maver78
23.01.15, 15:16
Witam wszystkich. To będzie opowieść o dziwnym zakończeniu krótkiej i namiętnej znajomości. Po długoletnim związku wróciłem na "rynek" i chyba sporo się pozmieniało, skoro proszę was o pomoc w zrozumieniu sytuacji i sprowadzenie na ziemię.
Poznaliśmy się w związku z pracą. Podkreślam, nie pracowaliśmy razem. Ona lat 30. Ja parę więcej. Oboje wolni. Na początku służbiści, ale z czasem dłuższe spojrzenia, uśmiechy, wplatane prywatne zdania. Ona zaczęła się dość mocno starać, by akurat ze mną załatwiać sprawy i nie omieszkała zawsze dodać przy tym kilku miłych słów. Można powiedzieć, że oboje mocno się w to wkręciliśmy. Taka ciuciubabka trwała koło roku. W końcu wysłałem jej prywatną wiadomość na email. Szybko odpisała. Po 2 miesiącach intensywnej korespondencji i smsów nastąpiło pierwsze spotkanie i kolejne. W sumie trwało to koło 4 miesięcy. Jakieś 40 spotkań, z których -co chyba istotne- kilkanaście zakończyło się w łóżku. Do tego wspólne wyjazdy w góry, nad morze, za granicę. I pewnego dnia, gdy napisałem do niej smsa, że tęsknię i chciałbym się spotkać, ona wysyła mi email, w którym pisze, że nie czuje tego samego, mimo że jestem jej bardzo bliski. A poza tym, ma problemy w pracy i nie ma teraz możliwości, by pracować nad związkiem i bardzo mnie przeprasza. Takie blablabla, prawda?
Nurtują mnie dwa pytania. Ile razy kobieta musi się dzisiaj spotkać/przespać z facetem, by wiedzieć czego chce? To chyba wiadomo po jednym, trzech, czy pięciu spotkaniach? Czasem na tym forum piszecie posty typu:"spotykam go w pracy od pół roku, nie znamy się, ale się zakochałam" :)
A drugie to pytanie ogólne do was, czy ktoś ma pojęcie co się nagle mogło stać? Czy to jakiś nowy standard, by zdążyć zaliczyć ze 3 nowe osoby rocznie? Skoro się nie zakochała, to jak czuła się budząc się wielokrotnie obok mnie rano? Tylko jakimś cudem nie zostaliśmy rodzicami, ale ja naprawdę jej chciałem. Jestem facetem, ale teraz sam nie najlepiej się z tym czuję. Poza tym będąc z kimś blisko, spędzając sporo czasu, wyjeżdżając razem, siłą rzeczy zaczyna się pojawiać przywiązanie itd. stąd ta oksytocyna ;)
Dodam jeszcze kilka istotnych spraw. Od początku podchodziłem bardzo spokojnie do tej znajomości. To raczej ona jeszcze zanim się zaczęliśmy spotykać, pisała mi gdzie to razem nie pojedziemy i czego to nie będziemy robić. Wystarczyło, że nie odpisywałem dłużej na smsa, to zaraz pisała, czy się nie obraziłem i czy spotkanie aktualne. Wyglądała na bardzo zaangażowaną. Już po drugim spotkaniu zaproponowała wspólny wyjazd (tam jeszcze do niczego nie doszło). Nawet nasze ostatnie spotkanie było bardzo namiętne. I nagle pstryk i nie ma nic. To taka dzisiejsza norma?