Niby wiem, że nie mozna przesadzać, niby siedzę w tym zawodowo, niby
wszyscy specjaliści mówili, że nie przesadzam, ale jednak okazało
się, ze dla mojego Miłosza to było za dużo.Dzieciak od roku nerwowy,
wrzeszczący i płaczący z byle powodu, nie rósł, a jadł duzo. Nie
chciał chodzić do przedszkola, dzikie awantury co rano, a
przedszkole uwielbia.
No i odpuściłam. Niestety. Zero logopedy (mówi paskudnie, a w tym
roku skończy 6 lat), zero psychologa, zero neurologopedy i w ogóle
zero. Tylko okulista został, bo tu nie ma zmiłuj się.
I dziecko mi się zresetowło

Radosny, wyciszony, nie płacze (chyba,
że go Sara ukąsi). Nie ten dzieciak.
Tylko mowa stoi w miejscu, napiecie twarzy też nie takie jak być
powinno, emocjonalnie dalej rok do tyłu.
I bądź tu człowieku mądry.
A do tego mój przyjaciel pediatra-neonantolog twierdzi, że źle
robię, że trzeba było młodego przetrzymać.
No i co? Poradźcie kobiety dobre?
moja szarańcza: Judyta40Hbd, Miłosz 28Hbd, Sara 33/34Hbd i ...