Dodaj do ulubionych

Spowiednik.

29.09.09, 17:58
Mam znajomych, którzy mają swoich spowiedników. Umawiają się z nimi
indywidualnie, ta ich spowiedź trwa o wiele dłużej, na spokojnie
przedyskutowują pewne kwestie.
Przyznam, że ja po każdej spowiedzi czuję taki....niedosyt. Zazwyczaj
spowiadana jestem w pośpiechu, mam takie uczucie, że bardzo się odkrywam,
mówię o rzeczach dla mnie trudnych ( które z boku mogą się wydawać bagatelne-
fakt)a słyszę tylko puk puk,czasem kilka jakichś często powielanych słów.

Jak to jest u Was? Jak to się dzieje, że niektórzy mają spowiedników?
W przypadku moich znajomych są to znajomi księża, ale czy tak jest zawsze? Nie
przeszkadza Wam "brak dialogu" podczas spowiedzi? A może ja podchodzę zbyt
powierzchownie do tego sakramentu, może to jest w ogóle nie istotne? Ale jeśli
byłoby nieistotne to ludzie nie szukali by spowiedników?
Obserwuj wątek
    • kocianna Re: Spowiednik. 29.09.09, 20:29
      Ja z spowiadam się zawsze u dominikanów. Nawet, jeżeli spowiedź nie trwa tam
      długo, to wychodzę pogodzona z Bogiem i sobą samą. Czuję się też pokrzepiona, a
      nie zrugana i zmieszana z błotem.

      Prawdziwa, porządna spowiedź zdarza mi się na rekolekcjach - i zwykle trwa ona
      dość długo.

      Unikam jak mogę kościoła parafialnego (każdego). Teraz, niestety, nie mam
      żadnego zakonu katolickiego w promieniu co najmniej kilkuset kilometrów sad
      Nie lubię spowiadać się u znajomych księży, np. z którymi pracuję.
    • atama Re: Spowiednik. 29.09.09, 21:09
      Ciekawy temat.
      Z jednej strony kierownictwo duchowe, z drugiej stały spowiednik.
      Ze swojej praktyki mogę powiedzieć, że szukanie stałego spowiednika
      bywa długie i żmudne, ale warto.
      Ciekawa jestem Waszych strategii na szukanie spowiednika...
    • mama_kasia Re: Spowiednik. 29.09.09, 22:10
      Tak na szybko jeszcze do poczytania stare wątki na ten temat.
      forum.gazeta.pl/forum/w,16182,51597603,,staly_spowiednik_kierownik_duchowy_.html?v=2
      forum.gazeta.pl/forum/w,16182,12641084,,Co_myslicie_o_kierownictwie_duchowym_.html?v=2
      • ula27121 Re: Spowiednik. 30.09.09, 08:51
        Dziękuję. Będę miała co czytaćsmile
    • isma Re: Spowiednik. 29.09.09, 23:40
      No, temat jest zlozony.

      Mysle, ze na pewnym etapie rzeczywiscie, uwazny, zaangazowany, a tez i staly,
      spowiednik może byc pozyteczny. Także (może przede wszystkim wink)) dlatego, ze
      to wymaga uwagi, zaangazowania i stalosci od obu stron.

      Wydaje mi się, ze rzeczywiscie raczej nie powinno się zdawac na przypadkowego
      rezydenta szafki, kiedy człowiek ma jakas konkretna, zawiklana, nietypowa sprawe
      do rozeznania. Albo wtedy, kiedy się jest, powiedzmy, z jakichs powodow nieco
      zrazonym do spowiedzi. Rzeczywiscie wtedy lepiej probowac uniknac sytuacji, w
      ktorej jakas ciezka osobista nieumiejetnosc spowiednika by mogla potencjalnie
      spowodowac opor, zamkniecie się na to Boze milosierdzie, które jest w gruncie
      rzeczy sama esencja, sama prawda tego sakramentu. I to ono wlasnie powoduje, ze
      zasadniczo spowiedz nie musi być duchowo „wypasiona” (choc może giganci ducha
      takiej potrzebuja? No, ale ja tego wiedziec nie moge wink)).

      Ja sama okresowi „wypasionych” spowiedzi w moim zyciu zawdzieczam duzo, z
      regularnoscia na czele. Zauwazylam koniecznosc zadoscuczynienia, bynajmniej nie
      tozsamego z odprawieniem zadanej pokuty. Wdrozylam się do codziennego rachunku
      sumienia. Oduczylam się bagatelizowac niewygodne i w konsekwencji się
      samousprawiedliwiac, a nauczylam się – zostalam nauczona? – ze i ja, jak każdy,
      potrzebuje Kogos, kto mnie przyjmuje w calej prawdzie.

      No, ale jak już się mniej wiecej nauczylam, to do mnie w sama pore dotarlo, ze
      tym absolutnie niezbednym Kims bynajmniej nie jest tzw. dobry spowiednik wink)).

      I teraz mam tak, ze sobie mysle, ze rzecz cala należy przede wszystkim do Pana
      Boga. Potem troche do mnie – zwlaszcza na tym etapie przed podejsciem do
      konfesjonalu (nawiasem mowiac: kobiety maja taka dosyc charakterystyczna
      sklonnosc do skupiania się na zewidencjonowaniu i sprawozdaniu przewin, co
      owszem, jest waznym elementem tego procesu, który się w sakramencie dokonuje,
      ale niejedynym przeciez! Nie raz i nie dwa bywa tak, ze na ewidencje cos tam
      niby trafia, ale bez glebszej refleksji nad przyczynami tego, a czasem i bez
      zalu i bez postanowienia poprawy wiecej niż czysto formalnego. I tu kawal roboty
      trzeba wykonac przed spowiedzia…wink i po odejsciu od niego (!), a potem dopiero do
      spowiednika.

      Jak się trafi ktos, kto mi tak zwyczajnie, po ludzku, duszyczke dodatkowo
      przeora – to dobrze: dar od Pana Boga. Jeśli mi jakos pomoze w formowaniu
      sumienia - to doskonale. Ale ze nie ma obowiazku mnie w tym wyreczac, to i ja
      nie miewam raczej (o ile nie zdarzy sie katastrofa totalna, która kaze watpic,
      czy spowiedz w ogole była nastapila…wink poczucia niedosytu. Również dlatego, ze
      się staram zbytnio nie przywiazywac do tego, co powiedzialam, znaczy nie licze
      na jakies szczegolnie aktywne zainteresowanie szczegolami mojej ewidencji i na
      dyskusje nad nimi wink)). Moze byc "pare powielanych slow". Bo to ma być przede
      wszystkim mój proces nawrocenia, ja mam w nim, z ofiarowywana przez sakrament
      pomoca Pana Boga, jednana z Kosciolem przez posrednictwo drugiego czlowieka,
      pracowac. I ja takiego spotkania z Bozym milosierdziem na drodze powrotu
      rzeczywiscie potrzebuje. Wlasnie takiego - nieprecyzyjnie teraz powiem -
      meskiego, ojcowskiego potraktowania sprawy: mniej wazne, co bylo w szczegolach.
      Jest powrot, jest przebaczenie, i to jest wazne.

      I jeszcze, na moment wracajac do tego poszukiwania dobrego spowiednika na stale.
      Jak rozmawiam z ludzmi troche, to zauwazam, ze znacznie czesciej – praktycznie
      wylacznie - taka potrzebe maja kobiety (co bynajmniej nie ma zwiazku z
      intensywnoscia praktyk religijnych, bo znam niejednego wielce poboznego
      mezczyzne wink)). Zastanawiam się, na ile to ma zwiazek z tym, o czym pisalam
      wczesniej – z ta kobieca potrzeba wygadania się komus, a potem wzajemnym
      oczekiwaniem od niego „pochylenia się nad problemem”. Oczywiście nie twierdze,
      ze te potrzebe należy bezwzglednie rugowac i tlamsic, bo ona ma tez swoje dobre
      strony (bywa dowodem pewnej glebszej wrazliwosci etycznej np.) – ale mysle, ze
      trzeba być bardzo wnikliwym w badaniu jej zrodel i konsekwencji. Bo skutecznosc
      sakramentu nie zalezy od zgodnego z oczekiwaniami jej zaspokojenia.
      • samboraga Re: Spowiednik. 30.09.09, 08:41
        Ta ludzka strona spowiedzi tak się skomplikowanie przeplata, ciągle brakowało mi
        impulsu, by ruszyć ten temat 'dla siebie', a ujęłaś to w punkt. Dziękuję, mam
        nad czym rozmyślaćsmile
      • ula27121 Re: Spowiednik. 30.09.09, 09:11
        isma napisała:

        >Zastanawiam się, na ile to ma zwiazek z tym, o czym pisalam
        > wczesniej – z ta kobieca potrzeba wygadania się komus, a potem wzajemnym
        > oczekiwaniem od niego „pochylenia się nad problemem”.

        Tak całkiem szczerze to myślę, że ten fragment jest o mnie. Do zastanowienia się
        nad sprawą spowiedzi i spowiednika skłoniły mnie dwie rzeczy. Pierwsza to
        przeczytany kiedyś artykuł w miesięczniku "List" (którego fragment chciałam
        przytoczyć ale nie udało mi się odnaleźć). Pisano tam mniej więcej o tym, że w
        obecnych czasach tak dużą popularnością cieszą się gabinety psychologiczne bo
        ludzie odeszli od spowiedzi. Druga, to wizyta w takim gabinecie. Wizyta była
        zupełnie nie spodziewana, powiedziałabym, że nawet trochę przypadkowa. Rozmowa z
        Tą kobietą uświadomiła mi jak ważny dla mnie jest dialog. Mimo, że dużo pracy
        wkładam w "douczanie się" w pewnych dziedzinach, to osoba z boku, z którą jest
        się bardzo szczerym, jest w stanie spojrzeć na niektóre rzeczy inaczej,
        uświadomić coś czego się do tej pory nie widział albo nie chciało widzieć.

        Spowiedź (całą, z tymi wszystkim rzetelnie wprowadzonymi elementami, o których
        tak zgrabnie pisze Isma) jest dla mnie trudna. Myślę, że przydałaby mi się
        pomoc, choć wiem że może nie powinnam jej otrzymać. Że ja powinnam sama....

        > Bo skutecznosc
        > sakramentu nie zalezy od zgodnego z oczekiwaniami jej zaspokojenia.

        Wiem. Jednak ludzie szukają odpowiednich dla siebie form, które może są
        efektywniejsze? Byłam ciekawa jak to jest u innych bo wśród swoich znajomych nie
        bardzo mam z kim o tym porozmawiaćsmile
        • isma Re: Spowiednik. 30.09.09, 22:55
          ula27121 napisała:

          Byłam ciekawa jak to jest u innych bo wśród swoich znajomych nie
          > bardzo mam z kim o tym porozmawiaćsmile

          Ano wlasnie. Tu jest, mnie sie wydaje, sedno sprawy.
          Jakos tak sie porobilo - i nie wydaje mi sie, zeby to byla tylko kwestia tego,
          ze ludzie chodza sie wygadac do terapeuty, bo przestali chodzic do spowiedzi -
          ze coraz trudniej nam rozmawiac. Nie nawiazujemy wiezi z ludzmi, tylko
          znajomosci. Nie poznajemy siebie nawzajem, tylko zalatwiamy sprawy i
          rozwiazujemy problemy.

          Mysle, ze byc moze stad sie biora oczekiwania wobec spowiedzi - ze przynajmniej
          ona dostarczy tego autentycznie ludzkiego klimatu zaufania i akceptacji. Ze
          bedzie odpowiedzia na ludzka potrzebe otwarcia sie przed drugim czlowiekiem. To
          dobrze, kiedy taka bywa, ale chyba tak naprawde tego trzeba szukac przede
          wszystkim poza konfesjonalem.
          • otryt Re: Spowiednik. 01.10.09, 09:22
            isma napisała:

            >Mysle, ze byc moze stad sie biora oczekiwania wobec spowiedzi - ze
            >przynajmniej ona dostarczy tego autentycznie ludzkiego klimatu
            >zaufania i akceptacji. Ze bedzie odpowiedzia na ludzka potrzebe
            >otwarcia sie przed drugim czlowiekiem. To dobrze, kiedy taka bywa,
            >ale chyba tak naprawde tego trzeba szukac przede wszystkim poza
            >konfesjonalem.


            Niech Cię uściskam, Isma. Ja od księdza w spowiedzi oczekuję
            wyłącznie „czarnej roboty”, jak to trafnie ujęła Budzikowa. Wtedy
            najważniejszy cel spowiedzi jest osiągnięty. Myślę, że masz rację,
            gdy mówisz, że ludzie tym bardziej oczekują pogłębionych rozmów z
            księdzem podczas spowiedzi, im bardziej nie uzyskują tego zaufania,
            akceptacji, zrozumienia, zainteresowania, pochylenia się własną
            osobą od przyjaciół czy współmałżonka. Wiem to po sobie. Dziś, gdy
            łatwiej mi o takie rozmowy niż kiedyś, mniej oczekuję od księdza
            podczas spowiedzi. Myślę, że mąż lub żona również może takie
            potrzeby zaspokajać. Przynajmniej moja żona jest świetna do
            pogłębionych, duchowych rozmów w klimacie zaufania, akceptacji i
            zrozumienia. Nawet forum stanowi miejsce, gdzie można się wygadać i
            coś mądrego usłyszeć od drugiego człowieka. Poza tym, jak słusznie
            zauważyła Isma spowiedź to przede wszystkim własna, żmudna praca
            przed i po. Drugi człowiek może wskazać kierunek takiej pracy, dać
            pewne wskazówki, ale nie wykonana niczego za nas. Tym człowiekiem
            wcale nie musi być ksiądz.

            Niedawno poznaliśmy z żoną pewnego księdza. Usiedliśmy przy
            komputerze, on chciał nam pokazać zdjęcia z egzotycznego miejsca,
            gdzie na stałe pracuje, strony internetowe z nim związane. I tak się
            zaczęła wielogodzinna rozmowa. Byliśmy dobrymi słuchaczami.
            Opowiadał o sobie i swojej rodzinie, o trudach swojej pracy, o
            swoich przemyśleniach i obserwacjach. Byli tam też inni księża, ale
            on chciał z nami rozmawiać. Inni księża poszli na jakąś konferencję
            czy rekolekcje, które wspólnie odprawiali od paru dni. On został z
            nami przy tym komputerze. Czuliśmy z żoną, że musi być bardzo
            samotny. Próbowaliśmy zakończyć rozmowę, bo noc zapadała, a
            nazajutrz był trudny dzień, a on wciąż otwierał nowe wątki rozmowy.
            Ksiądz otwiera się przed świeckimi, a oni cierpliwie go wysłuchują.
            To jakieś nowe doświadczenie. Wciąż o tym myślimy.
            • atama Re: Spowiednik. 01.10.09, 10:23
              W tym co piszecie Ismo i Otrycie jest sporo prawdy, ale widzę to
              trochę inaczej.
              Po pierwsze spowiedź to nie to samo co kierownictwo duchowe. Miejsce
              na wygadanie się jest raczej w kierownictwie.
              Idąc dalej wydaje mi się, że nie każdemu i nie na każdym etapie
              życia kierownictwo jest potrzebne.
              Istnieje w rozmowach z bliskimi podwójne ryzyko. Z jednej strony
              można pobłądzić teologicznie (nawet przy dobrych chęciach), a z
              drugiej trudno jest utrzymać obiektywizm. Szczególnie w małżeństwie.
              Nie raz spotkałam się z opinią, że małżonkowie nie są dla siebie
              dobrymi kierownikami duchowymi.
              Tak - małżonkowie, bo wiadomo, że świeccy również podejmują się
              kierownictwa duchowego smile))
              • otryt Re: Spowiednik. 01.10.09, 10:43
                Atamo, ja w swoim tekście nic nie mówiłem o kierownictwie duchowym
                (brrrrr, ta terminologia!). Miałem raczej na myśli wspólne
                poszukiwanie jakiejś prawdy czy głębi, wspólne wzrastanie, dzielenie
                się swoimi odkryciami czy spostrzeżeniami, szukanie i dawanie
                bliskości i akceptacji. Czy kierownictwo duchowe jest w ogóle
                potrzebne każdemu człowiekowi? Tego nie wiem. Chyba KK w swoim
                katechiźmie tego nie naucza. W jakimś niedawnym "Liście" pisał ktoś,
                że często z kierownictwa duchowego wynika więcej złego niż dobrego.
                Muszę odnaleźć ten numer, to może zacytuję.smile)
                • atama Re: Spowiednik. 01.10.09, 10:50
                  Wątek o spowiedniku, dlatego ja w tym tonie bardziej smile
              • isma Re: Spowiednik. 02.10.09, 23:09
                Ale to ja przeciez caly czas mowie o spowiedzi! I mowie, ze ludzie maja wobec
                niej pewne oczekiwania, ktore do jej istoty nie naleza (ba, mysle, ze tez i w
                kierownictwie duchowym nie o to chodzi, zeby sobie niewiasta potok wymowy
                upuscila...), a wynikaja z potrzeb, powiedzmy, emocjonalnych. Ktore sa moim
                zdaniem zwiazane z kryzysem wiezi miedzy ludzmi, wlasnie wiezi duchowych.

                Natomiast, skoro juz zeszlo na to kierownictwo. Otoz ja wcale nie mam pewnosci,
                czy "obiektywizm" jest tu zaleta. Ale to moze w jakims innym topicu wink)).
          • ula27121 Re: Spowiednik. 01.10.09, 10:06
            U mnie brak możliwości porozmawiania z kimkolwiek na ten temat wynika z tego, że
            znajomych mam ateistów.
    • milka_milka Re: Spowiednik. 30.09.09, 10:02
      Marzę o takiej możliwości. Dwa razy w życiu udała mi się taka właśnie głęboka
      spowiedź, twarzą w twarz, bez kratek konfesjonału, i u mądrego księdza. To było
      niezwykłe doświadczenia, czułam wręcz, jak się oczyszczam, dostałam cudowny
      impuls do pracy nad sobą, do dalszych starań. Zaś "normalna" spowiedź - cóż,
      jest, też może ubogacić, dać sporo, zależy do księdza, ale to już nie to samo. I
      nie chodzi mi o to, że ja się mniej staram, lecz o to, że w trakcie takiej
      "otwartej" spowiedzi czuję więź Z Panem Bogiem, że nie jest to tylko wyznanie
      grzechów, ale rozmowa na ich temat i również na temat moich wątpliwości i innych
      problemów. Może bardziej taki rodzaj psychoterapii?
      • mama_kasia Re: Spowiednik. 30.09.09, 11:21
        Zaś "normalna" spowiedź - cóż,
        > jest, też może ubogacić, dać sporo, zależy do księdza, ale to już nie to samo.

        Takie podejście wydaje mi się niebezpieczne sad

        "Normalna" spowiedź, taka ze wszystkimi jej warunkami, tzn.
        żalem za grzechy, wyznanie grzechów, zadośćuczynieniem (wcześniej
        uczciwie wykonany rachunek sumienia), jest sakramentem, w którym
        Bóg przebacza grzechy. Czy to odczuwam emocjonalnie, czy nie.
        Z Jego strony następuje pojednanie z człowiekiem. Tego nie da
        żadne, choćby najlepsze kierownictwo duchowe. To, owszem w KK
        dzieje się za pośrednikiem wyświęconego prezbitera, ale za
        pośrednictwem i niezależnie od tego, czy da nam jakąś naukę,
        czy nie.

        Inną sprawą jest pomoc drugiego człowieka (spowiednika, kierownika
        duchowego) w moim doskonaleniu, kształtowaniu. Ale sama spowiedź to
        przede wszystkim ta łaska dana od Boga, łaska przebaczenia.
        • milka_milka Re: Spowiednik. 30.09.09, 11:38
          Pewnie masz rację. Ale chodziło mi o to, że przy tamtych dwóch spowiedziach
          czułam się tak jakoś wyjątkowo, czułam się naprawdę wysłuchana. Nie umiem tego
          opisać, być może spłycam temat.sad Nie uważam, żeby spowiedź w konfesjonale u
          "przypadkowego" księdza była w jakikolwiek sposób mniej warta. Po prostu w
          tamtych dwóch przypadkach poczułam się przez splot okoliczności specjalnie do
          spowiedzi przez Pana Boga zaproszona. I może dlatego tak intensywnie je przeżyłam.
    • budzikowa Re: Spowiednik. 30.09.09, 10:57
      Miałam stałego spowiednika przez kilka lat - tyle że stałym był on dlatego, że był to jedyny ksiądz w promieniu 100 km - ot, uroki życia w niekatolickim kraju.

      Nie były to spowiedzi długie, zwykłe trzyminutowe, choć był okres, że były bardzo częste, przez kilka miesięcy co tydzień. I miałam wrażenie, że przychodząc do niego do spowiedzi mogłabym w zasadzie powiedzieć jedno zdanie: "to samo co tydzień temu", a on na naukę mógł mi odpowiedzieć: "to samo co tydzień temu". Niewiele mówił, nie było z nim duchowych rozmów, nie chciał słyszeć o niczym, co nie było grzechami. Uważał, że za wszystkie dobre natchnienia od Boga, dylematy, odkrywanie mojego miejsca w życiu mam sama brać odpowiedzialność, a on jest tylko od czarnej roboty - czyli od grzechów.

      Straszny mozół to był, ale bardzo ważny czas. Po pierwsze, przestałam się spodziewać, że ksiądz ma być "jakiś". Nie musi być dostarczycielem duchowych rozrywek i uniesień. Byle był. Bo wiedziałam, że stary jest i za kilka lat go już nie będzie. I nie wiadomo, czy będzie ktoś na jego miejsce.

      Po powrocie do Warszawy zaczęłam szukać swojego miejsca i spowiednika, pozwiedzałam dominikanów, kapucynów i franciszkanów, a potem zrezygnowałam i przywarłam do mojego kościoła parafialnego - diecezjalnego. Spowiadam się stale u tego samego księdza. Straszny typ - o wszystko się czepia, a po wyznaniu każdego grzechu pyta: "i po coś to (głupia) zrobiła?", albo "co ci to dało?" Boję się go, do spowiedzi zbroję się jak na wojnę, ale go uwielbiam smile Bo wiem, że mu zależy. I widzę, jak Bóg przez niego działa. Naprawdę to widzę.
      Boże, na Boga, czy nie mogłeś wybrać sobie na swoje narzędzie kogoś sympatyczniejszego?!


      Aha, i nigdy nie umawiam się na spowiedź indywidualnie. Wolę konfesjonał. Zawsze to solidna, drewniana konstrukcja, przynajmniej wiadomo, że w ferworze walki o moją duszę nie dojdzie do rękoczynów smile
    • kudyn Re: Spowiednik. 30.09.09, 11:30
      Osobiście nie mam stałego spowiednika, jakąś formę towarzyszenia duchowego ma
      dla mnie grupa z którą się systematycznie spotykam. Ma to swoje plusy i minusy.
      Na pewno po takiej rozmowie pomimo, że „wyznam swoje grzechy” nikt nie udzieli
      mi rozgrzeszenia. Ale chwalę sobie taką formę towarzyszenia.
      • 27agnes72 Re: Spowiednik. 30.09.09, 22:53
        Powiem tak- ja szukam księdza, który by mnie poprowadził duchowo.
        Spowiedź to jedno- ma jasno określone zasady. Spowiedź to wyznanie
        grzechów, praca nad sobą, żal, zadośćuczynienie. Spowiedź to nie
        spotkanie z psychoterapeutą albo pogaduszki. Ale przed spowiedzią
        bardzo mi takie pogaduszki potrzebne. Z kimś kto mnie wysłucha,
        spróbuje z boku ocenić, poradzi, ustawi, czasami także zapyta o
        efekty...
        • isma Re: Spowiednik. 30.09.09, 23:04
          Yh, a musi byc ksiadz koniecznie? Bo sie czasem zdarza, ze takowy sie zacznie
          zajmowac doradztwem innego rodzaju:

          tadeuszbartos.pl/03/index.html
        • kudyn Re: Spowiednik. 01.10.09, 09:42
          Ja do spowiedzi również szukam kapłana. Do towarzyszenia duchowego
          niekoniecznie. My znamy się od kilkunastu lat, od dłuższego czasu spotykamy się
          systematycznie co dwa tygodnie i dzielimy się bieżącymi rzeczami, mamy też
          konkretny materiał do „pracy”. I chyba dobrze wpisujemy się w to, o czym mówi
          cytowany przez Budzikową Benedykt. Różnica tylko w tym, że u nas nie ojciec a
          bracia. No i to zapewnienie po śmierci kultu publicznego jakoś wątpliwe mi się
          wydaje w naszym wykonaniu.
    • budzikowa Re: Spowiednik. 01.10.09, 09:16
      Benedykt XVI niedawno zachęcał do kierownictwa duchowego:

      Audiencja generalna
      Watykan, 16 września 2009

      Wszyscy, zarówno kapłani, osoby konsekrowane i świeccy, zwłaszcza zaś młodzi powinni mieć kierownika duchowego, który wspierałby ich w chrześcijańskim życiu, uważa Benedykt XVI

      „Dla wszystkich jest ważne zaproszenie, aby korzystać z rad dobrego ojca duchowego, zdolnego towarzyszyć każdemu w głębokim poznaniu samego siebie, i prowadzić go do zjednoczenia z Panem, aby jego życie upodabniało się coraz bardziej do Ewangelii.”

      Papież powiedział to podczas audiencji generalnej w środę 16 września 2009, którą poświęcił osobie Symeona Nowego Teologa bardzo czczonego przez Kościół Wschodni. Po omówieniu życia i nauczania tego świętego zakonnika, Benedykt XVI podkreślił ogromną rolę, jaką odegrał w jego życiu ojciec duchowy, Symeon Pobożny.

      Szymon Teolog „spotkał ojca duchowego, który bardzo mu wspomógł, i którego bardzo szanował; nawet tak bardzo, że po śmierci zapewnił mu także kult publiczny.”

      Ojciec Święty podkreślił, że figura ojca duchowego jest nadal bardzo ważna w naszych czasach: „W drodze ku Panu zawsze potrzebujemy przewodnika, dialogu. Nie możemy przejść tej drogi w oparciu o własne refleksje. I taki jest także sens wspólnotowy naszej wiary, i poszukiwań ojca duchowego"
    • anik801 Re: Spowiednik. 03.10.09, 08:26
      Dla mnie spowiedź jest jakimś-właściwie nie wiem czym.Jakimś
      sztucznym tworem.Nie widzę zaangażowania księży-czsem mam
      wrażenie,że to się odbywa "taśmowo". Kilka razy miałam naprawdę
      dobrą spowiedź,ale większość to jakieś "odbębnienie".Choć
      przyznam,że kilka razy uzyskałam odpowiedź na nurtujące mnie pytania
      właśnie podczas spowiedzi.Ale niektórzy są wręcz jak dla mnie
      bezczelni.Moją mama(wdowa)poszła ostatnio do spowiedzi do jakiegoś
      młodzika.Wyspowiadała się,a jemu mało było.Zaczął ją pytać o seks.
      Mojej mamie zrobiło się bardzo nieprzyjemnie.Moja mama niedawno
      straciła męża i o żadych związkach nie myśli.Powiedziała mu,że jest
      wdową,a on do niej "a co to ma do rzeczy".Przecież skoro nie
      spowiadała się z grzechu seksu pozamałżeńskiego,to po co ją meczył?
      Moja mama bardzo się zniechęciła do spowiedzi i teraz jest to dla
      niej ogromny stres.
      • sion2 Re: Spowiednik. 03.10.09, 11:08
        Korzystam ze stalego spowiednika albo kierownictwa duchowego od 16
        roku zycia a mam lat 34 obecnie smile. Jestem więc prawdziwa weteranka
        w tym temacie wink.
        Oczywiscie mogę i chcę pisac tylko o sobie. Generalnie zgadzam sie
        z Isma, może tylko podkreslilabym że choc nie kazdy moze czuc
        potrzebe stałego spowiednika/kierownika duchowego to jednak jest
        ono zasadniczo polecane na każdy etap duchowy. Nie można tego też
        Otrycie porownywac do rozmów ze wspołmazonką, przyjaciółmi czy
        rodziną. Bo nie chodzi o "wygadanie się" i wspólne "pochylenie się
        nad problemem" - ale o poddanie szczegółów życia osądowi łaski
        sakramentalnej, mocy Bożej i światłu Bożemu nierozerwalnie
        związanemu ze spowiedzią oraz swiadomym podjęciem kierownictwa
        duchowego. Własnie takie podejscie do tej poslugi bynajmniej nie
        wiąże się zawsze ani w większosci z przezywaniem ulgi, wygadania
        się, odczuwalnego "zrozumienia" problemu i odczuciem "mam
        przyjaciela z ktorym moge obgadac wszystko". Wrecz przeciwnie, im
        dojrzalsze korzystanie i głebsze z kierownictwa, tym mniej człowiek
        ma z tego dla siebie, dla budowania psychicznej rownowagi, ulgi,
        pociechy itd. Gdyby tak nie bylo kaplan swiadczacy te posluge
        szybko stawalby sie ludzkim przyjacielem, oparciem psychicznym i
        służyłby do zaspokajania potrzeb emocjonalnych. A to często
        uniemozliwia skuteczne i głebokie dzialanie łaski, która potrzebuje
        nieraz przeorac, zburzyc i moze dzialac gdy czlowiek odstawi na bok
        wzgledy ludzkie.
        Rozrozniam tez stalego spowiednika od kierownika duchowego. Ten
        drugi to jakos dla mnie wyzsza forma zaangazowania, wiaze sie z
        ojcostwem duchowym podejmowanym przez tego kaplana. Doswiadczam że
        taki kaplan modli sie za mnie czy o to prosze czy nie, ofiaruje za
        mnie swoje cierpienia, odprawia Msze sw, duchowo poleca mnie Bogu
        nawet gdy nie widzimy sie 2-3 mce. Zna mnie dobrze, rozmowa zawsze
        jest gleboka, jest dla mnie skałą o ktora rozbijają sie wszystkie
        moje burze i pretensje ale nie w sensie oparcia psychicznego ale
        kierowania sie ciagle jednym - moim dobrem duchowym. Nie kazdy
        kaplan moze byc ojcem duchowym. Tu potrzeba pewnego doswiadczenia i
        swiadomego zaangazowania.
        Jak sie szuka kierownika? przede wszystkim modlitwa, po drugie
        modlitwa, po trzecie modlitwa a po czwarte chodzeniem do roznych
        ksiezy o ktorych ktos gdzies powiedzial że może... Ale modlitwa,
        walenie pięściami do drzwi nieba, błaganie i proszenie o tę łaskę
        jest kluczowe - w moim życiu. Mysle że w kazdym, gdy czytam u s.
        Faustyny jak wielką łaską jest otrzymac kierownika duchowego. W
        ogole polecam "dzienniczek" św. Faustyny do poczytania jak chcesz
        sie dowiedziec wiecej na ten temat.

        Owszem kobiety maja wieksza potrzebe kierownictwa ale to jest tylko
        naturalny fundament - sklonnosci natury - na ktorym buduje łaska
        Boża gdy juz dojdzie co do czego smile. Mężczyzni potrzebuja tego
        prowadzenia tak samo duchowo choc emocjonalnie, psychicznie mniej i
        dlatego stronią od takiej poslugi, wydaje im sie czesto "niemęska"
        że komus mowia o swoich problemach.
        A kierownictwo duchowe NIE JEST prowadzeniem ludzkim ale Bozym i
        dlatego nie da sie go zastapic ani dojrzaloscia i samodzielnoscia
        ani oparciem w rodzinie ani przyjaciolmi.
        • atama Re: Spowiednik. 03.10.09, 11:33
          Właśnie tak widzę przewodnika duchowego, jak to opisała Sion.
          Wydaje mi się jednak,że Twoje ostatnie zdanie stoi w opozycji do
          tego co pisze Isma.
          > A kierownictwo duchowe NIE JEST prowadzeniem ludzkim ale Bozym i
          > dlatego nie da sie go zastapic ani dojrzaloscia i samodzielnoscia
          > ani oparciem w rodzinie ani przyjaciolmi.
          Chciałabym dodać - ani głębokimi więziami duchowymi, ale co Ismo
          rozumiesz pod tymi więziami duchowymi??
          • sion2 Re: Spowiednik. 03.10.09, 16:06
            Niekoniecznie jest w opozycji do Ismy smile. Odbieram to tak, że Isma
            napisała czym kierownictwo moze sie stac, zwlaszcza biorac pod uwage
            nature kobiety. Isma napisala tez o niedojrzalym korzystaniu z
            kierownictwa (oczywicie dojrzale korzystanie to proces caly, mnie
            tez bardzo daleko to korzystania zeń jak świeta big_grin) ale ja chcialam
            powiedziec że takie oczekiwania wobec kierownika to jest tylko punkt
            wyjscia. Kazdy na poczatku oczekuje jakiegos wsparcia, kazdy
            potrzebuje wdrozenia do systematycznosci, dokladnych wskazowek i
            mozliwosci "wygadania sie". I to jest naturalne, po prostu -
            poczatek.
            Pozniej jesli ma sie odpowiedzialnego kierownika duchowego,
            dojrzalszego od siebie samego, nastepuje "normalizacja" blizsza
            Bozemu zamiarowi.
            Ale musi byc pragnienie szukania Boga i Jego swiatla a nie pomocy
            psychoterapeutycznej. Jesli jest pragnienie poddawania Jego woli
            wszystkich aspektow swego zyca, nie bój nic, nie ma mozliwosci aby
            On ochoczo nie rozwijał w nas tego, zgodnie z droga do swietosci nam
            przeznaczoną. I natura kobiety przeszkoda nie bedzie tutaj smile.
          • isma Re: Spowiednik. 06.10.09, 21:06
            Mam chwile, to moze sprobuje do tematu wrocic.

            Otoz, z tymi wieziami duchowymi. Caly czas usiluje powiedziec - byc moze
            nieudolnie - ze byc moze wiele z oczekiwan wobec spowiednikow czy poszukiwan
            kierownictwa duchowego w istocie wcale nie musi byc na tej drodze zaspokajane.
            Ludzie mowia: "chcialbym sie dobrze wyspowiadac", "chcialbym, zeby ktos
            pokierowal moim zyciem duchowym", a tak naprawde moze sie okazac, ze kiedy sie
            pojawi jakas naturalna, gleboka miedzyludzka wiez - to tamta wczesniej
            formulowana potrzeba zniknie. Bo to nie o nia chodzilo - czlowiek sobie nie
            zdawal sprawy, czego wlasciwie szuka.
            Wiec to nie to, ze kierownictwo da sie taka wiezia zastapic, kiedy rzeczywiscie
            jest potrzebne - tylko to, ze ono czasem potrzebne, no, byc moze, nie jest.

            Ale dlaczego mowie o wiezi duchowej. To kulawo pewnie mi w slowach wyjdzie, ale
            ja tego rodzaju wiezi rozumiem jako przyjmowanie kogos jako osobe, w calosci. To
            nie jest relacja typu "mamy wspolne zainteresowania", "podoba mi sie jego
            poczucie humoru", "zna sie na rzeczy". To jest dostrzezenie w drugim czlowieku -
            no, teraz gornolotnie palne - cudu stworzenia przez Boga. W calym jego
            zamierzonym pieknie (ale i naturalnej niedoskonalosci).
            I w tym sensie to tez jest "Boze", a nie ludzkie tylko.

            Jeszcze moze, jak czas pozwoli, to do tego wroce, bo wazne: umiejetnosc
            ksztaltowania takiej relacji z ludzmi wydaje mi sie dosyc istotna. Byc moze w
            przypadku wielu osob nawet istotniejsza, niz ksztaltowanie w kierownictwie
            duchowym jakiejs poglebionej relacji do Boga (o ile sie oczywiscie do tego
            korzysta z sakramentow i Slowa Bozego).

            Natomiast, z tym kierownictwem stricto sensu. Mysle, ze jednak pewna skaza na
            refleksji nad ta instytucja jest to, ze doswiadczaja go (i praktykuja) glownie
            duchowni i osoby konsekrowane. A zatem osoby, dla ktorych stanu zycia sa istotne
            dwa rysy: samotnosc (przy czym roboczo teraz bym zdefiniowala samotnosc nie tyle
            jako oddzielenie od ludzi w ogole, bo zakonnicy praktykuja zycie wspolnotowe, co
            jako nieobdarzanie jednej, wybranej osoby, szczeogolnym rodzajem wiezi) i
            posluszenstwo.

            Moze od posluszenstwa zaczne, bo latwiej. No wiec jest taka figura, bardzo
            silnie np. obecna w duchowosci ignacjanskiej, ze przelozony jest obrazem Boga.
            Ze czlowiek ma byc wobec niego jak trup, jak laska w reku slepca. No i do tego
            sie czlowieka ksztaltuje.

            Zasmiewalam sie pare dni temu, bedac w trakcie lektury ksiazki o relikwiach w
            sredniowieczu, jak to dokonywano translacji ciala bl. Salomei z Grodziska kolo
            Skaly, gdzie w swojej pustelni umarla, do Krakowa. Wczesniej trwal wieloletni
            konflikt pomiedzy jej wspolsiostrami, ktore chcialy cialo zatrzymac na miejscu,
            a minorytami z Krakowa, ktorzy upatrywali w zapewnienie sobie obecnosci relikwii
            atrakcji pątniczej wink)). No i wreszcie panowie zwyciezyli, i woz z cialem
            blogoslawionej wyruszyl do bazyliki. Ale swiatobliwa niewiasta wyraznie nie
            miala ochoty na przeprowadzke, bo pojazd utknal podczas przeprawy przez rzeke
            (to czesty motyw w takich historiach jest - swiety sam wybiera sobie miejsce
            pochowku), no i zanosilo sie, ze nici z franciszkanskich planow marketingowych.
            Wezwany zostal zatem na pomoc spowiednik zmarlej, ktory jej nakazal (!!!)
            podporzadkowanie sie decyzji o przenosinach, woz ruszyl, no i po dzis dzien
            Salomea rezyduje przy Franciszkanskiej.

            Wierzyc - nie wierzyc, ale ta historia cos znaczacego pokazuje.
            I otoz w zyciu swieckim z tym posluszenstwem, to sprawa okazuje sie nieco
            bardziej skomplikowana. Dla swieckiego, normalnie zyjacego w rodzinie,
            wprowadzenie w jego zycie takiej instancji powoduje, no, pewne perturbacje.

            Cdn., bo, wlasnie, musze isc wystapic w roli najwyzszej instancji w konflikcie
            rodzinnym o pore pojscia spac wink)).
            • atama Re: Spowiednik. 07.10.09, 07:49
              Ja WRESZCIE zaskoczyłam, że Ty o OCZEKIWANIACH wobec kierownictwa
              duchowego czy spowiednika piszesz smile))

              isma napisała:
              > Jeszcze moze, jak czas pozwoli, to do tego wroce, bo wazne:
              umiejetnosc
              > ksztaltowania takiej relacji z ludzmi wydaje mi sie dosyc istotna.
              Byc moze w
              > przypadku wielu osob nawet istotniejsza, niz ksztaltowanie w
              kierownictwie
              > duchowym jakiejs poglebionej relacji do Boga (o ile sie oczywiscie
              do tego
              > korzysta z sakramentow i Slowa Bozego).

              Wróć koniecznie smile i do tych więzi duchowych jednak jeszcze też bym
              prosiła, bo mi się wydaje, że im mniej mi na kimś zależy tym łatwiej
              przyjąć go w całości takim jakim jest. A nie o to przecież chodzi. I
              duchowej więzi to jeszcze nie buduje. To jest wręcz obojętność.
              Do tych więzi potrzeba miłości.
              • isma Re: Spowiednik. 07.10.09, 22:47
                atama napisała:

                > Ja WRESZCIE zaskoczyłam, że Ty o OCZEKIWANIACH wobec kierownictwa
                > duchowego czy spowiednika piszesz smile))

                No, widzisz. Mowie, ze gadam nieprecyzyjnie ostatnio, i w pospiechu ;-(((.


                bo mi się wydaje, że im mniej mi na kimś zależy tym łatwiej
                > przyjąć go w całości takim jakim jest.

                Wiesz, moja corka przez pierwsze miesiace gry na skrzypcach wykorzystywala tylko
                srodek smyczka - bo tak najlatwiej wydobyc poprawny dzwiek. A potem sie okazalo,
                ze do bardziej skomplikowanych melodii trzeba to gorna polowe smyczka, to dolna
                wciskac w struny. A czasem srodek. I ze tak uzyskiwany dzwiek pozwala na
                wydobycie zaskakujacych niuansow...

                No i z ludzmi to tez tak jest, ze najprosciej jest wykorzystywac tylko srodek
                smyczka - kontaktowac sie z nimi powierzchownie, poprawnie, tylko na jakiejs
                konkretnej plaszczyznie: ze sprzedawczynia w sklepie o swiezosci pietruszki, z
                sasiadem o halasujacych kaloryferach, z dzieckiem o szkole... Wiec nie, ich sie
                wtedy nie przyjmuje w calosci - po prostu ta calosc, rozciagajaca sie poza sfere
                ich funkcji wobec nas, w ogole staje sie w naszym odczuciu nieistotna.

                A tymczasem ludzie maja cala swoja bogata melodie, ktorej trzeba pozwolic, zeby
                wybrzmiala wink)).
                • otryt Re: Spowiednik. 08.10.09, 10:02
                  isma napisała:

                  >No i z ludzmi to tez tak jest, ze najprosciej jest wykorzystywac
                  >tylko srodek smyczka - kontaktowac sie z nimi powierzchownie,
                  >poprawnie, tylko na jakiejs konkretnej plaszczyznie: ze
                  >sprzedawczynia w sklepie o swiezosci pietruszki, z sasiadem o
                  >halasujacych kaloryferach, z dzieckiem o szkole... Wiec nie, ich sie
                  >wtedy nie przyjmuje w calosci - po prostu ta calosc, rozciagajaca
                  >sie poza sfere ich funkcji wobec nas, w ogole staje sie w naszym
                  >odczuciu nieistotna.
                  >
                  >A tymczasem ludzie maja cala swoja bogata melodie, ktorej trzeba
                  >pozwolic, zeby wybrzmiala wink)).

                  Zachwycająca paralela. smile))

                  Można zapytać dalej, ilu jest takich wirtuozów, którzy potrafią
                  wydobyć z człowieka te wszystkie dźwięki? Czy to muszą być
                  koniecznie duchowni? Papież Benedykt stwierdził niedawno, że każdy
                  powinien mieć kierownika duchowego. Uważam,że jest to po prostu
                  niewykonalne, bo mało jest takich ludzi, którzy by to potrafili. Już
                  dziś, kiedy dość niewielu ludzi ma tych kierowników, trudno jest
                  znaleźć odpowiedniego, kto znalazłby czas.
        • magdalaena1977 Re: Spowiednik. 06.10.09, 22:26
          sion2 napisała:
          > Owszem kobiety maja wieksza potrzebe kierownictwa ale to jest tylko
          > naturalny fundament - sklonnosci natury - na ktorym buduje łaska
          > Boża gdy juz dojdzie co do czego smile. Mężczyzni potrzebuja tego
          > prowadzenia tak samo duchowo choc emocjonalnie, psychicznie mniej i
          > dlatego stronią od takiej poslugi, wydaje im sie czesto "niemęska"
          > że komus mowia o swoich problemach.
          A ja czasami odczuwam taką lekką barierę z tego powodu, że spowiednik jest
          zawsze mężczyzną. Bo mam wrażenie, że wielu księży swoją męską formację,
          psychologię i fizjologię przyjmuje jako podstawowe, naturalne i nie wpadnie im
          do głowy, że u kobiet jest inaczej.
          I dlatego staram się postrzegać spowiednika jako taki niedoskonały nadajnik
          Bożej Łaski. Ja wstukuję w niego swoje grzechy, a wyznanie dociera do Chrystusa.
          Chrystus przekazuje mi swoje przebaczenie i czasami naukę. Dlatego nawet jak mam
          wrażenie, że ksiądz jest wyjątkowo niekumaty, to staram się patrzeć na spowiedź
          także jako rozmowę z Chrystusem, bo wiem, że np. takie standardowe pouczenie
          może stanowić idealny przekaz dostrojony do danej osoby.
          • atama Re: Spowiednik. 07.10.09, 07:41
            magdalaena1977 napisała:
            > I dlatego staram się postrzegać spowiednika jako taki niedoskonały
            nadajnik
            > Bożej Łaski.

            Nam ksiądz katecheta w liceum powiedział kiedyś (przepraszam, że
            zacytuję):
            "spowiednik to tylko pusta rura transportująca Łaskę od Boga do
            penitenta"
            • ruda_kasia Re: Spowiednik. 08.10.09, 10:44
              Tak też to odczuwam, może dlatego nie mam "złych" czy też "normalnych"
              spowiedzi. A skaczę z kwiatka na kwiatek, trafiam do przypadkowych konfesjonałów
              i zawsze jest doskonale. Spowiedź oko w oko odbyłam dwa razy, w tym raz przy
              udziale ojca dominikanina, który mnie nieźle znał. Bez fajerwerków.
        • otryt Kierownictwo duchowe 08.10.09, 11:08
          sion2 napisała:

          >Nie można tego też Otrycie porownywac do rozmów ze wspołmazonką,
          >przyjaciółmi czy rodziną.

          Dziękuję Kasiu za kilka słów o kierownictwie duchowym. Moje słowa o
          wygadywaniu się odnosiły się do osób, które mylą potrzebę
          kierownictwa duchowego z potrzebą komfortu psychicznego, wygadania
          się, etc. W całości podpisuję się pod Ismą w tym wątku. Jednak Twoje
          uwagi są również dla mnie bardzo cenne.


          Ja rozumiem kierownictwo duchowe jako rodzaj formowania człowieka,
          szczególnie człowieka młodego. Pisze papież Benedykt, że nie możemy
          przejść tej drogi tylko w oparciu o własne refleksje, ze każdy
          potrzebuje kierownika duchowego. Powołuje się przy tym na mnicha
          średniowiecznego Symeona, który był jego ojcem duchowym (czy to
          znaczy kierownikiem duchowym? – posługuję się cytatem z Budzikowej,
          bo tam jakoś wymiennie te dwa terminy występują). Czytam, że dla
          Jana Tyranowskiego (który z kolei formował młodego Karola Wojtyłę)
          takim ojcem duchowym był św. Jan od Krzyża. Czy to znaczy, że
          ojcem/kierownikiem duchowym może być ktoś, kto już dawno nie żyje, a
          którego pisma i nauki są dla nas głównym drogowskazem? Przecież
          pozostawiona przez innych, wielkich ludzi Kościoła spuścizna może
          nas jakoś formować, może nas przekształcać duchowo. Czy musimy mieć
          kogoś obok nas, kto w sposób bardziej lub mniej subtelny, będzie
          nami ręcznie sterował? To przecież jest nasze życie, a nie
          kierownika duchowego i my za nie odpowiadamy, my w pełnej wolności
          je kształtujemy. Możemy oczywiście kogoś, komu ufamy, poprosić by
          nam w tym pomógł. Jednak główna praca należy do nas, tak w zakresie
          koncepcji, jak i realizacji. Nikt nie powinien nas w tym wyręczać. W
          życiorysie Jerzego Ciesielskiego przeczytałem, że oparł się on
          sugestiom księdza Wojtyły i postąpił inaczej (chodziło chyba o
          przystąpienie do jakiejś wspólnoty – nie mogą znaleźć tego
          fragmentu). Wypracował własne metody pracy nad sobą. Dla mnie Jerzy
          Ciesielski jest takim przykładem, że można samodzielnie. Jan
          Tyranowski także. Obydwaj są ludźmi świeckimi. Czasem myślę, że to
          właśnie ludzie świeccy, lepiej rozumieją znaki czasów.


          W najnowszym numerze „W drodze” jest wywiad z Laurencem Freemanem,
          który mówi o swoim mistrzu Johnie Main. Pokazuje w tym wywiadzie, w
          jak delikatny, prawie nieodczuwalny sposób Main wpływał na niego. To
          raczej była siła jakiegoś autorytetu, niż jakikolwiek inny rodzaj
          wpływu. Dla mnie wciąż takim żywym autorytetem, którego okrywam na
          nowo w różnych wymiarach jest Jan Paweł II.


          www.franciszkanska3.pl/247/swiety_naukowiec_sluga_bozy_jerzy_ciesielski,4350.html


          Cytaty:

          "Jerzy wypracował własne metody pracy nad sobą. Starał się, by
          każdego dnia starczało mu czasu na studia, zainteresowania osobiste,
          modlitwę, zajęcia domowe i sprawy nieprzewidziane. Stawiał sobie
          zadania i sprawdzał ich wykonanie."

          "Ks. bp Jan Pietraszko w rocznicę śmierci Jerzego powiedział: "Jerzy
          był postacią wyjątkową, tak się objawił w tym kościele. Był to
          człowiek, który w latach synodu na temat apostolstwa ludzi świeckich
          może być postacią wzorcową. Według mojego rozeznania, idealnie
          wypośrodkował drogę laika w Kościele. Jego postawa skierowana była
          ku światu. Zawsze o tym mówił i był głęboko przekonany, że
          świadectwa ludzi świeckich nie potrzeba przy ołtarzu ani w
          zakrystii. Świadectwa człowieka świeckiego potrzeba tam, gdzie tenże
          świecki żyje i pracuje."

          • ula27121 Re: Kierownictwo duchowe 08.10.09, 12:41
            To ja po sumiennej od kilku dni lekturze ( w tym wszystkich wypowiedzi teraz i
            wcześniej) stwierdzam, że potrzebuję kierownictwa duchowego. Bo wygadać mam się
            do kogo i aż za bardzo z tej możliwości korzystamsmile
    • 11.jula Re: Spowiednik. 07.10.09, 12:07
      mój kolega ma stałego spowiednika, który go zna, jego trudną
      sytuację rodzinna (żona alkoholiczka), wie też czy on pracuje nad
      sobą, czy od paru lat wymienia te same grzechy. Też bym chciała mieć
      swojego spowiednika, niestety ze względu na zbyt dobrą znajomość z
      kapłanami wstydzę się spowiadac w moim mieście, więc albo jeżdżę do
      sąsiedniego miasta, albo korzystam z okazji wizyty obcego kapłana.
      Nie jest mi z tym dobrze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka