mateuszkamama
23.03.08, 20:05
dziewczyny,
dzisiaj znów byłam u swojego Maleństwa.Niestetyt z kangurowania nic
nie wyszło. Trzymałam Go więc za raczke i lulałam w inkubatorku
starając sie nie płakać gdy On płacze. Udało mi sie Go uspokoić i
uspać ale po chwili znów się obudził odbiło mu sie i zwymiotował
czymś brunatnym. Zawołałam siostrę która powiedziała że to stara
krew z domieszka swieżej. Moje dziecko juz przez 17 dni jest zywione
przez wkłócie centralne, jest karmione pozajelitowo ponieważ ma
martwicze zapalenie jelit, sepsę i oddycha za pomocą CPAP-u. Skąd ta
krew w żołądku mu się wzięła? Siostra nie chciała nic mówić, kazała
spytac się lekarza ale ja już nie miałam odwagi iść do lekarza.
Pójde jutro bo po tym szoku nie wiedziałam nawet o co mam zapytać.
Czy któremuś z Waszych maluszków sie to zdarzyło i możecie cos na
ten temat mi powiedzieć ?
Juz dwa miesiące to moje Maleństwo się tak męczy, dzieci w jego
boksie chociaż mniejsze wagowo lepiej sobie radzą. On waży już
prawie 1,8 kg. ale te choróbska nie chca Go opuścić.Nie chcę tracić
nadziei, cały czas marze aby już był ze mną w domu. Może za bardzo
chcę żeby był zdrowy, za bardzo sie modle a Bóg bawi się moim i Jego
cierpieniem i ciagle zsyła nam coś nowego ale wcale nie lepszego.
Kiedy ten koszmar sie skończy, już sama nie wmiem o co się mam
modlić dla mojego synka - o zdrowie czy o śmierć.To okrutne wiem ale
nie moge patrzec jak on cierpi... Zreszta, ten mój Bóg i tak mnie
nie słyszy a jak słyszy to daje mi co innego niż go proszę. Czy ja
to kiedyś mojemu dziecku wynagrodzę ? Zdążę czy nie zdążę ? Jestem w
szpitalu codziennie boję się kiedy wchodzę bo nie wiem co usłysze i
boje się kiedy wychodzę bo nie wiem czy jeszcze Go zobacze .. ile
tak mozna wytrzymać... w domu nic mi się nie chce robić, ciagle
myśle o Mateuszku. Mam jeszcze córeczkę, 5-latkę, rezolutną, mądrą i
sprytną dziewczynkę. Chodzi do przedszkola a ja w tym czasie do
szpitala ale co dzień później ją odbieram bo nie moge z tego
szpitala wyjść, coś mnie tam trzyma.. nie cos ale Ktoś - Ktoś bardzo
dla mnie ważny... powiedzcie czy ja robię dobrze ? czy nie
zaniedbuję córeczki ? czuję że trochę tak bo juz wieczorem nie mam
siły się z nią bawić, jestem nerwowa albo płacze po katach juz w
domu...Dzisiaj byłam u rodziców, pocieszają jak moga ale karzą
zadbać też o siebie, żebym nie popadła w jakąś depresję - ale czy
oni wiedzą co ja czuję ? nawet jak im opowiadam ? zaproponowali abym
odwiedzała moje dziecko co drugi dzień, dla mojego dobra. Nawet w
głowie mi się nie mieści żebym do Mateuszka nie pojechała. Co mam
robić ?