zielona.zielona
13.12.17, 15:18
Zapisalam sie na kurs tanca dla poczatkujacych drugi raz. Przyszedl tez na niego chlopak , ktory chodzil tez na poprzedni. Obydwoje nie mamy stalych partnerow tanecznych, wiec w sumie po rowno sie prosilismy. Raz jak wracalam metrem, zobaczylam go jak stoi na przystanku , szedl w moim kierunku, patrzyl sie i zawrocil. Potem powtorzyl to samo. W sumie nie wiem czy chcial podejsc , czy tak po prostu krazyl.Ja tak stalam i patrzylam co on robi. Poczym schowal sie za filarem . Jako ze bylo jeszcze 10 min do odjazdu stwierdzilam ze pojde do niego zagadac. Podeszlam i zapytalam gdzie jedzie. Okazalo sie , ze do tej dzielnicy ,gdzie ja mieszkam. Potem gadka szmatka, no i zapytalam sie go czy nie chce zemna na stale tanczyc na tym kursie, bo to wkurzajace za kazdym razem kombinowac z kim sie bedzie tanczyc. Wyraznie sie ucieszyl i zgodzil. Na nastepne zajecie przyszedl usmiechniety , wzial ode mnie nr telefonu. Myslalam , ze zaproponuje zebysmy razem wracali do domu, skoro wracamy w tym samym kierunku, ale nie. Czuje sie frajerka.