Dodaj do ulubionych

po co mi małżeństwo?

04.07.09, 12:04
chodzi o to że generalnie nie przepadam za facetami jako ludźmi, taki jakiś mizoandryzm chyba nawet. zawsze miałam spore grono koleżanek i kilka oddanych przyjaciółek i tu w zasadzie zawarte są moje całe stosunki międzyludzkie, w których czuję się spełniona.

gdyby nie to że jestem hetero pewnie w ogóle nie utrzymywałabym żadnych stosunków (w każdym tego słowa znaczeniu;)) z mężczyznami. dopiero niedawno byłam w stanie przyznać się sama przed sobą że interesują mnie ono tylko po względem cielesności.

ale do rzeczy: u wolnych dziewczyn/kobiet w moim wieku, facetów z resztą też widzę chęć wiązania się, eksperymentowania czyli ogólne dążenie do dobierania się w pary. ja jak do tej pory nie spotkałam ani jednego faceta z którym czułabym się naprawdę dobrze. bywałam zakochana, chodziłam na randki ale robiłam to albo dla seksu (kiedy facet mi się podobał), albo żeby dać szansę bo może jednak 'on nie jest taki zły'.

teraz dopiero zaczyna do mnie dochodzić że małżeństwo to nie jest wcale taka naturalna sprawa, tylko jakiś społeczny schemat który ludzie starają się wypełnić, bo inaczej będą niejako odrzuceni, lub dlatego, że boją się samotności. z resztą ja też jej się boję - już teraz widzę liczba koleżanek topnieje bo mają mniej lub bardziej stałych partnerów, którymi są pochłonięte. najlepiej w tej sytuacji byłoby znaleźć sobie swojego 'pochłaniacza czasu' tylko że widzę że życie z takim pochłaniaczem czasu satysfakcjonowałoby mnie o wiele mniej niż to które do tej pory miałam...

poza tym widzę, że wiele kobiet jest zależna finansowo od swoich mężczyzn i często to nie przypadek, mimo że żadna by się nie przyznała, że wyszła za mąż żeby mieć stabilizację finansową lub dlatego, że w parze jest łatwiej jeśli chodzi o finanse. ja mam wykształcenie i zawód, które pozwalają mi na godne samodzielne życie, więc nie jestem zmuszona szukać 'takiego' oparcia finansowego...

podsumowując: nie rozumiem tej nagonki na małżeństwo, jak dla mnie to wcale nie jest jakaś superatrakcyjna instytucja i czasami wydaje mi się że życie samej byłoby o wiele lepsze. czy ktoś ma jeszcze tak jak ja czy jestem zupełnym alienem...???
Obserwuj wątek
    • murzynier Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 12:44
      kunegunda123 napisała:

      > jak dla mnie to wcale nie
      > jest jakaś superatrakcyjna instytucja i czasami wydaje mi się że życie samej b
      > yłoby o wiele lepsze.

      ale w czym problem, masz swój pogląd na życie i żyjesz z nim w zgodzie, więc na
      czym polega problem? obchodzi cie zdanie innych? a może szukasz grupy wsparcia
      pt. KOBIETY KTÓRE NIE POTRAFIĄ STWORZYĆ ZWIĄZKU
      • skarpetka_szara Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 21:41
        "kobiety ktore nie potrafia stworzyc zwiazku"? POTRAFIA?

        w jej przypadku po prostu nie chca, Nie potrzebuja MISIA
        beznadziejnego ktory ma wypelnic im zycie, a nie poznaly jeszcze
        faceta ktory by ich zafascynowal.

        Super sa laski ktore nie zanirzaja sobie poprzeczki.
        • tlenek_wegla Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:06
          Nooo... Super! Zwlaszcza takie, ktore nie znizaja sie do wziecia slownika
          ort do reki.
        • kretynofil Czesciowo sie zgadzam... 06.07.09, 12:29
          > Super sa laski ktore nie zanirzaja sobie poprzeczki.

          Tak, to prawda. Na pewno lepiej niz zeby miala wziac sobie "byle kogo" i potem
          miec przez reszte zycia do niego pretensje ze nie jest krolewiczem z bajki - a
          mam wrazenie ze sporo kobiet tak robi.

          Niemniej jednak z lektury OP wywnioskowalem raczej cos innego - dziewusia jest
          siksa (ma najwyzej 30 lat), nigdy nie nauczyla sie zyc z ludzmi w zgodzie (taka
          Prima Ballerina) i nie potrafi dostrzec w drugim czlowieku tego co jest w nim
          wartosciowego.

          No bo tak na powaznie: faceci sa bez-na-dziej-ni, to fakt - ale inna rzecz ze w
          tym swoim komicznym malym swiecie krecacym sie wokol ptaszka sa calkiem
          zabawni... Wydaje mi sie ze trzeba miec kompletnie zakuty leb, zeby nie zauwazyc
          w ludziach czegos wiecej niz tylko seks...

          Reasumujac, fajnie ze niektore kobiety nie gonia sie za pierwszym lepszym
          rozplodowcem, ale autorka watku w mojej opinii do nich nie nalezy. To zwykla
          niedojrzala, rozkapryszona dziewuszka, ktorej od wlasnej "elitarnosci" przewraca
          sie w glowie.

          Moja zona miala taka kolezanke w pracy. Tez jest bardzo szczesliwa sama -
          wpieprza jakies smierdzace swinstwa, jezdzi sobie na wczasy oczyszczajace na
          ktorych popija olej i sra do sitka zeby potem porownac swoje gowno z innymi.
          Jako ze przekroczyla magiczny prog 40 lat nie ma juz dla niej szansy - zdziczala
          tak, ze zaden facet z nia nie wytrzyma...

          Mozna i tak :)
          • megasceptyk Małżeństwo jest dla PITu 06.07.09, 15:31
            to jako marchewka,
            oraz dla alimentów,
            to jako kij.

            Taka forma regulująca komórkę społeczną :).
          • kunegunda123 Re: Czesciowo sie zgadzam... 06.07.09, 21:02
            ech, już mnie po prostu rozśmiesza ten wątek, troszkę nawet żałuję że go
            założyłam bo wywiązała się jakaś spora dyskusja, a ja tylko troszkę podyskutować
            i pożalić się chciałam.

            "> Niemniej jednak z lektury OP wywnioskowalem raczej cos innego - dziewusia jest
            > siksa (ma najwyzej 30 lat), nigdy nie nauczyla sie zyc z ludzmi w zgodzie (taka
            > Prima Ballerina) i nie potrafi dostrzec w drugim czlowieku tego co jest w nim
            > wartosciowego.
            >
            > No bo tak na powaznie: faceci sa bez-na-dziej-ni, to fakt - ale inna rzecz ze w
            > tym swoim komicznym malym swiecie krecacym sie wokol ptaszka sa calkiem
            > zabawni... Wydaje mi sie ze trzeba miec kompletnie zakuty leb, zeby nie zauwazy
            > c
            > w ludziach czegos wiecej niz tylko seks...
            >
            > Reasumujac, fajnie ze niektore kobiety nie gonia sie za pierwszym lepszym
            > rozplodowcem, ale autorka watku w mojej opinii do nich nie nalezy. To zwykla
            > niedojrzala, rozkapryszona dziewuszka, ktorej od wlasnej "elitarnosci" przewrac
            > a
            > sie w glowie."

            szkoda że masz o mnie takie zdanie, ja wiem swoje i nie chce mi się przekonywać,
            że jest inaczej. poza tym coś czuję że cię zabolała ta moja opinia o facetach i
            że ogólnie to, że jednak są kobiety, które są zainteresowane mężczyznami
            wyłącznie w kategoriach seksu.


            • kretynofil Zabawne... 06.07.09, 23:33
              ...jak niektorych potrafi "rozbawic" ich wlasny watek, kiedy przeczytaja troche
              krytyki :)

              > szkoda że masz o mnie takie zdanie,

              Szkoda? Jaka szkoda? Ja takie zdanie mam o wiekszosci ludzi :)

              > ja wiem swoje i nie chce mi się przekonywać

              To wlasnie mialem na mysli piszac "zakuty leb". Dziekuje ze podalas definicje :)

              > poza tym coś czuję że cię zabolała ta moja opinia o facetach

              Mmmm, tu mnie zainteresowalas. Co mialo mnie zabolec?

              To taki argument dresiarza-szpanera z Bedonia: ludzie smieja sie z mojego dresu,
              bo mi go zazdroszcza :)

              > że ogólnie to, że jednak są kobiety, które są zainteresowane mężczyznami
              wyłącznie w kategoriach seksu.

              A wrecz przeciwnie, mnie to akurat cieszy, zapewniasz rownowage w przyrodzie :)

              Zrozum, biedna kobieto, nie urazilas mnie - dla mnie ludzie o Twoim poziomie
              braku otwartosci sa po prostu zabawni... Smieszy mnie taki chocholi taniec
              "singli" - i to nie dlatego, ze uwazam ze kazdy powinien stworzyc szczesliwe
              malzenstwo; wrecz przeciwnie, wydaje mi sie ze ludzie za bardzo sie z tym
              spiesza i czesto podejmuja zly wybor przed oltarzem.

              Do rzeczy: zabawne jest jesli ktos pisze najpierw "tylko że widzę że życie z
              takim pochłaniaczem czasu satysfakcjonowałoby mnie o wiele mniej niż to które do
              tej pory miałam... " a potem "i pożalić się chciałam".

              Tego wlasnie wiekszosci takich singli-pozerow brakuje: konsekwencji w swoim
              pozerstwie :)

              Zle Ci samej? Przykro mi. Chcesz sie wyzalic? Prosze bardzo. Przeszkadza Ci
              krytyka? Nie zal sie na forum, tylko idz pogadac z kolezankami :)
              • kunegunda123 Re: Zabawne... 07.07.09, 18:58
                "> > ja wiem swoje i nie chce mi się przekonywać
                >
                > To wlasnie mialem na mysli piszac "zakuty leb". Dziekuje ze podalas definicje"

                tu akurat nie nie mówię o swoich poglądach i że w nie jedynie wierzę, tylko o
                tym jaką osobą jestem. ty wrzucasz mnie do jakiegoś wora z pozerskimi singlami,
                dresiarzami i zakutymi łbami. każdy normalny człowiek by się nieco zdenerwował w
                tym momencie.

                "Do rzeczy: zabawne jest jesli ktos pisze najpierw "tylko że widzę że życie z
                takim pochłaniaczem czasu satysfakcjonowałoby mnie o wiele mniej niż to które do
                tej pory miałam... " a potem "i pożalić się chciałam".

                Tego wlasnie wiekszosci takich singli-pozerow brakuje: konsekwencji w swoim
                pozerstwie :)

                Zle Ci samej? Przykro mi. Chcesz sie wyzalic? Prosze bardzo. Przeszkadza Ci
                krytyka? Nie zal sie na forum, tylko idz pogadac z kolezankami :)"

                widać że nie czytałeś moich kolejnych wpisów. ja wcale nie chce być super
                singlem, mało tego chciałabym być taka jak większość ludzi, (etap młodzieńczego
                buntu mam już dawno za sobą); albo przynajmniej znaleźć swoje miejsce w świecie;
                a widzę, że odstaję i czasami nie do końca z tym mi dobrze;
                poza tym wybacz ale skrytykować czyjąś postawę a napisać, że ktoś jest głupi to
                są dwie różne rzeczy ale jak widać nie dla ciebie... i jeszcze kreujesz się na
                kogoś otwartego, o słusznych poglądach.

                "> Zrozum, biedna kobieto, nie urazilas mnie - dla mnie ludzie o Twoim poziomie
                > braku otwartosci sa po prostu zabawni..."

                zauważ, że ja w swoim głównym wpisie nie mówię że single są fajne a żonaci i
                mężatki beznadziejni, za to zauważam na tym etapie życia na jakim jestem duże
                braki w czymś do czego ludzie masowo dążą. a ty mówisz, że mam zakuty łeb i
                przyrównujesz mnie do dresiarza i jak widzę uważasz że to podobny poziom dyskusji.

                na koniec: kretynofilu, jak zapewne wiesz, miłość nie zawsze jest odwzajemniona
                więc daruj sobie odpowiedź.
                • 40cztery Re: Zabawne... 08.07.09, 11:19
                  kunegunda123 napisała:
                  > zauważ, że ja w swoim głównym wpisie nie mówię że single są fajne a żonaci i
                  > mężatki beznadziejni, za to zauważam na tym etapie życia na jakim jestem duże
                  > braki w czymś do czego ludzie masowo dążą.

                  czy masz taki stosunek tylko do małżeństwa czy do chęci posiadania dzieci również?

                  40cztery
                  • kunegunda123 nie. n/t 08.07.09, 14:48
              • elf1977 Re: Zabawne... 08.07.09, 17:28
                Inteligentnie, jak na faceta oczywiście;-)
                Reszty wątku nie czytam, idę ogrzać swego pana i władcę w zamian za
                wikt i opierunek.
          • liii_taam Re: Czesciowo sie zgadzam... 09.07.09, 11:33
            Ciebie tak wpieniła założycielka wątku śmiąca twierdzić, że facecik jest Jej
            niepotrzebny, że aż musisz Jej dogadać i zelżyć. No bo jak to? Kobieta musi
            chcieć wyjść za mąż i dogadzać mężusiowi. Kobieta 30 letnia jest za młoda by
            mieć inne zdanie niż ogół społeczeństwa (baa w ogóle nie powinna się
            wypowiadać)i 40 letnia za stara by być szczęśliwą? Dlaczego? Nie ważne jest, że
            żaden facet nie wytrzyma z taką kobietą, tylko czy taka kobieta wytrzyma z
            facetem, który rozumienie świata sprowadza do swojego małego zacofanego światka!
            A może chodzi Ci o to, że żadna kobieta nie powinna mieć prawa wypowiadania się
            bez względu na wiek bo jedynym powołaniem kobiety jest służyć facetowi?
            W facetach widzieć coś innego niż seks? Na przykład co? Takie poglądy jak twoje?
            To już lepiej spoglądać na "misie" jak na element dostarczający seksualnej rozrywki.
        • cyklista77 Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:48
          jakie super określenie na faceta: "MISIA
          beznadziejnego"
        • senseiek Krolewny nieublaganie koncza jako stare panny 06.07.09, 22:50
          > Super sa laski ktore nie zanirzaja sobie poprzeczki.

          Krolewny nieublaganie koncza jako stare 50+ letnie panny..
          • liii_taam Re: Krolewny nieublaganie koncza jako stare panny 09.07.09, 11:41
            I co z tego? Skoro tak chcą? Gdzie jest powiedziane, że każda kobieta
            musichcieć być zamężną? Czemu w polskim społeczeństwie wciąż pokutuje
            przekonanie, że rolą kobiety jest mieć męża? Czy 50 letnia singielka
            automatycznie staje się zbędna społeczeństwu (czyt. facetom)?
          • skarpetka_szara Re: Krolewny nieublaganie koncza jako stare panny 10.07.09, 22:32
            I taki obraze tak bardzo cie przeraza? Bo mnie nie. Bo gdy ma sie
            pelne zycie, wielu przyjaciol i naokolo milosc to brak tej drugiej
            osoby w domu wcale nie jest tak starszny jak Tobie sie wydaje.

            Znam mnustwo starszych ludzi ktorzy zyja sami. Niektorzy po
            rozwodzie, niektorzy nigdy nie pobrali sie z nikim. I wiesz co?
            maja normalne, pelne zycie ktorego mozna tylko pozazdroscic.


            senseiek napisał:

            > > Super sa laski ktore nie zanirzaja sobie poprzeczki.
            >
            > Krolewny nieublaganie koncza jako stare 50+ letnie panny..
      • bszalacha Re: po co mi małżeństwo? 10.07.09, 10:01
        Ona nie pisze,że ma problem tylko pyta,czy ktoś czuje podobnie,jak
        ona.
    • durneip Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 12:45
      łączenie się w pary to wypełnianie schematów kulturowych? ta biologia to jednak
      idiotka i konformistka.

      nie chcesz, to nie wychodź (ale porzuć nadzieję, że podążasz za głosem natury).
      całe mnóstwo ludzi uważa, że małżeństwo to zła instytucja - ze mną na czele,
      mimo posiadania męża, żadne dziwo.

      • krostanadupie Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 13:10
        > łączenie się w pary to wypełnianie schematów kulturowych? ta biologia to jednak
        > idiotka i konformistka.

        Zakładasz, że wszyscy chcą mieć dzieci.
        Błędne założenie.
        • durneip Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 14:01
          absolutnie nie zakładam. stwierdziłam jedynie, że łączenie się w pary to
          atawizm, a nie schemat kulturowy.

          a i tak cały wywód na nic, bo autorce chodziło tylko o to, żebyśmy wszyscy się
          zachwycili, jak sobie sama świetnie radzi i jaka to jest odmienna.
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 17:15
            Ja mysle, ze jednak schemat. Niektore gatunki zyja w parach, a inne lacza sie w
            pary tylko dla celow kopulacyjnych. Promowanie dozgonnej monogamii to
            zdecydowanie wzorzec wypraocwany przez kulutre.
    • evenjo Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 12:51
      O..to, to.Mogłabym napisać coś bardzo podobnego-mężczyźni to jakiś inny
      gatunek-i nie bardzo mi się chce go poznawać. Czasami może być miło..czasami.
      Tak jak z moim byłym mężem-czasem jest miło. Tak jak z kochankiem-czasem jest
      miło. Ale teraz-po kilku latach od rozwodu nie wyobrażam sobie mieszkania z
      mężczyzną pod jednym dachem-nawet o powierzchni 400mkw. Lubię spać sama, lubię
      robić u siebie to, co chcę, kiedy chcę. Nie dojrzałam do małżeństwa ;-/ ale
      teraz czuje się wolna i tego chciałam..mimo, że to też ma swoją cenę. Dla
      mnie-wartą zapłacenia.
    • dziewczynawitryna Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 13:03
      Mam nadzieję, że jeszcze nie masz matury, bo ze średnim wykształceniem trzeba
      już wiedzieć, co to małżeństwo i dlaczego powstała taka instytucja.
      Ale niech będzie, że Cię doedukuję: najkrócej mówiąc ludzie od tysiącleci łączą
      się w pary, aby mieć dzieci. Łączą się w stałe pary (zawierając jakiś rodzaj
      umowy ślubnej), aby zapewnić tym dzieciom stabilne środowisko rozwoju (jeden
      ojciec i jedna matka, zawsze ci sami, jeden dom i tak dalej).
      Nie, nie jesteś alienem. Twoje poglądy podziela masa osób i nie jest to
      specjalnie oryginalne.
      • temesy Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 04.07.09, 13:39
        Po co mi slub? Malzenstwo to niewola..te i inne slogany gloszą baby
        co nie udalo im sie zlapac meza..Wiec odwracają kota ogonem, ze niby
        nie chca zeby nie wyjsc na desperatke:)
        niestety sama tak mowilam..
        Slub jest tez po to by nie zostac do konca panną..bo mężatka znaczy
        lepiej, lepszy status.
        • krostanadupie Re: Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 04.07.09, 13:46
          > Po co mi slub? Malzenstwo to niewola..te i inne slogany gloszą baby
          > co nie udalo im sie zlapac meza...
          Święte słowa.

          > lepiej, lepszy status.
          Lepiej finansowo stoisz teraz? Płaci ci za seks? Za gotowanie, sprzątanie?
          Lepiej finansowo byś wyszła na tym jak byś się przekwalifikowała na dziwkęm (
          nie musiałabyś wtedy robic za sprztaczkę ). Tak czy tak pieprzysz się za pieniądze.

          • temesy Re: Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 04.07.09, 13:50
            ten ;lepszy status to chodzilo mi o mężatke. To co ,ze mąz bije,
            pije, klepią biede ale jest MĘŻATKA. Ktos ją chcial..Nie zostala
            brzydkim dziwadłem..rozumiesz?
            Nie popieram tego. Wyszlam za mąz za normalnego faceta..Wspolczuje
            pannom..sama sie męczylam bo nie byla pewna czy sie oswiadczy czy
            nie.
          • jack20 Re: Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 04.07.09, 13:59
            Nick - krostanadupie- toto wzielo odpowiednio do bzdur, ktore toto wypisuje.
            Niech toto przeczyta co to jest wogole malzenstwo a potem dziob otwiera
            • krostanadupie Re: Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 04.07.09, 18:44
              jack20 napisał:

              > Nick - krostanadupie- toto wzielo odpowiednio do bzdur, ktore toto wypisuje.
              > Niech toto przeczyta co to jest wogole malzenstwo a potem dziob otwiera

              Odnosimy się do argumentów użytych w dyskusji, czy też walimy ad personam?
          • eye-witness Re: Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 06.07.09, 12:04
            Chlopcze, dlaczego obrazasz kogos, kogo zupelnie nie znasz? Widze, ze nalezysz
            do tych ograniczonych osobnikow, ktore widza seks jako usluge, jak jednostronne
            zaspokajanie potrzeb. Jesli twoja baba obciaga ci za kase, to oznacza ni mniej
            ni wiecej, zes kiepski w lozku i wychodzi z zalozenia, ze choc troche kasy
            dostanie, jesli nie jestes w stanie dac jej orgazmu. Puknij sie w pusty leb,
            zanim zaczniesz kogos obrazac.
          • permanentne_7_niebo Re: Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 08.07.09, 17:20

            krostanadupie napisał:
            > > lepiej, lepszy status.
            > Lepiej finansowo stoisz teraz? Płaci ci za seks? Za gotowanie,
            sprzątanie?

            Jest parcie społeczne. Może środowiskowe. U mnie też: mniej faceta,
            nie pal, zmień pracę. W pracy się spełniam (mimo, że nie jestem bóg
            wie kim), palić lubię, a facetów spotykam nie mających nic do
            powiedzenia, więc na razie tak zostaje. O ile wytrzymam presję;)
        • fo.xy Re: Te co nie chca slubu, to te co go chcą:) 06.07.09, 12:41
          > bo mężatka znaczy
          > lepiej, lepszy status.

          Prowokacja czy tylko marny zart? Jesli podpis urzednika na papierze
          stwierdzajacy zawarcie aktu malzenstwa podnosi status, to chyba
          czegos nie rozumiem.

          Wiaze sie z kims, bo chce z nim byc, jestem przy nim szczesliwa.
          Papier ani tytul "mezatki" nie zmienia w zaden sposob mojego
          statusu :/

          A moze poligamia bylaby dobrym rozwiazaniem - kilka zawartych
          malzenstw --> jeszcze wyzszy status? :-D
          Czy po rozwodzie status ulega degradacji czy pozostaje na tym samym
          poziomie? I ewentualnie przy kolejnym malzenstwie znow sie
          polepsza? ;)
          • framp lepszy status mężatki 06.07.09, 16:12
            można się z tym nie zgadzać ale nie sposób tego nie dostrzegać, zwłaszcza w
            naszym przykościelnym kraju, w wielu środowiskach "mężatka" jest osobą
            wtajemniczoną i uprawnioną a panna to tylko dziewczyna, której jeszcze nie
            chciał żaden chłop ... ot, proza życia prowincjonalnego! choć nie tylko. w mojej
            stołecznej korporacyjnej międzynarodowo firmie kobiety też grupują się według
            takiego statusu i mężatki trzymają się razem opowiadając o kupkach i ząbkowaniu
            a singielki razem chodzą do klubów polować na facetów - czyli każdy trzyma ze
            swoimi.
            nawet na tym forum widać jak wiele dzieli sposób postrzegania świata singielki i
            meżatki/konkubiny więc coś w tym jest.
      • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 14:16
        dziewczynawitryna: "Ja pracuję na pół etatu, ale mam dwoje dzieci i trzecie w
        brzuchu oraz męża, który długo pracuje"

        naprawdę uwielbiam te przemądrzałe i protekcjonalne dzietne mężatki co to
        poznały 'prawdziwe życie' i przewracają oczami na dylematy takie jak moje.
        "Ale niech będzie, że Cię doedukuję:"
        doprawdy, nie musisz, oprócz podleczenia swojego ego nic nie wniosłaś do tego
        wątku.
        • facettt ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 04.07.09, 15:20
          kunegunda123 napisała:
          oprócz podleczenia swojego ego nic nie wniosłaś do tego
          > wątku.

          Ty za to tym calym watkiem nie wnioslas nic. Skoro nie chcesz miec meza, ani nawet stalego partnera - to nie miej. Przymusu, chocby tylko kulturowego - dzisiaj w zasadzie juz nie ma.

          A styl zycia: seks od czasu do czasu z "niestalymi" partnerami
          - jak najbardziej popieram :)
          • kunegunda123 Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 04.07.09, 15:33
            '> Ty za to tym calym watkiem nie wnioslas nic.'

            ależ ja nie miałam zamiaru Ameryki odkrywać, chciałam się dowiedzieć czy ktoś ma
            podobne przemyślenia jak ja. ba chciałabym nawet żeby może ktoś w rozsądny
            sposób zaprzeczył czy zgodził.

            '> A styl zycia: seks od czasu do czasu z "niestalymi" partnerami
            > - jak najbardziej popieram :)'

            szczególnie jak się ma żonę, która w dodatku zdradziła i samemu się zdradzało,
            po prostu bomba.
            • facettt przepraszam... 04.07.09, 15:38
              kunegunda123 napisała:
              > ależ ja nie miałam zamiaru Ameryki odkrywać, chciałam się dowiedzieć czy ktoś ma podobne przemyślenia jak ja. ba chciałabym nawet żeby może ktoś w rozsądny sposób zaprzeczył czy zgodził.

              Przepraszam , troche mnie ponioslo, chyba rozumiesz dlaczego.
              Tak mialem takie podejscie do zycia, jak i Ty, az do czasu , gdy kilka lat temu poznalem Pania "g." i wsyzstko mi sie zmienilo :)
              Jak wiec widzisz jest to mozliwe.

              > Szczególnie jak się ma żonę, która w dodatku zdradziła i samemu się zdradzało, po prostu bomba.

              Umowmy sie moze wreszcie, zeby nie bylo niejasnosci, ze to tylko formalne malzenstwo, a nie faktyczne (czyli takie, jaki byc powinno).
            • grzeczna_dziewczynka15 Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 04.07.09, 17:20
              Tez ostatnio szczegolnie zadziwia mnie popularnosc tej instytucji, i to wsrod
              kobiet. Dla kobiet malzenstwo zazwyczaj jest niekorzystne (oprocz korzysci
              finansowych, jesli slabo zarabiaja, bo razem latwiej), ale cala reszta jest nie
              do przyjecia.

              A tak w ogole, jak patrze na kobiety, kotre mieszkaja razem i maja facetow
              dochodzacych, porownujac je do "szczesliwych" mezatek to niestety ta pierwsza
              opcja pociaga mnie o wiele bardziej.

              • axio-mat Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 06.07.09, 13:13
                Dlaczego? Bo nie sprzataja, nie piora, nie gotuja? Gdzie jest napisane, ze
                kobieta jako zona musi to robic? Jesli kobieta wybiera sobie faceta, ktory
                wyniosl to z domu, bo mamusia opierala i karmila, to kobieta sama jest sobie
                winna. Znam wiele malzenstw, gdzie ludzie traktuja siebie jak partnerow.
                • ritsuko Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 06.07.09, 14:32
                  Sorry ale jakby te wszystkie panny z dochodzącymi nie prały i nie
                  sprzątały, to współczuję... Ludzie czy Wy prace domowe kojarzycie
                  tylko z małżeństwem i rolą kobiety?
                • senseiek Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 06.07.09, 23:07

                  > Dlaczego? Bo nie sprzataja, nie piora, nie gotuja? Gdzie jest napisane, ze
                  > kobieta jako zona musi to robic? Jesli kobieta wybiera sobie faceta, ktory
                  > wyniosl to z domu, bo mamusia opierala i karmila, to kobieta sama jest sobie
                  > winna. Znam wiele malzenstw, gdzie ludzie traktuja siebie jak partnerow.

                  A czy kobieta samotnie mieszkajaca nie pierze, nie gotuje i nie sprzata? :))
                  • 0karola Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 09.07.09, 20:28
                    tak ale tylko siebie oporzadza a nie innych hehe
              • ritsuko Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 06.07.09, 14:29
                A wskaż mi proszę te minusy małżeństwa dla kobiet, bo jakoś ja ich
                nie dostrzegam? Nazwiska zmieniać nie musisz, dzieci rodzić również,
                żeby było to małżeństwo. Oboje małżonkowie mogą pracować, rozwijać
                się itd. To jakie są niby minusy?
            • czungumangu Re: ty za t ty m watkiem nie wnioslas nic 06.07.09, 11:22
              Murzynier dobrze ci napisal dziewczynko, bedziesz miala 40lat, zerowe powodzenie
              (nie wiem jak jest teraz :) ), brak dzieci i wtedy obudzisz sie z reka w nocniku
              i pozostaniezs juz na wieki stara, zgrzedzaca panną
    • sueellen Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 14:02
      chodzi o to że generalnie nie przepadam za facetami jako ludźmi,

      No to faktycznie, małżeństwo z osobnikiem za którym nie przepadasz byłoby
      niewskazane :)

      Jesteś niezależną kobietą, którą mężczyźni interesują kiedy masz ochotę na seks.
      Poza tym mogą nie istnieć. Więc faktycznie, po co Ci małżeństwo? I z kim?

      > teraz dopiero zaczyna do mnie dochodzić że małżeństwo to nie jest wcale taka na
      > turalna sprawa, tylko jakiś społeczny schemat który ludzie starają się wypełnić
      > , bo inaczej będą niejako odrzuceni, lub dlatego, że boją się samotności. z res
      > ztą ja też jej się boję - już teraz widzę liczba koleżanek topnieje bo mają mni
      > ej lub bardziej stałych partnerów, którymi są pochłonięte. najlepiej w tej sytu
      > acji byłoby znaleźć sobie swojego 'pochłaniacza czasu' tylko że widzę że życie
      > z takim pochłaniaczem czasu satysfakcjonowałoby mnie o wiele mniej niż to które
      > do tej pory miałam...


      Bo to chodzi o to, by energię czerpać ze świata i być samodzielną,
      samowystarczalną i spełnioną. I wtedy można tworzyć związek. Inaczej taka
      niesamodzielna osoba uczepia się jak bluszcz, a jeszcze jak oboje okażą się
      takimi emocjonalnymi bluszczami, to już w ogóle zabijacz czasu (i osobowości)
      gwarantowany.

      > poza tym widzę, że wiele kobiet jest zależna finansowo od swoich mężczyzn i czę
      > sto to nie przypadek, mimo że żadna by się nie przyznała, że wyszła za mąż żeby
      > mieć stabilizację finansową lub dlatego, że w parze jest łatwiej jeśli chodzi
      > o finanse. ja mam wykształcenie i zawód, które pozwalają mi na godne samodzieln
      > e życie, więc nie jestem zmuszona szukać 'takiego' oparcia finansowego...


      Ja również i dlatego, mimo, że jestem w stałym związku i spodziewam się dziecka,
      nie dążę do ślubu. Mam inne priorytety. Jedyny problem jaki się z tym wiąże to
      tak zwana opinia społeczna i naciski rodziny. Tak ich kole w oczy moja kocha
      łapa. :)

      A z tym uzależnieniem finansowym to już w ogóle kosmos. Ja sobie tego nie
      wyobrażam. Kiedy obawiałam się o finanse po przejściu na macierzyński,
      słyszałam: "no przecież facet powinien Cię utrzymać!" Co powinien? Co ja dziecko
      jestem? Niepełnosprawna? Nie po to tyle lat studiowałam, pracowałam, szkoliłam
      się, żeby potem żyć na czyjś koszt.
      • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 14:26
        '> Poza tym mogą nie istnieć. Więc faktycznie, po co Ci małżeństwo? I z kim?'

        tylko że ja zawsze zakładałam że tę rodzinę, męża będę miała. teraz, po
        'przerobieniu' kilku facetów gdzie bylo względnie dobrze ale nie wyobrażałam
        sobie wspólnego życia z nimi, jestem w takim punkcie życia że zauważam że to nie
        dla mnie i szczerze mówiąc nie wiem czy to tylko jakiś etap czy formowanie się
        stałego już na przyszłość poglądu. ot, tyle.

        • filona.may Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 15:23
          Kunegunda123, ile masz lat?

          Być może jeszcze na tyle niedużo, że istnieje szansa, że spotkasz takiego, z
          którym będziesz chciała dzielić codzienność, a nie tyko randkować.
          • facettt po co Ci partner ? - to wlasciwsze pytanie 04.07.09, 15:33
            filona.may napisała:

            > Kunegunda123, ile masz lat?
            >
            > Być może jeszcze na tyle niedużo, że istnieje szansa, że spotkasz takiego, z którym będziesz chciała dzielić codzienność

            - wiecej, niz (tu) przypuszczasz, ale opcja, ze spotka sie kogos takiego, istnieje przeciez cale zycie...

            badzmy zatem dobrej mysli ("cicha woda brzegi rwie"...):)
        • skarpetka_szara Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 22:07
          A ja mysle ze jestes bardzo normalna dziewczyna.

          Znalazlas swoje szczescie. Jestes szczesliwa z sama soba i dlatego
          facet nie jest ci do szczescia potrzebny. Gdy bedziesz gotowa- i
          gdy znajdzie sie na horyzoncie facet ktory zawroci ci w glowie -
          bedziesz sie cieszyc ze tak dlugo czekalas. A jezeli nie - nie
          bedziesz miala wyrzutow ze "sprzedalas sie" dla jakis tam socialnych
          norm.

          I nie sluchaj tych nienormalnych mezatek ktore uwazaja ze obraczka
          to ich szczyt szczescia. One w polowie nie wykorzystuja zycia tak
          jak ty. Wracaja do domu i gapia sie na pochmurna mine meza i
          zaczynaja gotowac. brrr... Olej to. Ciesz sie swoim szczesciem, a
          co przyjdzie to przyjdzie.

          Wiesz... ostatnio ogladalam film: Braveheart, i tam taki stary
          Irlandczyk powiedzial cos bardzo madrego: Kazdy czlowiek umiera, ale
          nie kazdy czlowiek naprawde zyje.

          • axio-mat Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 13:21
            Przepraszam, ale jak nie miala meza, to nie gotowala, glodzila sie, czy jak? Nie
            prala, czyli chodzila w brudnych gaciach? Nie sprzatala, czyli mieszkala w
            syfie? Rany, jak tego typu argumenty mnie bawia;-)
            • ritsuko Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 14:34
              Ojoj już Cię lubię, a dokładnie to pomyślałam po Twoim wyższym
              wpisie :)
            • skarpetka_szara Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 17:09
              I tylko to wywnioskowalas z mojego wpisu? Ze pisze ze kiedys nie
              gotowala a po malzenstwie bedzie gotowac? Oj, nie mam slow.
          • satancruz Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 14:13
            > Wiesz... ostatnio ogladalam film: Braveheart, i tam taki stary
            > Irlandczyk powiedzial cos bardzo madrego: Kazdy czlowiek umiera,
            ale
            > nie kazdy czlowiek naprawde zyje.

            To był Szkot, nie Irlandczyk...
          • obywatelkax Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 17:52
            skarpetka_szara - yupelnie sie z toba nie zgadzam. Kto powiedzial, ze w
            malzenstwie ludzie sa nieszczesliwi? Dlaczego zakladasz, wracam do domu i widze
            naburmuszonego faceta dla ktorego MAM gotowac?


            Nieszczesliwa jestes ze swoim partnerem czy jak?

            Myslisz, ze inny scenariusz nie jest mozliwy?
            A moze jest tak, ze wracam do domu szczesliwa, bo zobacze mojego misiaka, bo
            dostane na przywitanie plomienny usmiech i wielkiego calusa? I moze razem
            zabierzemy sie za przygotowywanie jedzonka na wspolny posilek? A pozniej.. no
            wlasnie sa takie aspekty stalego zwiazku (nie mowie tylko o malzenstwie) ktore
            powoduja, ze jest sie szczesliwym. Nie pisze tu o sexie, bo mozna robic razem z
            kochana osoba wiele rzeczy ktore powoduja ze jest sie szczesliwym....

            • martynosia Re: po co mi małżeństwo? 09.07.09, 00:34
              ble, ble, ble....
              i sadzisz ze tak bedzie do konca zycia tak slodko, promiennie i radosnie??
              O naiwnosci!!!
      • filona.may Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 15:21
        Generalnie się zgadzam. Jednak nie buntuj się aż tak.

        sueellen napisała:

        > A z tym uzależnieniem finansowym to już w ogóle kosmos.
        > Ja sobie tego nie wyobrażam. Kiedy obawiałam się o finanse
        > po przejściu na macierzyński, słyszałam:
        > "no przecież facet powinien Cię utrzymać!"
        > Co powinien? Co ja dziecko jestem? Niepełnosprawna?

        Nie. Jednak przez jakiś czas zbyt wiele godzin każdej doby będziesz miała zajęte
        pielęgnowaniem dziecka, by móc pracować jednocześnie zarobkowo. Do tego dziecko
        jest wasze wspólne i musicie podzielić jakoś obowiązki pielęgnacyjne i zarobkowe
        pomiędzy Was dwoje.

        Np. każde pracuje po pół etatu i każde po równo zajmuje się dzieckiem i domem. A
        jeśli dzielicie inaczej, nie po równo, ale to Ty bierzesz na siebie główny
        ciężar pielęgnowania, to facet bierze na siebie ciężar utrzymania tego
        "interesu". Proste.
        • sueellen Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 15:36
          > Nie. Jednak przez jakiś czas zbyt wiele godzin każdej doby będziesz miała zajęt
          > e
          > pielęgnowaniem dziecka, by móc pracować jednocześnie zarobkowo.

          A Tatusiowi rączki odejmie?

          Do tego dziecko
          > jest wasze wspólne i musicie podzielić jakoś obowiązki pielęgnacyjne i zarobkow
          > e
          > pomiędzy Was dwoje.

          Obowiązki pielęgnacyjne muszą zostać podzielone, to samo tyczy się utrzymania
          dziecka, rachunków, jedzenia itd. Ale nie dopuszczam myśli, że facet płaci za
          moją kieckę, fryzjera, paznokcie, czy krem na rozstępy.
          • axio-mat Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 13:20
            Jesli tatus bedzie akurat w pracy, bo ktos pracowac musi (tak?, to trudno, zeby
            jednoczesnie zajmowal sie dzieckiem. Logiczne? Poza tym na poczatku raczej matka
            jest dziecko bardziej potrzeba, bo swiat jeszcze nie poszedl tak naprzod, zeby
            ojciec mogl dac dziecku cyca, jasne?;-)))
            • sueellen Re: po co mi małżeństwo? 07.07.09, 08:25

              > Jesli tatus bedzie akurat w pracy, bo ktos pracowac musi

              A ja to co? To ze mam dziecko, mam sie przyuc lancuchem do kuchni na rok czy dwa?

              O butelkach nie slyszalas? Czy terror laktacyjny juz w ogole rozum odjal?
              Ja bylam na butelce, moja siostra, moj facet tez, jak i jego siostry. Wszyscy
              zyjemy i jestesmy zdrowi. Sposob karmienia powinen byc wolnym wyborem matki,
              skoro jest taka mozliwosc, a nie tylko klapki na oczach i cyca, cyca cyca.
              Zamierzam karmic tylko do zakonczenia platnego macierzynskiego. Potem wracam do
              pracy i nastepuje rowny podzial przy niemowlaku. Dziecko ma nie tylko matke ale
              i ojca, ktory powinien sie nim opiekowac.
      • wanilinowa Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 15:24
        > A z tym uzależnieniem finansowym to już w ogóle kosmos. Ja sobie tego nie
        > wyobrażam. Kiedy obawiałam się o finanse po przejściu na macierzyński,
        > słyszałam: "no przecież facet powinien Cię utrzymać!" Co powinien? Co ja dzieck
        > o
        > jestem? Niepełnosprawna? Nie po to tyle lat studiowałam, pracowałam, szkoliłam
        > się, żeby potem żyć na czyjś koszt.

        a jakie masz inne opcje? urlop macierzyński jest z założenia bezpłatny, więc
        albo idziesz do roboty i 5-miesięczne dziecko do żłobka, albo zostajesz w domu a
        rodzinę przez jakiś czas utrzymuje ojciec dziecka.
        • sueellen Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 15:31
          > a jakie masz inne opcje? urlop macierzyński jest z założenia bezpłatny, więc
          > albo idziesz do roboty i 5-miesięczne dziecko do żłobka, albo zostajesz w domu
          > a
          > rodzinę przez jakiś czas utrzymuje ojciec dziecka.


          Urlop macierzyński na szczęście w mojej firmie jest płatny 90%, więc luz.

          Po 5 miesiącach nie ma już macierzyńskiego, pozostaje tylko bezpłatny
          wychowawczy, na który w życiu się nie zdecyduję. W grę wchodzi tylko i wyłącznie
          opieka 50/50 plus niania. W moim przypadku to jedyna rozsądna i korzystna dla
          nas opcja.
          • wanilinowa Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 15:33
            sueellen napisała:

            > > a jakie masz inne opcje? urlop macierzyński jest z założenia bezpłatny, w
            > ięc
            > > albo idziesz do roboty i 5-miesięczne dziecko do żłobka, albo zostajesz w
            > domu
            > > a
            > > rodzinę przez jakiś czas utrzymuje ojciec dziecka.
            >
            >
            > Urlop macierzyński na szczęście w mojej firmie jest płatny 90%, więc luz.
            >
            > Po 5 miesiącach nie ma już macierzyńskiego, pozostaje tylko bezpłatny
            > wychowawczy, na który w życiu się nie zdecyduję. W grę wchodzi tylko i wyłączni
            > e
            > opieka 50/50 plus niania. W moim przypadku to jedyna rozsądna i korzystna dla
            > nas opcja.

            pomyliłam się, chodziło mi oczywiście o wychowawczy.
          • tlenek_wegla Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:15
            Znam takie twarde kobietki.. zmieniaja sie nie do poznania po porodzie. Niektore
            z nich juz 2 lata siedza w domu z dzieckiem i nie wyobrazaja sobie, zeby oddac
            je komus obcemu do opieki. 50/50 powiadasz? To moze Twoj parter przez pierwsze
            miesiace pokarmi ze swojego sutka przez 50% czasu?

            Smieszne sa te feministki, ktore same nie wiedza czego chca i o zyciu tez nic
            nie wiedza.
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 17:23
        Ale kocia lapa to jak malzenstwo, przeciez. Mi sie wydaje, ze autorce watu nie
        chodzi o papier czy go brak, ale sam wzorzec mieszkania w parach. Ok, w
        niektorych przypadkach moze sie spelnia, moze i w Twoim, czego Ci, zycze, ale
        generalnie, to chyba milosc kwitnie pelniej jak sie jej nie zamyka we wspolnej
        sypialni i nie izoluje id reszty swiata. W sensie MY i reszta swiata.
      • emkaska Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 11:52
        sueellen napisała:
        A z tym uzależnieniem finansowym to już w ogóle kosmos. Ja sobie
        tego nie wyobrażam. Kiedy obawiałam się o finanse po przejściu na
        macierzyński, słyszałam: "no przecież facet powinien Cię utrzymać!"
        Co powinien? Co ja dziecko jestem? Niepełnosprawna? Nie po to tyle
        lat studiowałam, pracowałam, szkoliłam się, żeby potem żyć na czyjś
        koszt.

        Sama piszesz, że obawiałaś się o finanse na macierzyńskim. A ojciec
        dziecka co? Nie bierze odpowiedzialności za ciebie i dziecko? Sama
        sobie wymyśliłaś, że urodzisz dziecko i przez jakiś czas nie
        będziesz mogła pracować zawodowo?
      • axio-mat Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 13:16
        Jesli juz musimy sie upierac... Co lepszego do Twojego zwiazku wnosi fakt, ze
        nie macie slubu? I co sie stanie z Twoja niezaleznoscia finansowa, kiedy pojawi
        sie dziecko? Moze by tak przestac traktowac wszystko "moje- twoje"? Nie bardzo
        rozumiem na czym polega bycie razem, wg ludzi, ktorzy wydzielaja granice,
        zwlaszcza w kwestii finansow.
    • zeberdee24 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 16:14
      Może powinnaś się zastanowić dlaczego masz taką niechęć do mężczyzn i
      co jest źródłem Twoich uprzedzeń ? Bo to nie instytucja małżeństwa jest
      Twoim problemem, tylko trudności w relacjach z płcią przeciwną.
      • sadosia75 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 16:19
        > Może powinnaś się zastanowić dlaczego masz taką niechęć do
        mężczyzn i
        > co jest źródłem Twoich uprzedzeń ?

        Noooo i nareszcie sie doczekalam :)
        Ofkors chodzi o to, ze cos z nia nie tak skoro nie ma checi na slub
        czy staly zwiazek :)
        uuuuuuwielbiam wrecz psychologiczna gadanine. Cos jest zrodlem
        Twoich uprzedzen. zajrzyj w glab siebie bla bla bla.

        A moze..... dziewczyna ot tak sobie po prostu bez zadnych glebiej
        ukrytych "cos nie tak" nie ma weny tworczej do bycia z kims?

        dziwi mnie, ze kogos dziwi brak checi do czegostam. do kariery
        zawodowej, do dzieci, malzenstwa, zjadania robakow,picia krwi
        dzika, zjadania sasiadki.
        a moze po prostu ona nie chce i tyle? ot tak ?
        • zeberdee24 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 16:26
          To że z nią jest coś nie tak napisała przecież ona sama, napisała że
          nie lubi wszystkich mężczyzn, a to nie jest normalne. Dodatkowo
          napisała też że próbowała być w związkach, ale nie lubiła partnerów
          jako ludzi, czyli znowu się wszystko rozbiło o to że nie lubi mężczyzn,
          wszystkich. Czy coś pominąłem ?
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 17:27
            NO ciezko lubic facetow, takich jak Ty i tolerowac takiego jeszcze w domu.
            POucza od rana do wieczora, nie traktuje powaznie, jak wyrazisz jakas refleksje
            ot tak, to na pewno sie mylisz.
            • zeberdee24 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 21:15
              Nie napinaj się tak mała bo popuścisz w pieluchę, laska założyła wątek,
              ja się wypowiedziałem, mam do tego zbyt analny stosunek żeby się silić
              na pouczanie.
              • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 21:31
                Zapewne Twoj typ osobowsci mozna opisac jako anal;) (tak z angielskiego, dla
                podpowiedzi;)
            • babajaga99 Re: po co mi małżeństwo? 08.07.09, 01:49
              A nie przyszło Ci do głowy, że faceci których Ona, do tej pory,
              spotkała to były nieciekawe typy? Że nie może sobie wyobrazić
              życia, na codzień, z takimi tworami?
          • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 18:25
            oj, aleś poprzekręcał...
            1)"napisała że
            > nie lubi wszystkich mężczyzn, a to nie jest normalne'

            nie wiem czy to normalne czy nie ale nigdzie nie napisałam że nie lubię
            WSZYTKICH facetów, wyobraź sobie że mam nawet kumpli.

            2)'próbowała być w związkach, ale nie lubiła partnerów
            > jako ludzi'

            tu już konkretnie pojechałeś z koksem. napisałam że nie przepadam za facetami
            jako ludźmi, a ci z którymi się spotykałam byli akurat
            najmilszymi/najfajniejszymi przedstawicielami męskiego gatunku.
            przeczytaj jeszcze raz co napisałam.
            • ritsuko Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 14:26
              Twój post jednoznacznie wskazywał na coś zgoła innego, więc nie
              dziwię się, że zrozumiał tak a nie inaczej.
          • ritsuko Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 14:24
            Zeberdee24 popieram w całej rozciągłości. To, że nie decyduje się na
            związek, relacje (jakiekolwiek) z mężczyznami to jedno, a to, że w
            społeczeństwie to normą nie jest to drugie. Zaburzone relacje na
            jakijkolwiek płaszczyźnie to jakiś odchył- jesli jej z tym dobrze to
            w porządku, ale przyklaskiwanie nie ma większego sensu.
      • karielcia Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 16:26
        zeberdee24 napisał:

        > Może powinnaś się zastanowić dlaczego masz taką niechęć do mężczyzn i co jest źródłem Twoich uprzedzeń ? Bo to nie instytucja małżeństwa jest Twoim problemem, tylko trudności w relacjach z płcią przeciwną.

        Znam taki przypadek. Przypuszczam, ze ma taka dosc "meska" konstrukcje mozgu, sama posiada rozne typowo meskie zdolnosci
        (jak abstrakcyjne myslenie np.) i mezczyzni pod wzgledem czysto intelektualnym (wiekszosc z nich) nie jest dla niej jakas wielka tajemnica - czyli mowiac po naszemu - szybko ja nudza.
        Mam wrazenie, ze jest na to tylko jedna rada: musialaby znalezc mezczyzne, ktory bedac pod wzgledem erotycznym i intelektualnym
        w pelni mezczyzna - posiadalby w sobie jakies kobiece pierwiastki :)
        • babajaga99 Re: po co mi małżeństwo? 08.07.09, 01:54
          Ta wypowiedź jest jedyną z sensem tutaj.
        • 0karola Re: po co mi małżeństwo? 09.07.09, 20:33
          mysle ze jednak nie, bardziej nadal by sie bardziej meski facet bo takiego
          kobiecego zniewiesscialego nawet troche taka kobieta stlamsi (niechcaco czy
          chcaco). niestety meskich facetow jest niedostatek, mowie z autopsji
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 17:25
        No ale ta trudnosc bije po oczach na porzadku dziennych i dotyczy wiekszosci
        kobiet, ktore nie decyduja sie zrezygnowac z siebie na rzecz jakiegos buraka.
        Zastanawiajace, dlaczego kobiety sie na to godza:( W imie posiadania partnera,
        juz nie mowiac o statusie mezatki.
        • zeberdee24 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 21:21
          Kobiet buraków jest dokładnie tyle samo co mężczyzn buraków, nie róbcie
          z siebie cudownych istot otoczonych beznadziejnymi mężczyznami bo to
          żałosne.
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 21:30
            Najwyzej sa kobiety buraczki;)Oczywiscie, wsord kazdej z plci statystycznie jest
            pewnie podobna ilosc bucow i bucek, ale zauwazylam, ze faceci generalnie sa
            bardziej konformistycznie nastawieni, a moze to ujac wiekszym wygodnictwem.

            Np. kobiety, kotre maja wymagania co do aprtnera, w sensie, zeby byl
            intelektualny i komunikatywny i pociagal je fizycznie, generalnie moga sypiac z
            kolesiami, kotrzy nie spelnia pierwszego i drugiego kryterium, ale raczej nie
            zwiaza sie z takimi facetami. Mezczyzni natomiast, nie maja oporow by wiazac sie
            z kobietami, kotre nie sa dla nich partnerkami intelektualnymi. Wiec ida na taki
            uklad, ze w domciu maja swoja glupitutka zoneczke, ktora obiadek zrobi,
            posprzata, dzieci odchowa, a faceci ida w tym czasie ruchac inne babki a i
            rozmowy intelektualne z nimi przeprowadzac.
            • zeberdee24 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 21:53
              To jest teoria której nie potwierdzają obserwacje, w świetle Twojej
              teorii musielibyśmy mieć całe rzesze singli wywodzących się z tych
              'prostszych' mężczyzn, bo zabrakłoby dla nich kobiet które mogłyby ich
              akceptować a tymczasem chamy są zawsze żonaci albo przynajmniej są w
              nieformalnym związku.
              • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 03:39
                "a tymczasem chamy są zawsze żonaci albo przynajmniej są w
                nieformalnym związku."

                nie wiem o co chodzi facetom o tych chamów, to już jakaś urban legend prawie, że
                niby jak facet jest draniem to kobiety na niego lecą... nieco chore.
                • green_basik Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 10:58
                  O jak się trolliczka naprodukowała w jednym wącie.
                  łał
                  tez mam taką sporą awersję do mężczyzn, ale taką silniejszą od roku.
                • zeberdee24 Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 11:59
                  Nie chodzi o drani tylko chamów inaczej prostaków. Draniami są często
                  ludzie kulturalni i inteligentni.
                  • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 15:34
                    no ale gdzie te prostaki mają takie powodzenie? ze znanych mi osób żaden żonaty
                    facet (z tych młodszych) nie jest prostakiem.
            • ritsuko Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 14:38
              No to musisz się otaczać "cudownymi" mężczyznami, bo w moim
              otoczeniu jednak są bardziej wybredni mężczyźni- nie zwiążą się w
              życiu z kobietą, która jest tylko ładna i nic sobą nie reprezentuje.
              Ale widocznie moi znajomi mężczyźni to jacyś mutanci ;)
    • krystkaoj po co mi małżeństwo? 04.07.09, 17:19
      OK. Tyle tylko zebys za jakis czas nie zorientowała sie,ze zyjesz w
      samotnosci i nagle jest Ci z tym bardzo zle. Tak jak moje
      wspólpracownice ktore za cel w zyciu maja nie znalezienie partnera
      ale użalanie sie nad sobą i przeklinanie, że ich los pokarał.
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 17:29
        A pomysl sobie, ile jest ludzi nieszczesliwych i samotnych w sowim malzenstwie?
        Pracuja calymi dniami, zyja obok siebie, jhak musza ze soba spedzic weekend to
        uciekaja od siebie, jak jest jakis porblem, oczywiscie dbaja o siebie z
        obowaizku, ale wykonuja rozne czynnosci szybko i na odwal. Bez "zbednych"
        rozmow, bez glebszych refleksji, bez lubienia sie tak naprawde, pomimo "milosci".
        • krystkaoj Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 20:03
          grzeczna_dziewczynka15 napisała:

          > A pomysl sobie, ile jest ludzi nieszczesliwych i samotnych w
          sowim malzenstwie?
          > Pracuja calymi dniami, zyja obok siebie, jhak musza ze soba
          spedzic weekend to
          > uciekaja od siebie, jak jest jakis porblem, oczywiscie dbaja o
          siebie z
          > obowaizku, ale wykonuja rozne czynnosci szybko i na odwal.
          Bez "zbednych"
          > rozmow, bez glebszych refleksji, bez lubienia sie tak naprawde,
          pomimo "milosci
          > ".
          Niedojrzałośc w zwiazku albo małżenstwo z przymusu. Ja tak nie moge
          i tak nie mam.
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 20:11
            No ale mi sie wydaje, ze wiekszosc zwiazkow tak ma wlasnie, pomimo calej tej
            propagandy milosci i szczesliwej rodziny i parowania sie.
            Byc moze sie myle.
            • krystkaoj Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 20:17
              grzeczna_dziewczynka15 napisała:

              > No ale mi sie wydaje, ze wiekszosc zwiazkow tak ma wlasnie,
              pomimo calej tej
              > propagandy milosci i szczesliwej rodziny i parowania sie.
              > Byc moze sie myle.
              Może to co powiem wydac sie wielka głupotą ale ja za taki czy inny
              stan małżenstw obarczam tez naszą "szanowna demokrację" i
              wychowanie. Znam wiele młodych ludzi, których maja taki czy inny
              stosunek do małzenstwa. I jesli sie go traktuje jak przygodę to
              lepiej nic nie mowic. Brak dojrzałosci, odpowiedzialnosci i
              wygodnictwo. I czego tu oczekiwac.
              • grzeczna_dziewczynka15 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 20:47
                A co to jest ta owa slynna dojrzalosc, odpowiedzialnosc i brak wygodnictwa?
                CIezko te pojecia zdefiniowac.
    • green_basik Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 18:24
      kundzia to malawinak
      małpi gaj
      • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 18:27
        '> małpi gaj'
        no właśnie, wracaj do swojego małpiego gaju czyli na forum psychologia.
    • mahadeva Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 18:51
      ja mysle tak samo, niestety zyjemy w spoleczenstwie, ktore ma swoje zasady... co
      z tego, ze mi bylo samej dobrze, skoro dziwnie sie czulam jako jedyna samotna...
      jeszcze pol biedy, gdy sie znajdzie fajnego faceta, z ktorym mozna cos milego
      przezyc - wtedy uzeranie sie z nim jest tego warte (mój case), ale wspolczuje
      kobietom, ktore nawet swoich facetow nie szanuja; w kazdym razie ja nie bede z
      tym walczyc i faceta mam, bylam sama wiele lat, ale to nie moglo trwac wiecznie,
      cale szczescie jest dosc fajny :)
      • krostanadupie Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 18:58
        > z tego, ze mi bylo samej dobrze, skoro dziwnie sie czulam jako jedyna samotna..

        Jak by ci kazali nosić czapkę w lecie, to też byś nosiła, aby nie czuć się dziwnie?
        Mądrze.

        > cale szczescie jest dosc fajny :)
        Faktycznie.
        To ten, który cie zlewa?
        No cóż, jedni lubią słoneczną plażę, inni złoty deszcz.
        • mahadeva Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 10:05
          moje kolezanki wcale nie sa traktowane lepiej przez swoich facetow,
          nie zalezy mi na przestrzeganiu sztucznych zasad, np. ze facet ma
          chodzic przed nami na kolanach, ciesze sie tym, co jest, moze wg
          Ciebie to zloty deszcz, gratuluje lepszej sytuacji, ja takiej nie
          mam i ciesze sie tym, co mam
          • czungumangu Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 11:26
            masz obraz jak w radzieckim telewizorze, albo czarne albo biale
            przechodzisz od zlewania, do chodzenia na kolanach, rece opadaja ;)
    • stinefraexeter Re: po co mi małżeństwo? 04.07.09, 22:44
      Powiem tak.
      Pomyślałabym sobie, że fajna z ciebie, nie komformistyczna dziewczyna, która ma
      oczy szeroko otwarte i nie idzie za stadem, gdyby nie jedno zdanie:

      > chodzi o to że generalnie nie przepadam za facetami jako ludźmi, taki jakiś miz
      > oandryzm chyba nawet.

      Taki jawny seksizm świadczy o tym, że masz jednak jakiś problem z płcią
      przeciwną. Jak można "nie przepadać" za jedną płcią bez wrzucania ich wszystkich
      do jednego wora? Denerwuje mnie to tak samo jak mądrości w stylu: "wszystkie
      kobiety uwielbiają zakupy i interesują się tylko modą".
      Coś jest nie tak, skoro tak jawnie głosisz swoją antypatię do rodu męskiego.
      Naprawdę w twoich oczach są oni tacy sami? To nie wiem, na jakim świecie żyjesz.

      Ogólnie jest tak, że w naszym społeczeństwie coraz mniejszy jest przymus
      kulturowy na małżeństwa i związki wszelakie. W zasadzie, jakby uwierzyć
      niektórym mediom, jesteś super cool i trendy singlem. Nie widzę większego
      problemu, poza wykruszaniem się koleżanek, ale myślę, że z łatwością znajdziesz
      inne.

      Więc odpowiadając na twoje pytanie: nie widzę problemu, abys miała sobie żyć
      sama. Nie każdy musi łączyć się w pary.
      Natomiast jeżeli przyczyną takiego stanu rzeczy jest niechęć do mężczyzn, to
      problem jakiś jest.
      Można nie lubić nazistów, zwolenników rydzyka, czy wyborców PO, ale nie lubić
      kogoś za płeć??
      Mam dwie hipotezy robocze:
      1) nie poznałaś tej drugiej płci wystarczająco dobrze i dlatego traktujesz ich
      wybitnie stereotypowo
      2) we wczesnej młodości idealizowałaś facetów i ich "zwyczajność" jest dla
      ciebie do tej pory wielkim zawodem.
      Nie wiem, jak u ciebie jest.
      • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 03:33
        "> Mam dwie hipotezy robocze:
        > 1) nie poznałaś tej drugiej płci wystarczająco dobrze i dlatego traktujesz ich
        > wybitnie stereotypowo
        > 2) we wczesnej młodości idealizowałaś facetów i ich "zwyczajność" jest dla
        > ciebie do tej pory wielkim zawodem.
        > Nie wiem, jak u ciebie jest."

        szczerze? ja też nie wiem... ale niestety jest... i wcale nie chcę być super
        cool singlem, chciałabym mieć normalne życie, ale widzę że tam nie pasuję.
        • stinefraexeter Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 11:24
          Hmm, to trochę zmienia postać rzeczy. Zrozumiałam, że tobie, pomijając już
          przyczyny, dobrze jest samej i nie przeszkadzałoby ci być samej w przyszłości (a
          kontakty z facetami utrzymywać luźne). Pytanie brzmi teraz, czy chcesz być w
          poważnym związku, dlatego, że w głębi duszy tego pragniesz, czy też bardziej
          ciąży ci presja kulturowa, wykruszające się koleżanki,itp.

          Nie wiem, co ci poradzić poza rzetelnym przemyśleniem swojego podejścia do
          mężczyzn. Czy naprawdę ich tak nie lubisz, czy może raczej boisz i dlaczego.

          Pamiętam, że ja sama kiedyś, nie znając za bardzo mężczyzn, gdyż w liceum byłam
          w wybitnie żeńskiej klasie, w pewnym sensie ich idealizowałam. Jako grupę,
          znaczy się. Wydawało mi się, że są mądrzejsi, odważniejsi i dojrzalsi (śmiech na
          sali, nie? ;))niż moje koleżanki i ja sama, i dzięki facetowi uda mi się uporać
          z ciężarem rzeczywistości. Oczywiście, jak tylko na studiach trafiłam w mieszane
          towarzystwo, przeżyłam zawód swojego życia ;) Pomyślałam sobie zatem, że może ty
          też jesteś w pewien sposób zawiedziona mężczyznami. Wpaja nam się do głowy
          szanowanie samej siebie ("nie oddawaj się byle komu") i jednocześnie wyższość
          mężczyzn ("facet to głowa domu, spodnie w domu muszą być", itp.), a potem
          okazuje się, że oni wcale nie są lepsi ani dojrzalsi od nas... O zawód nie trudno.
          Piszę o swoich własnych doświadczeniach z wczesnej młodości, więc to tylko luźno
          rzucona myśl. Tak u ciebie nie musi być. Faktem jest jednak, ze skądś się ten
          seksizm u ciebie wziął. To chyba jest klucz do twojego problemu.
          • green_basik Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 11:34
            > jednocześnie wyższość
            > mężczyzn

            I Ty wierzyłaś w takie banialuki?!
            łał

            pamiętam Twój debiut na forum trollinko
            • stinefraexeter Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 11:51
              green_basik napisała:

              > > jednocześnie wyższość
              > > mężczyzn
              >
              > I Ty wierzyłaś w takie banialuki?!
              > łał

              Nieświadomie tak. I ma tak jakieś 80% kobiet aż do śmierci, choć nie zdaje sobie
              z tego sprawy.

              > pamiętam Twój debiut na forum trollinko

              A ja nie, trolleczku.
        • szpilka_du Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:30
          Dlaczego uważasz, że nie zaznajesz normalnego życia? Dlatego, że nie posiadasz
          stałego partnera/męża? Jeśli nie pasujesz do pewnego standardu, który powiela
          duża grupa, nie plasujesz się przecież automatycznie w gronie "nienormalnych".
          Są różne normy do spełnienia. Zastanów się, czy czujesz się porządnym, dobrym
          człowiekiem. Z Twojego pierwszego postu wynika, że jesteś osobą samodzielną i
          myślącą, która spełnia podstawowy warunek powodzenia w kontaktach z ludźmi (nie
          tylko w związkach) - dobrze się czuje we własnym towarzystwie, umie i nawet lubi
          być sama. Związkami można się zniechęcić, może być na nie za wcześnie.
          Największy problem sprawia jednak zazwyczaj świadomość, że odstaje się od
          większości. Pytanie brzmi, czy rzeczywiście spełnianie przykazań tłumu czy stada
          jest normalnością, a nawet więcej - czy jest gwarantem szczęścia.
          Skoro próbowałaś i tam nie pasujesz, nie przykładaj do siebie kontrastowej
          etykietki cool singla. Nie możesz zwyczajnie być świetną osobą? Czego Ci brak,
          że w dopełnieniu miałabyś czuć się normalniej?
      • yannika Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 16:23
        Przepraszam, że się wetnę, ale ja akurat się nie dziwię, można nie przepadać "za
        całością" z paroma wyjątkami.
        Ja tak mam w wypadku kobiet. To nie to, że startuję z założeniem "skoro baba to
        głupia" ale zwyczajnie z większością znanych mi kobiet nie mam wspólnego języka.
        No bo jeśli szczyt wysiłku intelektualnego to omawianie "Pamiętnika Bridget
        Jones" czy jakieś jego nowszej i modniejszej wersji, to ja sobie pójdę pogadać z
        facetem choćby o komputerach, a panie niech debatują nad katalogiem Avonu.Że nie
        wspomnę o akcjach jakich byłam świadkiem choćby na uczelni, gdzie panienka z
        płaczem niemal siedziała przy komputerze "bo klawiatura nie działa" zamiast
        choćby ruszyć zadek i sprawdzić, czy wtyczka się nie obluzowała. O przełączeniu
        klawiatury z innego komputera nie wspomnę, jeszcze by ją prąd pogryzł :/

        A jak brakuje płaszczyzny porozumienia to i ciężko o sympatię, niestety. Owszem,
        jest kilka kobiet z którymi dogaduję się świetnie z racji ich charakteru, hobby
        itp, ale ogólnie preferuję jednak towarzystwo męskie. I myślę, że autorka może
        mieć to samo, tylko w odwrotną stronę - na podstawie doświadczeń z nieciekawymi
        osobnikami uznała, że męskie towarzystwo ją męczy i nudzi i tyle.
    • alpepe Re: po co mi małżeństwo? 05.07.09, 11:23
      bez przesady, nie usprawiedliwiaj się, bo wychodzi na coś wręcz odwrotnego,
      mianowicie, że cię nikt nie chce.
    • eas_y Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 11:21
      1. Żebym miała sie do kogo przytulić z rana
      2. Żeby on miał do kogo się przytulić
      3. Żeby mial mnie kto pocieszyc jak ma doła
      4. Żeby jego ktoś pocieszył jak ma doła
      5. Żebym miała się z kim zestarzeć
      6. Żeby miał się z kim zestarzeć
      7. Żeby mi ktoś podał szklankę wody jak złamię nogę
      8. Żebym miała się z kim pokłócić :)
      ...wymieniać dalej??

      to wszystko mozna mieć bez małżeństwa ok.
      ...ale wtedy nikt mi nie powie KOCHAM CIĘ ŻONO.
      • szpilka_du Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:35
        rozumiem, że pomiędzy KOCHAM CIĘ ŻONO, a KOCHAM CIĘ ANIU/ZOSIU/JOLU jest
        przepaść? Jest lepsze i gorsze kochanie?
        Czy KOCHAM CIĘ DZIECKO jest wyżej w tej hierarchii? A KOCHAM CIĘ MAMO? Wszystkie
        te KOCHAM można usłyszeć bez ślubu. Bez partnera nawet, ojaaaaaa! Te
        nieusankcjonowane prawnie KOCHAM to jakieś straszne są, gorszej jakości. Od
        dzisiaj przykażę mężowi, by więcej nie zapominał dodawać "żono" po kocham Cię,
        bo wpadnę w kompleksy.

        A co do pocieszania. Jeszcze mnie nikt lepiej nie pocieszał, niż niektóre wpisy
        na forum gazety. Zabawniejsze są chyba tylko na onecie... ;)
      • 0karola Re: po co mi małżeństwo? 09.07.09, 20:42
        no chyba a jak ktos nie potrzebuje takich slow? slowa to tylko slowa, a milosc mija
    • fomica Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 11:28
      Nie wiem jaka jest średnia w populacji, ale u mnie było tak: poznałam człowieka,
      zakochałam się, uznałam że chce z nim żyć, on uznał podobnie, wzięliśmy ślub.
      Jesteśmy parą 11 lat i jest dobrze. Nie ma w tym żadnej filozofii ani chłodnej
      kalkulacji, po prostu bardzo się lubimy i dobrze czujemy ze sobą.
      A co do stwierdzenia że w parze jest łatwiej finansowo - no pewnie że jest, to
      chyba żadna tajemnica.
    • upl Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 11:37
      podsumowując: nie rozumiem tej nagonki na małżeństwo, jak dla mnie to wcale
      nie jest jakaś superatrakcyjna instytucja i czasami wydaje mi się że życie samej
      byłoby o wiele lepsze. czy ktoś ma jeszcze tak jak ja czy jestem zupełnym
      alienem...???


      tez nie uwazam, ze malzenstwo koniecznie jest komus potr\zebne do szczescia
      ale
      perspektywa sie zmienia w momencie, kiedy poznajesz faceta, ktorego jestes w
      stanie polubic
      ja swojego polubilam
      naprawdę go lubie i to bardzo
      i wtedy to ma sens - w przeciwnym razie nie koniecznie
    • titta Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:02
      Po co?
      Bo kazdy czlowiek ma naturalna potrzebe bliskosci i milosci
      (kochania i bycia kochanym).
      Bo dzeciom jest najlepiej jak maja milosc obojgu rodzicow i maja
      mozliwosc rozwijac sie w bespiecznym srodowisku.
      Wiekszasc ludzi chce wiec sobie i swoim dzieciom zapewnic jak
      najlepsze warunki. Znajduje wiec drugiego czlowieka, ktory
      (przynajmniej teoretycznie) mysli tak samo i obiecuja, ze zrobia to
      razem.
      I to jest wlasnie malzenstwo.
    • mariuszg2 Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:03
      Kunegunda....

      Zdanie żonatego na ten temat:

      Jako młodzian zprzys'em se przed Bogiem, że w zyci (życiu) żadny
      cholery baby nie wezne ani siem nie łozeniem.

      A po latach mogem rzec jeno, że mi lata doskwierac zaczeły i jakos
      ma przewrotna męska natura cosik niedomagania różne rychtowac
      zaczęłą... a one mi wartko odmieniły syćko i takiem se rzekł... Tyś
      baba nie chłop bez baby... i łozeniłem sie...choć kobit bez liku
      znałem wcesni ale jakoś mnie nie ciągło...
      Psycyny CI jakowyś mądry dac nie potrafie... ano psysło na chłopa i
      tyle... a zem się jakoś spanikował i oświadcył pierwsy z bzega
      pannie...newet siem o konto i status zbytnio nie troscył...jakowas
      intuicyja cy co...

      I patrzaj no Knegundo....i przychówek już latoć jest mnogi i sioło
      swoje zance i powozic czym zda się a i przygód i uciech radosnych co
      nie miara....

      i za kobitkami się rozglądam ciongle ale jakoś ta ślubna to jednak
      inna nis syćke insze... tako moja jakoś, jakby cąstka mnie amen
    • tlenek_wegla Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:03
      Przydaje sie.
      • kunegunda123 ;) n/t 06.07.09, 12:16
      • iamhier Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 23:11
        Dr Alban&Melisa-to dedykacja dla chlamu farmaceutyczno-stomatologicznego z
        Poznania bodajże....

        Od byłej pacjentki....

        I won mi z komputera.......
        To samo dla reszty zazdrosnych krow....
    • eye-witness Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:08
      Ale czy ktos Ci kaze wychodzic za maz? Jakis przymus?
      Z mojej strony moglabym zapytac - dlaczego nie mialabym wyjsc za maz za
      czlowieka, z ktorym jest mi dobrze i przy ktorym czuje sie bezpiecznie (nie mam
      tu na mysli finansow)? Dlatego, ze teraz jest MODA na "nie"? Niech kazdy trzyma
      sie tego, czego chce i nie daje sie do niczego zmuszac.
    • ms.wrong Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 12:24
      Moim zdaniem małżeństwo to pewien alians z systemem, pomyślanym tak, aby ludzi
      maksymalnie zmiewolić. Jest względnie łatwo je zawrzeć, daje pewne profity
      (podatkowe, własnościowe, spadkowe) ale by je rozwiązać, trzeba sporo zapłacić i
      przeżyć wiele przykrości.
      Jestem przeciwniczką małżeństwa, mimo pozostawania w wieloletnim i trwałym
      związku. Jedyne powody jego zawarcia, jakie akceptuję to:
      -problem z obywatelstwem u jednego z partnerów.
      -problemy z decyzjami w obliczu choroby i dziedziczeniem po śmierci
      W oby przypadkach chodzi raczej o uniknięcie pewnych konsekwencji, jakie
      zgotował dla nas cwany system.
      Jestem niewierząca, uważam, że ślub to szopka, a wesele to cyrk.
      0+2=1
      • zielony.raj Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 14:03
        Zgadzam się z ms.wrong
        Ślub to szopka wymyślona przez religijnych fanatyków. Kobieta jest
        jak bydło, które trzeba zapieczetować, bo zawsze przejmuje
        nazwisko po facecie, co sprawia, ze jej status w małżeństwie jest
        niższy od męża.
        Ale głupie baby to kupują, są wręcz z tego dumne! No bo przecież
        lepiej mieć męża i jego zasrane nazwisko niż być panną z
        konkubentem (nawet jeśli się jest z nim bardzo szczęśliwa).
        Czego baby nie zrobią dla tej szopki, białej sukni, nazwiska i
        kasy męża?!
        • axio-mat Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 14:12
          Po pierwsze istnieje cos takiego jak slub cywilny, do ktorego religia potrzebna
          nie jest (poza tym w naszym kraju nie trzeba wierzyc, zeby isc przed oltarz, tak
          na marginesie). Po drugie, kobieta nie musi przejmowac nazwiska meza i wiele
          kobiet tego nie robi.
          Rozumiem, ze jestes rozgoryczona, poniewaz Twoj maz traktuje Cie jak bydlo
          (pamietam watek, ktory zalozylas nie tak dawno temu).
          Przyznam, ze nie znam kobiet, ktore sa dumne tylko i wylacznie z powodu
          malzenstwa, ale rozumiem, ze Ty do takich nalezalas i uwazasz, ze wszystkie ida
          w dym, zeby tylko miec mezusia i jego kase.
          Peace!
        • iamhier Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 21:34
          Ja mysle,ze kazda kobieta przed slubem musi sie wyszalec.tylko problem polega na
          tym,ze najlepiej zeby nie ze swoim mezem.

          mysle,ze skazanie na jednego faceta jest po prostu depresyjne..
          jesli slub moze za jakies pare lat to :intercyza i nie mieszkanie razem plus
          brak slubu koscielnego,bo ja jestem ateistka.

          generalnie warunek taki------ja lubie byc wolna,nawet na necie!!!
          powtarzam tej popiedolonej gazecie
          nienawidze was
      • plisowanka Re: po co mi małżeństwo? 14.07.09, 13:45
        ms.wrong napisała:
        > -problemy z decyzjami w obliczu choroby i dziedziczeniem po śmierci

        Akurat w tym wypadku wystarczy jedna wizyta u notariusza. Na wypadek choroby wystarczy pełnomocnictwo, a na wypadek śmierci testament.
    • myfanawy duże uproszczenie... 06.07.09, 12:57
      "teraz dopiero zaczyna do mnie dochodzić że małżeństwo to nie jest wcale taka
      naturalna sprawa, tylko jakiś społeczny schemat który ludzie starają się
      wypełnić, bo inaczej będą niejako odrzuceni, lub dlatego, że boją się samotności"

      Ale dlaczego odrazu schemat, strach przed samotnoscia i odrzuceniem ?

      Sprawa jest prosta - panstwo jest tak zorganizowane a nie inaczej, bez
      formalnosci nie da sie pewnych rzeczy sensownie uregulowac i tyle. Mozna sie
      irytowac na takie podejscie, ale nie ma sie co oszukiwac, ze slub nie ma wymiaru
      praktycznego. Konkubinat zalatwil by sprawe, ale go w Polsce nie ma.

      A inni moga takze napisac, ze dla nich to fajny, symboliczny gest, kamien
      milowy, pewien rytual przejscia, cos co istnieje we wszystkich kulturach od
      zarania dziejow. Dla innych ma zapewne wymiar religijny - podobno kraj jest
      katolicki, wiec trudno oczekiwac, ze ludzie deklarujacy sie jako katolicy zyja
      na kocia lape, prawda ? ;)
      • zz26 Re: duże uproszczenie... 06.07.09, 23:13
        Mozna sie
        > irytowac na takie podejscie, ale nie ma sie co oszukiwac, ze slub nie ma wymiar
        > u
        > praktycznego. Konkubinat zalatwil by sprawe, ale go w Polsce nie ma.

        załóżmy że wprowadzono konkubinat i powiedz czy mon by sie różnił od małżeństwa?
        przeciez to byłoby to samo
        • plisowanka Różnica między konkubinatem a małżenstwem 14.07.09, 14:39
          zz26 napisał:
          > załóżmy że wprowadzono konkubinat i powiedz czy mon by sie różnił od małżeństwa
          > ?
          > przeciez to byłoby to samo

          Nie byłoby to samo. Różniłby się tym, że można by go łatwiej zakończyć. Każda ze stron mogłaby pójść do urzędu i dokonać wyrejestrowania, bez konieczności wyrażenia zgody przez drugą stronę czy sądu i bez jakiegokolwiek tłumaczenia. To by była główna różnica, dla większości ludzi bardzo ważna. Bo do rozwiązania małżeństwa potrzeba zgody drugiego małżonka, a jak on nie wyraża na to zgody, to zaczyna się droga przez mękę: długie terminy w sądach, kilka rozpraw, adwokaci, zbieranie dowodów itd.
    • axio-mat Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 13:25
      Moje pytanie jest nastepujace: Jacy sa (wedlug Ciebie naturalnie) mezczyzni jako
      ludzie? Jestem bardzo ciekaw Twojej opinii.
      • kunegunda123 Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 15:29
        niestety nie zamierzam się nią dzielić ponieważ:

        nie wiem jaki jesteś, być może jesteś w porządku facetem, który niesłusznie
        poczuje się skrzywdzony moim generalizowaniem.

        może masz takie samo zdanie na temat kobiet, jak ja na temat facetów - w takim
        wypadku wszelaka dyskusja nie ma sensu...
      • 0karola Re: po co mi małżeństwo? 09.07.09, 20:47
        prosci :/
    • joanna29 mylisz pojęcia 06.07.09, 13:31
      Nie bardzo wiem dlaczego piesz o małżeństwie. Z teści postu
      wnioskuje, że chodzi Ci o stały związek mężczyzny i kobiety, a to
      nie to samo co małżeństwo, to znacznie szerszy zbór.
      Mysle, że uzycie słowa "małżeństwo", nie jest przypadkowe. Nie
      jesteś w związku ani stałym, ani krótkotrwalym, więc daleko Ci do
      małżeństwa. Mysle, że zaczyna do Ciebie docierac, że nie masz z kim
      tego małżeństwa stworzyć i wmawiasz sobie, że małżeństwo nie dla
      Ciebie. Mozna nie wiązać się w pare z wyboru, ale Ty wmawiasz sobie,
      że małżeństwo to nagonka.
    • texeira Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 13:39
      Dobra, będzie oliwa do ognia....
      Sprawa jest prosta. Tu nie chodzi o żadną ideologię, żadne "podstawy naukowe" z
      socjologii czy antropologii kulturowej się wywodzące, tylko zwykły egoizm.
      Tak zwykły egoizm, egotyzm i egocentryzm posunięty do absurdu. Wyrazem tego jest
      traktowanie każdego związku :" a co to mi przyniesie?" " a ile ja na tym
      skorzystam"? Większość po prostu widzi świat niczym przez peryskop czołgu -
      obudowani własnym wygodnym pancerzem widzą tylko ogólny kierunek w którym dążą.
      A po co im więcej? Po co im jeszcze jacyś ludzie (nieważne- kobiety czy
      mężczyźni), którzy zakłócają ich WIELKI PSYCHICZNY KOMFORT?
      Większość też traktuje związek jak wojnę i próbę sił:"moje musi być na wierzchu,
      on/ona muszą mi się podporządkować". Kiedy już się tak stanie - związek jest
      mało interesujący, bo ileż w końcu można poniewierać partnerem/partnerką? Jeśli
      partner/partnerka się postawi - jeszcze gorzej, bo on/ona są "wredni",
      "nieludzcy" i "nie dają mi się samorealizować".
      Kompromis? Wspólnota? A po kiego Wam to wszystko, takie słowa zniknęły z Waszego
      słownika. Został za to Największy Bóg, rozpychający się na wszystkie strony -
      INTERES (który ma być MÓJ, bo MOJE ma być zawsze na WIERZCHU).
      Nie moralizuję. Stwierdzam tylko stan faktyczny. Oczywiście zaraz lunie na mnie
      potok wymyślań od "zakompleksionych" itd itp. Rozumiem. W lustrze trudno się
      czasem przejrzeć i obraz w nim ujrzany może nie być budujący.
      • kawier Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 15:11
        No i gdzie ten "potok wymyślań"? Ale ci się udała "oliwa" :-P
    • ritsuko Re: po co mi małżeństwo? 06.07.09, 13:50
      Po pierwsze- nie wyobrażam sobie życia bez mężczyzn- nie tylko
      partnerów, ale również przyjaciół, znajomych, bo tak jakoś w moim
      życiu zawsze było, że mężczyźni odgrywali dużą rolę w moim życiu, na
      równi z kobietami, jeśli nie z przewagą :)
      Po drugie nie wydaje mi się, żebys negowała sens samego małżeństwa,
      ale samego stałego związku z mężczyzną. I owszem, myślę zupełnie
      inaczej niż Ty- dla mnie udany, zgrany związek to nowa jakość,
      większe możliwości- a nie obciążenie czy pochłaniacz czasu. Działa
      to na zasadzie obopulnej wymiany korzyści (jeśli można to tak
      ująć) :). Uczymy się od siebie, dajemy sobie poczucie
      bezpieczeństwa, ciepło i mnóstwo szczerej miłości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka