qurde1
02.05.07, 23:34
Wracalam dzis z pracy, banda gnojkow pastwila sie nad kociakiem.
No i wzielam i uratowalam. Taka dzielna bylam.
Teraz noc, mam kota, on gdy slyszy odglosy z klatki
schodowej,to najnormalniej w swiecie warczy prawie jak pies.
Zakupilam mu jedzenie, a sobie zwirek dla niego hehe.
Kota nie planowalam, ani czasu...ani....nie planowalam, i tyle.
Wwyrzucic nie moge,bo jeszcze ze mnie taka szuja nie jest,
poza tym jutro znowu moga go dopasc. Dzis obrzucili go
makaronem gotowanym i calego oblali mlekiem!!! No i oczywiscie
gwozdziem programu bylo walenie mu nad glowa w metalowe
pokrywki. Jak podeszlam do kociaka,to wszystkie cztery nogi mu
dygotaly. Podszedl w koncu, i tak choroba zostal, a ja do pracy
jutro i ...zawsze.
Spi teraz obok mnie, a mnie az trzesie, bo dacie wiare lub nie,
to byly dzieci po okolo 8,9,10 lat. Nic to, zobaczymy, dalam mu dywanik,
to znaczy polozylam na sofie obok mojego stalego miejsca,
widac ze lubi juz swoj dywanik,spi rozwalony i najedzony.
Od jutra zaczynam szukac wlasciciela-bo moze ktos za nim beczy.