mirkad
21.06.13, 18:51
może trochę nie na temat, ale tylko wy dziewczyny zrozumiecie jak mi przykro.
Urodziłam Milenkę w 2006, 29 tc, 1000 gr; 3 miesiące w szpitalu, ja ledwo przeżyłam masywny krwotok po cesarce; wcześniej było poronienie, potem dłuuuuuuugie starania; dopiero po urodzeniu Milenki okazało się, że mam zespół antyfosfolipidowy; dla mnie i męża stało się jasne, że żadnej ciąży więcej, Milenka z wcześniactwa wyszła bez szwanku (właśnie jest na "nocy w przedszkolu"), cieszymy się tym, że jest, że obydwie żyjemy i dziękujemy opatrzności za szczęśliwy koniec naszej historii;
i wydawało mi się że przynajmniej dla najbliższych powody "niemania" większej ilości potomstwa są jasne i oczywiste
i zonk!
usłyszałam: nie bądź taka, pomyśl o rodzeństwie dla Milenki, na prawdę nie chcesz więcej dzieci?; i to kto - moja własna, rodzona matka;
zrobiło mi się tak cholernie, ale to cholernie przykro - nigdy nie mówiłam że nie chcę, ja na zdrowy rozum nie mogę/nie powinnam mieć więcej dzieci
wiem, że z jednej strony, moja matka nigdy nie grzeszyła taktem i dopiekła mi nie raz; ale mimo wszystko, po tym jak widziała Milenkę zaraz po porodzie na OIOM-ie, jak widziała mój stan fizyczny i psychiczny, jak wie ile wysiłku włożyliśmy w to by dziś jej wnuczka była zdrową prawie pierwszoklasistką, nie sądziłam, że to właśnie od niej usłyszę coś takiego;
w domu poryczałam się jak bóbr;
według niej to się obrażam o byle co, nawet zapytać się nie można;
widocznie faktycznie sfiksowałam po 40-tce