15.01.07, 12:52
W kolejnym kraju szykuje sie zakaz pracy dla zbyt chudych modelek:
wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,3848864.html
Moze nareszcie skonczy sie ta paranoja i anorektyczno-bulimiczne szkielety na
diecie heroinowej, wazace 45 kilo przy >175 wzrostu pojda tam, gdzie ich
miejsce - na leczenie.

Wiadomo, ze modelki zawsze byly o wiele szczuplejsze od zwyklych kobiet, ale
jeszcze dziesiec lat temu na wybiegach - mam wrazenie - krolowala szczuplosc,
nie chudosc i wzory typu Claudia czy Cindy, ktore propagowaly rozsadne dbanie
o cialo i ruch jako recepte na piekna sylwetke (obie nakrecily serie filmow z
treningami). To, co dzieje sie w ciagu ostatnich lat, wola o pomste do nieba.
Najbardziej odbija sie to na mlodych dziewczynach: wiekszosc nastolatek,
ktore znam, nie marzy juz o sylwetce w rozmiarze 38 - ten w ich oczach
uchodzi juz niemalze za pierwszy stopien otylosci! One daza do 34, rozmiar 36
uwazajac za maksimum...
Obserwuj wątek
    • iguana1978 Re: anoreksja 15.01.07, 13:01
      też się cieszę z takiego obrotu sprawy i oby więcej takich krajów!! No i przede
      wszystkim aby powoli media zaczęły kreować wizerunek "zdrowej kobiety" a nie
      kościotrupa :)
    • dynamitee Re: anoreksja 15.01.07, 13:47
      modelki same z siebie nie chcą być kościotrupami, są do tego przymuszane. mają
      do wyboru: albo schudnąć, bo jest to warunek pracy dla jakiejś tam agencji czy
      kreatora mody, albo pożegnać się z pracą na wybiegu. te, które marzą o takiej
      pracy, decydują się na schudnięcie.

      jakiś czas temu czytałam w Vivie artykuł na ten temat. odnalazłam go w necie i
      linkuję:

      www.viva.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=796&Itemid=71&limit=1&limitstart=0

      zapamiętał mi się Lagerfeld, który to stwierdził, że nie będzie projektował dla
      rozmiaru powyżej 42, bo to się nie godzi z jego wizją sztuki.
      • dori7 Re: anoreksja 15.01.07, 14:38
        Z zalinkowanego artykulu:

        >>"Szukam bardzo smukłych dziewcząt o cienkich pęcinach i przegubach. Tego
        wymaga moja tegoroczna kolekcja", nie kryje swoich wymagań Castelbajac. W
        korytarzu, w garderobie, na schodach – wszędzie siedzą modelki i wszystkie
        wyglądają podobnie. Są bardzo wysokie i bardzo chude.<<

        A propos tych cienkich przegubow i tekstu Lagerfelda, ze nie bedzie projektowal
        dla kobiet w rozmiarze 42. Francuska rozmiarowka jest inna niz polska i
        francuskie 42 to zazwyczaj polskie 40. A to jest rozmiar, ktory przy wzrsocie
        modelki nosi naprawde szczupla dziewczyna! Dlatego ten pozadajacy modelek w
        rozmiarze 34 czy 36 projektant szukal dziewczyn z bardzo cienkimi przegubami,
        czyli drobnym kosccem. Dla bardzo wielu kobiet tego wzrostu zejscie ponizej
        francuskiego 42 jest wrecz niemozliwe. Moja przyjaciolka, szczupla dziewczna 175
        wzrostu, wskutek stresu ostatnio stracila jeszcze troche wagi i jest po prostu
        chuda, a i tak dol nosi w rozmiarze francuskie 42/polskie 40 wlasnie, a zeby sie
        zmiescic w ten pozadany "rozmiar zero", musialaby sobie kosci z bioder wyciac,
        bo tluszczu to juz na nich w ogole nie ma, sama skora :]

        I jeszcze jeden cytat:

        "Głośny był jego [Lagerfelda] konflikt z koncernem H&M, dla którego dwa lata
        temu zaprojektował autorską linię. Lagerfeld kategorycznie odmówił dostosowania
        swoich projektów do rozmiarów powyżej 42, bo rzeczy na osobach o takiej figurze
        źle leżą i nie mają nic wspólnego z jego wizją".

        Wytluamczenie jest inne: po prostu na osobach wiekszych fasony projektowane na
        szczupaki zle leza. Musza byc inne fasony i lepsze jakosciowo materialy (na
        wiekszych osobach sztuczne materialy wygladaja tandetnie!), a ciuchy duzo
        staranniej i z wiekszym nakladem pracy dopasowane. To Lagerfeld ma problem, a
        nie posiadaczki 44 i wiecej. Jesli twierdzi, ze na osobach noszacych 44 i wiecej
        ciuchy zle leza, to niestety sam siebie kompromituje, bo widac nie umie ich
        uszyc jak nalezy - moja babcia, niegdys sopocka krawcowa, jakos potrafila :>
        • queenmaya Re: anoreksja 15.01.07, 15:22
          dori7 napisała:


          > "Głośny był jego [Lagerfelda] konflikt z koncernem H&M, dla którego dwa lata
          > temu zaprojektował autorską linię. Lagerfeld kategorycznie odmówił dostosowania
          > swoich projektów do rozmiarów powyżej 42, bo rzeczy na osobach o takiej figurze
          > źle leżą i nie mają nic wspólnego z jego wizją".
          >
          > Wytluamczenie jest inne: po prostu na osobach wiekszych fasony projektowane na
          > szczupaki zle leza. Musza byc inne fasony i lepsze jakosciowo materialy (na
          > wiekszych osobach sztuczne materialy wygladaja tandetnie!), a ciuchy duzo
          > staranniej i z wiekszym nakladem pracy dopasowane. To Lagerfeld ma problem, a
          > nie posiadaczki 44 i wiecej. Jesli twierdzi, ze na osobach noszacych 44 i wiece
          > j
          > ciuchy zle leza, to niestety sam siebie kompromituje, bo widac nie umie ich
          > uszyc jak nalezy - moja babcia, niegdys sopocka krawcowa, jakos potrafila :>

          Otóż to właśnie!!!
          Nos dla tabakiery, czy tabakiera dla nosa?
          Jak ciuch nie leży, to najlepiej wziąć siekierkę i ociosać modelkę z prawa i z
          lewa, żeby pasowała do projektu. Bo projekt pana dyktatora (cóż za trafna nazwa
          zawodu) to rzecz święta i doskonała, zupełnie jak zasady wiary, które do życia
          nie pasują, więc życie musi się dostosować do nich.
          • iokepine Re: anoreksja 15.01.07, 15:32
            queenmaya napisała:
            > Otóż to właśnie!!!
            > Nos dla tabakiery, czy tabakiera dla nosa?
            > Jak ciuch nie leży, to najlepiej wziąć siekierkę i ociosać modelkę z prawa i z
            > lewa, żeby pasowała do projektu. Bo projekt pana dyktatora (cóż za trafna nazwa
            > zawodu) to rzecz święta i doskonała, zupełnie jak zasady wiary, które do życia
            > nie pasują, więc życie musi się dostosować do nich.


            No właśnie. Lans na modne w tym sezonie ciuchy zwiększa konsumpcję. To figura ma
            się dodtosowywać do ubrań, a nie ubrania do figury. W reklamach nie liczy się
            styl, tylko podążanie za modą.
            • skrzydlate Re: anoreksja 15.01.07, 20:14
              znajoma nastolatka twioerdzi, ze takie podejscie kreatorow mody jest spowodowane
              tym ze oni nie sa milosnikami kobiet i podswiadomie je kastruja z kobiecosci, no
              to dopiero interpretacja, ale po namysle zastanowilam sie.. wiekszosc znajomych
              mezczyzn woli kobiety o wyraźnie zaznaczonych ksztaltach ze sie tak
              eufemistycznie wyrażę.. wiec...
              • queenmaya Re: anoreksja 15.01.07, 23:50
                skrzydlate napisała:

                > znajoma nastolatka twioerdzi, ze takie podejscie kreatorow mody jest spowodowan
                > e
                > tym ze oni nie sa milosnikami kobiet i podswiadomie je kastruja z kobiecosci

                To jest akurat tajemnicą poliszynela, że ci faceci są nie tej orientacji.
                Kiedy kolekcję wystawia kobieta-projektantka modelki są tam wyraźnie szersze i
                wypuklejsze.
        • iokepine Re: anoreksja 15.01.07, 15:28
          "W Hiszpanii wykluczono pięć nikomu nieznanych, anonimowych twarzy, a przecież
          tak naprawdę kwalifikuje się do tego większość najpopularniejszych top modelek.
          Lily Cole przy wzroście 179 centymetrów waży 57 kilo, Kate Moss ma współczynnik
          masy ciała poniżej 15, a Esther Cañadas na tej skali plasuje się poniżej 14! „To
          kolorowe magazyny powinny jednym głosem powiedzieć »chudość jest brzydka«, a nie
          zachęcać do zrzucenia pięciu kilogramów przed wakacjami”, uważa Sylvie Fabrégon.
          Ale czy jej głos coś zmieni? Miejmy nadzieję, że tak, zanim kolejna Luisel Ramos
          umrze z głodu."

          Kojarzy mi się to wszystko z Holocaustem, tyle że teraz stosuje się pranie mózgu
          wobec modelek, a potem masy naśladują te, które są na okładkach, bilboardach,
          reklamach. Pod koniec XVIII wieku, gdy Goethe wydał "Cierpienia młodego
          Wertera", przez Europę przetoczyła się fala samobójstw młodych ludzi, którzy się
          z Werterem zidentyfikowali. Dziś naśladowcze samobójstwa młodych kobiet są
          rozciągniete w czasie.

          Dodajmy do tego wszystkie te dziewczyny, które nie umierają, ale mają przez tą
          chorobę zwichnięte życie.
    • skrzydlate Re: anoreksja 15.01.07, 20:11
      masz pecha, ja znalam mase nastolatek, moja corka ma 19... i tylko jedna miala
      anoreksje w liceum zresztą dopiero, leczyli ja w szpitalu a wyladowala tam z
      tego powodu, ze na jakis czas zatrudnila sie jako fotomodelka i zwariowala
      niestety, za slaba byla na te rzeczy... reszta to kształtne babeczki cieszące
      sie sympatia kolegów i koleżanek, i wiedza ze kobieta musi miec kobiece
      ksztalty, chociaz nie.. niektore uwazają ze sa za grube ale chyba zaakceptowaly
      to, bo niespecjalnie sie odchudzają :)
    • pani.jazz Re: anoreksja 15.01.07, 23:51
      Ale tez chwileczka, nie zapedzajmy sie tak. Modelki i presja showbiznesu to jedno. A anoreksja wsrod nastolatek to drugie i nie wynika li tylko z ogladania plakatow. Przypomnijmy sobie, ze anoreksja/bulimia to disorder powodowany przede wszystkim zlym kontaktem z matka. No ogolnikujac bardzo, oczywiscie, ale wiecie o co chodzi.
      Co nie zmienia faktu, ze jak czytam wypowiedzi dyktatorow mody, to mi sie noz w kieszeni. Otwiera.
      • beata2802 Re: anoreksja 16.01.07, 23:06

        > Przypomnijmy sobie, ze anoreksja/bulimia to disorder powodowany przede
        > wszystkim zlym kontaktem z matka. No ogolnikujac bardzo, oczywiscie, ale
        > wiecie o co chodzi.

        Być może, że chodzi o matkę.
        Ja słyszałam jeszcze o tym, że jeśli nie ma taty w domu (długimi tygodniami,
        miesiącami, latami), to dziecko przestaje jeść. I sprawdza się to w życiu.
        • pani.jazz Re: anoreksja 17.01.07, 00:19
          Ja jadlam i jem. Moze silny wizerunek matki mnie ochronil. Nie znam zadnej anorektyczki z domu bez ojca/ojcem nieobecnym. Ale tez nie znam przeciez tak wielu, zadnej statystyki nie wyciagne.
          Z tego co slyszalam, to jednak o problemy na osi corka/matka sa glowna przyczyna - i nie o sam brak matki, ale bardziej o jej zaborczosc i inne problemy zwiazane z kontaktem. Nielatwo sie te relacje leczy, oj nielatwo... spotkalam sie kiedys z taka dziewczyna, ktora raz w anoreksje, raz w bulimie wpadala i nie dalo sie z tego wyjsc. W koncu zapisala sie z matka na terapie rodzinna. Na ktoryms spotkaniu dziewczyna przemogla sie i powiedziala, co jej na sercu lezy, jak widzi swoja matke - a nie byly to rzeczy mile. Matka z miejsca ja zwyzywala od oszustek i wyszla. Wiecej terapii nie bylo.
          :\
          • lubna Re: anoreksja 17.01.07, 19:03
            Ech, w sumie to wszystko jeszcze bardziej skomplikowane... Za wiele kłopotów w rodzinie obarcza się "zbyt uwikłaną" matkę - a to że syn gej, a to że córka anorektyczka, a to że ojciec wycowany, a wszystkiemu winna bogu ducha winna "nadmiarowa matka". Może warto pamiętać, że przez długie lata kobiety oceniały - i teraz wciąż często oceniają - swoją wartośc jako człowieka i jako kobiety właśnie poprzez bycie jak najlepszą matką i żoną, poprzez troskę o rodzinę. Często poświęcają wszystko, by członkom ordziny było jak najlpiej. Potem robi się z nich matki uwikłane, nadmiarowe i nazywa się je Przyczynami Rodzinnych Zaburzeń. Jak na mój gust "przyczyna" tkwi znacznie głębiej w społeczeństwie, niż wygląda to na pierwszy rzut oka.
            Co do przyczyn anoreksji - na zajęciach zawsze przynajmniej kilka godzin dotyczy kultury, przekazów medialnych itp - akurat nie poszłam głebiej w temat anoreksji, nawet tego nie zaliczałam, ale taki układ programu świadczy według mnie również o wpływie kultury na anoreksję (zatem to nie tylko czynniki rodzinne).
            A co do projektantów mody, to chyba to nawet żadną tajemnicą nie jest, że modelowa modelka ma przypominać chłopca, bo projektant "by go wolał" :-) Pamiętam, jak przed laty trafiłam na artykuł o projektantce, która pracowała nie tylko z modelkami szczupłymi i ładnie zbudowanymi a nie wychudzonymi, ale też zależało jej na... niskim wzrościa! :-) Ach.. urosłam wtedy! :-)
            • pani.jazz Re: anoreksja 17.01.07, 21:59
              Ok, matki sie poswiecaja. Ale, do cholery, nie wszystkie. Ponownie apeluje o zdrowy rozsadek w ocenianiu kobiet. Nie uswiecajmy ich - siebie. Sa matki, ktore zabijaja swoje dzieci, sa matki, ktore metaforycznie zabijaja sie dla nich. Istnieja matki uwiklane, przyczyniajace sie do zaburzen rodzinnych. Sa i takie, ktore sa najwspanialszymi istotami na swiecie. Ale watpie, by corki tych ostatnich wpadaly w anoreksje, depresje i narkotyki. Wiekszosc problemow dzieci bierze sie z rodziny. Otoczenie to dodatek. Jesli rodzic nauczy dziecko wysokiego poczucia wlasnej wartosci, jesli pokaze mu i wyjasni, jak zludne i manipulujace sa reklamy, telewizja i doczesne, materialistyczne pseudowartosci, jesli wreszcie poswieci mu swoj czas, prawdopodobienstwo, ze dziecko wpadnie w klopoty jest bardzo niskie.
              Ja wiem, ze to forum jest feminizujace. Ale nie odmawiajmy sobie, kochane kobiety, umiejetnosci logicznego i rozumowego spojrzenia na rzeczywistosc, spoza woalki adorowanej kobiecosci.

              Pozdrawiam,
              pani.jazz
              • iokepine wpływ rodziców i otoczenia 17.01.07, 22:52
                pani.jazz napisała:
                >Wiekszosc problemow dzieci bierze
                > sie z rodziny. Otoczenie to dodatek.

                Hmm, to akurat nie zgadza sie ze współczesnymi badaniami. Statystycznie wpływ
                rodziców na dzieci nie jest tak wielki, jak sie to kiedyś zakłądało,a wiec i
                odpowiedzialność za to, co sie z dzieckiem dzieje też nie jest tak wysoka.

                Wedle tego, co czytałam, wpływy na to, jakim człowiekiem dziecko będzie,
                rozkłądają się tak:
                - 50% geny
                - 50% całę środowisko, przy czym jedynie w niemowlęctwie rodzice mają te 50% dla
                siebie. Od 10-12 roku życia zaczynają przeważać wpływy środowiska poza domem, w
                tym głównie środowiska rówieśniczego. Tak że dla 12-latka to, co mu rodzice
                przekazują, przekłąda się na jego postrzeganie świata już w jakiś 12 procentach.

                Nie czyyńmy z rodziców bogów, są oni nimi jedynie przez pierwsze lata.
                • pani.jazz Re: wpływ rodziców i otoczenia 17.01.07, 23:06
                  > Nie czyyńmy z rodziców bogów, są oni nimi jedynie przez pierwsze lata.
                  ...a pierwsze lata zycia ksztaltuja nas w wiekszosci do konca zycia.

                  Poza tym:
                  > Hmm, to akurat nie zgadza sie ze współczesnymi badaniami. Statystycznie wpływ
                  > rodziców na dzieci nie jest tak wielki, jak sie to kiedyś zakłądało,a wiec i
                  > odpowiedzialność za to, co sie z dzieckiem dzieje też nie jest tak wysoka.
                  Iokepine, ja chyba zle rozumiem. Rodzic ma zmniejszona odpowiedzialnosc za dziecko, bo to warunki zewnetrzne na nie wplywaja? Toz to chore by bylo! Jasne, ze w ktoryms momencie dziecie zaczyna samodzielnie myslec - ale nie znaczy to automatycznie, ze 12-latek juz sam ma za zycie swoje odpowiadac. To wciaz jest jeszcze etap, kiedy rodzice maja podstawowy wplyw na rozwoj i mentalnosc dziecka. Powinni miec. Jesli juz wtedy moga sobie na podstawie badan naukowych machnac reka i powiedziec "e, jego sprawa", to sorry, ale mi sie w zoladku przewraca.
                  Ale ja mam trzy planety w Raku i Ksiezyc w I domu (wybaczcie astrologiczny belkot), moze to z tego wynika chec wziecia na siebie odpowiedzialnosci za dziecko.
                  • iokepine Re: wpływ rodziców i otoczenia 17.01.07, 23:39
                    pani.jazz napisała:
                    > Iokepine, ja chyba zle rozumiem. Rodzic ma zmniejszona odpowiedzialnosc za dzie
                    > cko, bo to warunki zewnetrzne na nie wplywaja?

                    Nie, nie. Chodziło mi o to, że zwłaszcza matki są obardczane ogromną
                    odpowiedzialnością. Mam wrażenie, ze czesto nadodpowiezdialnością.

                    To nie znaczy, ze zdejmuję odpowidzialnosć z rodziców całkowicie, po prostu
                    wydaje mi się, że jest tyle innych wpływów, ze niewłaściwym jest zadręczać sie z
                    tego powodu, ze dziecko ma wady/choroby itd. Po prostu rodzice nad wszytskim nie
                    zapanują nigdy, to równałoby się zamknięciu dziecka w klatce.

                    A rozwój zawsze neisie ze sobą niebezpieczeństwa. Nie przeżyjesz za kogoś jego
                    życia, ale mozesz go wspierać, zachowywać się tak, by być dla niego dobrym
                    wzorem i mądrze kochać.
                  • iokepine Re: wpływ rodziców i otoczenia 17.01.07, 23:51
                    pani.jazz napisała:
                    >ja mam trzy planety w Raku i Ksiezyc w I domu (wybaczcie astrologiczny belk
                    > ot), moze to z tego wynika chec wziecia na siebie odpowiedzialnosci za dziecko.
                    >

                    Myślę, że dobrze jest sobie zdawać sprawę, ze dzicko to oddzielna istota, jak
                    roślina czy kot:) Możemy je kształtować, pomagać mu wzrastać albo zaniedbać,
                    jednak nie mamy wpływu na to, czy kot nie wróci któregoś razu z naderwaneym
                    uchem, a roślina zostanie zaatakowana prze przędziorki. Mozemy minimalizować
                    pewne wpływy, ale nie ma żadnych gwarancji, że wszystko pójdzie dobre.

                    Czytam teraz taką książkę pt "Być rodziną" (Dorota Terakowska i Jacek Bomba) i
                    podoba mi się tam jedno z określeń; "wystarczająco dobra matka". Nikt nie jest
                    idealny, każdy popełnia błędy. Wystarczy wg mnie, ze kobiety będą wystarczająco
                    dobre, nie muszą być idealne. Jak napisała Harriet Lerner w "Gniewie kobiety":

                    "Jeśli twoje dziecko miałoby mieć za rodzica Buddę, urodziłoby się dzieckiem
                    Buddy. "
                    • malila Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 14:39
                      Do tego, co napisałaś dodam tylko, że przekonanie o tym, ze rodzic jest
                      odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się z dzieckiem sprzyja właśnie takiej
                      zaborczej rodzicielskiej postawie. Bo skoro jest za wszystko odpowiedzialny, to
                      znaczy że musi nad wszystkim sprawować kontrolę. I kółko się zamyka.
                    • pani.jazz Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 15:07
                      Mowilam o odpowiedzialnosci.
                      Jesli dziecko wroci do domu z naderwanym uchem, to wypytam, co sie stalo i powaznie porozmawiam z rodzicem dzieciaka, ktory mojemu robi krzywde.
                      O taka odpowiedzialnosc mi chodzi.
                      Jasne przeciez, ze nie da sie wszystkiego skontrolowac. Ale trzeba dzialac tak, by dziecko mialo ochrone. Bo to przeciez tez jest element odpowiedzialnosci.
                      Dobrze jest, gdy dziecko styka sie z rzeczywistoscia i nawet czasem dostanie od niej w tylek. Ale rodzice sa od tego, zeby mu te dziwna, bijaca rzeczywistosc wyjasnic i pozwolic wyrobic sobie na jej temat zdanie, by nastepne uderzenia nie bolaly tak bardzo - albo by dziecko umialo samo sobie z nimi poradzic.

                      Odwolam sie jeszcze do wspomnianych przez Ciebie badan.
                      Badania sa obiektywne. Nie maja za zadanie zdejmowac odpowiedzialnosci z rodzicow, na zasadzie, ze oni maja tylko 12% wplywu na wlasne dzieci, wiec co mozna na to poradzic. Takie pojmowanie wynikow byloby odwracaniem kota ogonem. Badania informuja o faktycznym stanie rzeczy - i jest to alarmujace. Pytanie, jakie powinnismy sobie postawic to: czemu tylko 12%? Czy nie zajmuje sie swoim dzieckiem za malo? Co moge zrobic, zeby miec wieksza swiadomosc tego, co sie dzieje z moja pociecha i jak lepiej sie nia opiekowac?
                      Nie na zasadzie odbierania wolnosci i trzymania pod kloszem. Ale na zasadzie interesowania sie dzieckiem.
                      Bo jesli oprzec sie na wynikach i rozlozyc rece w gescie "no coz, wiecej nie moge", to co? Czternastoletnie Anie gwalcone sa na oczach nieporuszonej klasy.
                      • malila Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 15:54
                        Nie wiem, dlaczego, ale mam wrażenie, jakbyś wypowiadała się z pozycji dziecka,
                        które wymaga od rodziców, żeby byli w swym rodzicielstwie bezbłędni. Żeby
                        doskonale wiedzieli, kiedy i w jaki sposób należy zareagować, żeby znali
                        długofalowe konsekwencje każdego swego działania i każdego słowa. Wydaje mi
                        się, że wciąż wierzysz, że tak się da.
                      • queenmaya Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 16:17
                        Mamy takie dzieci, na jakie zasługujemy i a nasze dzieci mają takich rodziców,
                        na jakich zasługują. Jak w tym zdaniu o Buddzie...
                        Ludzie zawsze chcą wiedzieć, kto za to odpowiada i jaka jest tego przyczyna, a
                        być może nie ma odpowiedzi na te pytania. Niektórzy twierdzą, że rządzą nami
                        gwiazdy, inni twierdzą, że geny, jeszcze inni upierają się przy wpływie
                        rodziców. A tak naprawdę my nic nie wiemy.
                        Może faktycznie kosmos ma na nas jakiś wpływ, może to rodzice, a może wszystko
                        razem?
                        Ja w każdym razie fizycznie jestem podobna do mojej matki, ale jeśli chodzi o
                        charakter i przekonania, to jestem jej dokładnym przeciwieństwem i nie jest to
                        spowodowane przekorą, lecz tym, że naprawdę jestem taka jaka jestem i nie
                        potrafię być inna.
                        Moja matka uważała siebie samą za boga i głęboko wierzyła w to, że to ona mnie
                        ukształtuje tak, jak zechce. Gdzieś przeczytała, że dziecko rodzi się jako
                        biała, niezapisana karta i że to rodzice te kartę zapisują. To sprawiło, że
                        przez całe życie łamała mój charakter, nie przyjmując do wiadomości, że mam
                        jakiś wrodzony temperament, jakieś predyspozycje i że coś mnie pociąga, a co
                        innego mnie odrzuca. Przez całe dzieciństwo usiłowała mi narzucić swoje własne
                        upodobania, a nawet emocje, zmuszała mnie do noszenia ciuchów i fryzur, których
                        ja nie znosiłam itp. Nawet mówiła mi, w którym chłopaku powinnam się zakochać.
                        To była jedna, wielka nieustająca wojna nerwów. Aż dziw, że to przetrwałam. Może
                        właśnie dlatego odrzuciłam wszystko to, co mi narzucano i odkryłam swój własny
                        charakter?
                        Teraz patrzę na moje własne dzieci i zupełnie siebie w nich nie widzę. Oni są po
                        prostu tacy, jacy są. Są zupełnie inni niż ja i mają swoje własne przekonania,
                        upodobania i plany na życie.
                        Ja na szczęście nie starałam się być supermatką, bo pamiętałam o swoich
                        doświadczeniach. Zostawiłam im więc dużo swobody. A teraz, po latach, dowiaduję
                        się, co ich kształtowało. Bynajmniej nie ja. Chyba najwięcej mieli do
                        powiedzenia rówieśnicy i kultura, w której wzrastali, na przykład muzyka, której
                        słuchali.
                        Dziećmi należy się opiekować i czuwać nad nimi, ale nie wolno im niczego
                        narzucać ani izolować ich od świata.
                        • skrzydlate Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 16:43
                          tak, teraz przezywamy mode na obwinianie rodzicow, poniekąd wiadomo, ze
                          najbardziej moga nas zranic tak naprawde najbliżsi.. no i gotowe.. moja mama
                          byla z kolei nadopiekuncza co rownowazyl swoimi wymaganiami i narzucaniem swojej
                          woli tata, uzupelniali siesw. I tez uparlam sie, i poszlam w soją strone. Cale
                          szczescie jestem juz tak duza dziewczynką ze moge ich nie obwiniac za
                          przeszlosc, teraźniejszosc i przyszlosc skupiajac sie na roznych fajnych
                          rzeczach w zyciu :)))
                      • kocia_noga Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 18:27
                        pani.jazz napisała:

                        Badania
                        > informuja o faktycznym stanie rzeczy - i jest to alarmujace. Pytanie, jakie
                        po
                        > winnismy sobie postawic to: czemu tylko 12%? Czy nie zajmuje sie swoim
                        dzieckie
                        > m za malo? Co moge zrobic, zeby miec wieksza swiadomosc tego, co sie dzieje z
                        m
                        > oja pociecha i jak lepiej sie nia opiekowac?

                        Moje dzieci już dorosły.Jest tak, jak w badaniach.Olbrzymi wpływ na dzieci mamy
                        do czasu,nie dlatego,ze zaniedbujemy,tylko dlatego,że dziecko zyje i chłonie
                        świat,a jesli do tego myśli samodzielnie,szuka na własną rękę.

                        Przychodzi taki czxas,że jeśli uprzesz się,że nadal to ty będziesz dziecku
                        objaśniać i je chronić,spotka cię zawód.
                      • dynamitee Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 19:58
                        pytasz, dlaczego tylko 12%?
                        bo w pewnym wieku dzieciak zaczyna żyć bardziej kolegami, grupą rówieśniczą,
                        szkołą, bardziej żyje tym, co jest na zewnątrz niż tym, co jest w domu. no i
                        zdanie rówieśników zaczyna być bardziej znaczące niż zdanie rodziców. to jest
                        naturalna kolej rzeczy i nie unikniesz tego.

                        rodzic może być jak najbardziej w porządku, mieć dobry kontakt z dzieckiem, ale
                        jak dzieciak zechce spróbować amfy, to spróbuje, choćby ze zwykłej ciekawości,
                        choćby dlatego, że kumple zachęcają. bo w pewnym momencie to, co powiedzą
                        kumple może być ważniejsze od tego, co mówią rodzice i to wcale nie musi
                        oznaczać, że rodzice zawiedli jako wychowawcy.
                        • lubna Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 20:54
                          > bo w pewnym momencie to, co powiedzą
                          > kumple może być ważniejsze od tego, co mówią rodzice i to wcale nie musi
                          > oznaczać, że rodzice zawiedli jako wychowawcy

                          i jest to scenariusz zdrowy, normalny i rzecz niezbędna dla odkrywania, badania, określania i właściwego ukształtowania się tożsamości, choć ciężko to zrozumieć z perspektywy biednego przerażonego rodzica ;-)
                          • iokepine Re: wpływ rodziców i otoczenia 18.01.07, 22:44
                            lubna napisała:
                            > choć ciężko to zrozumi
                            > eć z perspektywy biednego przerażonego rodzica ;-)

                            Zauważyłyście, ze z wiekiem człwoiek coraz lepier rozumie zachowania z
                            przeszłosci swoich boedych, przerażonych rodziców? ;)
                            • pani.jazz Re: wpływ rodziców i otoczenia 19.01.07, 09:29
                              Wlasnie tak. I dlatego tez pisze to, co pisze. Choc widze, ze slabo cos z przekazaniem tego, co chce powiedziec, bo potem czytam w Waszych - polemizujacych, bylo nie bylo - odpowiedziach to, co sama chcialam zwerbalizowac :]. Mam nadzieje, ze na sesji lepiej mi pojdzie.

                              Moze jeden cytat z mojej mamy rozjasni nieco sytuacje:
                              "Nie moglam od razu, od dziecinstwa dawac ci pelni wolnosci, bo gdybym tak zrobila, to co mialabym dac ci potem, kiedy juz bedziesz dorosla?"
                              I to wlasnie do mnie przemawia, bo kryje sie w tym o wiele wiecej niz na pierwszy rzut oka widac.

                              No, a teraz ide do Aborygenow.

                              Pozdrawiam,
                              pani.jazz
              • lubna Re: anoreksja 18.01.07, 16:40
                > Ok, matki sie poswiecaja. Ale, do cholery, nie wszystkie.

                Oczywiście, że nie wszystkie, niemniej tendencje takie obejmują naprawdę większą część kobiet (żeby nie powiedzieć "większą połowę" :-) I za to oddanie, którego się oczekuje (radzę spróbowć nieodprowadzić dziecka kilka razy do szkoły, nie wołać na obiad przez okno - a reperkusje sąsiedzkie i przedszkolankowe pojawią się bardzo szybko) potem często się karci - "jak mogłaś tak przesadzać, nie mieć czasu dla siebie, wszystko robić dla tego dziecka, tak go pilnować?!" - i tak oto z kobiety, która starała się być dobrą matką robi się matkę "uwikłaną" i sru jej po głowie, że wszystko przez nią. Uważam to za głęboką niesprawiedliwość. Nie mówimy tu o "innych matkach", tych "zdrowych", właściwie odmierzającycyh proporcje czy "przechylonych" w drugą stronę. Piszemy o tych "matkach anorektyczek". Wystarczy porozmawiać z nimi raz. One są dobre. One bardzo kochają. Chciały mieć idealną rodzinę, przez to - pozycję wspaniałej kobiety, która doskonale dba o swoją rodzinę. Mówienie na nie "WINNE!" wydaje mi się okrutne i obrzydliwe.

                > Ale nie odmawiajmy sobie, kochane kobie
                > ty, umiejetnosci logicznego i rozumowego spojrzenia na rzeczywistosc.

                Wszystko, co piszę i w zasadzie myślę w tej kwestii, piszę na podstawie zajęć uniwersyteckich, w których brałam udział parę lat temu i w oparciu o kurs terapeutyczny i pracę z rodzinami, wydaje mi się to dość racjonalne :-)

                Na "wpadanie dziecka w kłopoty" skłąda się tak wiele czynników pozarodzcicielskich, że nawet nie biorę się za próbę wymienienia dwudziestu ;-) Nie znam się na Hellingerze, ale mój wkrótce-mąż trochę się tym zajmował i cóż, kłopopty dziecka wg Hellingera możnaby wyjaśniać nawet jakimś wydarzeniem z życia prapradziadka. Poza tym odkrywamy gigantyczną rolę hormonów w procesie kształtowania naszego zachowania. Nie sprawdzono tego jeszcze w anoreksji, ale kto wie. Geny i wpływ czynników biologicznych w każdym razie jest wazny. Kultura i społeczeństwo - wpływ ogromny (badania nad bliźniakami dowodzą jednak takich tez, jakich oczekuja autor, więc nie powołuję się na nie ;-) I rodzice - mają też ogromny wpływ na dziecko. Ale posiadanie na kogoś wpływu nie może czynić z osoby wychowującej za dziecko osoby winnej jego problemom per se. Jasne, że giantyczne znaczenie ma to, czy poświęca się dziecku czas czy nie. Ale dobrze jest zrozumieć, ile osób jest tego zupełnie nienauczonych. Mądrujemy się, dopóki nie znajdziemy się w jakiejś sytuacji - tak często przecież się dzieje. Nie każdy umie okazywać troskę i uczucie poprzez wyważone poświęcanie czasu i opieki, wymagania czy przekaz wartości. Częśc ludzi mówi "kocham cię" przez kupowanie czegoś, zapewnianie najlepszego bytu, pilnowanie by nie stało się nic złego - często przejaskrawione i histeryczne. Ale to ciągle "kocham cię", tylko nieudane. Wciąż więc stoję po stronie NIEOBWINIANIA MATEK za zaburzenia w rodzinie.

                Ogromny wpływ reklamy na dzieci widzę po maluchach mojej przyjaciółki. Dziewczyna pozbyła się telewizora, ale dzieci oglądają ją u dziadków czy podczas innych wizyt. I naprawdę się temu poddają. Śpiewają te wszystkie hasła i chcą być "jak dzieci z reklamy" - z ręką na sercu. I.. smutne to dla mnie bardzo :-( ale wpływ reklam i przekazów społecznych to rzecz w anoreksji mająca duże znaczenie.

                Powymądrzałam się ;-) i wracam do ćwiczeń :-)

                Zaznaczam, że nie chcę się tu z nikim kłócić, a chcę jedynie wzajemnej wymiany zdań, żeby nawzajem pobudzac się do nowych refleksji i popatrzeć na problem cudzymi oczyma :-) Cenię sobie wszak ludzi, którzy mają swoje zdanie. Ja swoje też mam. I czasem je zmieniam pod wpływem wartościowych rozmów ;-)
                • skrzydlate Re: anoreksja 18.01.07, 16:45

                  a ja stoje na stanowisku ze rodzicow powinno sie szanowac jacy by nie byli i
                  juz, przeszlosc mozna sobie interpretowac jak sie chce, ale do nas nalezy
                  teraźniejszosc i przyszlosc, a my nalezymy do niej :)
                  • lubna Re: anoreksja 18.01.07, 16:59
                    O też na nim stoję ;-)


                    > a ja stoje na stanowisku ze rodzicow powinno sie szanowac jacy by nie byli i
                    > juz, przeszlosc mozna sobie interpretowac jak sie chce, ale do nas nalezy
                    > teraźniejszosc i przyszlosc, a my nalezymy do niej :)
                    • malila Re: anoreksja 18.01.07, 17:15
                      Ale macie na myśli rodziców, którzy kochali swoje dzieci? Nie tych, którzy nie
                      oddali dzieci do bidula wyłącznie dlatego, ze becikowe?
    • iokepine Re: anoreksja 22.01.07, 02:08
      Koleny kamyczek, może coś z tego będzie:)
      wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,3848864.html
    • dori7 Re: anoreksja 30.01.07, 15:01
      Znalazlam dzis swietny cytat, ktory kazda kobieta niepewna wlasnej atrakcyjnosci
      i majaca zastrzezenia do swojej figury powinna powiesic w widocznym miejscu:

      "Sekretem seksapilu nie jest idealna figura, ale pewnosc siebie".
      Scarlett Johansson

      Chyba wrzuce w cytaty dnia :))
      • iokepine Re: anoreksja 31.01.07, 21:31
        Doskonałe!

        A ja zacytuję Bri z sąsiedniego forum:)
        "Wystarczy nie czytać 'babskich' gazet i człowiek od razu się robi sto razy
        bardziej wyluzowany, bez parcia na diety, 'obowiązkowe' kosmetyki, buty za 700
        zł i torebki za 300 dolców ;)"
        • anahella Re: anoreksja 31.01.07, 23:02
          iokepine napisała:

          > "Wystarczy nie czytać 'babskich' gazet i człowiek od razu się robi sto razy
          > bardziej wyluzowany, bez parcia na diety, 'obowiązkowe' kosmetyki, buty za 700
          > zł i torebki za 300 dolców ;)"

          Powiedz to na forum, gdzie zbieraja sie panienki piszace posty: "ratunkuuuuuu!
          jakie tipsy sa w tym sezonie trendy?" ;)
          • iokepine Re: anoreksja 01.02.07, 00:31
            anahella napisała:
            >
            > Powiedz to na forum, gdzie zbieraja sie panienki piszace posty: "ratunkuuuuuu!
            > jakie tipsy sa w tym sezonie trendy?" ;)
            >

            Hmm, na takim forum nie bywam:)
          • pani.jazz Re: anoreksja 01.02.07, 10:58
            anahella napisała:
            > Powiedz to na forum, gdzie zbieraja sie panienki piszace posty: "ratunkuuuuuu!
            > jakie tipsy sa w tym sezonie trendy?" ;)

            Ja jestem bardzo niebywala na takich forach, co moze tlumaczy moje zdziwienie, ale: to takie fora istnieja?!
            Chryste...
        • dori7 Re: anoreksja 01.02.07, 09:28
          Eee, bez przesady, moze jesli ktos wierzy swiecie w slowo drukowane poparte
          obrazkami, to nie powinien babskich gazet czytac, bo rzeczywiscie dostanie
          parcia na to czy na tamto :D

          Ja tam lubie glupawe gazetki, czytuje zawsze na silowni. Wiecie, jakie sa salwy
          smiechu, kiedy jedna zawziecie pedalujaca na rowerze babka czyta drugiej
          ociekajacej potem na rowerku obok i trzeciej katujacej sie na na biezni
          odkrywczy artykul o tym, jak schudnac bez wysilku, jak uzyskac jedrna pupe czy
          inny plaski brzuch w 8 minut albo jak zlikwidowac najbardziej zaawansowany
          cellulit wcieraniem jakiegos swinstwa za dwie stowy? :DDD
    • maggy84 Re: anoreksja 26.11.17, 21:11
      Najważniejsze jest w porę zauważyć, że z naszym dzieckiem albo z nami dzieje się coś niedobrego! Leczenie anoreksji to żmudny i długotrwały proces. W tym czasie rodziny strasznie cierpią i starają sobie jakoś radzić z tą chorobą. Nie ma tutaj takiej osoby, która nie znałaby kogoś cierpiącego na anoreksje. To my sami zarzucamy sobie, niesamowite tempo życia i patrzymy jak sroka w gnat na kolorowe zdjęcia z internetu, gdzie wszyscy są wygładzeni i wyretuszowani. Ważne, aby tłumaczyć dzieciom, jak wygląda świat kolorowych czasopism i modnych instagramów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka