Gość: Cleopatra
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
31.08.03, 23:11
Już nie wytrzymuję na kursie prawa jazdy ze względu na instruktora. Na
pierwszej godzinie jazdy był dla mnie bardzo miły, dobrze mi szło, nawet mnie
chwalił. Zachęcał,żebym się do niego zapisała na wszystkie 20 jazd (mogłam
wybierać instruktorów), postanowiłam wtedy tak zrobić, myślałam, że
przynajmniej szybko skończę kurs (do innych instruktorów w mojej szkole jazdy
jest dużo chętnych). Już na następnej jeździe przekonałam się dlaczego jest
taki niepopularny:(Podczas drugiej godziny (a pierwszej na mieście) zatrzymał
samochód i zaczął mi mówić, że jestem do niczego, że nie mam żadnego obycia z
kierownicą , sprzęgłem i w ogóle samochodem itd itp. A skąd miałam mieć
obycie, jeżeli siedzę za kierownicą i prowadzę pierwszy raz w życiu, pierwszą
godzinę!!??
Od razu zaczął mówić, że przydadzą się jazdy ponad 20! Zresztą nawet nieźle
mi szło, samochód w ogóle nie gasł, jechałam prosto i całkiem jak na pierwszy
raz nie najgorzej (wiem, jakie trudne mieli początki moi znajomi, więc
myślałam, że instruktor powie mi coś motywującego itd). Wyszłam po tych 2 h
zrezygnowana i zdenerwowana. Na następnych godzinach było już trochę lepiej
(chyba instruktor miał dobry humor). Aż nadszedł czas, aby pojechać na pole
manewrowe. Przed pierwszym manewrem-łukiem, od razu mi powiedział,
że "mężczyźni uczą się tego przez 15 minut,ale kobiety, oczywiście ja,
potrzebują na to dużo więcej czasu, a on już ma dość powtarzania"-jak dla
niego na złość szybko nauczyłam się tego łuku i przeszliśmy do następnego
manewru, który też dobrze mi szedł (chociaż pierwsze 2 próby były nieudane i
wtedy powiedział, co o mnie myśli). Myślałam, że w końcu zmieni co do mnie
(mojej jazdy) zdanie, ale oczywiście nie...nie usłyszałam żadnego miłego
słowa!ale i tak byłam z siebie zadowolona. Następnego dnia słuchałam jego
wywodów nt. jak ciężko kobiecie wbić jazdę do głowy i ze zdenerwowania za
szybko puściłam sprzęgło i samochód zgasł (po raz PIERWSZY na drodze!), jak
wtedy instruktor się wściekł!!Zapytał się mnie mnóstwo razy czy:" musi mi
powtarzać SETKI razy o sprzęgle itd...że się nigdy nie nauczę itp"...jeszcze
robił to w taki przykry sposób,że naprawdę chciało mi się płakać!(od nie wiem
jak dawna!ale nie dałam mu tej satysfakcji). Do domu wróciłam zupełnie
zrezygnowana, a do końca jazd patrzyłam na zegarek i samochód zgasł mi
jeszcze kilka razy!!!(wcześniej wcale, aż do jego przykrych wykrzyczanych
wręcz słów!). Później mijały dni...pole manewrowe...miasto...nawet dobrze mi
(chyba)szło, oczywiście on zawsze mówił o "niewyobrażalnej trudności w
nauczaniu kobiet". Jakoś to przetrzymywałam, bo miałam kilka dni temu
skończyć 20 jazd, ale...To była moja ostatnia jazda, zaczął mówić już na
początku, że ja jeszcze nic nie widzę, nic nie umiem, jestem po prostu do
niczego, specjalnie mówił do mnie "no jedź szybciej!"a później "co tak szybko?
będziesz jeżdziła jak wariat??". Wtedy się na niego zdenerwowałam chciałam
wysiąść(wcześniej jeszcze powiedział kilka przykrości) i przy hamowaniu nie
wcisnęłam sprzęgła...samochód oczywiście zgasł, on zaczął wrzeszczeć, że mu
samochód zepsuję, że wciąż setki razy powtarza itd( ciekawe komu powtarza,
ale nie mi na pewno!!), nie wiem dlaczego, ale nie miałam odwagi wysiąść!!
naprawdę się go bałam!i boję:( Mam 20 lat, on jest dużo starszy, mówi mi
na "ty", a ja do niego na "pan" i to jeszcze sprawia, że czuję się jak w
podstawówce,a on jest jakimś złym nauczycielem, któremu nie mogę się
sprzeciwić:( Po 20 jeździe powiedział mi, że "nie podpisze mi, że skończyłam
20 jazd, bo, jak kobiety, nie umiem, jeździć...po 30 h zobaczymy". Oczywiście
powiedział, że mam się zapisać na jazdy osobiście u niego, nic nie mówić w
szkole jazdy i :"będzie taniej" (krócej mówiąc weźmie pieniądze dla siebie,ze
szkołą jazdy nie będzie musiał się dzielić, bo będą to"jazdy widmo").
Powiedział,że nie da mi zaświadczenia ukończenia kursu...a ja już z
nim "psychicznie" nie wytrzymam! W dodatku w mojej szkole jazdy,żeby wydali
zaświadczenie należy zdać wewnętrzny, praktyczny egzamin, jak się go nie
zda...dodatkowe jazdy. Dlatego ta szkoła ma wysoką zdawalność (i jednocześnie
dużo zarabia oblewając każdego kilka razy na "wewnętrznym" i zapewniając, że
jazdy doszkalające bierze w tej szkole jazdy, a nie już w innej). Ja bardzo
chętnie poszłabym do innego instruktora z innej szkoły, żebym wiedziała
naprawdę jak jeżdżę. Teraz wydam majątek na "jazdy u instruktora", żeby mi
dał pozwolenie na "egzamin wewnętrzny" i później na następne jazdy po
niezdanym"egzaminie wewnętrznym" (a muszą na kimś zarobić!i zdaje się za 3,4
razem...) Czy to zgodne z prawem, że po 20h nie wydają zaświadczenia
ukończenia kursu?