titula999
10.01.06, 14:06
Tak mi ostatnio smutno. Za parę tygodni wracam do pracy. Szef odmówił mi
urlopu wychowawczego, tzn. dał do zrozumienia,że jeżeli go wezmę, nie będzie
już dla mnie miejsca w firmie. Wykorzystuje jeszcze zaległy wypoczynkowy, a
potem muszę nauczyć się rozstawać z moim synkiem na 10-11godzin dziennie.
Dojeżdżam 40km do pracy, ale pracę (a właściwie pensję, bo atmosfera w pracy
fatalna) mam dość dobrą. Wstaję o 5.00 rano, a wracam o 16-17.00. Kąpię
Wojtusia i kładę go spać ok 20.00, więc ile będziemy mieć dla siebie czasu.
Mały ma 4m-ce i dopiero uczy się rozpoznawać mamusię. Kim dla niego będę?
Zajmie się nim moja mama i wiem, że będzie bardzo o niego dbała, ale to nie
będę ja. Pomyślicie, że jestem niewdzięczną dziwaczką, ale już dziś jestem
wściekle zazdrosna o to, że to ona będzie dla niego bardziej matką niż ja.
Tak bardzo na niego czekałam, a teraz mam go zostawić. Wiecie jak wiele
opieki, uwagi i miłości potrzebuje każde dziecko, a zwłaszcza wcześniaczek.
Dopiero niedawno zaczeliśmy rehabilitację, nie wiem jak to i wizyty u
specjalistów pogodzić z moją pracą.
Mały jest dla mnie najważniejszy, z drugiej strony czuję presję otoczenia.
Znajomi i rodzina uważają, że głupotą jest narażnie się na zwolnienie z
pracy, skoro w domu mam niepracującą mamę, która z radością zajmie się małym.
Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach nie rezygnuje się z pracy tak po
prostu.
Wiem, że wiele z Was ma o wiele poważniejsze problemy i może zdenerwuje Was
moje biadolenie. Chciałam tylko trochę się wyżalić, bo nawet nie wiecie ile
znaczy dla mnie to, że mogę tu napisać. To dzięki Wam po urodzeniu małego,
poczułam, że nie jestem sama z moimi smuteczkami i Wielką Radością.Teraz
pewnie powiecie, że jestem wyrodną matką, ale w czasie kiedy leżałam w
szpitalu, Wojtuś był jedynym wcześniakiem na oddziale. Na początku jego
inkubator stał na wspólnej sali z dziećmi matek po cesarkach (remont na
oddziale). Całe rodziny przychodziły odwiedzać tamte dzieci i nasłuchałam się
komentarzy pod adresem mojego synka. Traktowano go jak swego rodzaju małe
dziwadełko i z upodobaniem porównywano do swoich dzieci. Wybacz mi synku, ale
w końcu i ja zaczęłam tak myśleć i moją obsesją stało się czekanie, kiedy
będziesz taki jak te "normalne" dzieci. Dzięki Wam, przestało to mieć dla
mnie znaczenie. Teraz widzę moje maleństwo, jako absolutnie genialne i
fantastyczne. Cieszę się każdym jego osiągnięciem, bo wiem, że nie wszystko
przychodzi mu łatwo. A wczoraj po raz pierwszy na pytanie "ile ma maluszek?"
odpowiedziałam po prostu, że ma 4m-ce i już nie dodałam, ale to wcześniaczek
w dodatku urodzony z hypotrofią. Już nie czułam potrzeby usprawiedliwiania
go, że taki malutki i słaby. To forum zmieniło moje podejście do Wojtuśka i
do każdego innego dziecka, które w jakikolwiek sposób różni się od
tych "normalnych" maluchów. Teraz wiem, że najważniejsze jest, to że po
prostu on JEST.
Znów się rozpisałam. Miało być o jednym, wyszło o drugim. Już znikam. Hej