Co powiecie na założenie wątku, w którym będziemy opisywać co śmieszniejsze
"wpadki" naszych dzieciaków?
Małgosia od trzech dni mówi "mama". Problem w tym, że "mamą" jest nie tylko
mama właściwa, ale też tata

. Tata się nie uskarża, bo ze względu na
ograniczony do dwóch wyrazów słownik malucha mógłby co najwyżej być jeszcze
nazywany "kajakajaka" (słowo-wytrych na określanie wszystkiego, co może się
niemowlaczkowi przydać). W każdym razie komicznie to wygląda, jak na widok
wracającego z pracy taty dzieciak rzuca się do niego najszybszym raczkiem, na
jaki go stać, wołając radośnie "mama! mama!"