Dodaj do ulubionych

mąż/ żona = miłość jedyna i największa ..bueheheh

06.12.08, 18:22
dlaczego na tym forum 90% osób broni tak zacięcie instytucji małżeństwa ??
przyglądam się różnym wątkom i tak dla przykładu- kobieta założyła ostatnio
jeden o tym , jak to mężczyzna zostawił dla niej rodzinę , a teraz jeździ do
dziecka itd... w odpowiedzi - zgodne głosy potępienia i oczywiście
przepowiednie - on wróci do żony (no tak, bo żona to ta JEDNA I JEDYNA
NAJWSPANIALSZA) , panienką się znudzi i zmądrzeje(a może zmądrzał w momencie
kiedy odszedł i walczy o własne szczęście?) nikt nie bierze pod uwagę faktu ,że :
a) żona może być z gatunku honorowych mądrych kobiet i tego pana nie wpuści
więcej do swojego życia
b) nowa kobieta jest większą miłością niż żona

nie rozumiem po prostu czemu wszyscy tak się oburzają?
sama byłam mężątką , rozstałam się z mężem , mam nowego faceta , którego
kocham 3 razy bardziej . mąż też ma nowe kobiety co jakiś czas . jesteśmy
oboje szczęśliwi , lubimy się..

znam też wiele przykładów par powstałych na "cudzym nieszczęściu " i pary te
są bardzo szczęśliwe , a UDANE powroty do żon zdarzają się najczęściej na
komediach romantycznych albo w telenowelach.

nie chcę nikogo urazić proszę z czystej ciekawości o wytłumaczenie mi swojego
punktu widzenia osoby , które zawsze gardzą tymi "trzecimi". czy to wynika z
jakiegoś poczucia zagrożenia - siedzicie w domu żonki i boicie się że wasz mąż
też tak kiedyś odejdzie ? nie rozumiem....

małżeństwo jak każdy inny związek - może być trwałe na całe życie i udane ,
albo może być pomyłką do naprawienia..
Obserwuj wątek
    • arvena64 Mąż/ żona = miłość dojrzala 06.12.08, 19:09
      Powiem ci tak: kazdy dobry (!!!)trwalszy zwiazek musi przejsc przez etapy,
      ktorych nie da sie pominac. Najpierw euforia i fascynacja, szalenstwo znaczy,
      przez wiele mlodych osob nazywana wielka miloscia. Potem faza uspokojenia,
      stagnacji powoli przechodzaca we wzajemne znudzenie i nawet niechec. Pozniej
      kolejny etap: rozstanie. Tu losy zwiazku moga pojsc dwutorowo. Albo partnerzy sie
      rozchodza na stale albo tylko czasowo ( czasem tylko duchowo ). I tylko w tym
      drugim przypadku istnieje wielkie prawdopodobienstwo, ze partnerzy wroca do
      siebie madrzejsi o wiele zyciowych doswiadczen. Zaczna patrzec na siebie
      inaczej, z wiekszym dystansem ale takze z wiekszym szacunkiem. Stana sie wobec
      siebie bardziej tolerancyjni, beda akceptowac sie wreszcie takimi jakimi sa. I
      dopiero te wzajemne uczucia - rodzace sie w bolach, łzach, po wielu bitwach i po
      popelnieniu tysiaca glupstw - mozna nazwac prawdziwa dojrzala miloscia.

      Udane powroty do zon czy mezow czy po prostu partnerow wcale nie sa rzadkoscia.
      Ja bym wrecz powiedziala ze sa norma. Oczywiscie sa tacy, ktorzy wola
      zaryzykowac w poszukiwaniu czegos nowego i innego, co po jakims czasie okaze sie
      jednak...tym samym. Nowy zwiazek znow bedzie musial przejsc przez te zwykle,
      normalne etapy wszystkich ludzkich interakcji. Fascynacja, przyzwyczajenie,
      nuda, niechec...itd.
      Dlatego uwazam ze partnerom w zwiazku nie wolno przeszkadzac. Musza miec szanse
      na przewartosciowanie wlasnych relacji. Kazdemu takiej szansy zycze :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka