Dodaj do ulubionych

pytanie praktyczne

08.11.09, 15:05
Chodzi o pewną parę narzeczonych znajomych mi z reala. Są to osoby
ochrzczone w KK, niepraktykujące, ale ślub planują zawrzeć w
kościele. Zakładają nieposiadanie potomstwa - tzn. nie chcą mieć
dzieci w ogóle. To się zapewne może z upływem czasu zmienić (tak
przypuszczam), ale w chwili obecnej planują być małżeństwem
bezdzietnym na zawsze.
Podczas spisywania protokołu skłamali.
Czy powino się zareagować? Jeśli tak - to jak?
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 15:42
      Po to wiesza się zapowiedzi, by rodzina i znajomi, ktorzy wiedza o
      jakis przeszkodach zgłosili je w parafi.

      Moim zdaniem jeżlei wiesz, ze faktycznie niepraktykują i wykluczają
      (dzisiaj) posiadanie potomstwa powinnaś to zgłosić w parafii. Ksiadz
      zdecyduje co dalej z tą wiedza zrobić.
      • verdana Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 15:47
        Ale ja bym wprost powiedziała narzeczonym, ze zamierzasz to zrobić.
        Bo jesli nie - to co potem? Będziesz sie z nimi spotykać dalej nic
        im nie mowiąc?
        To działa w obie strony - jesli sumienie mowi, ze powinnaś nie
        dopuscić do ślubu tej pary za wszelką cene (nie wiesz bowiem,
        dlaczego zdecydowali się na slub w kosciele - bo "to wypada", "bo
        jest tak ladnie" czy dlatego, ze umierajaca babcia o to prosila),
        nie wiesz dlaczego nie planuja dzieci (może to nie zachcianka, tylko
        powody medyczne?), to sumienie równiez nakazuje uprzedzic ich o tym.
        • wiesia140 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 15:53
          Porozmawiaj z nimi zanim podejmiesz dalsze kroki, może być tak jak
          pisze verdana. Jeśli nadal zamierzałabyś podjąć takiego kroki uprzedź
          ich o tym , bo może wyniknąć niemiła dla wszystkich sytuacja.
        • mamalgosia verdana 08.11.09, 17:05
          verdana napisała:

          > Bo jesli nie - to co potem? Będziesz sie z nimi spotykać dalej nic
          > im nie mowiąc?
          Spotykam ich rzadko, nie są mi bliscy. Mozna rozmawiać o pogodzie



          > To działa w obie strony - jesli sumienie mowi, ze powinnaś nie
          > dopuscić do ślubu tej pary za wszelką cene
          Nie mówi mi tego sumienie. Własnie nic mi sumienie nie mówi. Czuję,
          że tu coś zgrzyta, ale nie wiem, czy to moja sprawa w ogóle. Są
          dorośli, ich sprawa?


      • mamalgosia nati 08.11.09, 17:03
        To, ze nie praktykują, to chyba zadna przeszkodą nie jest. Zresztą
        ksiądz raczej wie, ze oni do kościoła nie chodzą.

        czyli Ty uważasz, że powinnam pójść do księdza i zgłosić, że oni
        wykluczają potomstwo?
        naprawdę nie wiem. Z jednej strony nie mam ochoty się wtrącać
        • nati1011 Re: nati 08.11.09, 20:31
          Wykluczenie posiadania potomstwa - nawet z powodów medycznych jest
          powodem nieważności małżeńśtwa. Moim zdaniem powinnaś o tym
          poinformować kapłana - niech on podejmie decyzję co dalej - może po
          prostu z młodymi porozmawia i rozwieje wątpliwości.

          Piszesz mocno: w protokole skłamali. Jeżeli tak, to sakrament będzie
          nie ważny. I - moim zdaniem- obciaza to tez twoje sumienie.

          Może się jednak okazać, ze to gadanie o dzieciach, to tylko takie
          głupie gadanie, a nie rzeczywista postawa wykluczająca.
          • isma Re: nati 08.11.09, 21:40
            Nie, nie, nie. To ze (jesli) sklamali - w kwestii bardzo, bym powiedziala,
            delikatnej i trudnej do obiektywnego zbadania - w protokole, to oznacza na razie
            tylko tyle, ze sklamali w protokole.

            To nie jest sytuacja tego typu, ze WIEM NA PEWNO, iz ktos zawierajac malzenstwo
            stalby sie OBIEKTYWNIE bigamista, a jakims cudem zalatwil lewe swiadectwo chrztu
            z adnotacja o stanie wolnym, i konsekwentnie sklamal w protokole. Wtedy jasne,
            mozna i trzeba sie uprzedzajaco udac z wiescia do plebana.
            • verdana Re: nati 08.11.09, 22:00
              Przepraszam, bo nie rozumiem - wykluczenie posiadania dzieci ze
              wzgledów medycznych oznacza czesto, ze zajść w ciążę nie można i
              tyle. Znam co najmniej dwie osoby, ktore tlumaczyly mi zawsze, ze
              nie chcą dzieci, a potem okazalo się, ze po prostu nie mogły - ale
              nie zyczyly sobie pytan na ten temat.
              Czy oznacza to zatem, ze osoba bezpolodna nie moze wziąć ślubu
              koscielnego? Chyba jednak może.
              • isma Re: nati 08.11.09, 22:10
                A, nie, osoba bezplodna moze (o ile uwiadomi o tym uczciwie partnera, jesli sama
                jest swiadoma). Tu nie ma "wykluczenia", bo to nie z jej woli jest, jak jest.
                Natomiast Nati miala na mysli chyba tego rodzaju sytuacje, kiedy - dajmy na to -
                pani jest nosicielka genu hemofilii, i decyduje, ze ryzykowac posiadania dzieci
                w ogole nie zamierza, bo a nuz syn - chory - bylby.
    • ruda110 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 16:40
      A ja nie wiem... Małżeństwo zawarte przed panem Bogiem to w rzeczywistości
      zaproszenie Go do naszego życia, ogromne błogosławieństwo z Jego strony. Jeśli
      Ci dwoje nie pobiorą się w Kościele pewnie będą żyć w grzechu. Być może
      sakrament małżeństwa, szczera rozmowa z nimi, modlitwa w ich intencji będą ich
      przemieniać. Sakramenty mają ogromną moc; Jezus jest potężniejszy od naszych
      słabości. Ludzie mają różne motywacje, które prowadzą ich przed ołtarz, ale może
      nawet ignoranci doznają Bożego wsparcia. Sama nie wiem.
    • luccio1 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 16:41
      Wydaje mi się, że za bardzo chcesz pchać się w cudze życie - "z butami".
      Sprawa, o której wspominasz, jest delikatna, i powinna się rozstrzygnąć na linii
      Pan Bóg - Twoi znajomi.
      • mamalgosia Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 16:59
        nie chcę się pchać. Opowiadaja o tym bez skrępowania. A własnie
        dlatego pytam, czy nalezy zareagować, bo nie chcę się pchać
        • 11.jula Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 17:16
          Może najpierw uświadom ich, że zawarty przez nich sakrament będzie
          nieważny, jeśli zataili coś. Przecież pada pytanie: czy zgadzacie
          się przyjąć potomstwo, którym Bog was obdarzy, czy cos podobnie. I
          co? Powiedzą "tak", "nie"? Nieważnie zawarty sakramentalny związek,
          zwłaszcza celowo, ponosi za sobą konsekwencje. I moim zdaniem nie
          jest to pchanie się w cudze zycie z butami, bo mam taki kaprys i to
          mi się nie podoba. Tu chodzi o ich przyszłość i zbawienie.
          • luccio1 Re: pytanie praktyczne 17.11.10, 13:40
            Ale: czy to znaczy, że są sytuacje, w których należałoby, czy też: lepiej by było, ślub kościelny sobie "odpuścić" - bo życie bez niego byłoby mniejszym grzechem?
        • verdana Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 17:17
          Jesli dopuszczasz, ze bedziesz ich potem widywac i nie powiesz, że
          probowalaś przeszkodzić im w wzięciu slubu - to dla mnie jest to
          bardzo watpliwe moralnie. Tym bardziej, ze możesz ich spotkać i co?
          Nie zapytasz o ślub? A jak Ci powiedza, ze odmowiono im slubu - to
          nic nie powiesz?
          Nie, moim zdaniem tak nie mozna.
          • mamalgosia Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 18:41
            verdana napisała:

            > Jesli dopuszczasz, ze bedziesz ich potem widywac i nie powiesz, że
            > probowalaś przeszkodzić im w wzięciu slubu - to dla mnie jest to
            > bardzo watpliwe moralnie.

            Nie, no, problem nie jest w tym, że doniosę na nich i im nie powiem.
            Problem jest w tym, CZY "donieść".
            Przyznam, że mam ochotę się nie wtrącać.
            To w ogóle są tacy luźni znajomi, on mi bardziej znany, ona poznana
            tylko dzięki niemu. No i opowiedzieli po prostu, jak to ksiądz ich
            pytał o te dzieci, a oni wiedzieli, że nie mogą powiedzieć prawdy,
            więc powiedzieli, że owszem, chcą. To nie była rozmowa w formie
            zwierzeń, tylko taka jak o pogodzie dosłownie. "Co słychać", ano
            właśnie byliśmy u księdza.
            W ogóle nie wiem, co z ta informacją zrobić. Tzn czy w ogóle coś z
            nią zrobić
            • wiesia140 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 19:40
              ja bym raczej temu narzeczonemu wspomniała , tak ,żeby miał świadomość,
              natomiast donieść bym nie doniosła , bo mogłabym tym krzywdę komuś zrobić
              , na całe życie, ale uświadomić narzeczonych w formie informacji jak
              najbardziej tak. Narzeczeni mogą na minutę przed ślubem zmienić zdecydować
              w swoich sercach , że chcą dzieci, przecież do końca nikt z nas nie
              wie co w nich jest , a może to jakiś Boski plan wobec nich... nie
              wiadomo.
              • mamalgosia Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 19:50
                wiesia140 napisała:

                > ja bym raczej temu narzeczonemu wspomniała , tak ,żeby
                miał świadomość,
                W tej rozmowie powiedziałam, że bez sensu według mnie jest takie
                okłamywanie księdza, ale o wadze sakramentu czy o ważności
                małżeństwa nie rozmawialiśmy - to nie była rozmowa tego typu,
                zresztą te osoby o sakramentach nie rozmawiają.

                Ale chyba o ważności to nie decyduje? - proszę o odpowiedź tych,
                którzy wiedzą

                • kocianna Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 19:59
                  Znajomi księża, zajmujący się duszpasterstwem rodzin, twierdzą, że "Duch wieje,
                  kędy chce" i dobrze, że w ogóle do sakramentu przystępują. Nawet, jeżeli jedyną
                  motywacją jest biała suknia i wesele.

                  Jeśli nie byli jeszcze na kursie przedmałżeńskim, warto ich wysłać na "Wieczory
                  dla zakochanych" albo "Rekolekcje dla narzeczonych" (link w mojej sygnaturce):
                  tam różne sprawy, również te związane z dzietnością, przewałkują we dwoje bardzo
                  porządnie. A "Rekolekcje" mogą być dla nich o tyle ciekawą propozycją, że
                  zajmują zaledwie 2 doby, a "papierek" się uzyskuje wink
                  • wiesia140 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 20:05
                    Tu ci daje linka tam są uwzględnione warunki ważności sakramentu
                    małżeństwa msza.net/m/i/cz08_52.html
              • isma Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 20:16
                Dokladnie tak. Nie nalezy utozsamiac nastawienia woli w momencie spisywania
                protokolu, ktora to czynnosc sakramentalna w zaden sposob nie jest, z
                nastawieniem w momencie wyrazania zgody malzenskiej.
                Oczywiscie, nierzadko bywaja one tozsame. Ale osoba trzecia, mysle, w zaden
                sposob tego uprzedzajaco stwierdzic nie moze.
    • dorotkak Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 22:02
      sorry za mocne słowo, ale wkurza mnie branie ślubu w kościele tylko dlatego, że
      tak wypada albo co gorsza bo ładniejsze zdjęcia i oprawa niż w USC.
      moja dość bliska koleżanka przez lata mówiła, że nie chcę ślubu kościelnego a
      ostatni raz do spowiedzi była w okolicy bierzmowania, ślub jej a jakże kościelny
      był we wrześniu tego roku, sama głośno mówiła, że do spowiedzi nie pójdą tylko
      podpiszą sobie sami...
      • wiesia140 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 22:10
        dorotkak napisała:

        > sorry za mocne słowo, ale wkurza mnie branie ślubu w kościele tylko dlatego, że
        > tak wypada albo co gorsza bo ładniejsze zdjęcia i oprawa niż w USC.
        > moja dość bliska koleżanka przez lata mówiła, że nie chcę ślubu kościelnego a
        > ostatni raz do spowiedzi była w okolicy bierzmowania, ślub jej a jakże kościeln
        > y
        > był we wrześniu tego roku, sama głośno mówiła, że do spowiedzi nie pójdą tylko
        > podpiszą sobie sami...

        taki sakrament jest nieważny
        • wiesia140 Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 22:12
          A z drugiej strony skąd wiadomo,że z całą pewnością tak zrobili.
        • isma Re: pytanie praktyczne 08.11.09, 23:23
          No nie, to nie jest takie proste. Slub wziety przez katolika w stanie grzechu
          ciezkiego to jest, owszem, niegodny, ale nie ipso facto niewazny.
      • luccio1 Re: pytanie praktyczne 17.11.10, 13:56
        dorotkak napisała:
        > ...wkurza mnie branie ślubu w kościele tylko dlatego, że
        > [...] ładniejsze zdjęcia i oprawa niż w USC.

        Mam w oczach zdjęcie Rodziców, zrobione po ślubie kościelnym u fotografa w atelier - połowa lat 50.
        Jedyne, co mówi tutaj, że chodzi o zdjęcie ślubne, to biała woalka przy toczku Mamy, biała chusteczka w kieszonce Jej szarego kostiumu - możliwego do użycia później przy wielu okazjach, także mniej uroczystych, taka sama biała chusteczka w kieszonce klapy marynarki Taty - no i kwiaty pomiędzy Obojgiem...
        Sam ślub odbył się o 8 rano - z udziałem tylko świadków (Brat Panny Młodej, Brat Pana Młodego); wesele - był to obiad u Mamy Panny Młodej, w składzie niewiele szerszym.

        Gdyby tak odpuścić całą oprawę - byłoby być może łatwiej dostrzec istotę każdego związku małżeńskiego, jaką jest przysięga złożona sobie przez Dwoje Ludzi nawzajem (i to najpierw widziana niezależnie od tego, czy została "wzmocniona" przez Sakrament, czy też nie).

        Dziś biała suknia, chodnik purpurowy od drzwi kościoła aż popod ołtarz, "Ave Maria" Schuberta czy Gounoda, odśpiewane bądź odegrane na skrzypcach mniej lub bardziej profesjonalnie, dalej kwestia wystroju samego kościoła, tj. czy wziąć do tego profesjonalną kwiaciarnię - jest w stanie skutecznie przesłonić istotę zawierania małżeństwa.

        Już nie mówiąc o tym, że dziś często więcej myśli się nie o samym ślubie, ale o weselu...
    • ula27121 Re: pytanie praktyczne 09.11.09, 09:06
      Ja bym odpuściła. Przede wszystkim dlatego, że są to dalsi znajomi. Ludzie takie
      rzeczy opowiadają czasami....a ile w tym prawdy?
      • mamalgosia Re: pytanie praktyczne 09.11.09, 10:20
        Oczywiście nie wiem. Wiem tylko tyle, co usłyszałam w ciągu tej
        krótkiej rozmowy.
        Dobrze. Myślę, że nalezy to zostawić ich sumieniu
        • 11.jula Re: pytanie praktyczne 09.11.09, 10:50
          A może najprościej spytać jakiegoś księdza, nie wymieniając na razie
          nazwisk (nawet telefonicznie) co należało by zrobić w takiej
          sytuacji. My tu sobie możemy gdybać, od niego będzie najbardziej
          rzetelna informacja. Jeśli chcesz, mogę się zapytać u siebie w
          parafii.
          • mamalgosia Re: pytanie praktyczne 09.11.09, 10:55
            Zapytaj, ja też zapytam
            • wiesia140 Re: pytanie praktyczne 09.11.09, 16:21
              Napiszcie potem jak to jest .
              • mamalgosia Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 12:08
                Ja na razie jeszcze niestety nie miałam okazji się dowiedzieć
          • mamalgosia zapytałam 10.11.09, 13:16
            a Ty, jula?

            Zapytałam, w miarę anonimowo. Odpowiedział, że trzeba zgłosić, bo
            inaczej małżeństwo może być nieważne.

            • atama Re: zapytałam 10.11.09, 13:34
              Szkoda, że kontakt z nimi masz sporadyczny.
              Warto przede wszystkim im dać znać, że taką szopką do niczego nie
              doprowadzą. Sakramentu nie będzie.
              Chociaż, czy to dla nich naprawdę istotne? Może sami wzięliby raczej
              ślub cywilny, a kościelny jest dla babci, rodziców, sukni...

              A co jeżeli potem zmienią zdanie i dzieci zechcą? Sakrament
              się "uważni"??
              • mamalgosia Re: zapytałam 10.11.09, 15:04
                Nie sądzę, żeby dla nich było ważne, czy jest sakrament czy nie.
                Ale nie do końca jestem pewna, że nie jest
            • 11.jula Re: zapytałam 10.11.09, 14:53
              też nie miałam jeszcze okazji, ale pamiętam, zapytam na pewno, bo
              sama jestem ciekawa odpowiedzi. Jak będę wiedziała dam znać.
            • nati1011 Re: zapytałam 10.11.09, 16:14
              zdziwiłabym się, gdyby odpowiedź księdza była inna smile

              Ja mam 2 uwagi.

              1. uwazam, ze mamy obowiazek - wszyscy - dbać o poszanowanie
              sakramentów, a opisana przez ciebie postawa (gdy publicznie
              przyznaje sie do kłamstwa w protokole) jest ewidentnie lekceważeniem
              sakramentu.

              2. Mogło by się za parę lat zdarzyć, ze ta para chciałaby sie
              rozstać i stwierdzić niewazność swojego małżeńśtwa. Mogliby cie
              wtedy Mamalgosiu powołać na świadka, ze już przed ślubem wykluczali
              posiadanie potomstwa. Pomyśl, jak wtedy byś się czuła?

              Mam nadzieję, ze sprawa znajdzie szczęśliwy finał. Ale zgłaszajac
              sprawę kapłanowi dajesz im tak naprawdę szansę. Moze ksiadz zaprosi
              ich na rozmowę? Może to ich jakoś oświeci i już świadomie przyjmą
              sakrament? Uważam, że to nie ty masz obowiazek z nimi o tym
              rozmawiać - z racji luźnej znajomości - ale kapłan w parafii już
              jak najbardziej.
    • kann2 Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 16:12
      Domniemywa się, że wola, jaką nupturienci deklarują podczas zawarcia
      małżeństwa jest autentyczna, czyli jesli podczas zawarcia małżeństwa
      na pytanie "Czy chcecie przyjąc i po katolicku wychowac potomstwo,
      którym Bog was obdarzy" odpowiadają "chcemy", to przyjmuje się, że
      ich małżeństwo jest ważne. I że taką właśnie wolę mieli.

      jeśli ktoś twierdzi po ślubie, że jest inaczej, ten musi to
      udowodnić. A prawo do zaskarżenia ważności swego małżeństwa mają
      tylko małżonkowie.

      Czy przed ślubem ksiądz może odmówić asystowania przy zawarciu
      małżeństwa? Tylko wówczas, gdy narzeczeni "wyraźnie i formalnie dają
      do zrozumienia, że odrzucają to, co Kościół chce dopełnić sprawując
      obrzęd małżeństwa ochrzczonych". Skoro tego nie uczynili wobec
      księdza przy spisywaniu protokołu, trudno by osoba trzecia
      interweniowała w sprawie kwestii tak delikatnej, jaką jest wola osób
      zawierających małżeństwo.

      Myslę jednak, że powinnaś porozmawiać z nimi samymi, jeśli
      oczywiście zażyłość relacji na to pozwala.
      • nati1011 Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 16:17
        kann2 napisał:

        > Domniemywa się, że wola, jaką nupturienci deklarują podczas
        zawarcia
        > małżeństwa jest autentyczna, czyli jesli podczas zawarcia
        małżeństwa
        > na pytanie "Czy chcecie przyjąc i po katolicku wychowac potomstwo,
        > którym Bog was obdarzy" odpowiadają "chcemy", to przyjmuje się, że
        > ich małżeństwo jest ważne. I że taką właśnie wolę mieli.
        >
        > jeśli ktoś twierdzi po ślubie, że jest inaczej, ten musi to
        > udowodnić. A prawo do zaskarżenia ważności swego małżeństwa mają
        > tylko małżonkowie.

        ALe czy nie byłoby takim dowodem powołanie się - za parę lat - na
        rozmowę z Mamalgosią, gdzie jawnie przyznali sie do kłamstwa? Pytam
        hipotetycznie.

        Przykro mi, jeżeli kogoś to razi, ale mnie naprawde boli
        lekceważenie z jakim ostatnio wiele osób do skaramentów podchodzi -
        przy dużej beirności ze strony kapłanow niestety sad
        • isma Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 16:56
          Ale MALZENSTWO CIESZY SIE PRZYCHYLNOSCIA PRAWA. I jest wazne, dopoki sie nie
          stwierdzi, na odpowiednie przepisanej drodze, czegos przeciwnego.
          Nikt oprocz samych malzonkow (z gruba) nie moze wniesc sprawy do sadu
          koscielnego przeciez. No i "za pare lat" to by sie to ich malzenstwo musialo
          jeszcze z hukiem rozpasc.
          A moze Pan Bog to urzadzi madrzej jakos...?

          Ja z kolei jestem przeciwna wchodzeniu swieckich w ksieze buty. I dbalosc o
          poszanowanie sakramentu ze strony swieckiego dla mnie oznacza, ze jesli
          rzeczywiscie czuje, ze trzeba komus uswiadomic kwestie wymogow waznosci
          malzenstwa, jezeli lezy mi na sercu, zeby nie przyjmowali sakramentow
          swietokradzko czy niegodnie, to ja mam obowiazek powiedziec to TYM LUDZIOM.
          Jak wiem, ze sasiadka chrzci dziecko, bo babcia by na zawal umarla, gdyby nie,
          ale w zaden sposob go po chrzescijansku wychowac nie zamierza - to nie lece do
          plebana z donosem, ze nie ma zadnej nadziei na chrzescijanskie wychowanie (skad
          to zreszta moge NA PEWNO wiedziec?) tylko mowie tej osobie, co mysle.

          Ksiadz przeprowadzil to kanoniczno-duszpasterskie rozeznanie, czy jak tam sie to
          nazywa, oni powiedzieli, co powiedzieli. Tresc byla odpowiednia do wymogow.
          Zapewne nie zawahaja sie przed powtorzeniem tego raz jeszcze. Malzenstwa im
          odmowic w takiej sytuacji, jak sadze, nie mozna.
          No to po co isc do ksiedza, zamiast samemu porozmawiac?
          • 11.jula Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 17:42
            Masz wiele racji Ismo. Ale to po co w takim razie ma sens wieszanie
            zapowiedzi z wiadomą formułką, skoro to ma być mieszanie się w nie
            swoje sprawy. Oczywiście, można to powiedzieć młodym, ale jeśli już
            na starcie podchodzą lekceważąco do sprawy, to nie sądzę, aby nagle
            zmienili front. Poza tym inaczej, jeśli im to powie koleżanka, a
            inaczej ksiądz, który ma wiedzę w tych sprawach i mniejszy czy
            większy autorytet.
            Ja wiem, że łatwo się pisze, gdybym ja stanęła przed taka sytuacją,
            to też pewnie byłoby mi ciężko iść z "donosem". Zgadzam się z Nati w
            sprawie zbyt luźnego traktowania sakramentów. A co zrobić, jeśli
            WIEM, że ktoś żyje w grzechu, nie chodzi do spowiedzi, bo traktuje
            to jako bzdet wymyslony przez księży, a do Komunni przystępuje, bo
            Msza zamówiona, wszyscy z rodziny idą, no to on też idzie. Co wtedy
            należy zrobić? Wiecie jak się czułam widząc taką profanację
            Najświętszego Sakramentu? To tak trochę odbiegając od tematu
            • isma Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 18:02
              No toz pisze przeciez, co zrobic, i Pismo sw. powiada tyz w ten desen: upomniec
              brata swego w cztery oczy.
              I ja to robie, i jak wiem, ze ktos profanuje Eucharystie, to mu mowie, co JA
              czuje. Bo co Kosciol mowi, to on pewnie wie, ale, jak widac, na to bimba.
              Piszesz o autorytecie ksiedza. Wiec jaki autorytet, skoro juz raz go okiwali, i
              jeszcze sie tym chwala?

              Co do zapowiedzi (kurcze, ten sernik mi zaraz odjedzie w niebyt!), to po
              pierwsze jest to instytucja wiekowa, ktorej znaczenie dzisiaj nieco rozwoj
              techniki oslabil. No bo zazwyczaj MOZNA pojechac do parafii chrztu, nawet jesli
              ona jest oddalona o kilkaset kilometrow, albo dostac kopie metryki chrztu
              POCZTA. I takich dokumentow sie od nupturientow żąda. A byly czasy, ze poczty
              nie bylo i jedynym sposobem wywiedzenia sie, co i jak, bylo bodaj obwieszczenie
              w kosciele, ze ten a ten sie zeni.

              Po drugie. Ja bym jednak odrozniala roznego rodzaju przeszkody (Kann mnie zaraz
              wdepcze w ziemie, ze nalezy rozrozniac przeszkody od wad zgody i jeszcze stu
              innych rzeczy, ale ten sernik!) mozliwe do stwierdzenia obiektywnie, od takich,
              ktorych zaistnienie jest rzecza dalece ocenna. Pisalam juz: jak wiem, ze ktos
              sie sposobi do bigamii, albo jestem w posiadaniu rodzinnej tajemnicy, ze
              przyszly pan mlody jest naturalnym ojcem przyszlej panny mlodej, adoptowanej
              nastepnie przez inna rodzine wink)), zeby tak Harlequinem zasunac - to inna
              sprawa. To sa fakty obiektywnie weryfikowalne, i wladza koscielna tego czy
              innego szczebla moze sie nad nimi pochylic, i dojsc do jakiejs prawdy.
              Natomiast ocena stopnia czyjejs wiary, czy czyjejs swiadomosci istotnych cech
              malzenstwa... to delikatne sprawy sa. Tu, mnie sie wydaje, zycie wiele
              zweryfikuje - albo sie to malzenstwo sprawdzi, utrzyma, bedzie w lasce wzrastac
              - albo nie. I wtedy ewentualnie jest czas na przyjrzenie sie przyczynom
              niepowodzenia.
              • nati1011 Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 18:10
                Isma, jak widze, ze kto bez kapoka do łodzi wsiada, to nie czekam,
                czy w razie wywrotki nauczy sie pływać, tylko za wczasu
                interweniuję. Przepis mówi, ze ma być kapok, to ma być. wink


                Ja wiem, ze w naszym kraju takie obywatelskie interwencje źle sie
                kojarzą, ale naprawdę nie zawsze interweniujący ma złe intencje smile
                • isma Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 18:21
                  Ale brak kapoka mozesz stwierdzic obiektywnie.
                  Wykluczenia potomstwa pozytywnym aktem woli - na podstawie zdawkowej rozmowy -
                  moim zdaniem sie stwierdzic nie da.
            • nati1011 Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 18:05
              J a sie raz wypowiedziałam w sprawie godnosci sakramentu w mojej
              rodzinie. Awantura byłą straszna. Było to bardzo trudne i
              nieprzyjemne - pewnie dla wszystkich. Ale nie mogłam inaczej.
              Zwłaszcza, ze to nie był pierwszy raz. Urazy z czasem uległy
              zapomnieniu, a od tego czasu nikt nie pozwala sobie na otwarta kpinę
              z sakramentów.

              Uważam, że było warto. I żałuję tylko, ze nei zrobiłam tego już
              wczesniej. Od tej pamiętnej awantury wiele się w naszej rodzinie
              zmieniło - na lepsze.
              Dlatego ja taką interwencję postrzegam nie jako mieszanie się w nie
              swoje sprawy (ci ludzie obarczyli Mamalgosie swoim grzechem - choćby
              kłamstwem), ale jako szansę, ze coś zrozumieją.

              Ale jestem też w stanie zrozumieć, ze komuś braknie odwagi by się
              odezwać. To naprawdę trudne.
            • kann2 Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 18:41
              Zapowiedzi, jak Isma napisała, dotyczą sytuacji dających się
              obiektywnie zweryfikować (np. bigamia, pokrewieństwo, wiek...). Ale
              w przypadku intencji niezwykle trudno to uczynić. Stąd nawet ksiądz,
              nie mając pewności, nie może zabronić zawarcia małżeństwa komuś, o
              kim jedynie może podejrzewa, że coś jest nie tak. Podobnie jak
              ksiądz, który podaje Komunię świętą osobie, o której wie, że np.
              żyje w grzechu - jedynie sytuacja poważnego, publicznego zgorszenia
              upoważniałaby go do odmówienia danej osobie Komunii św.

              Z tym wykluczeniem potomstwa jesto podobnie jak w przypadku
              psychicznej niezdolności do małżeństwa. Nawet jeśli ksiądz
              podejrzewa, że ktoś jest do małżeństwa niezdolny, bo jest np.
              uzależniony od alkoholu, patologicznie uległy(a) od swojej matki,
              dotknięty jakąś anomalią psychiczną czy nawet chorobą psychiczną,
              jak np. schizofrenia, nie może zabronić zawarcia małżeństwa tylko
              dlatego, że rodzą się w nim - nawet uzasadnione - wątpliwości.

              Tak o tym jest napisane w Instrukcji o przygotowaniu do małżeństwa:

              Wady zgody małżeńskiej przedstawione w kan. 1095 n. 1-3, wynikają z
              prawa natury i dlatego duszpasterz nie będzie mógł dopuścić do
              zawarcia małżeństwa kościelnego tylko i wyłącznie wówczas, gdy
              będzie miał pewność, że zachodzi jeden z wypadków. Nie wolno bowiem,
              zgodnie z ogólnymi zasadami prawa, nikomu nakładać obowiązku lub
              odmawiać prawa, jak tylko w wypadkach pewnych. We wszystkich innych,
              kiedy istnieje uzasadniona wątpliwość, podobnie jak to było
              wyjaśnione w odniesieniu do przeszkody niezdolności fizycznej, nie
              można zabraniać narzeczonym zawarcia małżeństwa, bo ograniczyłoby
              się w ten sposób ich uprawnienie naturalne, którego nie mogą być
              pozbawieni z powodu wątpliwego braku. Dlatego znacznie trudniejsza
              praca staje się później przed sądem biskupim, który będzie musiał
              rozważyć konkretne wypadki, gdyby się okazało, że braki te
              faktycznie istniały w stopniu zaawansowanym i już w momencie
              zawierania małżeństwa spowodowały jego nieważność.

              www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/malzenstwo.htm#etykieta1

              Przyznam wprawdzie, że czasem mam poważne wątpliwości co do tego
              fragmentu - czy nie jest to tak: niech się pobiorą, a jak będzie
              źle, to się najwyżej sądownie orzeknie nieważność? No właśnie tak
              jest! Ale skoro biskupi postanowili, to pewnie mają rację. Trzeba
              pamiętać, że zawarcie małżeństwa jest naturalnym prawem człowieka i
              dlatego wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść
              małżeństwa, które ma być zawarte. Skoro nie ma pewności - a nie ma,
              bo przecież narzeczeni nie wyrazili jeszcze zgody małżeńskiej, a to
              ona ma być ponoć wadliwa - nie można zabraniać.

              Z tego samego powodu Kościół nie zabrania zawierac małżeństwa
              osobom, które może podejrzewać, że dopuszczają rozwód. Nie można
              dopuścic do ślubu tylko wówczas, gdy ktoś sam wyraźnie i formalnie
              powiedziałby, że nie chce zawrzeć nierozerwalnego związku.
              • isma Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 19:09
                Bog zaplac, zes mial wzglad na moj sernik. Wprawdzie sie zastanawiam, jak
                intencja mogla Toba kierowac... wink)), ale faktem jest, ze sernik szczesliwie
                dotarl do piekarniku. I jak sie okaze przykrym zakalcem, to bedzie to tylko moja
                wina, a nie klamliwych nupturientow wink)).
              • nati1011 Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 20:23
                Kann,

                dziekuję za wyjaśnienia. Ustępuję przed autorytetem biskupów, ale
                jako żywo mnie to nie przekonuje. No logiczne jest dla mnie, ze na
                podstawie wątpliwości nie powinno się zakazywac małżeśńtwa czy go
                odmawiać, ale czy nie powinno się przynajmniej próbować te
                wątpliwości wyjaśnić? Chocby dodatkową rozmową? Pytam już tak
                abstrachując od pierwotnej sytuacji Mamalgosi? Pozwolę sobie
                postawić tezę, że baaardzo wielu katolików naprawdę nie zdaje sobie
                sprawy z wielu przepisów czy obowiazków. A nauki przedślubne są
                często tylko formalnością. Może troche OT, ale skoro wielu katolików
                nie zna podstawowych prawd wiary, to pewnie tez NIE WIEDZĄ, ze to
                wykluczenie potomstwa powoduje niewazność małżeństwa. I nie mówcie
                tylko, ze przecież podpisali protokół. Jak sama pamietam, to u nas
                wypełnił go kapłan w wiekszości pytań mruczac coś pod nosem, a na
                koniec dał do podpisu. Przyznaję uczciwie: nie miałam pojecia o
                przeszkodach powodujących nieważność małżeństwa. I wcale nie
                podeszliśmy do sprawy lekceważąco.
                • kann2 Re: pytanie praktyczne 10.11.09, 20:55
                  Kapłan uczynił fatalnie. Całe szczęście, że ważność małżeństwa nie
                  zależu od protokołu, ale od rzeczywistości.

                  Natomiast masz rację, że w razie wątpliwości trzeba próbować je
                  rozwiać. W cytowanej powyżej instrukcji episkopatu o tym stoi
                  wyraźnie:

                  "Ponieważ mentalność rozwodowa rozszerza się i bywa przez opinię
                  tolerowana, niech duszpasterz postawi narzeczonym pytania kontrolne,
                  co sądzą o postępowaniu innych, którzy zrażeni do siebie rozwodzą
                  się po pewnym okresie pożycia. Jeżeli z odpowiedzi narzeczonych
                  względnie skądinąd nasunie się podejrzenie, że narzeczeni zamierzają
                  zawrzeć małżeństwo z intencją przeciwną nauce Kościoła, niech
                  duszpasterz wyjaśni im tę naukę zaznaczając, że jeżeli zawrą
                  małżeństwo godzące w jakikolwiek sposób w jego ważność, dopuszczają
                  się świętokradztwa i wplątują się w niekończącą się ilość grzechów.
                  Niech im też wyjaśni i oświadczy, że duszpasterz nie może asystować
                  przy takim ślubie, a zatajenie tych spraw na nic się nie przyda, bo
                  małżeństwo zawarte w złych intencjach i tak nie będzie ważne".
                  • nati1011 Re: pytanie praktyczne 11.11.09, 08:32
                    > "Ponieważ mentalność rozwodowa rozszerza się i bywa przez opinię
                    > tolerowana, niech duszpasterz postawi narzeczonym pytania
                    kontrolne,
                    > co sądzą o postępowaniu innych, którzy zrażeni do siebie rozwodzą
                    > się po pewnym okresie pożycia. Jeżeli z odpowiedzi narzeczonych
                    > względnie skądinąd nasunie się podejrzenie, że narzeczeni
                    zamierzają
                    > zawrzeć małżeństwo z intencją przeciwną nauce Kościoła, niech
                    > duszpasterz wyjaśni im tę naukę zaznaczając, że jeżeli zawrą
                    > małżeństwo godzące w jakikolwiek sposób w jego ważność,
                    dopuszczają
                    > się świętokradztwa i wplątują się w niekończącą się ilość
                    grzechów.
                    > Niech im też wyjaśni i oświadczy, że duszpasterz nie może
                    asystować
                    > przy takim ślubie, a zatajenie tych spraw na nic się nie przyda,
                    bo
                    > małżeństwo zawarte w złych intencjach i tak nie będzie ważne".

                    Ale to dotyczy wyłacznie kwestii rozwodów.

                    Moim zdaniem wystarczyłoby, jak kapłan przed rozpoczęciem protokołu
                    poświeciłnby 5 minut na wyjaśnienie, ze pewne intencje wykluczają
                    wazność sakramentu i omówił te najbardziej powszechne. A potem
                    jeszcze w protokole wyraźnie podkreślał najważniejsze sprawy.

                    Oczywiście Duch działa gdzie chce, ale wzrastajaca liczba rozwodów a
                    zwąłszcza lawinowy wzrost stwierdzeń niewazności małżeństw nie
                    pozwala nam chyba pozostać obojętnymi.


                    Swoją drogą na wielu forach widziałam dyskusję o datkach za ślub,
                    kwiatach, przyjeciach itp itd.... NIGDY zaś nie widziałm
                    najmniejszej refleksji, czy mój ślub koscielny bedzie waznie
                    zawarty - jakby ludzie nie dopusczali wogóle do swojej swiadomosci
                    faktu, ze ten sakrament moze być nie ważny, jeżeli nie spełniam
                    wymogów - a z treści tych postów jasno wynikało, ze z wieloma
                    sprawami te osoby są na bakier. A przecież czesto te same osoby
                    doradzaja innym, że w przypadku rozwodu warto tez sprobowac
                    unieważnic ślub kościelny - celowo pisze unieważnić. Taka swoista
                    schizofrenia sad
                    • isma Re: pytanie praktyczne 11.11.09, 09:47
                      Ale sama popatrz. Jak pijany plota sie tu uczepilismy tego protokolu, tak jak
                      gdyby on byl jakims donioslym dokumentem, ktorego zapisy same w sobie zmieniaja
                      ontologiczny status mezczyzny i kobiety. A tak przeciez nie jest.
                      Protokol powinien byc REZULTATEM rozmowy przeprowadzonej przez duszpasterza z
                      narzeczonymi. Rozmowy, ktorej celem jest nie tylko zebranie przez niego pewnych
                      informacji i zapisanie ich w odpowiednim druczku, ale takze wyjasnienie
                      narzeczonym, co i jak z tym malzenstwem (oczywiscie oni mogla w tym czasie
                      myslec o tym, z ktorego miejsca wystartuje Kubica, albo czy ciocia Zenia sie nie
                      obrazi, ze sie ja tak pozno zaprosilo na wesele, no ale to juz trudno...). To
                      powinna byc taka sytuacja, powiedzialabym, z nurtu katechezy raczej, niz
                      parafialnej administracji. No, ale bywa jak bywa, i to juz ewidentnie wina kleru.

                      Natomiast, jednak, pewne zasadnicze dla waznosci malzenstwa sprawy znajduja
                      swoje miejsce w liturgii sakramentu - przed wyrazeniem zgody sie pyta
                      nupturientow przeciez, publicznie:

                      "Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
                      Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i zlej doli,
                      aż do końca życia?
                      Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg
                      obdarzy?"

                      Oni oczywiscie moga tego nie traktowac powaznie, ale w tych slowach przeciez
                      potwierdzaja i wole zawarcia malzenstwa nierozerwalnego, i nastanowionego na
                      potomstwo, i to, ze zawieraja malzenstwo z wlasnej woli, a nie z innych
                      przyczyn. To nie jest jakas wiedza tajemna, ktora by trzeba bylo przekazywac
                      ekstra.
                      • kann2 Re: pytanie praktyczne 11.11.09, 09:51
                        No właśnie, a:

                        Kan. 1101 - § 1. Domniemywa się, że wewnętrzna zgoda odpowiada
                        słowom lub znakom użytym przy zawieraniu małżeństwa.
    • mamalgosia reasumując 11.11.09, 10:14
      Nie polecę z donosem.
      Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi, rozjaśniły mi w głowiesmile (choć
      i zamąciły również).
      Myślę sobie jeszcze o czymś takim - może też to być jakaś poza. Może
      nawet ich nawzajem między sobą? Może sami przed sobą nawzajem nie są
      do końca szczerzy, może wcale tego potomstwa tak na amen nie
      wykluczają, tylko tak się jakoś niezręcznie przyznać, skoro najpierw
      się roztrąbiło na prawo i lewo, że Anglia, praca, mieszkanie,
      podróże i zero pieluch?
      Jak już wspomniałam - nie są to osoby, z którymi mogę odbyć poważną
      rozmowę - widujemy się rzadko, znajomość żadna, wiem jak się
      nazywają, gdzie mieszkają, i że on w wieku licealnym lubił szybkie
      samochodysmile
      Co do księdza spisującego protokół... Rzeczywiście musi to przyjąć
      za prawdę. Kiedyś jakiś ksiądz mówił mi, że nawet jak wie, że
      spowiedź jest niepełna (bo np narzeczony mówi, że współżył z
      narzeczoną, a narzeczona nawet o tym nie wspomni), to udziela
      rozgrzeszenia.
      Ciekawe to wszystko.
      Co do tego księdza, który mi odpowiedział, że mam zgłosić, to potem
      jeszcze dodał, że tych narzeczonych toczy nowotwór duszy.

      A jeszcze mi przychodzi coś do głowy - jeśli się wyklucza kolejne
      dziecko? No bo w sumie, co to za różnica, że ktoś już ma dwoje
      dzieci, skoro wyklucza trzecie? Obalciesmile
      • mamalgosia P.S. isma 11.11.09, 10:15
        Tak często piszesz o sernikach, cyz możesz podać jakiś przepis dla
        matoła? Robię przepyszne szarlotki, ale sernika nie zrobiłam NIGDY.
        Czy sernik musi być oklapły w środku?
        • isma Re: P.S. isma 11.11.09, 12:18
          W zyciu nie upieklam sernika, ktory by nie opadl wink)). Rozwiazuje ten problem
          za pomoca maskowania nierownosci polewa czekoladowa, bita smietana i innymi
          dekoracjami, tudziez robienia zdjec z takiego ujecia, zeby nie bylo widac.
          A powaznie - troche ratuje sytuacje odkrojenie go od bokow tortownicy poki jest
          jeszcze goracy. Nie peka wtedy przynajmniej, a czasem mniej opada tez.
          • mamalgosia Re: P.S. isma 11.11.09, 12:36
            Ale coś mi się przypomina, że gdzieś czytałam, że on tak musi - nie
            pamiętam dlaczego, ale jakieś prawo fizyki w powiązaniu z tym
            twarogiem tak działa.
            Jeśli masz jakiś prosty przepis, to proszę, przyślij mi. Chciałabym
            spróbować swoich sił
            • isma serniki dwa 11.11.09, 12:52
              Najprostszy przepis stosuje moja corka chrzestna, biorac go z opakowania twarogu
              na sernik marki Wloszczowa wink)). I jest to najlepszy sernik swiata, tylko ze u
              nas nie ma kto AZ TYLE zjesc.

              Sernik Suffci:
              wyklada sie forme herbatnikami, siedem zoltek sie uciera ze szklanaka cukru,
              potem sie dorzuca pol kostki masla i uciera dalej, potem idzie do ucierania cale
              wiadero tego sera, torebka budyniu smietankowego i aromat cytrynowy. Osobno sie
              ubija bialka i delikatnie miesza z tym gestym. Wyklada sie na spod i na godzine
              do piekarnika (180-200 stopni).

              A ja robie rozne. Np. taki szybki seroczekoladowy (nigdy mi nie wyszedl w
              postaci marmurka, jak w przepisie, ale na szczescie jest do jedzenia, a nie do
              ogladania:

              Serowe:
              40 dag twarogu sernikowego z wiaderka
              12,5 dag cukru
              2 jajka
              1 łyżeczka esencji waniliowej

              Czekoladowe:
              20 dag gorzkiej czekolady
              20 dag masła
              25 dag cukru
              3 jajka
              12,5 dag mąki

              Prostokątna blacha 28 x 24 cm (moja ma wyjmowany spód, co przy kruszących się i
              wilgotnych ciastach ułatwia wyjmowanie na paterę, ale nie jest to konieczne)
              Papier do pieczenia

              Przygotowanie: 30 minut. Pieczenie: 40 minut

              Włączyć piekarnik rozgrzewając do 180 stopni. Wyłożyć papierem formę. Przesiać
              mąkę. Mikserem ubić wszystkie składniki na część serowa sernika. Czekoladę i
              masło włożyć do rondelka i rozpuszczać, często mieszając. W misce ubić jajka i
              cukier na część czekoladowa, dolać sos czekoladowy i wymieszać, wsypać mąkę,
              ponownie wymieszać. Wlać 3/4 części czekoladowej do formy, wyłożyć na to część
              serowa, a na nią resztę części czekoladowej (nie przejmować się, jeśli będzie
              już trochę ścięta i nierównomiernie rozłożona). Można widelcem zrobić marmurek,
              co, jak wzmiankowałam, u mnie jeszcze nigdy nie okazało się skuteczne. Piec ok.
              35 - 40 minut.

              O, i ten nie opada, no ale to trochę oszukany sernik jest.
              • mamalgosia Re: serniki dwa 11.11.09, 13:52
                Chyba zacznę od tego pierwszego, wygląda prościej. Tylko aromat
                zmienię, bo cytrynowego nie lubimy (a wiem, że do serników pasuje).
                A w tym drugim, ta masa czekoladowa nie wycieka?
                • isma Re: serniki dwa 11.11.09, 13:57
                  Jak wylozysz papierem, to nie wycieknie. Zreszta ona sie stygnac blyskawicznie
                  scina.
                  • kocianna Re: serniki dwa 11.11.09, 16:42
                    Przy nalewaniu ciasta do formy: sernik wylewamy na środek formy (albo wykładamy,
                    jak ciasto gęste, ale NA ŚRODEK, i ewentualnie rozprowadzamy), a biszkopt lejemy
                    po brzegach.
                    Wtedy sernik opada mniej.
                    A biszkopt jest równy i nie ma kształtu pagórka.

                    To jest metoda pani, u której mieszkałam na studiach, z wileńskiej szlachty tongue_out
      • kann2 Re: reasumując 11.11.09, 10:26
        Gdyby przed ślubem obie strony lub jedna z nich zastrzegła sobie, że
        nie będzie w małżeństwie więcej niż jedno (dwoje, troje...) dziecko,
        sąd kościelny mógłby orzec nieważność takiego małżeństwa. Ale gdy
        taka decyzja zapada po ślubie, nie ma wpływu na ważność małżeństwa.
        • mamalgosia Re: reasumując 11.11.09, 10:37
          raczej przedsmile
          No, ale nie będę sobie zawracać głowy nieważnością własnego
          małżeństwawink U nas dziś testowanie frytkownicysmile Wiem, że blado
          wypadam w porównaniu z sernikiem...
          • 11.jula Re: reasumując 11.11.09, 10:47
            Mamalgosiu, czy ja mam jeszcze pytać w związku z tym u siebie jak to
            jest? Najprędzej to w niedzielę. Mogłabym poprosić męża żeby spytał,
            ale jak to chłop, na pewno coś pokręci.
            • kann2 Re: reasumując 11.11.09, 10:57
              11.jula napisała:

              > ale jak to chłop, na pewno coś pokręci.


              Jako przedstawiciel rzeczonej płci, wypraszam sobie!
              • isma Re: reasumując 11.11.09, 12:01
                A moze Jula miala na mysli, ze ksiadz chlop, i pokreci wink))?
                • kann2 Re: reasumując 11.11.09, 12:15
                  Obojętnie,
                  • mamalgosia Re: reasumując 11.11.09, 12:37
                    kann, prawda w oczy kole, tak to już jest
            • mamalgosia Re: reasumując 11.11.09, 12:37
              11.jula napisała:

              > Mamalgosiu, czy ja mam jeszcze pytać w związku z tym u siebie jak
              to
              > jest? Najprędzej to w niedzielę.
              Myślę, że byłoby fajnie dowiedzieć się, co myślą księża. jesli to
              nie jakiś wielki problem, to zapytaj proszę
              • 11.jula Re: reasumując 11.11.09, 16:26
                Żaden problem, w ostateczności zadzwonię do kuzyna, jest
                franciszkaninem
        • isma Re: reasumując 11.11.09, 12:07
          A, to teraz mi zabiles lekkiego cwieka.
          No, dajmy na to, pobiera sie po dwudziestu latach konkubinatu para. Maja, dajmy
          na to, ze czworo dzieci, czterdziestke z okladem na karku i, jak sie wydaje, nie
          zamierzaja zbyt skutecznie dzialac na rzecz dalszego powiekszania sie rodziny
          (choc fizycznie byloby to zapewne mozliwe).
          Hmmmmmmm. Sie tak zastanawiam nad tym dobrem wiernych, co to ma mu prawo sluzyc...
          • kann2 Re: reasumując 11.11.09, 12:21
            Żaden ćwiek. Po prostu jeśli nie będzie intencji wykluczającej
            potomstwo, to małżeństwo jest ważne. Takie wykluczenie to nie taka
            prosta sprawa i nie jest to jedynynie zwykłe umówienie się
            małżonków, że "będą uważać", albo "raczej nie będą mieć dzieci
            dopóki nie będzie większego mieszkania" itp. Jedna strona musiałaby
            wykluczyć prawo drugiej strony do otwartości na przyjęcie potomstwa -
            np. kobieta musiałaby postawić sprawę: jak zajdę w ciążę, to pójdę
            na aborcję, albo on: jak zajdziesz w ciążę, to odchodzę...
            • isma Re: reasumując 11.11.09, 12:33
              A, jak jedna strona wykluczy drugiej stronie, to jasna sprawa. Tego cwiek nie
              obejmuje. Ale gdyby sie w tej hipotetycznej sytuacji obie strony umowily na
              "uwazanie" i rygorystycznie "uwazaly" az do menopauzy?
              • kann2 Re: reasumując 11.11.09, 12:43
                Gdyby umowa była taka, że nawzajem wykluczają prawo drugiej strony
                do..., to sąd mógłby orzec nieważność. Ale jeśli miałoby
                być "uważanie", ale połączone np. z myślą, że jak mimo "uważania"
                doszłoby do poczęcia, to dziecko przyjmą, wówczas nie ma
                wykluczenia.

                Umowa niekoniecznie musi powodowac nieważność. Inaczej taka św.
                Kinga, na ten przykład, z Bolesławem W. ...
                • isma Re: reasumując 11.11.09, 12:54
                  Nie no, wiesz, z ta Kinga i Boleslawem, to ja nie mialam na mysli AZ TAK
                  rygorystycznego "uwazania"... wink)).
    • 11.jula Re: pytanie praktyczne 07.12.09, 13:55
      Zapomniałam na smierć, że miałam zapytać, także dopiero piszę teraz.
      Mój proboszcz wypowiedział się tak:
      Na pewno powinnaś ich uprzedzić, że jeśli przed ślubem wykluczają
      posiadanie potomstwa, to udzielony sakrament będzie nieważny.
      (przeszkoda) I tego muszą mieć świadomość, bo wtedy będą żyć w
      stanie grzechu (co innego jeśli sakrament jest nieważny a tej
      świadomości się nie ma)tak, jakby slubu nie było. Jesli chcesz to
      możesz powiedzieć o tym księdzu. On oczywiście uświadomi im to, że
      sakrament będzie nieważny. Oni oczywiście mogą dalej mu kłamać, mogą
      wyjawić prawdziwe powody (o których niekoniecznie mieli ochotę
      opowiadać tobie) co juz może zmieniać postać rzeczy. Jesli by wzięli
      slub, a po paru latach zdecydowali się na unieważnienie i powołaliby
      cię na świadka, masz obowiązek powiedzieć prawdę (ale tu chyba nie
      mamy wątpliwości?).
      To tyle, co się dowiedziałam. Wiem, że sprawę juz dawno
      przegadaliśmy, ale obiecałam, że zapytam i zapytałam (z poślizgiem -
      przepraszam).
      • mamalgosia Re: pytanie praktyczne 07.12.09, 16:12
        Dziękuję.
        Z tą parą nie widziałam się od tamtego czasu.
        Co do ważności sakramentu - nie jestem pewna, czy by go rzeczywiście
        nie było.
        Księdzu nie zgłosiłam.
        • wiesia140 Re: pytanie praktyczne 17.11.10, 09:02
          problem niestety dotyczy większej liczby par
    • otryt Re: pytanie praktyczne 21.11.10, 00:42
      mamalgosia napisała:

      > Zakładają nieposiadanie potomstwa - tzn. nie chcą mieć
      > dzieci w ogóle. To się zapewne może z upływem czasu zmienić (tak
      > przypuszczam), ale w chwili obecnej planują być małżeństwem
      > bezdzietnym na zawsze.

      Były udzielane śluby powstańcom warszawskim, gdy siedzieli okrążeni gdzieś w piwnicach. Niektórzy byli pewni, że nie wyjdą z tego żywi. Jak w takich warunkach myśleć o posiadaniu potomstwa? Czy w związku z tym takie śluby były nieważne?

      Bywało, że ludzie żyli w piekle wojny. Jak w takich warunkach odpowiedzialnie myśleć o posiadaniu dzieci? Oczywiście można planować, że jak się wojna skończy, to i owszem, bardzo chętnie. Ale kto wie, kiedy się skończy? Nie mówię o sytuacji, gdy dziecko i tak się pocznie, bo nie sposób do końca zaplanować i zapanować. Gdy już dziecko jest, to wiadomo, że trzeba je przyjąć i po chrześcijańsku wychować. W każdych warunkach. Ale planować, gdy tych warunków brak i brak perspektyw na zmianę?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka