lelabo
05.11.08, 10:03
Porady mi potrzeba i takiego czysto forumowego doprowadzenia do
pionu ;-)
Jesteśmy razem 16 miesięcy, z tego 4 ostatnie mieszkaliśmy razem.
Wyglądało,że jest między nami super. Jego rodzice zachwyceni, moi
jeszcze bardziej. Tylko kiedy zamieszkaliśmy razem z niego wylazła
jego prawdziwa natura niekontrolowanych wybuchów złości. Coś idzie
nie po jego myśli, on się wścieka i... uważa, że to ja jestem
wszystkiemu winna. Do tego obraża się na mnie, burczy kiedy go pytam
co się stało i tak dalej. Aż mu się humor sam poprawi, wtedy ani
przepraszam nie było, ani nic. Jakby sytuacja nie miała miejsca.
Przykład? Latem pojechaliśmy nad morze. Zagapiliśmy się oboje i źle
sprawdziliśmy rozkład jazdy autobusów skutkiem czego podróż powrotna
do domu przebiegała nam trochę burzliwie. Dla mnie powód do śmiechu,
w końcu nic się nie stało, mieliśmy jeszcze trzy dni urlopu. On
wściekły na mnie, że to moja wina. Miał wtedy trochę problemów ze
zdrowiem, więc zwaliłam wszystko na karb jego choroby.
Ale postanowiłam sobie nigdy więcej nie tolerować takich akcji, bo
koniec końców ja się rozryczę, nerwy w strzępach, spać nie mogę i
się zastanawiam jak tu pocieszyć pana księciunia. Wiem, wiem,
nadmiar dobrego serca jeszcze nikomu szczęścia nie przyniósł.
No i dzisiaj ni z tego ni z owego kolejny wystrzał. Wczoraj wróciłam
z pracy z początkami grypy czy innego przeziębienia, więc od razu
odmaszerowałam do łóżka z aspiryną. Wieczorem on przyszedł położył
się obok mnie. Budzę się dzisiaj około 5 rano, jego nie ma, pościel
zabrana. Poszedł spać do drugiego pokoju. Ok, luz, myślę sobie, może
przez zapchany nos chrapałam czy coś i nie mógł spać. Wstaję rano,
on w kuchni. Pytam go spokojnie dlaczego poszedł spać do drugiego
pokoju i czy moje chrapanie go może wygoniło. Nie odpowiada a ja już
widzę, że jest wściekły. W końcu kiedy go zaczęłam prosić (!), żeby
mi powiedział co się stało, wykrzyczał, że nie spał z nerwów i że to
ja go denerwuję. Zapytałam więc czym go tak denerwuję, czy też
zdenerwowałam, na co usłyszałam, że nie warto mi nic mówić.
A potem się spakował i poszedł bez słowa do pracy.
No i teraz ja się najpierw roryczałam już chyba z wściekłości sama
na siebie, że jestem głupia i naiwna wciąż tkwiąc z nim w związku.
Potem walnęłam parę razy głową w ścianę na otrzeźwienie i pomogło.
Zdecydowałam pana z domu wyprowadzić, bo dom jest mój.
Pytanie tylko mam czy poinformować go, że ma czas do końca tygodnia
na spakowanie się, czy też samodzielnie się zająć pakowaniem jego
manatków. No i czy i jak poinformować jego rodziców i siostrę, z
którymi się bardzo zżyłam o zaistniałym fakcie. Zależy mi bardzo,
żeby wiedzieli z jakiego powodu nastąpił koniec znajomości.