Mam na imię Ewa, mam 29 lat, mieszkam w Nowym Sączu, jestem mamą Bliźniaków -
Kacperka i Zuzi urodzonych w ostatnim dniu 27 Hbd. Maluszki urodziły się
10.11.2006 r. o godz.: Zuzia - 14:25, Kacperek - 14:27. Dzieci ważyły:
Zuzia:950 g, Kacperek: 900 g. Mierzyły: Zuzia 28 cm, Kacperek 26 cm.
Dzieciaczki dostały 6 pkt w skali Apgar w pierwszej minucie życia. Zostały
zaintubowane i przewiezione na Oddział Wcześniaków.
Zuzia
Spędziła pod respiratorem 2 doby, następnie wentylowana systemem CEPAP przez
12 dni. Przez miesiąc na tlenoterapii biernej. Przetaczano jej 2 razy krew -
bez powikłań, żywienie pozajelitowe - 17 dni, Częściowe żywienie pozajelitowe
- 1 dzień. Wypisana z oddziału po 70 dobach. Nie przechodziła żadnych
cholerstw związanych z wcześniactwem. Retinopatia wykluczona, powikłania
słuchowe również. Obecnie Zuzia prawie (jutro kończy) 6 m-cy (3 miesiące
korygowane) i Jej stan zdrowia nie budzi zastrzeżeń. Zalecona rehabilitacja
(od jutra zaczynamy), no i jak to u wcześniaczków: Ferrum Lek 1x10 kr,
CebionMulti 3 kr, Ac. follicum po pół tabl. dziennie przez 10 dni następnie 10
dni przerwy, Vigantol - 2 kr, co drugi dzień 3. USG mózgu było nieciekawe w
pierwszej i 3 dobie życia, później bez zastrzeżeń.
Mała przeszła w 2 tygodniu po powrocie do domu ostre zapalenie płuc z
niewydolnością oddechową, w skutek czego spędziła w Prokocimiu miesiąc czasu z
czego 3 tygodnie na wąsach tlenowych.
Zuzia dziś waży 5280 g i mierzy 58 cm
Kacperek:
Respirator 19 dni
CEPAP 10 dni
Tlenoterapia bierna: 27 dni
Przetaczanie krwi : 8 razy bez powikłań.
Żywienie pozajelitowe: 17 dni.
Częściowe żywienie pozajelitowe 1 dzień.
Hospitalizacja powikłana dwukrotnie posocznicą. Przetrwały przewód Botala
wymagał zamknięcia chirurgicznego.
W 4 m-cu życia (1 korygowanego) Kacperek przeszedł zabieg zamknięcia wrót
przepukliny pachwinowej oraz usunięcia wodniaka jąderka - na dzień dzisiejszy
wszystko z klejnocikami jest ok.
W wyniku posocznicy Mały doznał chyba (nie wpisane w karcie) niewielkiego
wylewu - w skutek czego powstały torbielki powylewowepo lewej stronie o
średnicy ok. 5 mm (dwa), po stronie prawej drobne o średnicy do 3 mm. Podczas
ostatniego USG okazało się, że pon torbielach nie ma śladu. Pozostała jedynie
dyskretna (bardzo - jak to pani dr stwierdziła) asymetria rogów tylnich komór
bocznych , co wedle informacji nie ma wpływu na rozwój Dziecka (CZY NA
PEWNO??? DOŚWIADCZONE MAMY POMÓŻCIE!!!!!!!!!)
Mały przyjmuje:
Ferrum Lek - 1x 20 kr., Vigantol 1x2 kr, co drugi dzień po 3 kr., Cebion
Multi- 1x4 kr.
Wypisany do domu w 90 dobie życia.
Dziś Kacperek to kawał Chłopa - waży 6100 g. i mierzy 64 cm.
Obydwoje przebyli już na szczęście w domu zapalenie oskrzeli - zastrzyki
(Zinacef) przez 2 tygodnie, Encorton, Ambrosol, Otrivin do noska.
Dzieci mają dysplazję oskrzelowo-płucną.
I tu pytanie do Was (kolejne) czy to schorzenie kwalifikuje się do leczenia
sanatoryjnego??
Dzieci na dzień dzisiejszy jedzą mleko zagęszczone kaszką ryżową, zupki na
obiad, deserki popołudniową porą i całkiem gęstą kachę na noc. Przesypiają
nockę - od 1 do 6:30 rano. Od jutra mam wprowadzać żółtko - jednak poczekam z
tym jeszcze ze 2 tyg.
Martwi mnie to, że moje Pysie niecierpią jedzenia z łyżeczki (uczę Ich
jedzenia powyższą od 4 m-ca-niestety z przerwą 2 tygodniową - zapalenie
oskrzeli)Zuzia jest z natury choleryczką (po mamuci, choć mamusia i tak była o
wiele gorsza) i na wszystko co Jej nie odpowiada reaguje rozpaczliwym
płaczem......staram się Jej wręcz wmuszać papu z łyżeczki, ale Mała protestuje
- zupki i deserki latają po ścianach, a Ona płacze tak, że nie mam serca Jej
męczyć - generalnie na pierwsze podanie papu łyżeczką da się jeszcze nabrać
(pod warunkiem, że Ją zagadam) ale druga łyżeczka już jest wypychana
konsekwentnie (mimo mojego zbierania jej zawartości z bródki)jęzorkiem.....nie
da rady Jej wmusić choć jednej łyżeczki więcej.
Kacperek zazwyczaj zjada z łyżeczki ok 4 - 7 porcji, przy ósmej już się gnie
na wszystkie strony i jak w przypadku Zuzi konsekwentnie zaciska usteczka a
jak już Mu jakimś cudem wepcham łyżeczkę do buźki to pluje jej zawartością na
odległość przy tym złoszcząc się niemiłosiernie (jestem już przez moje
najukochańsze Szkrabiki podrapana dosyć widocznie, poza tym nie dość, że po
porodzie mi kudły wyłażą garściami to jeszcze moje Skarby mi je z wściekłości
wyrywają). Pani dr kontrolująca Maluchy co miesiąc kazała konsekwentnie
zmuszać Maluszki do łyżeczki (ponoć ma to wpływ na późniejszy rozwój mowy)
jednak ja po pierwsze nie mam serca by męczyć Maluszki, po drugie boję się, że
wmuszając Im łyżeczkę skończy się na tym, że na jej widok Maluchy będą starały
mi się wyrwać z ramion.........macie jakieś sposoby na zachętę Maluchów do
jedzenia łyżeczką???? bo ja już nie mam

nawet (jasne , że tylko sobie robię
na złość- ale nie mam już pomysłów ) z łyżeczki karmię Je na chodząco.....ale
to nie pomaga

. Z butli zupki i deserki KAcperuś zjada w mgnieniu oka,
natomiast Zuzia zjada z reguły połowę porcji (co mnie też martwi).
A'propos apetytu Zuzy - Mała kilkoma łykami (dosyć solidnymi) zaspokaja
pierwszy głód po czym zaczyna się jazda (z każdym jedzonkiem niestety).Mała
cimknie dwa razy i się wydziera i znów 2 razy i znów darcie (nie wiem co jest
grane

). W rezultacie Maluszki zjadają: Kacperek: na jedno karmienie od 100
do 160 ml w ciągu dnia co 3 h, od 1 w nocy do 6:30 przerwa. Zupkę je raz
dziennie i zjada jej z reguły ok 80 ml + ok 100 ml mleka. Deserek podaję z
mlekiem i kachą (z łyżeczki nie tknie) zjada tej mikstury ok 100 do 160 ml.
Generalnie pediatra nie ma zastrzeżeń co do wagi Bliźniaków-jednak Pysie już
chyba winny wpulać z łyżeczki bez problemu? nie wiem....to moje pierworodne.