie czy coś tam, też jest bez sensu, bo teraz ludzie wyjeżdżają w różne strony świata i po bliskim kontakcie. Ja mam brata - młodszy 3 lata - i kontakt między nami jest bliski zeru. Widujemy się raz na dwa, trzy lata, bo on mieszka w innym mieście.
      W dorosłości człowiek nie trzyma się z rodzeństwem, ale z nowa rodziną jaką stworzy.
      Teraz widzę to w ten sposób. Gdybym miała przeżyć życie raz jeszcze, to nie uszczęśliwiałabym rodzeństwem mojej pierworodnej, choć zaznaczam, że kocham moje dzieci bardzo. Widzę jednak jak są nieszczęśliwe, że muszą dzielić mamę, mieszkanie, życie z rodzeństwem.
      • adusia29tc Re: zebra12 30.06.13, 16:00
        Przeraża, to co piszesz. Mam brata 3 lat młodszego, kontakt zerowy, ale ubolewam nad tymsad Mam trójkę dzieci córka 18, syn 15 no i Ada. Były czasy wojny między starszymi, ale wystarczyło, że jedno pojechało na kolonie, to drugie tęskniło. Kłócą się, ale też się śmieją razem, słuchają tej samej muzyki, wspierają i zazdroszczę im tej zażyłości, bo ja ze swoim bratem tego nie miałam. Czas narodzin Ady, był dla nich koszmarem, cieszyli się że będą mieli siostrzyczkę, a tu w 25tc odeszły mi wody i co będzie dalej..., wszystko skończyło się dobrze, nie chcą tego wspominać, ubóstwiają małą i często słyszę: "jak dobrze, że ona jest", "ale bez Ady, byłoby nudno". Chciałabym mieć jeszcze dziecko, ale jestem po 40tce i ostanie zalecenie lekarzy - żadnych już dzieci, bo skończy się tak samo, albo gorzej i nie zaryzykuję, cała trójka potrzebuje mamy, a najbardziej najmłodsza.
        A teraz do Mirkad: nie ma co się rozżalać nad pytaniami o następną ciążę i dziecko, tylko my wiemy co przeszłyśmy, żadne opowieści i tłumaczenia nie przekażą naszego bólu i strachu. Z niektórych rozmów wywnioskowałam, że kogo to nie dotyczy nie uświadomi sobie tego i po prostu nie przyjmuje do wiadomości, że tyle zła mogło spotkać kogoś najbliższego, a tym bardziej czy komuś może się coś takiego zdarzyć drugi raz? I tyko my wiemy, że tak. po prostu spokojnie odpowiadaj i nie miej żalu do matki, która na pewno Cię kocha i nie jest świadoma, że takimi słowami, może Cię ranić. Jak się patrzy na śliczne dziecko, to chciałoby się ich mieć i jeszcze i jeszcze i pewnie jet tak u Was, Milenka babcię zachwyca, a reszta jest nie ważna. Spróbuj z innej strony na to spojrzeć i nie mieć żalu.
      • ironia-losu11 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 30.06.13, 20:09
        Zebra, nie zgadzam się z Toba rękami i nogami. Ty masz swoje doświadczenie w swoim zyciu (i ja Ci naprawdę tego nie zazdroszczę), ale nie jest prawdą, że w dorosłości człowiek "nie trzyma się z rodziną". Ja mam genialny i stały kontakt z moim rodzeństwem, moi znajomi mają tak samo dobry kontakt ze swoimi bracmi/siostrami i szczerze mówiąc nie znam NIKOGO w moim najbliższym i trochę dalszym otoczeniu, kto by sie nie trzymał ze swoją rodziną, ze swoim rodzeństwem - i to niezaleznie od różnicy wieku między rodzeństwem.
        • zebra12 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 01.07.13, 06:56
          Ja też mam dobry kontakt z bratem. Czy napisałam coś innego? Chodzi o to, że mieszkamy daleko i jest to kontakt rzadki. Każdy ma swoją rodzinę, dzieci, pracę i naprawdę nie ma czasu na spotkania. Dorosły człowiek zakłada nową rodzinę i z nią spędza czas.
          • mama-cudownego-misia Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 01.07.13, 07:19
            Ja się zgodzę z zebrą. Oczywiście są rodziny, które "trzymają się razem", ale zwykle to trzymanie się razem polega na życzeniach na urodziny i wspólnej wigilii, dopóki rodzice żyją.
            Kiedyś we Francji przeprowadzono ankiete, której wyniki były zaskakujące: 5% ankietowanych straciło kontakt z przynajmniej jednym z rodziców na tyle, że nie wiedzieli, czy jeszcze żyje. Pewnie sporo z tego to imigranci, którzy potracili kontakt z rodzinami pozbawionymi telefonu czy netu, ale i tak rodzina to często na dłuższa metę tylko wymuszona znajomość.
            • verdana Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 01.07.13, 08:59
              To znaczy, ze 95% utrzymuje kontakty z obojgiem rodziców w dorosłym wieku. Bardzo dużo.
              Ja jestem jedynaczką, mam troje dzieci. Nigdy mi nie przeszkadzało bycie jedynaczką, póki nie zobaczyłam na ich przykładzie, jak fajnie mieć rodzeństwo - i z dużą i z małą różnicą wieku. Ja w dzieciństwie byłam bardzo samotna.
              Nie ma zadnego sensu rodzić kolejnego dziecka, aby to pierwsze nie było jedynakiem. Ale nie rodzić, bo jedynakowi na świecie lepiej - tym bardziej nie warto.
              • mama-cudownego-misia Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 01.07.13, 10:29
                > To znaczy, ze 95% utrzymuje kontakty z obojgiem rodziców w dorosłym wieku. Bard
                > zo dużo.
                Nie, to oznacza, że 95% wie, że rodzice żyją albo nie żyją. Procentu nie utrzymujących kontaktów Ci nie podam, bo nie pamiętam, a raport był drukowany po bożemu na papierze i nie wygoogluję.
                Były tam jednak też np. pytania o wiek wyprowadzki od rodziców (Francuzi sa tu zupełną odwrotnością włoskich bamboccioni), kontakty z wnukami (opiekowanie się wnukami jest wśród białych Francuzów klasy średniej czymś prawie egzotycznym), częstotliwość odwiedzin (wspólne święta to rzadkość na przykład), opiekowanie się starymi rodzicami (nie bez powodu we Francji jest tak świetnie zorganizowana opieka społeczna).
                Francuska rodzina to rodzina nuklearna, zakładana przez ludzi, którzy wyprowadzili sie z domu już w czasie studiów albo zaraz po, i którzy o swoich rodzicach czy rodzeństwie pamiętają z okazji urodzin.

                Oczywiście, masz też w Europie przykłady krajów, w których wiezi rodzinne są b. silne, jak Włochy, Hiszpania czy Grecja, ale zastanawia mnie, ile w tym poszanowania tradycji, a na ile ludzie trzymają się tradycji, bo silnie związana rodzina pozwala lepiej stawić czoła kryzysowi ekonomicznemu.
                Tak jest np. w Algierii - w regionie, który poznałam, bezrobocie dochodziło do 30-40%, a mimo wszystko ludzie nie marli z głodu jak muchy. Każdy pracujący członek rodziny bardziej lub mniej chętnie dokładał swój majątek i zarobki do puli, a głowa rodu je rozdzielała wedle własnego uznania.

                Wracając do Polski: ja z kolei mam zupełnie inne doświadczenia, niż przedmówczynie. W rodzinie mojego męża jest 6-ro rodzeństwa, i w wieku dorosłym właściwie nie utrzymuja ze soba kontaktu. Kontakty z rodzicami to sporadyczne odwiedziny, smsy czy maile na urodziny. W mojej rodzinie jest niewiele lepiej: jeszcze dwa pokolenia temu rodzina od strony matki była niezwykle zgrana, liczna (na śluby i pogrzeby zjeżdżało kilkadziesiąt osób) i utrzymywała ze soba kontakty. Wystarczyło 30-40 lat, żeby to się rozsypało.
                Ludzie są zapracowani, przemęczeni, a tradycja wychowania pasem i w poczuciu winy + nasz polski sport narodowy, czyli obgadywanie i pieniactwo też nie sprawiają, że dorosłe dzieci z radością uczestniczą w spotkaniach rodzinnych. Wśród moich znajomych co najmniej połowa utrzymuje z rodzicami czy rodzeństwem kontakty, bo "wypada", a nie takie z potrzeby serca...
            • ironia-losu11 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 01.07.13, 13:15
              Hmm, ja się widuję z bratem min. raz w tygodniu.... Jak był w Stanach na stażu, to co kilka dni wisieliśmy na Skypie. Znajomi też się często widują ze swoim rodzeństwem, często spędzamy czas większą grupą, to nie sa spotkanka raz do roku od wielkiego dzwonu. Bardzo mi żal tych, którzy takich więzów nie mają.
              • mama-cudownego-misia Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 01.07.13, 13:46
                Rozumiem i zazdraszczam smile. Ale naprawdę to nie jest ani rzadkosć, ani patologia, że rodzeństwo sie nie lubi czy z powodów życiowych ma ze sobą słaby i/lub rzadki kontakt. Sądząc po forach, pewnie dotyczy to z połowy internautów.
                Mimo wszystko więc posiadanie brata czy siostry nie jest takim skarbem, zeby stanowiło decydujący argument przy planowaniu kolejnych dzieci.
              • zebra12 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 02.07.13, 06:59
                Naprawdę nie ma kiedy się widywać. Zależy czy pracujecie, oboje macie swoje rodziny, dzieci, czy mieszkacie w tym samym mieście, ile macie lat. Ja już po 40. Gdy byliśmy młodsi, było inaczej. Teraz on pracuje na 2 etaty, popołudniu żona, dziecko, siłownia, studia. Wieczorem padam po 20, bo wstaję o 5 rano. Kiedy miałabym mieć czas na wiszenie na skype?
                • ironia-losu11 Re: się pożalę, bo nikt inny nie zrozumie 02.07.13, 20:11
                  Ja też w oklicach 40, praca, dziecko itd...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka