Dodaj do ulubionych

zaczelamczytac watek o dzieciach i

22.09.09, 13:00
nasuwa mi sie pytanie.Zgadzam sie ze dziecko nie jest nasza
wlasnoscia jest nam dane do wychowania.Ale co sie dzieje gdy my
matki rodzice starzejemy sie czy dziecko juz dorosle ma prawo
obowiązek za kazdym razem leciec do mamusi bo mamusia sobie tego
zyczy?Nasuwa mi sie tu tez problem mlodych gdzie tesciowie zaczynaja
sie wtracac szantażowac domagac sie zawiesc mnie tam zrob to zrob
tamto i mnóstwo porad jak wychowac masz dzieci.Kazdy mlody
czlowiekchce zyc sam uczyc sie na bledach,ale co zrobic gdy to juz
nasi rodzice ,tesciowie caly czas nas upominaja?
Obserwuj wątek
    • mamalgosia pępowina 22.09.09, 13:02
      dla mnie temat-rzeka. Zobaczę, co inni napiszą.
      (no, chyba, że sprowadzimy kolejny wątek do in vitrosmile )
    • atama Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 22.09.09, 13:32
      Aktualny numer Listu trochę o tym mówi. Trochę, bo jak to napisała
      Mamalgosia - to temat morze...

      Fragment wklejam:
      "Jeszcze kilkadziesit lat temu, gdy dorosły syn lub córka porzucali
      matkę, byli bez wahania określani jako wyrodne dzieci, ona zaś jako
      skrzywdzona matka. Dziś wielu powie już: „Matko, jeżeli chcesz, żeby
      twoje dziecko cię szanowało, musisz szanować go pierwsza". Małe
      dziecko nie wie, co to znaczy czcić. Potrafi być przywizane,
      zależne, stęsknione - do oddawania czci potrzeba dojrzałości.
      Dojrzały powinien być człowiek dorosły, dziecko ma na to czas, jest
      dopiero do tego przyuczane, wychowywane. Innymi słowy, jeżeli chcę,
      żeby moje dzieci miały dla mnie szacunek, najpierw to ja muszę
      okazywać szacunek im i przez długi czas nie powinienem oczekiwać
      wzajemności. Przez całe lata muszę dawać im przykład. Wydaje się to
      oczywiste, ale w praktyce okazuje się, że zbyt szybko i chciwie
      oczekujemy wdzięczności za nasze zasługi w opiece nad dziećmi. Co
      takiego się dzieje, że wiele dzieci, dorastajc, gubi po drodze
      naturaln wdzięczność dla matki? Co sprawia, że dorosłe dzieci
      potrafi zerwać więzy łczce je z rodzicami? "

    • izazdo Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 22.09.09, 14:59
      > Ale co sie dzieje gdy my
      > matki rodzice starzejemy sie czy dziecko juz dorosle ma prawo
      > obowiązek za kazdym razem leciec do mamusi bo mamusia sobie tego
      > zyczy?

      Jak to, co sie dzieje, konflikty! Trzeba odroznic uzasadnione potrzeby matki i
      opieke nad nia w rozsadnym (uzasadnionym) zakresie od relacji toksycznych. Jesli
      mamusi nic nie dolega poza samotnoscia, to trzeba teściów wysłać na terapię
      małżeńską albo mamusię-wdowę wyswatać z jakimś miłym wdowcem. Syn nie może być
      p.o. partnera, bo zrujnuje mu to małżeństwo (czesciej dotyczy to relacji z synem
      niz z corka, choc zdarza sie i tak). Jak odróżnic, czy mama potrzebuje pomocy,
      czy manipuluje dzieckiem? Ano pojechac do niej z malzonkiem (albo wyslac tylko
      malzonka). Jesli potrzebuje pomocy, bedzie wdzieczna niezaleznie od tego, kto
      jej tej pomocy (opieki) udzieli. Jesli manipuluje dzieckiem, bedzie sie
      zachowywala jak zazdrosna kochanka, wciekla, ze w jej idealny uklad wmieszal sie
      ktos trzeci, potrzebny jak piate kolo u wozu.


      > Nasuwa mi sie tu tez problem mlodych gdzie tesciowie zaczynaja
      > sie wtracac szantażowac domagac sie zawiesc mnie tam zrob to zrob
      > tamto i mnóstwo porad jak wychowac masz dzieci.

      Jesli piszesz o wlasnych doswiadczeniach to polecam udanie sie w czworke na
      mediacje zanim problem eksploduje.


      > Kazdy mlody
      > czlowiekchce zyc sam uczyc sie na bledach,ale co zrobic gdy to juz
      > nasi rodzice ,tesciowie caly czas nas upominaja?

      kulturalnie wyznaczyc granice malzenskiej suwerennosci, wespol w zespol z
      malzonkiem.
    • anik801 Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 22.09.09, 17:59
      Nie wyobrażam sobie zostawić rodziców w potrzebie!A czy oni nie
      biegli na każde moje zawołanie?Czy nie spełniali zachcianek?Dla
      swojego dziecka jestem gotowa zrobić wszystko!Chyba to nic złego,że
      będę oczekiwała,iż w przyszłości o mnie nie zapomni.Rozumiem,że
      człowiek dorosły ma swoje życie,ale czy dorosłość oznacza zerwanie
      bliższych kontaktów z rodzicami i dziadkami?Wizyta dwa razy do roku
      na święta i to wszystko?Nawet,gdy mieszkałam 400km.od domu
      rodzinnego przyjeżdżałam raz w miesiącu-z małym dzieckiem i z mężem.
      Teraz mieszkam 40km.i jestem u mamy w każdą niedzielę.To nie jest
      brak odciętej pępowiny.Wiem,że ona czeka na nas i na swoją wnuczkę.
      Ona nie wymaga od nas tych odwiedzin,nie dzwoni codzień z pytaniami
      kiedy będziemy.Jedziemy do niej sami z siebie.I mam nadzieję,że moje
      dziecko nie będzie mnie odwiedzać z przymusu!
      • nati1011 Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 22.09.09, 18:21
        Mam nadzieję, ze uda mi sie tak wychowac dzieci, by sme do mnie
        przyjeżdżały smile

        Czym innym jest opieka należna rodzicom, czym innym ingerencja
        rodziców w rodziny dzieci - tu zwłaszcza na linii dziadkowie wnuki
        można by sporo powiedzieć wink Ale tez dowcipy o teściowych nie do
        końca wzięły się z sufitu. Może ogladacie rodzine zastępczą - tam
        jest teraz fajna satyra na zaborczą teściową.

        A ja w ramach rozluźnienia wątku - wczorajsze spotkanie z mamą wink

        Z samego rana jechałam do hospicjum po pusyksometr dla Magdy -
        zawiozłam go siostrze i zostałam na herbacie - no i oczywiście
        popieścić malutką wink W tym momencie wchodzi nasza mama - objuczona
        torbami jak wielbłąd - i jak widzi mnie, to zaczyna lament: że ona
        tak ciężko musi targać, a ja sobie tu siedze, a przecież mogłam po
        nią pojechać, skoro i tak jechałam.....
        - Mamo, ale trzeba było zadzwonić! Skąd miałam wiedzieć, że wogóle
        się wybierasz, a juz z tobołami to wogóle. (dzwonię co rano, ale że
        wyjeźdżałam z domu tuż po 7 to było za wcześnie)
        - no tak, tak, ale przecież MOGŁAŚ po mnie przyjechać wink)
        • verdana Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 22.09.09, 20:44
          Dla mnie oczekiwanie, ze skoro ja się zajmuje dziećmi, to one zajma
          się mną na starość jest powaznym naduzyciem. Bo ja zajmuje sie swimi
          dziecmi dlatego, ze chciałam je mieć. Nie sa mi za to NIC winne,
          nawet wdzięcznosci. Wdzięczność, owszem, moga czuc za pewne
          rzeczy "nadprogramowe", za pomoc w wieku dorosłym, za pomoc przy
          wnukach. Moga tez po prostu przyjeżdzać i pomagac, bo sa
          przywiązane, bo chca, bo kochaja rodziców. Może jednak tak byc, ze
          stosunki z rodzicami sa fatalne, ze naprawde nie ma za co być
          wdziecznym. Że wymagania rodziców powodują złość, zamiast
          wdzięcznosci.
          Obowiazek jest wyłącznie alimentacyjny. Bo nawet od najbardziej
          kochajacych dzieci trudno np. wymagac, aby nie wyemigrowaly, bo
          musza zostać w kraju do konca naszego życia. Albo, zebu zostawialy
          malutkie dziecko, by przeprowadzić się do matki.
          Czyli -uwazam, że dzieci powinny byc tak wychowywane i tak
          traktowane, by chciały - w miare mozliwosci - pomagac rodzicom.
          Wlasnie chciały. A samo załozenie, ze powinny z wdzięcznosci za to,
          że chcielismy je mieć, moze spowodowac gwałtowną niechęć.
          • sulla Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 22.09.09, 22:14
            Ja to widzę tak - to co my dajemy naszym dzieciom, one mają przekazać dalej
            swoim dzieciom. Jeśli mielibyśmy troszczyć się o dzieci po to, by ta troska
            wróciła "w całości" do nas, to się robi układ zamknięty i niezdrowy.
            I zgadzam się z Verdaną - dobrze jest, gdy uda się wychować dzieci tak, aby
            chciały nam pomagać. Z własnej woli, anie dlatego, że "całe życie dla ciebie
            poświęciła, a ty teraz...".
          • nati1011 Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 22.09.09, 23:21
            Niektóre osoby starsze wymagają opieki. Zwłaszcza, gdy do starości
            dołącza jescze choroba. Kto ma zaopiekowac sie matką staruszką jak
            nie dziecko? Tu nie chodzi o wdzieczność, czy obowiazek, a o zwykłą
            ludzką przyzwoitość. I jeżeli matka wymaga wizytu u lekarza, to ja
            ją tam wioze, a nie daję kase na taksówkę.

            W stosunku do mojej siotry tez nie mam obowiazków - ale jest dla
            mnie oczywiste, ze skoro ma chore dziecko to pomoc jest jej
            potrzebna. I gdy tylko moge to pomagam.

            > Obowiazek jest wyłącznie alimentacyjny. Bo nawet od najbardziej
            > kochajacych dzieci trudno np. wymagac, aby nie wyemigrowaly, bo
            > musza zostać w kraju do konca naszego życia. Albo, zebu zostawialy
            > malutkie dziecko, by przeprowadzić się do matki.

            No prawo cywilne nie moze nam nakazać kogoś kochać, ale skoro
            ustanowiony został OBOWIĄZEK alimentacyjny, to znaczy, ze rodzice
            mają PRAWO czegoś od dzieci oczekiwać. Biedne jednak te rodziny,
            które opiekę sprowadzą wyłacznei do pieniedzy. Do matki nei trzeba
            sie rpzeprowadzać, ale mozna ja wziąć do siebie - skoro tego wymaga.
            Mozna też znaleźć jej mieszkanie niedaleko rodziny, co umożliwi
            opiekę.
            • izazdo leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 09:04
              to wszystko prawda, pod warunkiem, że opieka jest proporcjonalna do stopnia
              niepełnosprawnosci matki (zdrowa 50-latka nie wymaga codziennych wizyt, bo a to
              sie firanka oberwala z jednej zabki i trzeba zawiesic, a to szafe przesunac, bo
              tam skarpetka wpadla). A sa matki "zdrowe inwalidki."

              Po drugie: pomoc nie moze odbywac sie kosztem malzenstwa. Opusci czlowiek ojca i
              matke - to warunek do zwiazania sie z zona. Nie da sie zyc w trojkacie, matka
              nie moze byc zazdrosna o zone, a czasami to wlasnie zazdrosc sprawia, ze matka
              tuz po slubie z dziarskiej kobiety staje sie obloznie chora okragly rok. Owszem,
              to JEST choroba i to wymaga pomocy, ale nie takiej, jak matka tego oczekuje. W
              takich przypadkach trzeba jej szukac terapeuty, a nie niańczyć mame, bo tego
              zadne malzenstwo nie wytrzyma.

              Rodzice musza sie liczyc z tym, ze kiedy dziecko spedza 8 godzin w pracy i 2
              godziny w dojazdach, to po odliczeniu czasu na sen i codzienne konieczne
              czynnosci (a to rachunki zaplacic, a to do dentysty pojsc, a to na wywiadowke)
              zostaje tylko kilka godzin, ktore w pierwszej kolejnosci naleza sie malzonkowi i
              dzieciom, a nie rodzicom. I w sytuacji, kiedy czasu na wszystko nie starcza,
              usprawiedliwione jest zorganizowanie rodzicom opieki za posrednictwem osob
              trzecich (dac na taksowke, przyslac zakupy kurierem internetowego hipermarketu,
              oplacic panią do sprzątania), a do mamy przychodzic raz w tygodniu w niedziele,
              razem z cala rodzina.

              Jesli mama ma problem z samotnoscia, to trzeba jej poszukac partnera albo
              wyleczyc malzenstwo, bo leczenie samotnosci NIE jest zadaniem dziecka. Sama
              niedawno twierdzilas, ze niegodziwe jest leczenie samotnosci w mlodosci
              (spowodowanej nieplodnoscia) za pomoca dziecka. No wiec jesli tak, to leczenie
              samotnosci w starosci za pomoca dziecka tez jest niegodziwe.

              I znowu - to dowod na to, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Dzieci
              juz masz, wiec leczenie nieplodnosci Ciebie nie dotyczy, ale problem samotnosci
              na starosc - juz tak.
              • nati1011 Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 09:45
                izazdo napisała:

                > I znowu - to dowod na to, ze punkt widzenia zalezy od punktu
                siedzenia. Dzieci
                > juz masz, wiec leczenie nieplodnosci Ciebie nie dotyczy, ale
                problem samotnosci
                > na starosc - juz tak.

                Jakim prawem mnie oceniasz? Co o mnie wiesz? Przypisujesz mi swoje
                wymyślone poglady i dorabiasz do nich ideologię.

                Tak się składa, ze ja mam marne szanse na dożycie do starości. A
                nawet gdyby, to jeszcze baaardzo daleka droga i wątpię by dokuczała
                mi wtedy samotność. Jeżeli już to prblem dotyczy mnie od drugiej
                strony. Niedawno zmarła moja babcia, kóra przez kilkanaście lat
                chorowała na Alzheimera. Obecnie organizujemy opiekę dla mamy - juz
                dziś - choc problem na pewno pojawi się dopiero za kilka lat. Jej
                choroba jest degradacyjna i wiemy, ze tej opieki bedzie potrzebować.
                Z latami coraz wiecej.


                I w sytuacji, kiedy czasu na wszystko nie starcza,
                > usprawiedliwione jest zorganizowanie rodzicom opieki za
                posrednictwem osob
                > trzecich (dac na taksowke, przyslac zakupy kurierem internetowego
                hipermarketu,
                > oplacic panią do sprzątania), a do mamy przychodzic raz w tygodniu
                w niedziele,
                > razem z cala rodzina.

                Brak czasu to naprawde bardzo wygodna wymówka. W końcu mozna tez
                dzwonić raz w tygodniu do domu opieki.
                • mamalgosia Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 10:19
                  nati1011 napisała:

                  >
                  > Tak się składa, ze ja mam marne szanse na dożycie do starości. A
                  > nawet gdyby, to jeszcze baaardzo daleka droga i wątpię by
                  dokuczała
                  > mi wtedy samotność.

                  A ja się jednak tego boję. Bardzo chciałabym by moje dzieci
                  odwiedzały mnie i bym ja mogła je odwiedzać. I bardzo chciałabym by
                  była to zdrowa relacja. A szczytem moich marzeń jest bycie na tyle
                  sprawną i na tyle zaufaną bym mogłą się zajmować wnukami.
                  Boję się samotności na starość bardzo.
                • izazdo Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 11:22
                  > Jakim prawem mnie oceniasz? Co o mnie wiesz? Przypisujesz mi swoje
                  > wymyślone poglady i dorabiasz do nich ideologię.

                  Wnioskuje na postawie wypowiedzi. Piszesz o "opiece należnej rodzicom" i "Mam
                  nadzieję, ze uda mi sie tak wychowac dzieci, by sme do mnie przyjeżdżały".
                  Wniosek, że bedziesz oczekiwać opieki od dzieci na starosc chyba nie jest
                  bezpodstawny?

                  A o punkcie siedzenia napisalam, bo rażąca jest dla mnie sprzecznosc miedzy
                  Twoimi pogladami: in vitro jest zle, bo to "przedmiotowe traktowanie dziecka",
                  ale żądanie "opieki należnej rodzicom" sprawowanej osobiście przedmiotowym
                  traktowaniem nie jest? Rozmawialysmy o "używaniu" człowieka jako środka do
                  zaspakajania potrzeb. Powiedzialam wtedy, ze to normalne, ze ludzie się nawzajem
                  "uzywaja" (takze w relacji dzieci-rodzice). Protestowalas, ze to nieetyczne. No
                  więc uważam, że urodzenie dziecka poczętego w jajowodzie po to, żeby na stare
                  lata robiło za kierowcę, sprzątaczkę, kucharkę i damę do towarzystwa jest wg
                  mnie jeszcze bardziej nieetyczne niz poczecie iv.


                  > Brak czasu to naprawde bardzo wygodna wymówka. W końcu mozna tez
                  > dzwonić raz w tygodniu do domu opieki.

                  Moja prababcie jeden z jej synow oddal do luksusowego domu opieki. Kiedy
                  dowiedzial sie o tym moj dziadek, poprosil moja mame, zebysmy ja stamtad zabrali
                  (sam nie mial warunkow) - bo kto to widzial, zeby matke do domu starcow itd. W
                  efekcie od 92 r.z. do 99 r.z. (czyli do smierci) prababcia mieszkala z moja
                  mama. Skutek byl taki, ze 12-14 godzin siedziala w domu sama, bo mama pracowala
                  na 1,5 etatu, a my z siostra mieszkamy po 300 i 500 km od mamy. Moim zdaniem
                  zamienil stryjek siekierke na kijek. W tym "domu starcow" prababcia miala
                  towarzystwo rówieśników, zajęcia wypełniające czas, spacery, rehabilitacje,
                  obiad w poludnie a nie o 20.0, stala opieke personelu. A tego, ze jest u nas, i
                  tak nigdy nie doceniala, caly czas pytala, gdzie jest jej ukochany synek (ten,
                  ktory ją oddal) i dlaczego z nią nie mieszka (tez mieszka 500 km od mojej mamy).
                  Nie rozumiała, że synek ma ponad 70 lat i sam jest już dziadkiem (jeszcze
                  pracujacym, bo po doktoracie). Jesli moja starosc mialaby wygladac tak, jak
                  mojej prababci, bo dorosle dzieci, wnuki i prawnuki są w pracy, to juz wole isc
                  do domu opieki. To czasami naprawde lepsze rozwiazanie.


                  > Jej
                  > choroba jest degradacyjna i wiemy, ze tej opieki bedzie potrzebować.
                  > Z latami coraz wiecej.


                  pisalam przeciez o odroznieniu potrzeb prawdziwych od urojonych.

                  -
              • mama_kasia Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 09:58
                > I znowu - to dowod na to, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Dzieci
                > juz masz, wiec leczenie nieplodnosci Ciebie nie dotyczy, ale problem samotnosci
                > na starosc - juz tak.


                Bez takich przytyków personalnych, proszę.

                dyżurująca moderatorka
              • mamalgosia Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 10:21
                izazdo napisała:


                > Jesli mama ma problem z samotnoscia, to trzeba jej poszukac
                partnera albo
                > wyleczyc malzenstwo

                No, tak, jakie to prostesmile))
              • nati1011 Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 10:44
                izazdo napisała:

                > Jesli mama ma problem z samotnoscia, to trzeba jej poszukac
                partnera albo
                > wyleczyc malzenstwo,
                Pisanie o szukaniu partnera dla starej matki na forum
                chrześcijańskim uważam za niesmaczne. 2 pomysł to juz wogóle
                zostawie bez komentarza.

                >bo leczenie samotnosci NIE jest zadaniem dziecka.
                Ja wogóle wychodzę z założenia, zę nikt nie powinien być samotny.
                Moze być sam, ale nie powinien być samotny. Jak jest, to znaczy, ze
                coś jest nie tak -albo z nim, albo z jego otoczeniem.

                Sama
                > niedawno twierdzilas, ze niegodziwe jest leczenie samotnosci w
                mlodosci
                > (spowodowanej nieplodnoscia) za pomoca dziecka. No wiec jesli tak,
                to leczenie
                > samotnosci w starosci za pomoca dziecka tez jest niegodziwe.

                A gdzie ja pisałam o samotności??? Mówiłam o opiece w chorobie - ty,
                jako biolog, uwazasz, że na starośc to mozna TYLKO na samotnosć
                chorować????
                • izazdo Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 11:31
                  > Pisanie o szukaniu partnera dla starej matki na forum
                  > chrześcijańskim uważam za niesmaczne.

                  A to dlaczego? Zauwaz, ze pisalam o wyswataniu mamy-wdowy z jakims milym
                  wdowcem, czy Kosciol przestal dopuszczac malzenstwa osob owdowialych? A moze
                  niesmaczne jest to, ze osoba w podeszlym wieku moze jeszcze chciec kogos kochac?
                  Rzeczywiście, to wprost odrażające. Na starość tylko różaniec i niańczenie
                  wnuków, a nie takie bezeceństwa jak nowy małżonek.


                  > 2 pomysł to juz wogóle
                  > zostawie bez komentarza.

                  To psychoterapia malzenstw równiez zostala zakazana przez Kosciol?


                  > Ja wogóle wychodzę z założenia, zę nikt nie powinien być samotny.
                  > Moze być sam, ale nie powinien być samotny. Jak jest, to znaczy, ze
                  > coś jest nie tak -albo z nim, albo z jego otoczeniem.

                  Właśnie. Nie powinien być samotny, ale nie za pomocą dziecka.


                  > A gdzie ja pisałam o samotności??? Mówiłam o opiece w chorobie - ty,
                  > jako biolog, uwazasz, że na starośc to mozna TYLKO na samotnosć
                  > chorować????

                  Toż przeciez napisalam o odroznianiu potrzeb prawdziwych od urojonych.
                  • nati1011 Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 11:46
                    polemikę z tobą uważam za niepotrzebne obciazanie serwera. Przecież
                    ty i tak wszystko wiesz lepiej. Często nawet wiesz lepiej co JA SAMA
                    chciałam powiedzieć.

                    A nie pomyślałaś czasem, ze to TY mozesz sie mylić?

                    > A to dlaczego? Zauwaz, ze pisalam o wyswataniu mamy-wdowy z jakims
                    milym
                    > wdowcem, czy Kosciol przestal dopuszczac malzenstwa osob
                    owdowialych? A moze
                    > niesmaczne jest to, ze osoba w podeszlym wieku moze jeszcze chciec
                    kogos kochac
                    > ?
                    > Rzeczywiście, to wprost odrażające. Na starość tylko różaniec i
                    niańczenie
                    > wnuków, a nie takie bezeceństwa jak nowy małżonek.


                    Pisałaś o "partnerze" a nie o małżeństwie osób owdowiałych> gdzie ja
                    pisałam o wdowie? A taki sposówb odpowiedzi uważam za niezbyt
                    grzeczny.
                    • izazdo Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 12:06
                      > Pisałaś o "partnerze" a nie o małżeństwie osób owdowiałych

                      Doprawdy?

                      forum.gazeta.pl/forum/w,16182,100582061,100588085,Re_zaczelamczytac_watek_o_dzieciach_i.html
                      • mamalgosia Re: leczenie samotnosci za pomoca dziecka 23.09.09, 12:52
                        tak, doprawdy:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,16182,100582061,100623400,Re_leczenie_samotnosci_za_pomoca_dziecka.html

                        • izazdo pomyśl 23.09.09, 16:39
                          slowo "partner" nie oznacza konkubenta, a osobe, ktora jest rownorzedna w
                          relacji. Skoro najpierw napisalam o terapii relacji z malzonkiem lub poszukaniu
                          meza, a potem uzylam slowa partner, to chyba jednoznaczne jest, ze partner jest
                          w tym kontekscie synonimem meza?
            • madziaq Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 12:51
              A co jest złego w daniu pieniędzy na taksówkę, jeśli matka wymaga wizyty u
              lekarza, a ja akurat nie mam czasu jej tam zawieźć, bo np. pracuję albo mam
              chore dziecko?

              Mój teśc ma schorowanych rodziców. Babcia ma problemy z psychiką, dziadek w
              miarę się trzyma, ale jest już po osiemdziesiątce i nie daje sobie do końca rady
              z prowadzeniem domu. Teściowie próbowali zaproponować wynajęcie kogoś, kto od
              czasu do czasu przyszedłby i np. umył okna, czy gruntownie posprzątał - dziadek
              poczuł się obrażony. Oczywiście, mogliby sami jeździć powiedzmy co drugi tydzień
              te kilkadziesiąt kilometrów i sprzątać, ale jaki jest tego sens? Zaznaczam, że
              nie mówię o tym, że nie ma sensu odwiedzanie rodziców tylko jeżdżenie do nich w
              celu ogarnięcia mieszkania. W czym jest lepsze wyszorowanie podłogi przez własne
              dziecko od wyszorowania tej samej podłogi przez wynajęta panią? Przyznam, że
              gdybym miała już dorosłe dzieci to wolałabym, kiedy mnie odwiedzą, żeby piły ze
              mną herbatę a nie czyściły mi toaletę, jeśli tylko można to załatwić w
              jakikolwiek inny sposób.

              Ja uważam, że pomoc niekoniecznie musi oznaczać własnoręczne przytarganie
              zakupów, zawiezienie do lekarza czy siedzenie z dzieckiem, gdy np. Twoja siostra
              musi gdzieś wyjść. Zamówienie taksówki, zorganizowanie kuriera, który przywiezie
              zakupy do domu, czy wynajęcie opiekunki do dziecka to też pomoc, wcale nie
              gorsza, a czasem nawet lepsza, bo dzięki temu, że mniej fizycznego wysiłku
              wkładamy np. w zaprowiantowanie starzejących się rodziców, mamy więcej czasu i
              energii na kontakty z nimi na poziomie powiedzmy emocjonalnym a nie organizacyjnym.
    • milka_milka Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 10:51
      Odzywam się rzadko, raczej dużo Was czytam. smile I tak sobie myślę, że bliska mi
      jest postawa Verdany i Izazdo. Dbać o rodziców, kochać i pomagać, ale... No
      właśnie, nie dać się wplątać w układ, gdy rodzic chce udowodnić, że jego związek
      z dorosłym dzieckiem jest silniejszy i ważniejszy niż związek tegoż dziecka z
      mężem/żoną. Dorosłe dzieci mają swoje życie, rodzice powinni stanowić jego
      część, ale nie centrum.
      • mamalgosia Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 10:54
        Szkoda, że się rzadko odzywasz.

        Tak. A jeszcze ciekawe jest to, że bywa, że rodzic chce mieć dobrą
        relację i mocnoą więź ze swoim dorosłym dzieckiem, podczas gdy nie
        dbał o tę więź gdy dziecko było dzieckiem...sad
        • milka_milka Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 11:00
          > Szkoda, że się rzadko odzywasz.

          A, bo wydaje mi się, że jakaś taka głupsza jestem i już wszyscy powiedzieli, to
          co ja mogłabym dodać. smile
          Ale wracając do tematu - bliski mi jest bardzo. I też nie umiem znaleźć
          złotego środka. Tak, żeby nikogo nie krzywdzić - ani Mamy, którą kocham i która
          zawsze była dobrą matką, która mnie psychicznie potrzebuje, ale jakoś trudno
          chyba jej pogodzić się z moją dorosłością ani mojej rodziny, której jednak wg.
          mnie należy się pierwszeństwo.
          • nati1011 Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 11:11
            > Ale wracając do tematu - bliski mi jest bardzo. I też nie umiem
            znaleźć
            > złotego środka. Tak, żeby nikogo nie krzywdzić - ani Mamy, którą
            kocham i która
            > zawsze była dobrą matką, która mnie psychicznie potrzebuje, ale
            jakoś trudno
            > chyba jej pogodzić się z moją dorosłością ani mojej rodziny,
            której jednak wg.
            > mnie należy się pierwszeństwo.

            Milka - chyba wszyscy spotykamy się z pewną "zaborczością" rodziców
            w stosunku do dorosłych dzieci - ja przynajmniej nie znam rodzin,
            kóre narzekałyby na zbyt mało kontaktów z dorosłymi rodzicami wink I
            oczywiste jest, że teraz NASZE rodziny mają pierwszeństow - ale od
            tego pierwszesntwa jeszcze daleko do WYŁĄCZNIE materialnego
            wspomagania rodziców. Nie sądzisz?
            • milka_milka Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 11:21
              Ależ ja nie miałam na myśli tylko pomocy materialnej. Tylko znalezienie takiej
              opcji, która pozwoli zachować równowagę. Lubię być z moją mamą, cenię sobie czas
              z nią spędzony, staram się pomagać, ale nie mogę być na każde zawołanie. I
              myślę, że jeśli zakupy dla niej zrobię przez internet, a dostarczy je kurier, a
              ja zamiast ganiać po supermarkecie, pobędę z nią po prostu to nikt na tym nie
              ucierpi.
            • isma Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 14:51
              nati1011 napisała:


              >
              > Milka - chyba wszyscy spotykamy się z pewną "zaborczością" rodziców
              > w stosunku do dorosłych dzieci - ja przynajmniej nie znam rodzin,
              > kóre narzekałyby na zbyt mało kontaktów z dorosłymi rodzicami wink

              My! My!
              Moi rodziciele zawsze nader dobitnie mi dawali odczuc, ze dorosla jestem, a z
              wiekiem sie to, ze sie tak wyraze, w naturalny sposob nasila wink)).
              Przy czym uwazam, ze maja do tego prawo (i wdzieczna im jestem za zaufanie,
              zwlaszcza w czasach szczeniecych), choc czasem wygodniej by mi bylo, zeby az tak
              bez zastrzezen nie wierzyli w to, ze sobie sami damy ze wszystkim rade wink)).

              I
              > oczywiste jest, że teraz NASZE rodziny mają pierwszeństow - ale od
              > tego pierwszesntwa jeszcze daleko do WYŁĄCZNIE materialnego
              > wspomagania rodziców. Nie sądzisz?
              >
              • nati1011 Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 15:11
                Jak byłam młoda, to też miałam aż za dużo wolności, ale z wiekiem to
                sie jednak troche zmienia. Zwłąszcza jak pojawiają sie wnuki, i
                mamusie (i teściowe) nie moga sie powstrzymać od wtrącenia swoich 3
                groszy smile))

                Jednym zdaniem byłam dość dorosła by w podstawówce jechać samotnie
                na drugi koniec Polski, ale nikt nie zaopiekuje się tak dobrze moimi
                dziećmi jak babunie wink)
          • mama_kasia Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 11:18
            > A, bo wydaje mi się, że jakaś taka głupsza jestem i już wszyscy powiedzieli, to
            > co ja mogłabym dodać. smile

            A to akurat nasza wina, że wypowiadamy się za szybko smile Za dużo
            pewnie siedziemy w tym internecie, ...nasza wina
          • mamalgosia milka_milka 23.09.09, 12:57
            Chcę Cię prosić, żebyś jednak pisała. Z kilku powodów (to moje
            prywatne powody):
            - jeśli nawet uważasz, że ktoś inny już napisał to co Ty wlaśnie
            myślisz, to temu komuś będzie miło poczytać, że ktoś sie z nim
            zgadza. A poza tym nawet tę samą sprawę można inaczej ująć. I może
            Ty tylko myślisz, że myślisz tak samo (smile), a okaże się, że jest coś
            nowego, odkrywczego i świeżego w Twoich słowach. A jeśli nadal
            myślisz, że myślisz tak samo, to możemy Ci udowodnić, że myślisz
            przeciwniesmile)
            - zapewniam cię, że nie jesteś głupsza. Zapewniam Cię bardzo
            boleśnie. Posady głupków forumowych są już obsadzone
            - bardzo lubię czytać wypowiedzi osób mniej znanych na forum. Może
            nie będę uzasadniać, bo sie zaplączę

            I nick masz słodki_słodkismile
            • milka_milka Re: milka_milka 23.09.09, 13:12
              Miło mi smile Postaram się, obiecuję.
      • nati1011 Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 10:59
        milka_milka napisała:

        Dorosłe dzieci mają swoje życie, rodzice powinni stanowić jego
        > część, ale nie centrum.


        Oczywiście - ale kto mówi, ze rodzice mają prawo manipulowac dziećmi
        lub rozbijać ich rodziny?

        Nie rozumiem dlaczego Verdana i Izazdo od razu skupiły się na
        patologicznych więziach łaćzących rodziców z dziećmi. Czyli
        całkowicie odwrotnie jak w naszej poprzedniej dyskusji - jak dziecko
        małe, to rodzice mają ZAWSZE dobre intencje, a jak dziecko dorosłe,
        to rodzice chcą nim manipulować - skąd wy macie takie
        doswiadczenia??? Te relacje ZAWSZE powinny być prawidłowe - i śmiem
        twierdzić, że jak sa prawidłowe w momencie przyjmowania dziecka do
        rodziny, to mniejsze ryzyko, zę staną sie patologiczne w dorosłosci.
        • verdana Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 13:33
          Nie przeczytałas dokladnie.
          Uwazam, ze dzieci nie mają obowiazku zajmowania się osobiscie
          rodzicami wtedy, gdy nie maja być za co wdzięczne. Niestety, wiele
          dzieci rodzi się niechcianych od poczatku, wiele jest źle
          traktowanych, wiele wywodzi się z rodzin akloholików. Odwczieczanie
          się takim rodzicom za ciężkie dziecinstwo, rozumiane jako obowiazek,
          jest absurdalne.
          Niestety, czesto po urodzeniu dziecka dzieje się w rodzinie cos
          bardzo zlego. Pewnie, ze relacje powinny być prawilowe, ale w wielu
          wypadkach- nie są. Nie musi byc to nawet demoralizacja rodziny,
          wystarczy nadopiekunczość i zaborczość.
          No i w poprzedniej dyskusji wyraźnie twierdzilam, ze naturalne
          poczecie , jako czesto przypadkowe, absolutnie nie gwarantuje
          dobrych intencji... (co nie oznacza, ze uwazam je za zle, ale nic
          poprostu o intencjach rodzicow powiedzieć na podstawie możliwosci
          zajścia w ciążę nie sposób).
          • nati1011 Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 14:09
            verdana napisała:

            > Nie przeczytałas dokladnie.
            > Uwazam, ze dzieci nie mają obowiazku zajmowania się osobiscie
            > rodzicami wtedy, gdy nie maja być za co wdzięczne. Niestety, wiele
            > dzieci rodzi się niechcianych od poczatku, wiele jest źle
            > traktowanych, wiele wywodzi się z rodzin akloholików.
            Odwczieczanie
            > się takim rodzicom za ciężkie dziecinstwo, rozumiane jako
            obowiazek,
            > jest absurdalne.

            Fakt - oczekiwanie opieki na starość od dziecka, gdy się nim wcale
            nie opiekowało w dzieciństwie jest absurdalne. Ale w takim przypadku
            nawet prawo cywilne zwalnia z obowiazku alimentacyjnego.

            > Niestety, czesto po urodzeniu dziecka dzieje się w rodzinie cos
            > bardzo zlego. Pewnie, ze relacje powinny być prawilowe, ale w
            wielu
            > wypadkach- nie są. Nie musi byc to nawet demoralizacja rodziny,
            > wystarczy nadopiekunczość i zaborczość.

            Dlatego tez pisałam, ze jezlei stosunki w rodzinie są prawidłowe to
            ta wzajemna opieka - na róznych etapach życia - jest po prostu czymś
            naturalnym i normalnym i nikt nawet nie myśli o tym jak o obowiazku.


            > No i w poprzedniej dyskusji wyraźnie twierdzilam, ze naturalne
            > poczecie , jako czesto przypadkowe, absolutnie nie gwarantuje
            > dobrych intencji... (co nie oznacza, ze uwazam je za zle, ale nic
            > poprostu o intencjach rodzicow powiedzieć na podstawie możliwosci
            > zajścia w ciążę nie sposób).

            Oczywiście, że sam fakt naturalnego poczęcia niczeg nie gwarantuje.
            Nawet poczęcia z najwiekszej miłości nie gwarantuje jej na całe
            życie. Rodzicielstwo nie jest samą przyjemnością, to także trud i
            często ból. Trzeba dużo pracy, by te relacje były prawidłowe.


            Ale tez zastanawia mnie, dlaczego gdy mówimy o już urodzonych
            dzieciach nagle w tych naszych rozważaniach skupiamy się na
            patologiach.
            • verdana Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 23.09.09, 14:15
              Bo tam, gdzie nie ma patologii raczej nie ma problemu. dzieci, ktore
              kochaja rodziców, zrobia co sie da, aby im pomoc. Rodzice, ktorzy
              kochaja dzieci, zrobia co sie da, aby dzieciom nie marnować życia.
              Problem zaczyna się, gdy cos bardzo szwankuje.
    • korniz Re: zaczelamczytac watek o dzieciach i 24.09.09, 12:10
      powiem wam ze mialam problem z tesciową .Na szczescie mialam bo
      naprawdę rozwaliloby to nasze małzenstwo.Po smierci tescia tesciowa
      uznała ze jej syn czyli moj maz jest jej wlasnoscią i ma prawo żądać
      od niego pomocy w kazdej sytuacji.Wszystko rozumialam trzeba
      pozamykac sprawy ,spadkowe ,podatkowe itp.Ale jak to zostalo
      wszystko zamknięte,dzwoiła do meża ze ma ją zawiesc do pracy do
      banku po zakupy a wszystko ma pod nosem i jazda samochodem tyle samo
      czasu by zajela.A zakupy jak robiła znami wtedy na poczatku.To potem
      polowe wywalała bo za duzo nakupowala bo przecież samochodem
      jest.Teraz robi zakupy doslownie 5 m od domu i jest ok.sama sobie
      radzi ,nie dzwoni nie prosi sie .A to przez to ze ja w koncu
      powiedziałam stop grzecznie oczywiscie.Sam maż to zauważył że to
      nadużycie.A poza tym w naszym zyciu po smierci tescia pojawil sie
      dzidzius i tez wtedy przystopowala.Jeszcze jedna sprawa samochodu
      teraz sama widzi że do naszego auta nie zmiesci sie przy dwóch
      fotelikach.Więc nawet jazda pociągami nie stanowi juz dla niej
      problemu.Śmieci wynosi zakupy robi radzi sobie ,a wczesniej zrob to
      zawiesc tam mazmusial iść i smieci jej wyrzucac itd.Teraz wie ze ja
      tez mam cos do powiedzenia.też byłam sama z dziecmi gdy mąz na
      delegacji byl,ale nikomu nie zawracalam głowy ze sobie nie
      radzę,zacislam zeby i bylam twarda.Wazne zeby z tesciów z rodzicow
      nie robic kalek i jak mogą to niech jak najdłużej sami daja
      rade.Owszem gdy bedzie potrzebowala pomocy i to faktycznie pomocy
      zawsze jej udzielimy.W koncu moja tesciowa stała sie bardziej
      samodzielnasmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka