mama-cudownego-misia 03.04.09, 09:31 Ale jestem wredna... wyborcza.pl/1,75476,6448687,Homeopatia__czyli_uzdrawianie_woda____z_mozgu.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mama-cudownego-misia Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 09:35 I jeszcze to :-p wyborcza.pl/1,75476,2893093.html Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 09:36 A tu cudny komentarz wyborcza.pl/1,75476,6448679,Ostatni_oddech_Leonarda_da_Vinci.html Odpowiedz Link
szalicja Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 09:44 Wrednowatość Twoja nie zna granic! Weź sobie policz logarytmy czy coś innego, czego moja (plastyczna) głowa nie obejmuje, hehe Dobrze, że są takie arytkuły. Ja akurat nie mam zdania na ten temat. Paniętam jednak, jak byłam na początku ciąży i ostro się przeziębiłam. Brałam to całe oscillumblabla i nic nie pomogło. Młodemu podaję "leki" homeopatyczne, ale też nie do końca w to wierzę. Ale daję. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 10:02 Wiesz co, tez niektóre daję. Viburcol to tak, jakby dać parę łyków herbatki rumiankowej, troszkę działa. Euphorbium i sterimar CU zawierają na tyle dużo jonów miedzi, że już mogą trochę wspomóc, z kolei w esberitoxie N, który stosuje na przeziębienia u małej, bardzo fajnie działa sam rozpuszczalnik, czyli alkohol. Odpowiedz Link
karro80 Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 09:42 Mamo Misia, a czemu mi te czopki (viburkol) na dziecia działają? Mogę zrobić doświadczenie z placebo (czopek glicerynowy) jakby co, bo ona nie odrożni. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 09:56 > Mamo Misia, a czemu mi te czopki (viburkol) na dziecia działają? > Mogę zrobić doświadczenie z placebo (czopek glicerynowy) jakby co, > bo ona nie odrożni. Już robiłam, glicerynowe tez działają, to chyba efekt szoku, jak ktoś Ci nagle coś w d... wsadza A tak na serio już gdzieś o tym pisałam: W Polsce do worka homeopatii wrzuca się dwie dziedziny: - homeopatię właściwą, polegającą na podawaniu niezwykle rozrzedzonych dawek różnych trucizn i wyciągów w większym stężeniu powodujących objawy takie, jak choroba. Często stężenia są tak małe, że z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w całej buteleczce nie ma ani jednej cząsteczki substancji omawianej na etykietce. Homeopaci bronią się tym, ze roztwór i tak "pamięta" działanie preparatu. Jest to oczywiście bzdura, nie ma czegoś takiego, jak "pamięć" wody czy alkoholu. - ziołolecznictwo. Tu stężenia substancji czynnych są już całkiem spore i te zioła faktycznie działają. Tego nikt nie neguje. Jest tylko małe ale... Wbrew pozorom są to leki takie, jak każde inne, i mają swoje skutki uboczne. Nie zawsze są one do końca poznane, nie zawsze da się je kontrolować (choćby dlatego, że w przeciwieństwie do tabletki roślina i preparat może zawierać różne stężenia substancji czynnych - to zależy od gruntu, pory roku, długości i sposobu przechowywania, nasłonecznienia... Nie da się tego przewidzieć). W skrajnych wypadkach zioła bywają bardzo groźne - ostatnio nawet był przypadek śmierci pacjenta chorego na nowotwór, którego z raka wyleczono, ale który i tak zmarł, bo na skutek zażywania sproszkowanej huby siadła mu wątroba. Na zachodzie handel i leczenie ziołami jest obwarowane wieloma przepisami - za wwiezienie BodyMaxu do Norwegii czeka Was grzywna. U nas homeopatą czy leczącym ziółkami może u nas zostać każdy: sprzątaczka, bezrobotny polonista, ksiądz, który sam leczy sie normalnymi lekami (akurat znam takich trzech delikwentów). Może sprzedawać cokolwiek, choćby i trawę z podwórka, i nikt tego nie sprawdza. Nie kontroluje się w żaden sposób procesów produkcyjnych parafarmaceutyków, wiedzy osób leczących, tego, co o sobie i swoich preparatach piszą. Macie przykład z naszego podwórka: faceta, który prowadzi na forach wyborczej marketing szeptany na rzecz swojego dżemiku z flawonami za 140 zł - co miesiąc wchodzi na pięć for (w tym nasze) logując się jako nowy nick, i zamieszcza wszędzie ten sam post. Na Zdrowiu i Służbie Zdrowia go od razu usuwają, na Świecie i Dziecku ignorują, a na alergiach się cieszą i zachwycają. Nie ma na niego paragrafu, nawet jeśli na jego stronie www preparat reklamuje nieistniejący doktor. W przypadku naszego viburcolu jednak dość spore jest stężenie rumianku (bo beladonna i te inne "mocniejsze" to ściema), a rumianek działa tonizująco, rozkurcza, uspokaja. Oczywiście im dziecko większe, tym słabiej to działa, teraz u Małgosi już w ogóle. Poza tym w bardzo wielu lekach homeopatycznych substancją czynną jest sam rozpuszczalnik, czyli alkohol. Odpowiedz Link
karro80 Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 10:17 Cholerka, to skąd ja laik mam wiedzieć, które te skuteczne są? Nie wyznaję się na tych składach w ogóle. Dla dorosłych to mam swoje hiciory ziołowe, bardzo skuteczne, ale dziecku bym nie dała. A szok ze wsadzaniem był tylko za pierwszum razem Mina była przednia Może i rumianek działa, bo herbatka rumiankowa podana od drugiej strony też działa Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 10:23 Jasne, że rumianek działa Tylko słabo. Syropek malinowy tez jest dobry. A reszta ziółek... Generalnie najlepiej zaufać pediatrze. Chociaż kiedyś mi jeden klient pediatra zapytany o skuteczność euphorbium powiedział, że on przepisuje od czasu do czasu homeopatyczne, bo widzi, że rodzice jajko znoszą z nerwów, a dziecko i tak już jest na dobrej drodze do wyzdrowienia - takie leki nie pomogą, ale nie zaszkodzą, natura zrobi swoje, a rodzice będą spokojniejsi i wezwą go znowu na wizytę domową. Klient nasz pan - klient chce dostać leki, to dostaje, dzieciak wraca do zdrowia, lekarz zarabia i wszyscy są zadowoleni. Odpowiedz Link
karro80 Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 10:32 Rumianek słabo? E tam, u nas ma wielką moc rażenia Nawet się dziwię, że po tych 5 mies pakowania w nią rózności w szpitalu dziecko na ziółka reaguje Jak nie ma kupska za długo, a wiem,że gdzieś gotowe czeka, to daję od strony gębowej i za jakiś czas kuuuuupaa wieelka. A jak zapodam od strony dupnej to działa na "niespokojność" (jak był katar itp) i ładnie śpi. A tak z innej beczki...ostatnio na kolkę nerkową użyłam diclofenac - został mi po porodzie - i niech się nospa i inne schowają (kiedyś było coś skutecznego z opiatów syntetycznych - podobnie działało). Na co dają diclefenac? Bo nie wiem czy mi lekarz będzie chciał na kolkę przepisać. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 10:41 Wiesz co, to niesterydowy przeciwzapalny jest, tak że głownie na reumatyzm, naciągnięte mięśnie. Chyba tez na migreny i miesiączkę. Bodajże najsłabszą dawkę masz bez recepty, ale ta grupa leków strasznie łupie żołądek, więc to tylko do stosowania od czasu do czasu . Są bezpieczniejsze leki, może by Ci lekarz tramal zapisał, jak Cię tak boli? A kupsko może spowodować samo wypicie, szczególnie słodkiej herbatki (przyspiesza perystaltykę, poza tym nawadnia i kupa łatwiej wychodzi) Odpowiedz Link
karro80 Re: Warto przeczytać :-) 03.04.09, 10:54 Ale ten dicklofenac to w czopeku był więc chyba obojętny dla żołądka. Jak na miesiączkę to niby jakoś rozkurczowo powinien działać? Tramal dali w szpitalu dożylnie - naprawdę super. Co prawda nie chcieli dać po porodzie, bo stwierdzili,że dostalam już wszystko co mogli dać. Ale mówię, że mówię,że rana pikuś, macica pikuś, ale mi kamień z nerki schodzi - momentalnie tramal się znalazł Dożołądkowo nie zadziałał, swędziały mnie łydki i było niedobrze. Odpowiedz Link
11anetta Re: a nimesil? 03.04.09, 11:08 MCM diclofenac znam a nimesil tez tak lupie zoladek? Mi ostatnio pomogl na gardlo,ktore bylo w strasznym stanie i nie moglam przelykac sliny.Mialam tez kiedys cos w plecach i swietnie dal rade. Pytam oczywiscie MC<M ale i tak wiem ,ze odpowie Dr.house Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: a nimesil? 03.04.09, 11:45 Jak zobaczę Hałsa, to go zapytam Wszystkie niesterydowe przeciwzapalne bardziej lub mniej łupią przewód pokarmowy. Nimesil chyba bardziej, ale nie dam sobie klawiatury uciąć... Generalnie jak trzeba użyć, to trzeba, ale jeśli chodzi tylko u uśmierzenie bólu, to lepsze są inne środki. Na gardło Ci pomoże orofar w tabletkach do ssania ze znieczulającą lidokainą, a na te nerki Karro chyba jednak lepiej by było jakiś klasyczny przeciwbólowy, choćby ten tramal, który szybko zaczyna działać, działa z 8 godzin spokojnie, trudno go przedawkować i ma mniej skutków ubocznych. Ale najlepiej zapytać lekarza. Odpowiedz Link
workmama pytanie 03.04.09, 12:17 To dlaczego Chińczycy lecza się tylko homeopatycznie i są zdrowi i długowieczni itd...? Ja przy moich dzieciakach stosowałam troche Eophorbium, ale lepsze okazały sie inhalacje z ziół "Septosan", nadal stosuje tabletki do ssania "Homeovox" dla synka ,daje mu juz od 14mca zycia, bo miał notoryczne zapalenia krtani(od 8mca życia) i zawsze kończyło sie antybiotykiem, a od kiedy znalazłam te tabletki zmiejszające obrzęk krtani lecze go tylko tym plus syropek "Ceruvit C" i orofar do psikania-świetny zestaw ,zawsze się sprawdza mimo,że syn ma juz 6 lat.Oczywiście jeszcze herbata lipowa, acha i Mały jest pożeraczem miodu. Te tabletki "Homeovox" na poczatku choroby daje co godzine i wydluzam czas w miare poprawy, która zawsze jest.Innych homeopatycznych nie miałam więc nie wiem. Odpowiedz Link
szalicja Re: pytanie 03.04.09, 12:41 Może u Chińczyków to kwestia zdrowej kuchni? Porównać tradycyjną kuchnię chińską a polską to masakryczna róznica. No i oni mają inną "kulturę" życia. Może to się teżzmienia bo wiadomo - cywilizacja- ale te starsze pokolenia na pewną są zdrowsze. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: pytanie 03.04.09, 12:45 Po pierwsze nie leczą się tylko homeopatycznie. Mają szpitale i służbę zdrowia dokładnie taka, jak naszą. U nich ziołolecznictwo (nie myl z homeopatią! homeopatia to wymysł Europy Zachodniej) jest bardzo rozpowszechnione, ale do tego musisz wziąć pod uwagę dodatkowe czynniki: - rasa żółta (tak naprawdę nie rasa, ale się przyjęło dla tej grupy etnicznej) jest ogólnie bardziej długowieczna, genetycznie mniej podatna na choroby serca, miażdżycę i nowotwory. - jedzą mniej ilościowo i kalorycznie, zdrowiej, w ich diecie jest więcej owoców morza, warzyw, ich żywność jest mniej przetworzona, bardziej zoptymalizowana, jeśli chodzi o białka i tłuszcze. Są szczupli. Na chińskich wsiach wiele rzeczy robi sie ręcznie, wiele zawodów wykonuje się więc na powietrzu, a praca fizyczna to doskonały fitness. - ostatnimi czasy to się zmienia, szczególnie w Japonii, ale w krajach Azji żyje się powoli, niespiesznie, co pozwala uniknąć długotrwałego stresu. - W Europie od wielu pokoleń, z krótkim zaledwie okresem głodu po II wojnie światowej jesteśmy wychuchani i dobrze odżywieni. W Azji, a już szczególnie w komunistycznych Chinach, bardzo długo warunki życiowe były trudne, głód, powodzie zabierały słabsze osobniki. Efekt trybu życia i doboru naturalnego widziałam w Algierii - to jest niesamowite, ale tam w ogóle nie ma zawałów. Przez praktycznie 5 lat moja matka spotkała się z jednym zawałem u przyjezdnego Francuza. Nie ma tez alergii, bo dziecko z alergia pokarmową dostaje biegunki, odwadnia się i umiera, poza tym akurat w rejonie, w którym byłam, panuje tam zwyczaj "uodparniania" na jad skorpiona, polegający na wrzucaniu do kołyski dziecka coraz większych skorpionów. Alergik tego nie przeżyje. Bardzo dużo dzieci umiera we wczesnym dzieciństwie, ale kto przeżyje, to mimo bardzo trudnych warunków bytowych, brudu, chorób, pasożytów, "biednego" jedzenia dożywa spokojnie 70 albo i więcej lat (trudno powiedzieć ile, bo nie wypada mieć więcej, niż 55, więc zapytana pomarszczona babunia z 100 na karku będzie się upierała, że ma 55 lat) Jeśli chodzi o leki, które stosujesz, to część nie jest tak naprawdę lekami homeopatycznymi, a ziołowymi. O reszcie trudno mi się wypowiadać, ale mogę powiedzieć jedno: To, ze dwa wydarzenia po sobie następują, nie oznacza jeszcze ich związku przyczynowo-skutkowego. Oczywiście, ze jak Twoje dziecko zachoruje na gardło, to jest poprawa. Zawsze jest, bo taka już charakterystyka zapalenia gardła, ze się z niego zdrowieje. Nie jest też argumentem rozstrzygającym argument wysuwany przez niektóre mamy, że ich dzieci np. przez 2 lata co chwilę chorowały, potem zaczęły dostawać leki homeopatycznie i już nie chorują. Po prostu dzieciaki chorują, chorują, a potem układ odpornościowy dojrzewa, nabiera tez odporności na wszystkie te wirusy i bakterie, z którymi się zetknęły w czasie swojego chorowania, i dlatego chorować przestają. Dlatego tez ośmielę się przypuszczać, ze Twój maluch by tak samo zdrowiał bez tabletek, jak z tabletkami (wyjątkiem jest orofar, bo t jest "prawdziwy" lek) Odpowiedz Link
biala110 ja stosuje czasami 03.04.09, 13:10 Moją 4-mczną córkę wyleczyła homeopatia z anemii. Podawałam Ferrum Lek w syropie i oprócz biegunek i 2 pobytów w szpitalu żadnej poprawy. Zaczęłam jej podawać kuleczki i pomogło. Moja znajoma leczy dzieci w większości homeopatią i jej córka miała diagnozę astmatyka z leczeniem sterydami włącznie. Po leczeniu kuleczkami ma zdrową córkę. Coś w tym musi być. Odpowiedz Link
perlai Re: ja stosuje czasami 03.04.09, 13:20 ja też stosuję, choć wcześniej w to nie wierzyłam. od ponad roku dzieci nie brały żadnych antybiotyków i rzadko chorowały. wcześniej jedna z córek w pierwszym roku życia zaliczyła 8 pobytów w szpitalu z powodu ciężkich obturacyjnych zapaleń płuc. sterydy wziewne miała włączone na stałe z powodu astmy. odkąd prowadzi je homeopatka (tzn. lekarz medycyny, pediatra, która leczy homeopatycznie) mam zdrowe obydwie córki, czasami doskwierają im tylko lekkie katarki, nawet gdy wokoło grypa szaleje. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: ja stosuje czasami 03.04.09, 13:49 Moze im to długie leczenie sterydami pomogło Mi też pomaga, czasem na kilka lat. Odpowiedz Link
perlai Re: ja stosuje czasami 04.04.09, 10:22 mama-cudownego-misia napisała: > Moze im to długie leczenie sterydami pomogło > Mi też pomaga, czasem na kilka lat. raczej nie. pulmonolog była niezmiernie zdziwiona, że córka obywa się bez pulmicortu. w planach miała przepisanie jej silniejszych sterydów. a wcześniej zespół pulmonologów uznał, że mała jest tak trudnym przypadkiem, że konieczna będzie dokładna diagnostyka i leczenie w rabce. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: ja stosuje czasami 04.04.09, 19:43 Wiesz, w kontekście zakrojonych na ogromną skalę badań nad homeopatia, które wykazały jej nieskuteczność, oraz braku wiarygodnych badań stwierdzających coś przeciwnego naprawdę łatwiej uwierzyć w przypadek. Alergie, astma, potrafią się zachowywać bardzo dziwnie i wcale nie jest rzadkie, że ktoś zdrowieje. Mi astma bez powodu przeszła na kilka lat, wróciła dopiero w tym roku. To samo mojej mamie, tylko u niej alergia nie wróciła. Nie wiemy, dlaczego tak się stało, ale układ immunologiczny potrafi się zachowywać nieprzewidywanie. Twojej córeczce równie dobrze mogło pomóc wycięcie alergizującego drzewa w pobliżu, wyrzucenie ziejącego ftalanami mebla czy to, że sąsiad wreszcie wybił u siebie karaluchy (podobno ich masowa obecność w niektórych dzielnicach Nowego Jorku zbiega się z większą o 30% zachorowalnością na astmę). Jedno jest pewne - homeopatia nie działa, bo nie ma możliwości zadziałać. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Perlai 03.04.09, 13:48 Przepraszam, ale to jest właśnie najlepsza ilustracja tego, co wcześniej pisałam o braku związku przyczynowo-skutkowego. 3-4 miesiące to jest okres anemii fizjologicznej. Masowo rozpadają się krwinki z życia płodowego i choćbyś to ferrum dawała, to wyniki nie są zachwycające, a często i spadają. W tym wieku dopuszczalna prawidłowa wartość hemoglobiny to 10,0 g% (a niektóre źródła podają nawet 9,0-9,5 g%). U wcześniaków fizjologiczna niedokrwistość w 2-3 miesiącu życia jest zwykle głębsza i stężenie hemoglobiny może spaść do 8,0 g%. Około 4 miesiąca życia już rośnie. Z "kuleczkami" czyli granulkami cukru nie ma to nic wspólnego, to jest czysta fizjologia. Co w "tym" czyli homeopatii jest? Ano nic, po prostu dzieci chorują i chorować przestają. Akurat u małych dzieci alergie przychodzą i odchodzą, układ odpornościowy szybko zapomina, że miał na coś alergię. Ot, cała filozofia. Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia tfu, nie Perlai, Biała miało być :-) 03.04.09, 13:52 Mam ostatnio ciężkie noce, bo jak nie dziecko, to kot ząbkuje... Odpowiedz Link
workmama dzieki 03.04.09, 13:16 za szybką odpowiedź jak zwykle wyczerpującą .Rzeczywiście nie pomyslałam o odżywianiu Azjatów i stylu życia itp. Może coś w tym jest...w zeszłym roku Mały miał podwyższoną tem.jakieś 37,8 ,katar,lekki kaszel ,a był piekny czerwiec,akurat na działkę sie pakowaliśmy. Działke mamy w mikroklimacie zaraz przy lesie,niedaleko rzeka. Posanowiłam zaryzykowac i pojechac z nim w takim stanie. Na miejscu okazało się ,że wzięłam tylko czopki przeciw gorączkowe,cała reszta została w domu,już chciałam po to wracać(20km), ale stwierzdiłam,że poczekam do następnego dnia...I w rezultacie Mały sam wyzdrowiał w ciągu 3 dni,nawet czopka nie musiałam mu dawac,katar przeciągnął sie do 5 dni,ale nawet nie zdążył zazielenić.Była cudna słoneczna pogoda,jeden tylko dzień leżał sobie na leżaczku,a potem juz biegał . Odpowiedz Link
mama-cudownego-misia Re: dzieki 03.04.09, 13:51 Widzisz, i tak wygląda idealny przebieg choroby - nie zbijasz temperatury, bo 37,8 to jeszcze sprzymierzeniec organizmu w walce z chorobą, dziecko samo się wylizało, a jego odporność na tym tylko zyskała. Małgosia też miewa takie stany czasami. Ale jak się katar zrobi zielony, od razu leci miejscowo bactroban. Odpowiedz Link