asia_233
19.06.05, 20:43
Dzisiaj byli u nas jedni i drudzy rodzice na rocznicy ślubu.Popijaliśmy kawę
i winko, mój mąż siedział z Alusiem na podłodze i szarżowali po złożonej
huśtawce. Nagle dziecko zaczęło strasznie piszczeć. Nie wiedzieliśmy co się
stało, myśleliśmy, że może przyszczypnął rączkę. Wył z godzinę aż zasnął.
Potem wstał i znowu płakał. Moi rodzice wyszli z nim do ogrodu i okazało się
że nie może stać na nóżce. Szybko na chirurgię. Lekarz popatrzył, powykręcał
i nic nie widać, ale nie mógł ani raczkować ani stać. Obrzęku żadnego.
Powiedział, żeby poczekać i obserwować. Cały czas popłakuje. Albo noga
stłuczona albo lekko skręcona, mamy nadzieję że to przejdzie, jesteśmy w
szoku. Gdzieś ostatnio wszystko się nas czepia. Jak to się mówi :"jak nie
urok to sraczka(co u nas często się zdarza)". Czekamy z niecierpliwością do
jutra, mam nadzieję, że to minie, bo nie wiem co będzie- nie daj Boże gipsu.
Dobranoc.Pa