Dodaj do ulubionych

stres na egzaminie

14.12.08, 20:31
Co wy też tak strasznie stresowaliście się na swoim egzaminie na prawko? Ja
pierwszy oblałam właśnie przez stres. Z nerwów nie mogłam utrzymać sprzęgła,
noga latała mi góra-dół, przez co 2 razy mi zgasł na górce :(. Uważam, że
jeżdze dobrze, ale ten stres.. Co wy robiliście żeby tak się nie stresować?
Miałam zamiar wsiąść w ten samochód, jak na kolejną jazdę z instruktorem, ale
nie dałam rady.. We wtorek czeka mnie następny egzamin i nie wiem, jak się
przed nim uspokoić i 'wyluzować'.
Obserwuj wątek
    • aniamamamarty Re: stres na egzaminie 14.12.08, 20:46
      stałam pół godziny na dworzu , było minus dwa, nie miałam czapki ani
      zbyt ciepłej kurtki, tak mi d... zmarzła, że marzyłam o tym,że juz
      wsiąść do pojazdu egzaminacyjnego i za szybko nie wysiąść bo się
      zamienie w sopel lodu :)))
      • permanentne_7_niebo Re: stres na egzaminie 15.12.08, 06:28
        Nie należy stać na dworzu, bo jak skostniejesz, to już w ogóle
        niczego nie wyczujesz:)
        • permanentne_7_niebo Re: stres na egzaminie 15.12.08, 06:35
          Jeszcze tylko zabrakło: "Mój obecny instruktor powieeeedział:" :D
          Wyjechałam na miasto i się zaczyna. Ale który jest "mój" to nie
          wiem. Nigdy nie każ mi wybierać... ;)
          thomas177.wrzuta.pl/audio/xkpG5T90uS/
      • mdrive Re: stres na egzaminie 15.12.08, 20:57
        ...aniamamamarty, a poco stałaś na zewnątrz przy minus 2 st i marzłaś???. Od
        czego jest poczekalnia??? :)
    • elizelka Re: stres na egzaminie 14.12.08, 20:55
      Tu jest coś o tym:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=154&w=87402940&a=87402940

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=154&w=87265063&a=87265063
    • Gość: 90 Re: stres na egzaminie IP: *.adsl.inetia.pl 14.12.08, 20:59
      Całą noc imprezowałem ( oczywiscie prawie bez alko ), jednak
      wrociłem na chate padniety o godzinie 6 rano, a o 17 miałem egzamin,
      wiec nie miałem nawet czasu myslec. Pojechałem tam zaspany, a na
      górce wcisnąłem gaz do 5 tys obrotów ze nie było c***a ze zgasnie :D
      Jeszcze przed samym egzaminem zjadłem snickersa i zdałem.

      Jazda musi byc pewna i dynamiczna. To jest duzy + u egzaminatora. Ja
      szczerze mowiąc nie wierzyłem ze zdam, wiec troche cisnąłem w gaz,
      czasem zdarzyło sie nawet przekroczyc leciutko 50 km/h :P, ale
      widocznie egzaminator lubi szybką jazde :D Zajezdzam i zdałem.
      Szczerze mowiąc byłem w szoku ale coz D:
      • kamaz76 Re: stres na egzaminie 15.12.08, 10:40
        Twisterrr-witaj- już końcówka Twego nicka wyraża zdenerwowanie rrr :).Nie
        naśmiewam się jednak bo świetnie wiem o czym mówisz.
        Będzie długo ale proszę doczytaj do końca, mam problem ze skracaniem myśli a
        może skorzystasz.
        Nic wielce rewolucyjnego nie doradzę chyba ponieważ stres bardzo silny
        przeżyłam na egzaminie od początku do końca- jednak już w czasie samej jazdy
        egzaminacyjnej panowałam jako tako nad nim.Jako tako podkreślam. Tu potrzebna
        jest praca nad myśleniem i opowiem Ci jak ona u mnie przebiegała w samym dniu
        egzaminu bo wcześniej oddawałam się histerii strachu egzaminacyjnego w całej pełni.

        Wiem, że jak się człowiek tak jak Ty tu nas pyta o takie rzeczy to oprócz
        poznania patentu na zdanie, po prostu chce zobaczyć też jak to przeżywają inni,
        że zdają.Takie przegadywanie stresowego tematu, na wszystkich poziomach tego
        odczuwanego niepokoju pomaga również bardzo.
        Ano inni tacy jak ja przeżywają chyba podobnie jak Ty- ciało drży, psyche
        odpala numery, żołądek zaś przynajmniej mój jest wręcz wrogiem.

        Swoim wielkim strachem przed egzaminem i stresem dzieliłam się z wszystkimi
        którzy mi się podwinęli pod rękę. Mieli dosyć ale trudno musiałam wyrzucać te
        tony stresu bo bym nie wyrobiła zdrowotnie. Zdałam po 3 takim stresowym
        podejściu. Z tego co sobie przypominam to wiesz co mi pomogło?

        Zaraz wymienię ale po kolei bo tak egzamin miałam wcześnie rano a ja za każdym
        razem z nerwów nie spałam już od 3.00 w nocy do rana, nic nie dawałam rady
        przełknąć na śniadanie a to też ważne na egzamin by coś tam przełknąć inaczej
        żołądek skręca po prostu już w czasie jazdy egzaminacyjnej nie pozwalając na
        koncentrację. Udało mi się przełknąć dosłownie dwa gryzy na ząb bułki,mieliłam z
        kilka minut, popić kilka łyków herbatą,i blokada- nic ponadto, akcje mdłości,w
        drodze na egzamin słabo, na wymioty z nerwów co chwila.Po dojechaniu samochodem
        z mężem do PORDU szukałam niemal dosłownie krzaka coby sobie ulżyć- czułam się
        strasznie fizycznie. Dzięki temu jednak, że wyrzucałam stres przez głębokie
        oddychanie- wciąganie świeżego zimnego powietrza i wypuszczanie oraz
        orzeźwiający marsz do budynku kilkaset metrów lekko zelżało, nie haftowałam ale
        pokazuję Ci przez to co piszę poziom mojego zestresowania.Był kolosalny. Potem
        pomogło mi to, że jak weszłam do budynku zobaczyłam z 35 takich osób jak ja
        czekających na egzamin. Godzina czekania na swoje podejście wśród wywoływań,
        gdzie nigdy nie wiesz- już ty? czy jeszcze nie.Okropne było to czekanie zaczęłam
        się emocjonalnie nakręcać znowu, więc cóż na to? Skupiałam się na wypatrywaniu
        zachowań stresowych u innych- większość niemal zżerały podobne odcienie
        stresu-nerwowe chodzenie w te i we wte, dreptanie co rusz do kibelka bywało, że
        tych samych osób,kiwanie się, wtulanie w swoich bliskich, marudanie, wzdychanie,
        ostatnie wkuwanie świateł, zawartości auta pod maską- to było nawet zabawne- nie
        byłam sama.

        Starałam się myśleć o tym co inni przeżywają.Nawet im współczuć. Nie myśleć- ja,
        biedna ja!Miałam notorycznie ten odruch biedna ja ale nie pozwalałam sobie na
        użalanie się nad sobą.
        Ta świadomość, że inni też to mają przeżyć,przeżywają, że nawet gdy wracają
        oblani to świat się im nie kończy, żyją nadal,egzaminator z nimi zagada po
        egzaminie, nie są skreśleni przez społeczeństwo:-) to pomagało.Pomagały detale
        jak świadome patrzenie na wychodzących na plac egzaminatorów jako ludzi, którzy
        są tylko ludźmi, są tak jak ja czymś pewnie zmartwieni życiowo, a teraz jak jak
        ja zaspani, potrafią uśmiechnąć się do kolegi po fachu więc może uśmiechną się i
        do mnie, może nie zamordują wzrokiem. Świadomość, że oni mają takich jak ja
        ancymonów na codzień całe tabuny i znają wszelkie głupoty słowne i zachowaniowe
        i wszelkie możliwe reakcje na stres- pomagało jak nic. Notabene w kieszeni
        dżinsów miałam woreczek na wszelki wypadek gdybym nie zdążyła się zatrzymać w
        czasie jazdy a musiała wymiotować- no żeby nie zrobić tego na egzaminatora. Za
        każdym razem bardzo ale to bardzo pomogała mi- obecność bliskiej osoby, raczej
        nie miałam siły prowadzić rozmów,nie udawało się mnie realnie rozbawić, choć mąż
        próbował mnie rozerwać rozmową ale obecność, akceptująca obecność pomagała.
        Ponadto to kluczowe dla dalszych pierwszych minut egzaminu-to gdy już zostałam
        wywołana i stanęłam przed egzaminatorem podawałam mu rękę,mocno uściskałam dłoń,
        odczarowywałam jego egzaminatorką powagę, najserdeczniejszym uśmiechem.Nie
        grałam, naprawdę nabierałam do niego serdecznego podejścia z góry. On od razu
        nastrajał się pod moje klimaty i reagował uśmiechem co potem przekładało się na
        kolejne jego zachowania w czasie egzaminu. Nie był może super, super rozmowny
        czy do rany przyłóż ale stawał się bardziej wyrozumiały i ludzki. Miałam ten
        patent sprawdzony przy 3 kolejnych panach.Mam podobne do psychologicznego
        wykształcenie i jestem świadoma w pełni magii takich zachowań. Warto przyjąć
        taką postawę. Nawet gdy oblewałam wracałam ze szczerym uśmiechem bo tak
        rozstawałam się jakoś sympatycznie z egzaminatorami, że nie szło być dobitą.
        Starałam się przed rozpoczęciem egzaminu minimalnie luźniej zagadać choć w
        klimacie podchodzącym pod kwestie egzaminu.Ta gadka z egzaminatorem odrywała od
        myślenia, że tak strasznie mi zależy, żeby zdać, sprawiła, że mdłości,drżenie
        ustępowało, pojawiło się pewne rozluźnienie. Dzięki temu tylko noga na sprzęgle
        tym ostatnim wcale niemal nie drżała.Nie tak w każdym bądź razie żeby wpływało
        to na jazdę czy pasem ruchu czy na podjeździe. Ostatnią rzeczą, którą sobie
        mówiłam to ta, mniej więcej brzmiąca tak:

        TERAZ JEST TWóJ CZAS, PAMIęTAJ- TY I TA JAZDA JAK NAJDłUżEJ ZDOłASZ. PEłNA
        KONCENTRACJA, SPRZEDAJ SWOJE UMIEJęTNOśCI BO MASZ JE, POTRAFISZ!!!, NIE CZAS NA
        HISTERIę.ZROBISZ TO CO NAJWYżEJ POTEM. KONCENTRUJ SIę NA KONKRETNYM AKTUALNYM
        ZADANIU,KTÓRE BęDZIESZ WYKONYWAć, NIE MYśL O RESZCIE EGZAMINU.LICZY SIę TA CHWILA.

        Ta autosugestia bardzo mi pomogła ale i modlitwa przyznam-też.

        Należy maksymalnie skupić się na pierwszych wykonywanych czynnościach, nie dać
        się zdenerwować tym, że ktoś pośpiesza, że wypada coś zrobić szybciej ale wtedy
        przecież często byle jak i ostatecznie źle.
        Powoli i dokładnie, pod górkę przygotowujesz sobie wszystko i powoli.Opanowujesz
        najpierw nogę. Mówisz tej nodze- uspokój się, nie szalej, liczę na ciebie nogo
        lewa.:) Nigdy szybko nie wolno. Każda uliczka jest osobnym zadaniem, masz tę
        uliczkę dobrze pojechać i nie skupiaj się na tym czy zdasz, każdy kolejny metr
        to sukces, który potem warto uczcić pogratulowaniem sobie, nawet gdy się nie zda.

        I wtedy się udaje, naprawdę. Sprawdzone. A jeśli nie zda się za tym razem, to
        za którymś kolejnym z całą pewnością.Zbieramy cenne doświadczenia, ani kasa, ani
        nasz czas, ani nerwy nie są zmarnowane to lekcja życiowa- przyda nam się to co
        zyskaliśmy dzięki takim przeżyciom.
        To jest tylko prawo jazdy, to umiejętność posługiwania się jednym mechanizmem-
        samochodem w ruchu,to nie egzamin na to czy jesteśmy coś warci w tym życiu, to
        nie egzamin przekreślający jakby co naszą karierę zawodową, nasze szczęście
        osobiste,to drobna pierdółka, to tylko patent na kręcenie kierownicą po drodze.
        Odczarujmy na ile zdołamy te powagę śmiertelną towarzyszącą zdawaniu prawka i
        patos i szacun społeczny towarzyszący posiadaniu tego papierka. Autobusami
        jeżdzi wielu mądrych, zaradnych życiowo, szanowanych ludzi.
        Odrobina luzu, która nam się pojawi podczas egzaminu z powodu takiego
        przestrojenia myślenia będzie tą odrobiną luzu, która umożliwi nam
        zdanie.Egzamin na prawko to zaledwie 40-50 minut góra w czasie,w którym liczy
        się wyłącznie poprawna, bezpieczna jazda, nie nasz wygląd, pozycja społeczna,
        poziom inteligencji czy nadawanie na tych
        samych falach z egzaminatorem.Tylko poprawna jazda.
        To się naprawdę da zrobić i to nie jest takie trudne gdy się skoncentrujemy mimo
        napięcia i nerwów. Sprawdziłam to na sobie.
        • Gość: aga Re: stres na egzaminie IP: *.eranet.pl 15.12.08, 21:24
          Kamaz76 bardzo mądra z Ciebie osoba................i dzięki za takie
          super
          przemyślenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          • kamaz76 Re: stres na egzaminie 15.12.08, 22:59
            dzięki, bardzo miło:)
        • przemek_ex Re: stres na egzaminie 21.01.09, 13:35
          Część stresu zniknie po dobrym przygotowaniu do egzaminu, dlatego dobrze
          wiedzieć to i owo: temat poświęcony bezpieczeństwo na drodze i doskonałej
          jeździe, przydatny do egzaminu
          expertia.pl/strefa/temat-miesiaca/18
    • andzia_32 Re: stres na egzaminie 15.12.08, 16:47
      dzięki kamaz76 bardzo mi pomagają twoje słowa, ze w takim stresie potrafiłaś to
      zdać, fakt ja jeszcze nie miałam egzaminu pierwszy przede mną 8 stycznia, na
      razie mocno się nie stresuje ale gdy nadejdzie ten dzień....
      • kamaz76 Re: stres na egzaminie 15.12.08, 18:43
        Andzia trzymam za Ciebie kciuki w tym dniu tak emocjonującym. Jak chcesz
        pomarudać o swoich niepokojach to daj znać, podam Ci gg. Odkąd zdałam mam taką
        radość że chcę wszystkim pomóc zdać i uspokoić emocje by nie zawiodły.
        • andzia_32 Re: stres na egzaminie 15.12.08, 19:58
          kamaz76 podałam ci moje gg na pocztę gazety.pl
    • Gość: gość Re: stres na egzaminie IP: *.ostdsl.pl 15.12.08, 19:32
      ja na egzamin zawsze chodziłam sama,błagałam wręcz męża gdy raz mnie zawiózł,by sobie pojechał jak najszybciej.Sama nie wiem czemu,ale mówiłam mu żeby nie kręcił się po mieście w promieniu 2 kilometrów od WORDu.Chcialam być sama poprostu,chociaż chętnie porozmawiałam z kimś obcym w kolejce
    • permanentne_7_niebo Re: stres na egzaminie 16.12.08, 07:39
      Ostatnio? Zapomniałam światła (całkiem, totalna czarna plama, wielka
      czarna dziura w mózgu, kiedyś tak zapomniałam, gdzie jest sprzęgło)
      a ja się śmiałam z tych ludzi co nie wiedzieli..., zbluzgałam
      instruktora, nawrzeszczałam na niego, dostałam ataku płaczu,
      zadręczałam Stasia smsami, że się boję i że chcę stąd iść i w ten
      deseń. Do mnie po prostu lepiej nie podchodzić, jak mam egzamin,
      jestem nieobliczalna. Dopóki się trzymam to się trzymam, ale jak
      pęknę to się rózne rzeczy mogą dziać.
      • permanentne_7_niebo Re: stres na egzaminie 16.12.08, 07:41
        Dziś też jestem w stresie, przez ten Dom Wariatów. Nie podchodzić.
      • mdrive Re: stres na egzaminie 16.12.08, 22:14
        ...zbluzgałaś instruktora??? Niesamowite!!!! A co on na to???? Ciekawe!
        Jak można zbluzgać "kochanego" instruktora??? Jakoś nie mieści mi się to w
        głowie! Co on na to? :):):) Jakiś wyrozumiały chyba gość!
        • permanentne_7_niebo Re: stres na egzaminie 16.12.08, 23:26
          Weź bo mi do tej pory głupio.... bardzo śmieszne. Permanentne ma
          niewyparzoną gębę, zwłaszcza w stresie. Op...mnie, a co miał
          zrobić :):):)
          Oni wszyscy razem wzięci są nieziemscy i każdy z osobna, nie wiem,
          co ja bym bez nich zrobiła.
          • Gość: JA ja tam nie myśle;D IP: *.gre.pl 22.12.08, 17:10
            Co prawde nie miałam jeszcze egzaminu-kończe jazdy
            Ale gdy zadarzały mi sie jakieś sytuacje typu castingi, egzaminy, chociażby matura to poprstu przestaje myśleć, czyli odcinam sie od wszytskiego. Wchodze na egzam i poprstu pisze, nie wiem jak wam to opisać ale ja poprstu...wyłączam stres i wszelkie mysli biegające koło stresu, innych spraw itd. Myśle sobie:przecież ja to wiem, ja to umiem, uczyłam się. i KONIEC. Jeszcze sie na tym nie zawiodłam;) zobacze,co będzie na egzaminie;)
            • Gość: Pinaaa ja tam nie myśle;D IP: *.tvkdiana.pl 26.12.08, 17:40
              tak czytam ci tu piszecie.. mnie stres zjadł na maxa.. nic mi nie
              wyszlo auto zdechlo na łuku i tyle bylo mojej jazdy mam nadzieje ze
              14 stycznia pojdzie lepiej
              • Gość: annschedin Re: ja tam nie myśle;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.08, 19:40
                ja miałam po raz pierwszy egzamin i szło mi całkiem nie żle najpierw teoria
                potem placyk bez problemu,choć egzaminator był krzykliwy i czepiał się
                wszystkiego,póżniej czekałam na miasto i znowu ten krzykacz, cały czas
                krzykliwym tonem wydawał polecenia wreszcie kazał mi w ostatniej chwili
                zaparkować,więc przygotowywałam się a on do mnie "dlaczego pani nie jedzie,no
                niech pani już jedzie, no już!!!"i tak mnie zdenerwował Ze wjechałam ,ale za
                póżno odbiłam kierownicą i o mało nie stuknełam samochodu co stał obok.A jak już
                mnie oblał to zmienił ton na bardzo spokojny ,więc widać taka ich metoda żeby
                nas zdenerwować!!!
                • Gość: gość Re: ja tam nie myśle;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.08, 19:58
                  Niektórzy egzaminatorzy właśnie tak się zachowują,chcą kursanta
                  zdenerwować.
                  Ja też miałam takiego krzykliwego egzaminatora,przez większy czas
                  trwania egzaminu mówił podniesionym głosem,poganiał,ale na mnie
                  takie zachowanie egzaminatora nie robi wrażenia.
                  Pewnie to zauważył,bo pod koniec zmienił się w bardzo miłego
                  człowieka,oczywiście zdałam,ale nie życzę nikomu takiego
                  egzaminu,przez który ja przeszłam.
                  • Gość: annschedin Re: ja tam nie myśle;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.08, 20:12
                    a gdzie zdawałaś i za którym razem bo to był mój pierwszy
                    • Gość: gość Re: ja tam nie myśle;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.08, 20:26
                      Zdawałam we Włocławku ,za drugim razem.
                      • Gość: annschedin Re: ja tam nie myśle;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.08, 20:30
                        widać nie tylko we Wrocławiu są tacy egzaminatorzy!!!Gratuluję już masz to za sobą:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka