Dodaj do ulubionych

Przypowieść o 7 grzechach głównych

17.02.10, 12:43
Przypowieść o siedmiu grzechach głównych
KS. WIESŁAW FELSKI

Podczas wspólnego rozważania przypowieści o miłosiernym Ojcu zadałem
pytanie: „Jaki grzech popełnił młodszy syn?”. Któryś z rezolutnych
chłopaków zawołał: „Wszystkie!”.



Jak zwykle przygotowywałem dzieci do sakramentu spowiedzi podczas
rekolekcji wielkopostnych. Przypowieść o synu marnotrawnym jest
bardzo nośnym obrazem, dlatego wykorzystałem ją jako wstęp do
kazania podczas nabożeństwa pokutnego. Chciałem na jej podstawie
pokazać, z jak wielką miłością i tęsknotą czeka na nas Bóg w
sakramencie pojednania. Nie należy zatem się bać spowiedzi, bo
Ojciec Niebieski cieszy się z tego, że będzie mógł nas uzdrowić z
grzechów. Podczas wspólnego rozważania przypowieści zadałem
pytanie: „Jaki grzech popełnił młodszy syn?”. Któryś z rezolutnych
chłopaków zawołał: „Wszystkie!”. Zaskoczyła mnie ta odpowiedź.
Poprosiłem go, by wyjaśnił, co to znaczy „wszystkie”. On, nieco
speszony, jednym tchem wymienił siedem grzechów głównych, pilnie
uważając, aby nie pomylić kolejności. Dziś nie pamiętam, jak z tego
wybrnąłem, ale wspomnienie na długo pozostało i zaowocowało poniższą
medytacją o siedmiu grzechach głównych w przypowieści o synu
marnotrawnym.
Obserwuj wątek
    • atama Pycha 17.02.10, 12:43
      Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na
      mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich (Łk 15,12).

      Jezus zaczyna przypowieść o dwóch synach, którzy pogubili się Ojcu,
      od wskazania na grzech pychy, w który popadł młodszy z nich. Zgodnie
      z hebrajskim zwyczajem najstarszy spadkobierca dziedziczy ojcowiznę,
      a młodsi mają prawo do rekompensaty pieniężnej. Taki podział dóbr
      był zatem normalną czynnością w ówczesnym porządku społecznym.
      Zdumiewające natomiast było domaganie się przez młodszego syna
      realizacji testamentu ojca jeszcze za jego życia. Obowiązkiem dzieci
      jest opiekowanie się swoimi rodzicami, kiedy będą w podeszłym wieku
      (por. Syr 3,12), a żądanie wysunięte przez syna z przypowieści
      wyraźnie wskazuje, że on nie ma najmniejszego zamiaru wywiązać się z
      niego. Nie interesuje go los ojca, ale na pierwszym miejscu, w
      centrum, w zaślepionym postrzeganiu życia, stawia swoje „ja”. Egoizm
      i myślenie tylko o sobie powodują, że nie próbuje się wczuć w to,
      jak takie słowa może odbierać ojciec. Słowa, które w swoim wydźwięku
      oznaczają jedno: „chcę, abyś już umarł, ponieważ pragnę jak
      najszybciej otrzymać swoją część majątku”.

      Zaskakująca jest postawa ojca. Nie oburza się, nie dyskutuje, nie
      próbuje przekonać syna. Milczy i... dzieli majątek. Według tradycji
      rabinistycznej głupcem jest człowiek, który dzieli swoje dobra
      między dzieci przed śmiercią. W oczach sąsiadów, którzy widzą, co
      się dzieje w tamtej rodzinie, ojciec z przypowieści sam siebie
      upokarza. Spełniając żądanie syna, wystawia się na śmieszność w
      swoim środowisku. Przyjmując postawę uniżenia, chce ratować syna,
      którego opanował grzech pychy.
    • atama Chciwość 17.02.10, 12:45
      Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie
      strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie (Łk 15,13).

      „Trzeba wszystkiego spróbować” — taką zasadę wyznawał młodszy syn.
      Był spragniony wrażeń, a skoro teraz miał pieniądze, tym bardziej
      pragnął zakosztować przyjemności. To też rodzaj chciwości. Pierwszym
      jej objawem jest kumulowanie dóbr, najczęściej tych materialnych,
      dla siebie i tylko dla siebie. Co się kryje za takim zachowaniem?
      Głód miłości, poczucie pustki rekompensowane wrażeniem posiadania,
      iluzją bogactwa i wartości swojego życia. Każdy człowiek niesie w
      sercu pragnienie poczucia własnej godności. Kiedy nie odnajduje jej
      w sobie, łatwo poddaje się pokusie chciwego otaczania się tym, co
      zewnętrzne, by sobie samemu udowadniać, że jest wyjątkowym
      człowiekiem.

      Rozrzutność również może być przejawem chciwości. „Jestem kimś
      wartościowym, ponieważ stać mnie na wiele rzeczy” — tak
      usprawiedliwia marnotrawienie majątku ojca młodszy syn. Wydaje
      pieniądze, bo jest chciwy doznań, głodny miłości. Nie może jej
      odnaleźć w sobie; nie potrafi kochać, gdyż jego serce jest zatrute
      pychą. Podobnie jak swego czasu król Salomon. On również stał się
      ofiarą pychy, poczucia własnej wielkości i wyjątkowości. Wydawał
      pieniądze na przepych, by w ten sposób nasycić wewnętrzną pustkę
      wynikającą z zatracenia zdolności kochania. Szukał wrażeń
      erotycznych, oddawał się rozpuście (por. 1 Krl 11). Roztrwonił
      bogactwo, które odziedziczył po swoim ojcu Dawidzie. Skutek był
      opłakany: po śmierci Salomona osłabione politycznie i gospodarczo
      królestwo Izraela zostaje podzielone.

      Przejawem chciwości jest postawa konsumpcjonizmu, bezmyślnego
      nabywania, łudzenia się, że posiadanie może uzdrowić z wewnętrznego
      niepokoju. Pogoń za modą, za reklamą, za promowanym stylem życia.
      Człowiek chciwy bezwiednie wsłuchuje się w podszepty tych, którzy
      powodują jedynie rozczarowanie duchowe. Młodszy syn również się
      pogubił w tym względzie. Przestał słuchać ojca, przestał słuchać
      Jahwe i działał jedynie pod wpływem impulsów swojego spustoszonego
      przez pychę serca. W Księdze Przysłów czytamy: „nie dawaj mi
      bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał
      się niewiernym, nie rzekł: »A któż jest Pan?« lub z biedy nie począł
      kraść i imię mego Boga znieważać” (Prz 30,8–9).
    • atama Nieczystość 17.02.10, 12:50
      „Roztrwonił twój majątek z nierządnicami” (Łk 15,30).

      Wprawdzie sam Jezus nie wspomina, że młodszy syn wydawał pieniądze
      na prostytutki, a taka insynuacja pochodzi jedynie z ust jego
      starszego brata, jednak można się domyślić, że tak było w
      rzeczywistości. Pogrążony w pysze, goniący za uciechami świata,
      prawdopodobnie również w sferze seksualności pogrążył się głęboko,
      tak jak to miało miejsce w przypadku wspomnianego króla Salomona.
      Seks jest wspaniałym darem, który otrzymaliśmy od Boga, ale staje
      się on źródłem radości i przynosi pozytywne owoce w życiu człowieka
      tylko wówczas, kiedy jest wyrazem miłości. Poza nią erotyka staje
      się straszliwą siłą wyniszczającą człowieka. Egoizm sprawia, że
      szuka się w seksie jedynie zewnętrznych wrażeń zmysłowych. Człowiek
      zniewolony erotyzmem pogrąża się coraz bardziej w namiętnościach.
      Eros, który ma wspomagać pogłębianie agape, ściąga taką osobę w
      przepaść thanatos.

      Dawid, który nie potrafił opanować swojej żądzy, uwikłał się w
      romans z Batszebą (por. 2 Sm 11) i doświadczył tego, że sama
      namiętność prowadzi do destrukcji. Okrutną konsekwencją takiej
      postawy, brukającej miłość małżeńską, była śmierć Uriasza. W Biblii
      jest zapisana również inna historia, w której wyuzdanie i namiętność
      prowadzą do zniszczenia: to historia mieszkańców Sodomy i Gomory.
    • atama Lenistwo 17.02.10, 12:53
      A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam
      zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z
      obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł
      świnie (Łk 15,14–15).

      Nędza, której doświadczył młodszy syn, była również wynikiem jego
      lenistwa. Mając dobre warunki życiowego startu — pokaźny kapitał,
      który otrzymał od ojca — mógł te pieniądze, jak również swoje
      zdolności zainwestować, aby pomnożyć bogactwo. Niestety, zamiast
      mądrze i roztropnie gospodarować majątkiem, wszystko roztrwonił. Nie
      miał ochoty sumiennie pracować i myśleć o przyszłości; nie było w
      nim poczucia odpowiedzialności — tylko rozpasanie. Lenistwo
      doprowadziło go do skrajnego ubóstwa. I wtedy się okazało, że nic
      nie umie, nie ma żadnego wyuczonego zawodu, żadnej wiedzy, którą
      mógłby się podzielić i dzięki niej się utrzymać. Może jedynie paść
      świnie. Dla Izraelity było to najbardziej upokarzające zajęcie,
      ponieważ zwierzęta te uważano za rytualnie nieczyste (por. Kpł
      11,7), a zajmowanie się nimi oznaczało albo zupełne lekceważenie
      Prawa, albo było znakiem całkowitej degradacji moralnej i osobistej
      członka narodu wybranego.

      Młodszy syn dosięgnął dna. Już niżej nie może upaść. Wszystko, czego
      teraz doświadcza, jest skutkiem pychy, która go zniewoliła, a
      przecież to człowiek ma panować nad grzechem (por. Rdz 4,7).
      Pozostałe grzechy są konsekwencją tego pierwszego, nieprzypadkowo w
      katalogu grzechów głównych umieszczonego na pierwszym miejscu.
      Mędrzec Syrach ostrzega: „Albowiem początkiem pychy — grzech, a kto
      się da jej opanować, zalany będzie obrzydliwością. Dlatego Pan
      zesłał przedziwne kary i takich doszczętnie zatracił” (Syr 10,13). W
      przypowieści ta całkowita degradacja młodszego syna, jego
      upokorzenie jest punktem zwrotnym. Doświadcza swoistego ogołocenia,
      by zacząć drogę prowadzącą do przyjęcia Daru Miłosierdzia.
    • atama Nieumiarkowanie 17.02.10, 12:55
      Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się
      świnie, lecz nikt mu ich nie dawał (Łk 15,16).

      Jeden z mędrców izraelskich mawiał, że póki żołądek jest głodny,
      zdrożne myśli nie mają wstępu do duszy; należy zatem jeść tylko
      wtedy, kiedy odczuwa się głód, i przestać, zanim poczuje się sytość.
      Tak przecież żywił swój naród wybrany Jahwe podczas swojej wędrówki
      przez pustynię. Izraelici otrzymywali mannę, ale zwykle w takiej
      ilości, by wystarczyła tylko na dany dzień (por. Lb 11,6). To też
      był sposób kształtowania dojrzałego narodu, budowania z tłumu
      niewolników egipskich społeczeństwa, które będzie miało
      wystarczająco dużo siły duchowej, woli i odwagi, aby zdobyć Ziemię
      Obiecaną. Mądre dozowanie darów jest również wyrazem miłości.
      Niepowściągliwość w kwestii materialnej przerzuca się niekiedy na
      brak powściągliwości w sferze duchowej. Nieumiejętność panowania nad
      głodem może pośrednio wpływać na osłabienie woli.

      W tej części przypowieści Jezus mówi również o tym, że syn
      marnotrawny pragnął nakarmić się pożywieniem dla świń, ale nikt mu
      go nie dawał. Żaden człowiek nie chciał się nad nim zlitować. Bardzo
      często osoba, która pogrążyła się w grzechu, użala się nad sobą;
      chce gdzieś utopić swoje smutki, swój żal, rozpacz; szuka czegoś,
      czym mogłaby napełnić i swój żołądek, i swoje serce, by zagłuszyć
      gorycz porażki. Ów człowiek będzie trwał w grzechu, jeśli ktoś
      będzie mu „tanio” współczuł. Prawdziwym wyjściem jest
      niedawanie „strąków”. Można się gorszyć postawą właściciela stada
      świń, który zatrudnił młodszego syna, że nie zapewnił mu codziennego
      posiłku, choć z drugiej strony widać, może nieświadomą, jego
      mądrość. Nie wolno „żywić” człowieka tonącego w grzechu. Żebranie o
      litość jest łatwą pokusą. Najlepiej wiedzą o tym ci, którzy
      wychodzili np. z nałogu alkoholowego lub uzależnienia narkotykowego.
      Póki człowiek nie jest przyparty do muru, nie zdecyduje się na ten
      pierwszy fundamentalny krok — chęć przemiany.
    • atama Zazdrość 17.02.10, 12:57
      Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie
      przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia,
      żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój
      (...) kazałeś zabić dla niego utuczone cielę” (Łk 15, 29–30).

      Ileż złości i żalu jest w tym: „ten twój syn”! Czy te słowa to
      skutek chwilowej emocji? Bynajmniej. Wydarzenie to, dotykające
      wszystkich członków rodziny, pokazało, co naprawdę, od dłuższego już
      czasu, kryło się w sercu starszego syna. Nie chce współuczestniczyć
      w życiu domu, nie potrafi się cieszyć radościami wspólnie z
      pozostałymi. Pragnie zapłaty za swoją pracę. W domu ojca czuje się
      najemnikiem, a nie współdziedzicem. Kierują nim zazdrość i gniew, o
      których pisze Syrach, że zawsze idą w parze i skracają życie (Syr
      30,24). Zazdrość jest irracjonalną postawą, opierającą się na
      fałszywej przesłance, że drugi człowiek jest moim konkurentem. F.
      Buchner konstatuje to w formie paradoksu: zazdrość objawia się w
      tym, że człowiek pragnie, aby inny był równie... nieszczęśliwy jak
      on sam. Zazdrość jest jedną z największych trucizn miłości; zwykle
      jest spowodowana poczuciem krzywdy, zranieniem, zamknięciem się na
      miłość.

      Czego tak naprawdę zazdrości starszy syn? Tego, że jego młodszy brat
      odważył się zrobić coś, czego on również pragnął: skorzystać z
      życiowych przyjemności. Tłumił w sobie grzeszne pragnienia,
      lubieżność (to przecież on, nie znając historii swego brata, oskarża
      go o rozpustę), arogancję etc. Długo utrzymywał w ryzach swoją
      dwulicowość, wewnętrzne rozdarcie, między pozornie dobrze
      spełniającym swoje obowiązki synem a niedojrzałym osobowościowo
      człowiekiem. To, co rzeczywiście się w nim kryło, wyszło na jaw
      dopiero w momencie powrotu marnotrawnego brata. Wcześniej bał się
      przyznać do duchowej schizofrenii, z której powodu z pewnością
      cierpiał. „Co powie ojciec?” — często gryzło go to pytanie. Jak
      zareagował ojciec, kiedy, być może po raz pierwszy, ujrzał całą
      nędzę swojego syna? Zdaje się, że powtarza: „Ja wciąż cię kocham,
      mój synu. Ja wciąż cię kocham, mój synu, ja wciąż cię kocham, mój
      synu...”.
    • atama Gniew 17.02.10, 13:00
      Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i
      tłumaczył mu (Łk 15,28).

      Gniew jest wyrazem bezsilności, lęku, nieakceptacji tego, co niesie
      rzeczywistość. Człowiek, który wybucha gniewem, manifestuje w ten
      sposób swoją niezgodę na panujący stan rzeczy. Ta forma protestu
      jest mocno nasączona negatywnymi emocjami, dlatego też słowa
      wypowiadane w przypływie gniewu mocno ranią. Bardzo ich potem
      żałujemy, ale trudno uleczyć to, co się już zniszczyło w drugim
      człowieku. Z gniewu rodzi się często nienawiść oraz inne grzechy,
      jak poucza nas Psalmista (por. Ps 37,8); a autor Księgi Przysłów
      jest jeszcze bardziej radykalny i pisze, że tylko głupcy okazują
      swój gniew (Prz 12,16). Panowanie nad swoimi emocjami to jedna z
      cnót kardynalnych.

      Starszy syn nie potrafił pohamować swojego oburzenia. Swoją postawą
      niszczy odświętną atmosferę wieczerzy, którą wydał ojciec, chcąc
      uczcić powrót młodszego syna. Ten, który ostentacyjnie pozostał w
      polu, również cierpi na chorobę pychy. Jednak ma ona inne oblicze
      niż to, które ujawniło się w postawie jego brata. U syna
      marnotrawnego pycha jest bardziej skryta; tu objawia się jako
      arogancja, buta. Nie liczy się dla niego wielkie miłosierdzie,
      którego doznał brat. Najbardziej go boli to, że nie on jest na
      pierwszym miejscu, nie on jest stawiany jako wzór. Tego przecież
      oczekiwał! Myślał wielokrotnie o tym, że kiedy wreszcie wróci
      upokorzony jego młodszy brat, wówczas ojciec weźmie ich razem i w
      obecności wszystkich domowników zacznie ganić uciekiniera, a chwalić
      jego. Czuł się lepszym dzieckiem. Dzień powrotu brata miał być jego
      wielkim świętem. Jak wyglądał w rzeczywistości? Nawet nie został
      poinformowany o powrocie. Zaczęto świętowanie bez niego. Ten dzień
      tak oczekiwanej chwały, stał się dniem, w którym wszyscy o nim
      zapomnieli, a przede wszystkim ojciec. Czuł się urażony, czuł się
      poniżony. Nie wytrzymał tego psychicznie — wybuchnął gniewem, który
      był aktem desperacji. Czuł się niekochany, niedoceniony. Cóż z nim
      dalej będzie? Jezus nie kończy tego wątku... Nie wiemy, jak postąpił
      syn już po interwencji ojca; czy wszedł do pełnego radości domu, czy
      został na zewnątrz... poza Miłosierdziem?
    • atama Przypowieść o... 17.02.10, 13:01
      Otwieram Ewangelię św. Łukasza w tłumaczeniu Jakuba Wujka.
      Zatrzymuję się na piętnastym rozdziale i czytam nagłówek trzeciej
      przypowieści: „Przypowieść o synu marnotrawnym”. Pod taką nazwą
      przez kilka wieków funkcjonowała ona w naszej świadomości. To ów
      młody człowiek był głównym bohaterem. Dopiero Jan Paweł II w swojej
      pierwszej encyklice wskazał, że główną postacią jest ktoś inny:
      miłosierny ojciec. Wprawdzie w przypowieści „słowo »miłosierdzie«
      nie pada ani razu, równocześnie zaś sama istota miłosierdzia Bożego
      wypowiedziana zostaje w sposób szczególnie przejrzysty” (Dives in
      misericordia 5). Obok mnie leży wydane w ubiegłym roku Pismo Święte
      w najnowszym przekładzie, dokonanym z inicjatywy Towarzystwa
      Świętego Pawła. Tutaj również szukam piętnastego rozdziału Ewangelii
      św. Łukasza i czytam tytuł przypowieści: „Przypowieść o miłosiernym
      ojcu”.
    • otryt Wszystko płynie... 17.02.10, 14:52
      Ciekawe Atamo, skąd wzięła się przypowieść o synu marnotrawnym,
      zamiast przypowieści o miłosiernym ojcu? To chyba jest lepsza nazwa
      z teologicznego punktu widzenia? Jednak przez całe wieki ludzie na
      pierwszym planie widzieli głównie młodszego syna, widzieli jego
      niegodziwość, ojciec i drugi brat byli gdzieś na drugim planie.
      Babcia żony, gdyby dziś żyła miałaby 113 lat. Wiele razy opowiadała,
      że z tym właśnie fragmentem Pisma najbardziej nie może się zgodzić,
      że kłóci się to z pojęciem sprawiedliwości. Pewno w tym pokoleniu
      takie myślenie było powszechne, tak myślę. Ja w żaden sposób nie
      oceniam, tylko zauważam, że tak było. Klimat tamtego czasu. Dziś
      klimat duchowy nam się zmienił. Obowiązek mniej znaczy niż kiedyś.
      Bywa, że nawet ma złą prasę, że jest jakimś przejawem bezmyślności
      czy braku inicjatywy, braku własnego pomysłu na życie. Ja nie bronię
      starszego brata, jednak zauważam, że z każdym rokiem dostrzegamy u
      niego coraz więcej paskudnych cech. W tym opowiadaniu jest ich
      całkiem sporo, nawet to, że sam miał myśli kosmate, czego dawniej
      nie zauważano. Tak krok po kroczku dystans pomiędzy braćmi maleje.
      Nawet nie da się już powiedzieć, który jest tak naprawdę gorszy, a
      który lepszy? Tak zwyczajnie, po ludzku. Ale coś podobnego dzieje
      się równolegle we współczesnych społeczeństwach. Ofiary bywają
      zrównywane z tymi, którzy łamią prawo, którzy dokonują przestępstw.
      Też mówi się, że oni wcale nie są lepsi, oni też by to zrobili,
      tylko zabrakło im odwagi albo możliwości. A więc jest taki sam, a na
      dodatek tchórz i nieudacznik. Tryb przypuszczający już wystarcza by
      wydać wyrok, na tego, który nie złamał zasad. W komunistycznym
      państwie dawano wyroki już za sam zamiar dokonania czegoś, za myśl.
      A przecież pokusy każdy z nas miewa. Nie wiem, który klimat mi
      bardziej odpowiada? Tamten sprzed 100 lat, gdy do obowiązków
      przyuczano twardą dyscypliną, nierzadko stosując okrutne kary
      cielesne i wszelkiej maści upokorzenia. Czy sprawiedliwość tamtego
      czasu, bezwzględnie wyrównująca rachunki, nie przyczyniła się w
      jakiś sposób, że tak łatwo wybuchały wojny? Ludzie szli na barykady
      w obronie honoru, sprawiedliwości. Dziś te słowa mniej znaczą niż
      kiedyś. Każdy czas ma swój klimat, różne wartości są w cenie. Jedno
      jest pewne, ojciec postąpił słusznie. Wszystko inne płynie. Ciekawe
      z jakiego pokolenia jest ks. Wiesław Felski?

      A opowiadanie świetne. Dziękujęsmile))
      • otryt Re: Wszystko płynie... 17.02.10, 15:39
        >Ciekawe z jakiego pokolenia jest ks. Wiesław Felski?

        Spróbowałem odpowiedzieć na to pytanie, czyli zgadnąć. Strzeliłem
        rocznik 1975. Potem sprawdziłem. Rocznik 1973. Czyli pomyliłem się
        tylko o dwa lata. Potwierdza to moją tezę, że człowiek wzrastając w
        jakimś klimacie duchowym, w dużej części przejmuje to, co niesie
        duch czasu. Niełatwo jest się uwolnić od sposobu myślenia
        charakterystycznego dla ludzi żyjących w danym czasie lub miejscu.
        Lub w danym pokoleniu.smile)))
        • twoj_aniol_stroz Re: Wszystko płynie... 18.02.10, 09:35
          Popatrz, w moim wieku, a taki mądry, ech...
      • atama Re: Wszystko płynie... 18.02.10, 07:01
        > Jedno
        > jest pewne, ojciec postąpił słusznie.

        No właśnie smile
        Cóż, Duch cały czas działa i cały czas odkrywamy nowe warstwy i
        znaczenia w Piśmie.
        Mi się dzisiaj te dwie postawy synów mocno skojarzyły z dyskusją o
        letnich i gorących katolikach.
        Marnotrawny wydaje mi się, że to taki letni katolik. Z puli 7
        grzechów autor przypisał mu 5 (my się może jeszcze zastanowimy, czy
        nie nawet wszystkie 7). Wypiął się w końcu na ojca, obraził go i
        odszedł. Nie ma tu miłości, nie ma wysiłku, honoru, wartości.
        Egoistycznie poszedł na łatwiznę. Typowy - jak to nazywamy w
        sąsiednim wątku - letni katolik/protestant/muzułmanin...
        Drugi syn jest gorliwy. Wierny ojcu, obowiązkowy, posłuszny. Ale czy
        robi to z miłości? Czy jego wierność wynika z miłości do ojca? Czy z
        tej miłości rodzi się miłość do brata?

        Jeden i drugi syn "niewdzięczny". Jeden się nawrócił.
        Miejmy nadzieję, że i drugi się nawróci.
        Czego potrzeba temu drugiemu do nawrócenia??? Widzi ojca, jest
        blisko niego na codzień... A w sercu złość i poczucie
        niesprawiedliwości.
        A ojciec był sprawiedliwy... Bożą sprawiedliwością, której my nie
        pojmujemy. Bo co się każdemu należy to miłość.
        Czy na nią trzeba zasługiwać?
        Bądźcie jak dzieci.
        • atama Re: Wszystko płynie... 18.02.10, 07:13
          «teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża NIEZALEŻNA OD PRAWA (...)
          przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie
          ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały
          Bożej, a dostępują usprawiedliwienia za darmo, z Jego łaski, przez
          odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg
          narzędziem przebłagania dzięki wierze mocą Jego krwi» (3, 21-25).
        • twoj_aniol_stroz Re: Wszystko płynie... 18.02.10, 09:35
          Atamo, bardzo mądre Twoje słowa, bardzo... Dziekuję, bo to taki
          prysznic zimny dla mnie smile
      • luccio1 Re: Wszystko płynie... 18.02.10, 14:20
        otryt napisał:
        > Babcia żony, gdyby dziś żyła miałaby 113 lat. Wiele razy opowiadała,
        > że z tym właśnie fragmentem Pisma najbardziej nie może się zgodzić,
        > że kłóci się to z pojęciem sprawiedliwości.

        Babcia pamiętała dobrze tradycję polską, regulującą te rzeczy prostymi,
        niepisanymi normami.

        Otóż:
        - obowiązek opieki nad starymi rodzicami ciążył na tym, kto pozostał na
        Ojcowiźnie (przy czym w tradycji polskiej wcale nie musiał być to koniecznie ten
        najstarszy - bardzo często był to najmłodszy);
        - ten, kto wyszedł z domu rodzinnego, aby zacząć żyć na własną rękę, nie
        powinien tam nigdy więcej wracać tj. w razie klęski nie powinien oczekiwać
        stamtąd pomocy - prędzej pójść na dno tak, żeby nikt nie wiedział: kiedy, gdzie,
        jak...
    • capriglione Re: Przypowieść o 7 grzechach głównych 17.02.10, 14:52
      Świetny tekst Atamasmile
    • otryt Brak konsekwencji autora 17.02.10, 15:21
      >zadałem pytanie: "Jaki grzech popełnił młodszy syn?".
      >Któryś z rezolutnych chłopaków zawołał: "Wszystkie!".

      Opowiadanie grzeszy pewnym brakiem konsekwencji. Chłopak daje
      słuszną odpowiedź księdzu. Pytanie dotyczy grzechów młodszego syna.
      Tymczasem w tekście 5 grzechów przypisano młodszemu, a dwa z nich
      (gniew i zazdrość) starszemu bratu. Czyżby księdzu zabrakło
      konceptu, jak wyglądała zazdrość i gniew w wykonaniu młodszego
      brata? Ciekawe dlaczego tak zrobił, łamiąc logikę wypowiedzi? Czyżby
      to sprawa klimatu duchowego w jakim współcześnie żyjemy?

      Może ogłośmy konkurs. Jak te dwa grzechy, młodszego brata, pominięte
      przez autora opowiadania, wyglądałyby w praktyce?

      • twoj_aniol_stroz Re: Brak konsekwencji autora 18.02.10, 09:31
        smile
        Lubię Twoją nieubłaganą logikę Otrycie smile
        No to ja spróbuję smile
        Gniew i zazdrość były pierwsze, były "w odwecie" za to, że jestem
        młodszy, że po co się starać skoro i tak gospodarka przypadnie
        starszemu bratu. Zazdrość o tego starszego, bo on jest wzorem, bo on
        taki odpowiedzialny, bo on taki bardziej dorosły. Z tej zazdrości
        rodzi się gniew, gniew uderzający w brata tak naprawę. No bo skoro
        on taki idealny, taki odpowiedzialny to ja idę w świat, niech oni
        się tu kiszą w swoim mdłym sosiku, a ja idę zażyć życia, tam będę
        kimś, tam wyjdę z cienia mojego braciszka starszego, będę wreszcie
        sobą...
        • otryt Re: Brak konsekwencji autora 18.02.10, 10:21
          twoj_aniol_stroz napisała:

          "Gniew i zazdrość były pierwsze, były "w odwecie" za to, że jestem
          młodszy, że po co się starać skoro i tak gospodarka przypadnie
          starszemu bratu. Zazdrość o tego starszego, bo on jest wzorem, bo on
          taki odpowiedzialny, bo on taki bardziej dorosły. Z tej zazdrości
          rodzi się gniew, gniew uderzający w brata tak naprawę. No bo skoro
          on taki idealny, taki odpowiedzialny to ja idę w świat, niech oni
          się tu kiszą w swoim mdłym sosiku, a ja idę zażyć życia, tam będę
          kimś, tam wyjdę z cienia mojego braciszka starszego, będę wreszcie
          sobą..."

          ********

          Super, Kasiu. O tym akurat nie pomyślałem. Ale będąc w świecie,
          opływając w dostatki, jego dusza też zaznawała i gniewu i zazdrości.
          Tak sądzę.

          >ja idę w świat, niech oni się tu kiszą w swoim mdłym sosiku,

          Właśnie o tym myślałem, jak wyglądał ich dom wkrótce po jego
          odejściu, a także potem przez kolejne lata? Na pewno starszy brat
          musiał więcej pracować i za siebie i za brata. Ojciec wcześniej
          musiał go przekonać, że tak należy. Czy w rodzinie jakoś więcej
          rozmawiali, o tym się stało. Jak to komentowano? W jaki sposób
          ojciec przekonywał i jak syn to przyjmował?

          Odjeżdżając syn na pewno dostał od ojca i konie i wozy i inne dobra,
          które potrzebne są w podróży. Dostał żywność na drogę i odpowiednie
          szaty, aby nie zamarzł i nie przemókł. Te pieniądze, które ojciec
          przedwcześnie dał synowi, mogły być zainwestowane w rozwój
          gospodarstwa. Ten rozwój siłą rzeczy był słabszy. To odczuła cała
          rodzina. Musiała się z tym jakoś pogodzić i uporać. To musiało
          trwać, to jest jakiś proces dostosowani się do nowej sytuacji. W
          końcu się z tym uporali. I wtedy...młodszy syn wraca. Znów jest
          trudna sytuacja, znów mamy jakiś proces, którego końca nie znamy.
          Ten proces odbywa się przede wszystkim w duszy starszego brata.
          Starszy brat wie doskonale, jak takie przypadki zwyczajowo się
          załatwia w okolicy, u sąsiadów. Jego ojciec chce jednak sprawę
          załatwić w inny sposób, zupełnie dla niego niezrozumiały. Trzeba
          czasu by zrozumieć, by przebaczyć. Zbyt łatwo zarzuca się starszemu
          bratu brak miłości. Tak może być, ale nie musi. Jest jedno zdanie w
          poście Atamy, gdzie stawia wyżej młodszego brata od starszego. (Na
          Twój post Atamo odpowiem później, bo wymaga dłuższej odpowiedzi,
          zgadzam się tylko połowicznie).

          Pozdrawiam serdeczniesmile))

          PS. Podziwiam Twój dar przekonywania w sąsiednim, dość
          kontrowersyjnym wątku, Twoją łagodność. Trak pięknie piszesz o swoje
          drodze życiowej.smile))


          • atama Re: Brak konsekwencji autora 18.02.10, 11:13
            Otryt napisał:
            > Zbyt łatwo zarzuca się starszemu
            > bratu brak miłości. Tak może być, ale nie musi. Jest jedno zdanie
            w
            > poście Atamy, gdzie stawia wyżej młodszego brata od starszego.

            Nie, nie. Nie stawiam nikogo, wyżej czy niżej.
            Oni są w drodze. Obydwaj. Czy starszy się nawróci, nie wiemy. Nie
            został przekroślony smile W danej chwili brakuje mu... doskonałości.
            Nie ukrywajmy, że postawa zrozumienia i akceptacji w jego sytuacji
            jest po ludzku trudna. Ale jego historia się nie kończy.
            Tak samo jak historia młodszego - nie jest zamknięta.
            • otryt Re: Brak konsekwencji autora 18.02.10, 11:44
              atama napisała:

              > Nie, nie. Nie stawiam nikogo, wyżej czy niżej.

              Miałem na myśli to Twoje zdanie.

              >Jeden się nawrócił.
              >Miejmy nadzieję, że i drugi się nawróci.

              Stawiasz ich na jednej płaszczyźnie. Porównujesz.

              Dramat rozgrywa się na w ciągu jednego dnia, czyli parę godzin (od
              momentu powrotu brata do końca przypowieści. Chcesz, aby w tym
              krótkim czasie starszy brat uporał się z niezwykle dla niego trudną
              sytuacją.

              Myślę, że jeżeli już robimy analizę postaw obydwu braci, to należy
              to robić na oddzielnych płaszczyznach. Pierwszy brat jest w drodze,
              ma jakieś problemy do rozwiązania, drugi jest w jakiejś drodze, ma
              też, ale jakieś inne problemy do rozwiązania.

              Pozdrawiam bardzo serdeczniesmile
          • twoj_aniol_stroz Re: Brak konsekwencji autora 18.02.10, 12:45
            > Trzeba
            > czasu by zrozumieć, by przebaczyć. Zbyt łatwo zarzuca się
            starszemu
            > bratu brak miłości. Tak może być, ale nie musi.
            To raczej nie brak miłości z jego strony. To jest trudne poczucie
            bycia oszukanym, zawiedzionym... Bardzo subiektywne, bo przecież
            ojciec go nie oszukał i nie zawiódł, ale on tak to czuje. Miałam w
            zyciu okazję korespondować z facetem, który sam będąc prawiczkiem
            związał się z kobietą, która straciła cnotę z jego kolegą będąc
            wcześniej z nim (tym kolegą) w zwiazku. Bardzo trudne były rozmowy z
            tym facetem. On czuł się tak bardzo oszukany, tak bardzo
            zawiedziony, że ten "magiczny pierwszy raz" przeszedł mu koło nosa,
            że inni faceci to mieli kobiet na pęczki, wiele razy mieli w łóżku
            dziewicę, a on? On został na lodzie. Taki właśnie brat syna
            marnotrawnego - nieszczęśliwy, zawiedziony, z ogromnym poczuciem
            niesprawiedliwości. On w końcu doszedł do wniosku, że to jego
            egoizm, jego brdzo niskie poczucie wartości i kompleksy każą mu być
            wściekłym i tu z tym starszym bratem pewnie jest podobnie.
      • atama Re: Brak konsekwencji autora 18.02.10, 09:55
        Nie czuję się mocna w wyszukiwaniu grzechów u kogoś wink))
        No ale ta przypowieść dana jest nam na przykład, naukę, więc
        spróbuję.

        Młodszy mógł zazdrościć tym "uwolnionym" spod konieczności bycia
        dobrym dzieckiem. Być może zazdrościł kolegom prowadzącym hulaszczy
        tryb życia, korzystającym z uciech wszelakich. Chciał tego spróbować
        może właśnie z zazdrości?
    • luccio1 Re: Przypowieść o 7 grzechach głównych 18.02.10, 14:27
      Przypowieść "O Synu Marnotrawnym" ma zawieszone zakończenie również od strony
      Brata Młodszego.
      Wrócił do domu - po pewnym czasie zapomniał, jak to było, kiedy pasł świnie
      (człowiek chętnie zapomina o rzeczach nieprzyjemnych - im jest młodszy, tym
      łatwiej);
      no i wtedy przypomniał sobie, że z nierządnicami to wcale nie było tak źle - no
      a co by było, gdyby tak jeszcze raz spróbować?
      Ojciec już raz przyjął mnie z powrotem - to może za drugim razem też przyjmie?
      • twoj_aniol_stroz Re: Przypowieść o 7 grzechach głównych 18.02.10, 14:37
        Większość historii biblijnych ma zakończenie zawieszone w próżni,
        kobieta przyłapana na cudzołóstwie usłyszała idź i nie grzesz
        więcej. No fakt, strachu się najadła, ale później? Zdrada jednak ma
        jakieś plusy: ta ekscytacja nowym partnerem, te nowe doznania, to
        nieznane...
        Myślę, że to jak z kazdym człowiekiem. Upadamy pod grzechem, własną
        słabością. Dopóki nie wyciągniemy wniosków, dopóki nie obejrzymy
        dokładnie tego na czym się wyłożyliśmy,będziemy upadać znów i znów.
        Aż w końcu rąbniemy tak solidnie, tak potłuczemy kolana i łokcie, że
        jednak zdecydujemy się na wysiłek popatrzenia co było przyczyną tego
        upadku. Przeanalizujemy w końcu solidnie i wówczas powoli nauczymy
        się omijać ten kamień przez który tyle razy już wyrżneliśmy. No
        chyba, że już za pierwszym razem upadek był na tyle solidny, że
        skłonił nas do refleksji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka