Dodaj do ulubionych

chyba panikuję...:(

30.10.13, 22:16
Antoś mój od wczoraj sam oddycha, rano pani doktor mówiła mi ze jeszcze go nie odłączą bo nie radzi sobie sam a dzisiaj wchodzę i od progu widzę że monitor wyłączony. mało tego dzisiaj został przewieziony na patologie noworodka, właściwie to dlatego ze były przyjęcia i było ciasno na intensywnej. I tu zaczyna sie problem,bo ja się boję sad Bo na intensywnej zawsze ktoś był na sali,na każde piknięcie i alarm ktos był od razu przy inkubatorze, bo jedzenie dostawał pompą infuzyjną 34ml/h a tutaj strzykawką, bo tam był wazony w inkubatorze a tutaj ten inkubator taki starawy a do tego za ciasny bo Antonek potrafi w poprzek się położyć a teraz sie nie zmieści bo za wąsko. Do tego jedna pani pielęgniarka mnie wkurzyła,bo pytała mnie o rzeczy których ja nie musze wiedzieć bo ma w karcie wszystko,a ja dzisiaj byłam oszołomiona lekko i słabo myślałam. Mało tego pyta mnie czy go przewijałam,mówię że nie to tylko pokręciła głową. Nosz kurde,do tej pory nie mogłam a pampersy miał ważone co trzy godziny a tu nie ma takiego zalecenia,pyta czy zmieniałam mu pozycję,też nie bo do tej pory NIE MOGŁAM i nie przyszło mi do głowy że mogę go połozyć na brzuchu. Już sobie wkręcałam ze jak będa go wyciągać do kąpania to go przeziębią. Chyba panikuję trochę dzisiaj...
Obserwuj wątek
    • aga-600 Re: chyba panikuję...:( 30.10.13, 23:46
      spokojnie, jakby lekarze mieli jakies watpliwosci to pewnie nie przeniesliby...w jakims momencie musialo to nastapic.u nas bylo kilka sytuacji jak odlaczyli, przeniesli itd a okazalo sie , ze jednak za wczesnie.zwyczajnie pojawily sie dzieci w ciezszym stanie.jednak opieka na pewno jest swietna i wiedza co robia. zaopiekuja sie malenstwem.nie zostawia przeciez ot tak sobie....dacie radesmile
      • anias2000 Re: chyba panikuję...:( 31.10.13, 06:36
        Kochana, nie martw się. Bez opieki nie został. Gdyby coś się działo będzie odpowiednio zabezpieczony a jeśli jego stan będzie tego wymagał wróci na intensywną. Moje dziecię również ustapiło miejsca młodszym i mniejszym, a potem niestety wróciło na oion. Też
        miałam poczucie że to jeszcze wcześnie, że zostanie bez nadzoru, więc rozumiem co czujesz. Napisałam to nie po to aby Cię zdołować, tylko aby uspokoić i mam nadzieję, że Twoje Maleństwo z patologii wyjdzie ale w Twoich ramionach i do domu.

        O przeziębienie przy kąpaniu się nie martw - zamim siostry wyjmą dzieciaczka z inkubatora robią na sali saunę włączając ogrzewanie. Karmienie sądą i strzykawką w następstwie pompy jest również normalne. Żołądek dziecka uczy sie radzenia sobie z większą ilością pokarmu na raz. Nie przeraź się początkowymi zaleganiami.
        A co do leżenia w poprzek to u nas dzieci nie poprawiano. Wręcz cieszono się z tego, że dziecko szuka sobie pozycji z dociskiem. Ordynator uważał to za bardzo zdrowy i naturalny objaw. W brzuszku u mamy też maluszki lubią się rozpychać i czuć granicę.

        Czas na patologii tylko początkowo wydaje się trudniejszy, później zaczynasz doceniać nowe możliwości. Jeśli pielęgniarki są chętne do włączania Cię do pielęgnacji to korzystaj z tego smile
        Proś je śmiało o pomoc, instrukcję, poproś niech Ci pokażą jak... I... uśmiechaj się do nich, nawet do tych bardziej "służbowych pań".

        Życzę wam powodzenia i trzymam kciuki za "niepowrót" na oion
    • mama-cudownego-misia Re: chyba panikuję...:( 31.10.13, 07:14
      Wiesz, pielegniarka mogła pokręcić głową na mysl o tym, ze Ci nie dali się opiekować, a nie w krytyce Twojej osoby smile

      Mi też tak nagle przenieśli dzieciaka, nic nie powiedzieli i zawału prawie dostałam, jak wpadłam na salę z pustym inkubatorkiem. A na patologii był 1 pulsoksymetr na dwoje dzieci, więc nie było nawet monitorowania.
      Uparłam się więc być przy młodej, nawet na krzesełku (ale zaraz sie łózko znalazło), poprosiłam pielęgniarki, żeby mnie nauczyły pielegnować, bo wprawdzie w szkole rodzenia byłam, ale to dziecko o kilka numerów mniejsze, a na koniec odmówiłam kąpieli. Niby było lato, ale brzydkie, temp. spadła do 17 stopni, szpital nieogrzewany, zimno było jak w psiarni. Sama w sweitzr chodziłam i wolałam młoda dokładnie mokrymi chusteczkami myć. Była awantura, ale postawiłam na swoim, potem ją kąpałam, ale dopiero jak ciepło było, wanienke trzymałam przy inkubatorze, wycierałam już w inkubatorze...
      • mamaantonka Re: chyba panikuję...:( 31.10.13, 08:52
        wierz mi,że to była krytyka mojej osoby smile Ale to mam gdzieś,zresztą dziewczyny mówiły że ta jedna jest taka,reszta w porządku.
        Antoś wczoraj ważył 1645g. Szczerze mówiąc do kąpania się nie wyrywam jeszcze, ja mu pampersa zmieniam drżącymi rękami jeszcze.
        Na naszej sali nie było by szans na łóżko dodatkowe bo jest za ciasno,ledwo fotele się mieszczą. Tam nawet na podłodze nie ma sie gdzie położyć,tym bardziej że sala 3 osobowa,a wiadomo że w nocy pielęgniarki też się kręcą.
        Wanienka jest taka nieprzenośna,po przeciwnej stronie inkubatora,ale fakt na sali jest gorąco cały czas.
    • ilona.rem Re: chyba panikuję...:( 31.10.13, 08:40
      rozumiem doskonale, sama przezylam podobna sytuacje - wchodze, a jednego z blizniakow nie ma! zawal na miejscu... okazalo sie, ze poczul sie lepiej i juz nie wymaga opieki intensywnej - to DOBRY znak!!! DOBRY!
      panika to naturalne uczucie, podobnie jak strach, niepewnosc... one stale towarzysza w naszej sytuacji i jeszcze dlugo Cie nie opuszcza uncertain
      na patologii zadbaja o niego rownie dobrze, a Tobie bedzie wiecej wolno - glowa do gory i trzymam kciuki bardzo mocno!
      • mamaantonka Re: chyba panikuję...:( 31.10.13, 09:45
        na szczęście decyzja o przeniesieniu zapadła przy mnie,ale wyobrażam sobie jak to by było zobaczyć pusty inkubator...Zresztą ja już od drzwi pierwsze co to ogarniałam wzrokiem inkubator i monitory obok.
      • misiekjasiek mamoantonka 31.10.13, 09:57
        Ja widzę plusy w Waszej sytuacji, może to Cię jakoś podniesie na duchu.

        U nas nie było czegoś takiego jak patologia, Jaś wychodził do domu prosto z OIOMu (z Michałem byłam jeszcze tydzień w innym szpitalu, bo miał tlenoterapię bierną).
        To wyglądało mniej więcej tak, że przyjeżdżałam na 3 godziny dziennie (na tyle pozwalały mi autobusy, auta z ropiejącą bolesną raną nie mogłam jeszcze prowadzić) i dzieliłam go między Jasiem leżącym w łóżeczku a Michałem w inkubatorze na innej sali. Rzadko zdarzało się, że go przewijałam. Dwa dni przed wyjściem zdjęto mu pulsoksymetr i testowali nasz monitor oddechu. Potem informacja, że mały wychodzi do domu i już.
        A ja cała spanikowana, bo w ogóle nie byłam przygotowana do opieki nad nim, miotałam się później między domem a szpitalem (150 km), bo tam został Michał jeszcze przez 2 tygodnie.
        Byłam uzależniona od opieki lekarskiej, uważałam, że bez tych wszystkich maszyn i całodobowego nadzoru specjalisty nie mamy szans sobie poradzić, wyjście do domu było upragnione i jednocześnie nierealne, nie w tych warunkach. Dodam, że była zima... ta zima 4 lata temu, minus 35 stopni i śnieg po pas. Nie spałam po nocach.
        Z Michałem wróciłam do domu karetką, na koncentratorze tlenu i byliśmy pozostawieni sami sobie.

        Myślę, że boisz się, bo to jest całkiem nowa sytuacja. Poza tym każdy z nas miał problem z przestawieniem się z sytuacji całkowitego nadzoru, to się naprawdę dzieje z dnia na dzień i nikt nie jest na to przygotowany.

        Jedno, co Ci mogę powiedzieć na 100% to świetnie, że możesz być z synkiem jeszcze w szpitalu, że możesz się nim opiekować. Powoli zrozumiesz, że to bardzo cenne doświadczenie, bo nauczysz się reagować i powrót do domu nie będzie dla Ciebie takim szokiem. Musisz też zrozumieć, że jako Rodzic jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za swoje dziecko, że nie ma lepszego lekarza, pielęgniarki, opiekuna niż Ty. Przyjdzie czas, że będziesz najlepiej znała swoje dziecko i przejmiesz nad nim odpowiedzialność - tak, jak to powinno naturalnie być.
        Pielęgniarki są różne, musimy pamiętać, że to ich praca i w miarę możliwości spróbować złapać dystans do ich zachowań. To, co dla nich jest normalne, dla nas jest absolutną nowością i nie ma znaczenia, że dotyczy naszego dziecka. Pewnie babka kiwała głową, bo myślała sobie, że ma dodatkową robotę - spokojnie, nauczysz się "obsługi" małego ekspresowo i nie będziesz musiała już doświadczać takich sytuacji.
        Bierz wszystko na spokojnie, ciesz się, że jesteś z małym i ucz się rzeczywistości szpitalnej ale nie zapominaj, że to wszystko procentuje - niedługo wyjdziecie do domu i będziesz na tyle znała swoje dziecko, że nie będzie to dla Ciebie strasznie stresujące.

        A ja Cię doskonale rozumiem z tym strachem, bo to samo czułam, gdy Michał został przewieziony z wychuchanego OIOMu, gdzie nadzór był 24h na dobę do szpitala na oddział dziecięcy, gdzie pielęgniarki przychodziły tylko z lekami, nie reagowały na wycie pulsoksymetru - zostawiały to wszystko rodzicom, chodziłam do toalety z duszą na ramieniu, mojego Miśka pilnowali inni rodzice przez szybę.
        Dwa lata później trafiliśmy do tego samego szpitala na OIOM i tam była opieka najwyższej klasy, bo to są oddziały intensywnej opieki i rządzą się swoimi prawami. Po zejściu na oddział pediatryczny chcieli go jeszcze nadzorować, mieć podłączonego pod sprzęt ale ja już doskonale znałam swojego 2-latka i wiedziałam, czego mu potrzeba. Walczyłam, żeby go odłączyć, przenieść nas do spokojnej sali, bo wiedziałam, że nikt się nim lepiej nie zajmie niż ja.

        Tak jak pisze ilona.rem to DOBRY znak, nie myśl o złych chwilach, że coś się stanie - przestawiaj się powoli na tryb "wyjście do domu" i ciśnij pobyt na patologii jak cytrynę, bo to bardzo ważne.
        • misiekjasiek Re: mamoantonka 31.10.13, 10:04
          Aaa to obcykanie od wejścia inkubatorów i monitorów to standard wink
          Ja prawie zawału dostałam, gdy nie znalazłam pewnego dnia Jaśka, bo był już na sali obok - przenieśli go z ostrej intensywnej na tzw. "zieloną salę" OIOMu. I tak nie mogłam dojść do siebie, źle mi się to kojarzyło, bo dokładnie 1 listopada (jutro będą 4 lata... matko...) wrócił na respi, miał załamanie, ja od rana czułam, że coś jest nie tak i jak tylko wpadłam na oddział, dobił mnie sprzęt przy jego inkubatorze.

          A co do panikowania, to pocieszę Cię, że ja nawet się burzyłam wewnętrznie, że Jasiu dostał "stary" inkubator, no bo jak mogli go przenieść? Jakim prawem mogli mu dać stary? Dzisiaj się z tego śmieję, bo wiem, że każda zmiana wydająca się na oddziale "na gorsze" to tak naprawdę zmiana NA LEPSZE.
          • mamaantonka Re: mamoantonka 31.10.13, 10:44
            no właśnie inkubator,jak zobaczyłam ten "nowy" domek Antosia.... Na OIT miał wypasione duże inkubatorki w których mógł się kręcić w kółko jak chciał a tutaj taka ciasnota,w pierwszej chwili miałam spytać czy nie mają czegoś lepszego. Leżał pod skosem,w ciągu pół godziny dwa razy podciągałam Małego do góry bo by zatrzymał się na ścianie . Po prostu denerwuje mnie to że będzie miał ograniczone ruchy w nim,a on jest taki wiercący,potrafi się zaprzec nogami i podnosić pupę do góry,albo siłuje się z głową swoją jak leży na brzuszku,próbuje ją dźwigać do góry. Pomijam to,że wyrywał sobie rurke od respi a teraz walczy z tą od sondy. Mam nadzieję że na patologi będą mu ja zakładac tylko do karmienia.
        • mamaantonka Re: mamoantonka 31.10.13, 10:30
          misiekjaksiek dziękuję Ci bardzosmile
          Dla mnie nadal myśl,że w końcu kiedyś zabiorę go do domu jest nierealna, wtedy to dopiero pewnie będe panikować wink Nie boję się rzeczy pielęgnacyjnych tylko,że cos sie może stać. Zdaję sobie sprawę,że musze się przestawić,że potrzeba mi chwilke czasu na przystosowanie się do nowych warunków. To już drugi raz,kiedy szłam w miarę spokojna do szpitala a tu niespodzianka. Tylko ze pierwszym razem był to transport do obecnego szpitala z podejrzeniem NEC, musiałam podpisac zgode na transport i co gorsze na ewentualną operację. Wiecie na pewno,co czułam wtedy. Teraz najpierw była radość że sam oddycha,że coraz bliżej domu jest,a potem panika i strach,też jestem uzależniona od opieki na intensywnej, dobrze że ma pulsoksymetr troszkę pewniej się czuję z nim.
          Na intensywnej zależało od pielęgniarek,czy mogłam coś zrobić przy Antku czy nie. W wiekszości wypraszały z sali czego nie rozumiem, o kangurowaniu mogłam zapomnieć ale bardzo zachęcały żeby dotykać jak najczęściej dzieci,głaskać,mówić.
          Cieszę się że będę teraz mogła więcej, i wiem że lepiej w szpitalu gdzie mogę prosić o pomoc,tego się uczyć niż być rzuconą na głęboką wodę w domu.
          Po prostu mam w sobie tyle sprzecznych uczuć na razie,że nie potrafię ich ogarnąć póki co...
          • misiekjasiek Re: mamoantonka 31.10.13, 11:30
            Ta panika, strach, myśli o najgorszym... to naprawdę normalne, uwierz mi.
            Z inkubatorem mieliśmy to samo u Jasia, dosłownie wyłaził z niego, obijał się o ścianki i to spowodowało, że... przenieśli go do normalnego łóżeczka, był już ubierany, leżał w beciku smile Dalej miał sprzęt, rurkę tlenową ale te harce w inkubatorze przyśpieszyły awans do łóżeczka.

            Poproś bardziej przyjazną pielęgniarkę lub lekarza prowadzącego, żeby pokazali Ci, w jaki sposób dziecko się zachowuje, gdy spada saturacja. Chodzi o wygląd, oddech i zachowanie - są charakterystyczne. Oswojenie tego tematu i świadomość pewnych sytuacji to pierwszy krok do "odstawienia" sprzętu. Pytaj jak najwięcej, na co masz zwracać uwagę, co może niepokoić. Korzystaj z tego, póki jesteście w szpitalu. Ta wiedza być może nigdy nie będzie Ci potrzebna ale dla własnego spokoju - warto.
            Karmienie sondą przez jakiś czas po zejściu z respiratora jest normalne, bo jednak ssanie smoczka to duży wysiłek i mały może jeszcze nie być gotowy. Spokojnie, dojdziecie i do tego etapu. Postaraj się przygotować na zmiany, bo one później (gdy maluch czuje się dobrze) idą jak burza. Sytuacja zmienia się z dnia na dzień.
            Bądź dumna z synka, że doszedł już tak daleko i tak dobrze daje sobie radę.

            Co do kąpieli, ja ten etap zupełnie pominęłam na OIOMie. Może dlatego, że pielęgniarki robiły to same, do Jasia przyjeżdżałam, gdy był już wykąpany (kąpiel odbywała się zawsze rano, przed obchodem). Raz tylko obserwowałam kąpiel Michała i nie było to za fajne. Leżał jeszcze pod budką tlenową i wyglądało to tak, że pielęgniarka szybko go rozbierała pod tlenem, wyciągała, leciała do zlewu, ochlapywała jak kurczaka (który już zaczynał sinieć) i prędko pod budkę. Wykąpałam go po raz pierwszy już w innym szpitalu, miał kaniule donosowe i czynności pielęgnacyjne nie były już takie uciążliwe.
            • mamaantonka Re: mamoantonka 31.10.13, 13:55
              jestem dumna z synka i zakochana po uszysmile
              Mały ma odruch ssania, wczoraj przyszedł zamówiony smoczek i pani doktor mówiła żeby jak najczęściej mu dawać. Ale jeszcze troszkę czasu zanim zacznie jeśc z butelki.
              Na intensywnej też kąpali rano, z tego co mówiły mi pielęgniarki był kapany w inkubatorze w miseczce.
              Teraz jest już łatwiej bo ma tylko rurke od sondy. Nasza doktorka będzie dopiero w poniedziałek niestety,ale spisuje sobie na kartce to o co chcę spytać, bo zawsze o połowie rzeczy zapominam uncertain
              Dzisiaj dzwoniłam do szpitala,wszystko w porządku, miał robione kontrolne badania które tez dobrze wyszły. Najważniejsze że juz nie dostaje antybiotyku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka