kasia827
08.11.05, 11:47
we wrzesniu rzucil mnie facet z ktorym mieszkalam rok... powiedzial , ze chce
sie wyszalec i ze nie jest w stanie byc w stalym zwiazku, okazalo sie ze od
jakiegos czasu mnie oklamywal na kazdym kroku, podczas zerwania powiedzial mi
ze mnie nie szanuje itp... wzielam wszytskie rzeczy i wynioslam sie z domu,
nie odzywalam sie do niego leczylam serducho i zaczynalam powoli nowe zycie,
po tygodniu zadzwonil do mnie zaplakany , ze to byl blad ze nie moze zyc beze
mnie, ze nie wiem co mu odbilo, ze wszystko zmieni, ze chce znowu ze mna byc,
chce bysmy razem zamieszkali,
nie zgodzilam sie na bycie razem, ani na powrot do mieszkania ktore wspolnie
wynajmowalismy
teraz spotykamy sie prawie codziennie jest tak jak nigdy, facet jest nie do
poznania,
a jednoczesnie strasznie sie boje ze znow mu odbije... nie wiem czy to mam
sens, wszystcy mi mowia ze on znowu mnie skrzywdzi bo jak zrobil to raz to
znowu to zrobi
nie umiem go tak poprostu kopnac w tylek i wyrzucic z mojego zycia, nie ufam
mu, ale chce uwierzyc w to ze mamy szanse :(
nie wiem czy sie nie ludze dajac mu szanse:(