Dodaj do ulubionych

Wolna wola a łaska

04.03.10, 15:13
Przeglądając sieć znalazłem bardzo ciekawy fragment książki o, Dariusza
Kowalczyka: "Między dogmatem a herezją". Myslę że powyższe fragmenty dobrze
wpisują się w dyskusję o zachodzących zmianach.
Także na ile są to prawdziwe zmiany a na ile ciągle powracający temat - ile
od nas samych zależy a ile od działania łaski:


Podczas jednej z niedzielnych Mszy świętych usłyszałem takie oto wezwanie w
modlitwie powszechnej: „Módlmy się za tych, którzy nie mogą zerwać z grzechem
o własnych siłach, aby Bóg pomógł im porzucić przywiązanie do zła”. Ktoś
zapytany, czy nie dziwi go tak sformułowana modlitwa, stwierdził: „No właśnie!
A za tych, co dają radę zerwać z grzechem, to nie trzeba się modlić?!”. Nie
pomyślał, że problem polega na czym innym, a mianowicie na tym, iż nikt o
własnych siłach nie może odwrócić się od grzechu.

Pewien kaznodzieja głosił z zapałem, że „Duch Święty nie ma przystępu do duszy
grzesznika”. Chodziło mu o to, iż święty Bóg tak bardzo brzydzi się grzechem,
iż oddala się od duszy pełnej niegodziwości. Kiedy jednak grzesznikowi uda się
zaprowadzić w swoim sercu nieco ładu, Bóg powraca, by swoją obecnością
nagrodzić wysiłek człowieka.

Słuchałem kiedyś katechezy, w której kilka razy padło stwierdzenie, iż sami z
siebie nie jesteśmy w stanie zachować dziesięciu przykazań. Po katechezie
jeden z księży zrobił wielką awanturę. Krzyczał, że rozumny Bóg nie mógł dać
przykazań niemożliwych do spełnienia. A zatem - skoro Bóg dał przykazania, to
obdarowany wolnością człowiek może je wypełnić.

W obliczu tych i wielu innych doświadczeń dochodzę do wniosku, że spór
Augustyna z Pelagiuszem wciąż trwa; co więcej, przewagę ma heretyk Pelagiusz!

Kiedy urodzony w Bretanii (być może w 354 roku) Pelagiusz przybył do Rzymu,
poziom moralny ówczesnych chrześcijan był niepokojąco niski. Kościół wyszedł z
okresu prześladowań i chrześcijaństwo stało się religią państwową. We
wcześniejszym okresie dorośli, którzy prosili o chrzest, zasadniczo
otrzymywali go po długim okresie katechumenatu. W tym czasie dojrzewali do
świadomego i pełnego otwarcia się na sakramentalną łaskę. Nie znaczy to, że
chrześcijanie pierwszych czterech wieków byli kastą „czystych”. Zdarzały się
wśród nich skandaliczne grzechy, o czym świadczy chociażby Pawłowy Pierwszy
List do Koryntian (zob. 5-6). Jednakże jako całość wspólnota Kościoła była
wyrazistym znakiem nowego — innego niż pogański — sposobu życia i myślenia.

Pod koniec IV wieku do Kościoła zaczęły wchodzić rzesze ludzi bez
katechumenatu i w konsekwencji bez rzeczywistego nawrócenia. Sakrament chrztu
zaczął być traktowany w sposób magiczny jako pewny środek zbawienia. Tę
mentalność ukazuje przytoczona przez św. Augustyna prośba: „Poznałem i czczę
Chrystusa ukrzyżowanego. Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. Proszę
mnie nie odsuwać dłużej i niczego więcej ode mnie nie żądać”. Zaczynał
przeważać pogląd, że trzeba najpierw chrzcić, a następnie pouczać o tym, co
należy do uczciwego życia i dobrych obyczajów. Niejaki Jowinian twierdził
nawet, że łaska chrztu jest nieodwracalna, a zatem dobre uczynki są zbyteczne.

Pelagiusz postanowił przeciwstawić się tej fali masowego i oportunistycznego
chrześcijaństwa. Nawoływał do duchowej odnowy opartej na moralnym rygoryzmie.
Podkreślał dobroć natury ludzkiej oraz wskazywał, że otrzymana od Stwórcy
wolność daje człowiekowi realną możliwość wybierania pomiędzy dobrem a złem.
Innymi słowy, człowiek posiada fundamentalną, wynikającą z faktu bycia
stworzonym na obraz Boży, możliwość życia bez grzechu i osiągnięcia - dzięki
swoim dobrym czynom - zbawienia wiecznego. To, co nauka chrześcijańska nazywa
grzechem pierworodnym, polega jedynie — twierdził Pelagiusz — na złym
przykładzie pierwszych rodziców. Związana z tym złym przykładem skłonność
ludzkiej natury do grzechu potrzebuje pomocy, która de facto została
człowiekowi dana w starotestamentalnej łasce Prawa oraz w łasce Chrystusowej.
Mocą tej ostatniej w chrzcie ludzi dorosłych następuje odpuszczenie grzechów.
Potem łaska działa jedynie jako pouczenie, przykład i obietnica, nie jest więc
czymś wewnętrznym i bezwarunkowo koniecznym.

Julian z Eclanum, jeden z najwybitniejszych uczniów Pelagiusza, twierdził, że
wolna wola, dzięki której człowiek uniezależniony jest od Boga, polega na
możliwości grzeszenia lub powstrzymywania się od grzechu. Tak pojmowaną
wolność uzasadniano, odwołując się m.in. do znanego tekstu z Księgi
Powtórzonego Prawa: „crying...) kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i
przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo,
miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu” (30, 19-20). Inny wybitny
propagator pelagianizmu, Celestiusz, twierdził, że każdy może osiągnąć
wszystkie cnoty, jakich tylko zapragnie. Uważał ponadto, że synami Bożymi są
tylko ci, którzy rzeczywiście nie popełniają żadnych grzechów. Człowiek może i
musi zatem wybierać pomiędzy groźbą kary a nadzieją nagrody. Oparty na
zaufaniu we własne siły trud dążenia do moralnej doskonałości wyraża taka oto
pelagiańska modlitwa: „Ty wiesz, Panie, jak święte, niewinne i wolne od
wszelkiej niesprawiedliwości i łupiestwa są te ręce, które do Ciebie wyciągam.
Jak czyste i wolne od wszelkiego kłamstwa są wargi, którymi błagam o Twoje
zmiłowanie”. No cóż! Tego rodzaju modlitewne wezwanie pozwala nazwać
pelagianizm stoicką wersją faryzeizmu.

Z pelagiańską nauką o łasce nie mógł zgodzić się św. Augustyn. Doświadczył on
we własnym życiu spętania grzechem i przedziwnej niemocy wolnej woli. Augustyn
doświadczył również, że gdyby nie wewnętrzny dar światła i miłości Tego, który
był bardziej wewnątrz niego niż to, co w nim było najbardziej osobiste (por.
„Wyznania”, ks. III, 6), to na nic by się zdały jego naturalne zdolności i
wysiłki woli. Dlatego też na przyszłym biskupie Hippony wielkie wrażenie
wywarło zdanie z Pierwszego Listu do Koryntian: „Co masz, czego byś nie
otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał?”
(4, 7).

Dla Augustyna łaska nie jest samą naturą otrzymaną w akcie stworzenia, nie
jest też jedynie Bożym działaniem na zewnątrz ludzkiej wolności. Łaski nie
można więc ograniczać do zewnętrznej pomocy, nauki lub przykładu. Jest ona
raczej wewnętrznym światłem, nową formą wolności. Usprawiedliwienie i
uwielbienie człowieka nie dokona się — przekonywał biskup Hippony — poprzez
woluntarystyczne wysiłki, by zachować prawo Boże. Nie wystarczy chcieć poznać
Boga. To Bóg musi wpierw zechcieć obdarzyć nas swoją łaską, czyli przyjść i
zamieszkać w nas. Jakże inna od modlitwy pelagiańskiej jest modlitwa
Augustyna: „Pragnąłbym Cię poznać, o Panie, który mnie znasz. Pragnąłbym Cię
poznać tak, jak i ja przez Ciebie jestem poznany. Mocy duszy mej! — wejdź w
nią i przystosuj ją do siebie, abyś ją objął w posiadanie nieskalaną i bez
zmazy” („Wyznania”, ks. 10, 1). A zatem istotą łaski jest wewnętrzny dar Ducha
Świętego.

Można by stwierdzić, że w sporze Augustyna z Pelagiuszem zdecydowane
zwycięstwo odniósł ten pierwszy. Zapewne tak, choć nie oznacza to, iż
wszystkie tezy Augustyna zostały przez Kościół zaakceptowane. Jego koncepcja
potępionej masy ludzkiej (massa damnata), która pozwoliła mu np. umieszczać w
piekle nieochrzczone dzieci, dziś budzi przede wszystkim zażenowanie. Leszek
Kołakowski twierdzi nawet, że potępiając w XVII wieku jansenizm Kościół de
facto potępił niektóre tezy Augustyna. Dzisiaj jednak wydaje się, że również w
kwestiach, co do których Augustyn słusznie zwalczał Pelagiusza, nauka tego
ostatniego - pomimo orzeczeń w Kartaginie i w Orange - zyskała przewagę. Czyż
nie świadczy o tym treść przeważającej liczby kazań wygłaszanych w katolickich
kościołach? Ileż w nich moralistycznego nawoływania do podejmowania wysi
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Wolna wola a łaska 04.03.10, 15:14

      Niedzielne kazania obfitują w takie słowa jak: „musicie”, „trzeba”,
      „powinniście”. Nie wprowadzają nas one w fundamentalne doświadczenie wiary, tak
      oto wyrażone przez św. Pawła: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to
      pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie
      chlubił” (Ef 2, 8-9). Ewangelia nie zawsze jest przedstawiana jako Dobra Nowina
      o Bogu, który umiłował człowieka aż po i poza Krzyż. Kazania są raczej
      konstruowane po pelagiańsku: przypominają o prawie, które można i trzeba
      zachowywać. Bogu przyznawane jest skromne miejsce Tego, który chce nam pomóc w
      naszych wysiłkach. I tak w świadomości wielu ludzi chrześcijaństwo funkcjonuje
      nie jako wydarzenie łaski osobowego spotkania, ale jako religia praw i dogmatów.
      Nie chcę powiedzieć, że trzeba dziś przepowiadać i nauczać dokładnie tak, jak to
      czynił Augustyn, ale - z drugiej strony - z oczywistych ograniczeń augustynizmu
      nie wynika, iż mamy powracać do heretyckiego pelagianizmu. Postrzeganie
      katolicyzmu jako współczesnego faryzeizmu nie tylko jest wynikiem ukrytych
      niechęci i osobistych zranień, ale obiektywnie znajduje też pożywkę właśnie w
      pelagiańskich nawoływaniach kaznodziejów.

      Nie zmieścił mi się w jednym poście cały fragment więc tutaj dokończenie.
      • tolka11 Re: Wolna wola a łaska 04.03.10, 16:34
        No popatrz. A własnie o tym toczyłam dzisiaj gorącą dyskusję w
        pracy. Ale nie potraiłam nazwać rzeczy po imieniu. Dziękuję. Teraz
        już wiem, gdzie szukac. A przyznaję bez bicia, że szukam od paru lat
        pasjami.
        A dyskusja dotyczyła konkretnie 3 "zamiast" w kościele: religijność
        zamiast wiary, prawo zamiast sumienia i autorytet zamiast rozumu.
      • sulla Re: Wolna wola a łaska 04.03.10, 21:18
        Przyznam, że bliższa jest mi koncepcja Augustyna, a to dlatego, że sama swoje
        nawrócenie postrzegam jako ogromną, niezasłużoną łaskę. Długo szukałam Boga i na
        nic się to zdawało. Gdy w końcu spotkałam, wiedziałam, że to On przyszedł do
        mnie, a nie ja do niego.

        Stąd jednak biorą się u mnie dylematy. Moja rodzina jest niewierząca. Mój tata
        umarł nieochrzczony, nie wiem, o czym mógł pomyśleć w chwili śmierci. Wiem
        tylko, że był bardzo dobrym człowiekiem, świetnym, kochanym tatą, i modlę się za
        jego duszę, ale nie wiem, co z nim jest teraz... Moja mama i moja siostra
        szukają Boga, tak jak ja kiedyś. Czy mogę im jakoś pomóc? Czy powinnam?

        Toczę dialog z niewierzącym kolegą, którym mówi "Czytałem Pismo, próbowałem
        wierzyć - i nic. Bóg milczy. Straciłem złudzenia - nie ma Boga". Czy mogę coś
        zrobić? I czemu ja otrzymałam tę łaskę, a on nie?

        Nie mam odpowiedzi na te pytania...
        • atama Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 08:14
          >Moja rodzina jest niewierząca. Mój tata
          > umarł nieochrzczony, nie wiem, o czym mógł pomyśleć w chwili
          śmierci. Wiem
          > tylko, że był bardzo dobrym człowiekiem, świetnym, kochanym tatą,
          i modlę się z
          > a
          > jego duszę, ale nie wiem, co z nim jest teraz...

          "Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście
          uczynili" (Mt 25,40)
          Kryterium będzie Miłość.

          > Toczę dialog z niewierzącym kolegą, którym mówi "Czytałem Pismo,
          próbowałem
          > wierzyć - i nic. Bóg milczy. Straciłem złudzenia - nie ma Boga".
          Czy mogę coś
          > zrobić? I czemu ja otrzymałam tę łaskę, a on nie?

          Chyba każdy ma swój czas... Pan Bóg wie najlepiej, kiedy jest ten
          najlepzy moment.
          Łaska wiary jest dla każdego.
          Czy możesz coś zrobić? Żyć Chrystusem smile))
          • andrzej585858 Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 10:33
            atama napisała:

            > >Moja rodzina jest niewierząca. Mój tata
            > > umarł nieochrzczony, nie wiem, o czym mógł pomyśleć w chwili
            > śmierci. Wiem
            > > tylko, że był bardzo dobrym człowiekiem, świetnym, kochanym tatą,
            > i modlę się z
            > > a
            > > jego duszę, ale nie wiem, co z nim jest teraz...
            >
            > "Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście
            > uczynili" (Mt 25,40)
            > Kryterium będzie Miłość.
            >
            > > Toczę dialog z niewierzącym kolegą, którym mówi "Czytałem Pismo,
            > próbowałem
            > > wierzyć - i nic. Bóg milczy. Straciłem złudzenia - nie ma Boga".
            > Czy mogę coś
            > > zrobić? I czemu ja otrzymałam tę łaskę, a on nie?
            >
            > Chyba każdy ma swój czas... Pan Bóg wie najlepiej, kiedy jest ten
            > najlepzy moment.
            > Łaska wiary jest dla każdego.
            > Czy możesz coś zrobić? Żyć Chrystusem smile))

            Piękne słowa!! Żyć Chrystusem - właśnie.
            Chciałbym jeszcze przytoczyć słowa Orygenesa który tak pisze o Sądzie
            Ostatecznym i o nadziei na zbawienie.:

            "Nie uprzedzajmy sądu Bożego i nie mówmy: <Ten jest potępiony>, i nie
            błogosławmy nikogo twierdząc, że jest zbawiony. Nie potrafimy przecież dokładnie
            wymierzać poszczególnych uczynków i porównywać ich z innymi uczynkami"

            "Skoro więc czeka na sąd, a prawdziwy jest jedynie sąd Pana..., przeto jeśli
            dostrzegamy czyjeś winy, nie potępiajmy go, albowiem nie wiemy, jak bardzo
            zgrzeszył, nie wiemy, w jakim nastawieniu umysłu popełnił wykroczenie. Być może
            przeciwwagą dla jego grzechów są jego dobre uczynki. Jeśli będziemy przezorni,
            nie będziemy sądzić przedwcześnie; wszystkiego zaś dowiemy się na sadzie Bożym
            za sprawą naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa" - Powyższe fragmenty pochodzą z
            "Komentarza do 1 listu do Koryntian".

            Co zaś tyczy się tych których moglibyśmy uważać za potępionych z racji tego, że
            nie chcieli uwierzyć to tak pisze o nich jeden z największych teologów:

            " <Wyciągnął swą prawicę i pochłonęła ich ziemia" - Wj 15,12 >, nie nalezy
            jednak zupełnie tracić nadziei. Otóż jest możliwe, że jeśli "pochłonięty" okaże
            skruchę, to zostanie wyrzucony przez ziemię - tak jak Jonasz. Sądzę, że nas
            wszystkich pochłonęła niegdyś ziemia i trzymała nas w głębinach otchłani;
            dlatego też Pan nasz zstąpił nie tylko na ziemię, lecz również do głębi ziemi
            -Ef 4,9". Tak pisze Orygenes w homiliach o Księdze Wyjścia.

            Nie należy tracić nadziei i to właśnie jest chyba najważniejszym naszym
            zadaniem. Wierzyć i mieć nadzieję.
            • sulla Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 10:49
              Atamo, Andrzeju, dziękuję Wam za te odpowiedzi. Dały mi nadzieję smile
            • atama Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 11:01
              > Chciałbym jeszcze przytoczyć słowa Orygenesa który tak pisze o
              Sądzie
              > Ostatecznym i o nadziei na zbawienie.:
              >
              > "Nie uprzedzajmy sądu Bożego i nie mówmy: <Ten jest potępiony>, i
              nie
              > błogosławmy nikogo twierdząc, że jest zbawiony. Nie potrafimy
              przecież dokładni
              > e
              > wymierzać poszczególnych uczynków i porównywać ich z innymi
              uczynkami"

              (Mt 5,20-26)
              Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli wasza sprawiedliwość nie
              będzie
              większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do
              królestwa
              niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a
              kto by się
              dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto
              się gniewa
              na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka,
              podlega
              Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła
              ognistego.
    • atama Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 07:57
      Gdyby było tak, jak twierdził Pelagiusz, że:
      > człowiek posiada fundamentalną, wynikającą z faktu bycia
      > stworzonym na obraz Boży, możliwość życia bez grzechu i
      osiągnięcia - dzięki
      > swoim dobrym czynom - zbawienia wiecznego.

      Czy potrzebowalibyśmy Śmierci Chrystusa do zbawienia???
    • twoj_aniol_stroz Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 10:43
      Jakże bliskie mi są słowa Augustyna! Patrząc na moje życie, na mój
      powrót do Boga, na to co słyszę od ludzi,którzy sa moimi
      autorytetami, widze wyraźnie, że to nie ja do Niego wróciłam, to nie
      moja jakaś zasługa,nie moje uczynki, praca, ale właśnie łaska, dar,
      który dostałam tak po prostu.Pamiętam kiedyś dzień skupienia i
      piosenkę:
      Nie mam nic co mógłby Tobie dać
      Nie mam sił by przed Tobą Panie stać
      Puste ręce przynoszę przed Twój w niebie tron
      Manną z nieba nakarm duszę mą...
      Te puste ręce, ten brak sił, to jest właśnie to co mam sama z
      siebie,to jest to co wypracowałam, reszta jest Jego, reszta jest
      Jego prezentem. A dostałam tak wiele od naprawionego małżeństwa
      począwszy poprzez Św Urszulę, siostrę Teresę urszulankę szarą, aż na
      kierowniku duchowym skończywszy. Mój kierownik powtarza jak mantrę:
      spokojnie, ty tylko kochaj, On będzie działał w twoim życiu. Jak
      bardzo te słowa na początku mnie wkurzały, jak bardzo buntowałam się
      na takie stawianie sprawy, bo blisko bardzo było mi do Pelagiusza -
      ja sama, ja dam radę, będę sie umartwiała, będę walczyć ze swoimi
      słabościami, będę stawała się coraz lepsza przez moja pracę, ja, ja,
      ja... Ble, obrzydliwe ja... Aż kiedyś usłyszałam takie
      zdanie: "spowiedź to zaniesienie swoich ran Jezusowi, póki nie
      odkryjesz ran, które powodują grzechy, będziesz błądzić. Jak
      znajdziesz rany i zaniesiesz je Chrystusowi, On je uzdrowi." Aaaa,
      jak to! No jak to?! Spowiedź to przecież ja zła, słaba, ja
      upadająca, a On sędzia, On księgowy drobiazgowy... Jak teraz to
      piszę to aż mi się niedobrze robi jaka durna byłam! Mi się nie
      mieściło w łepetynie, że to nie tak, że jednak On się z troską
      pochyla, że leczy, uzdrawia, że daje siłę, z troską się pochyla...
      Całe szczęście, że gdzieś na dnie tej durnej łepetyny kołatała się
      myśl, że jednak ten ksiądz wie lepiej,że może to ma sens... No i
      spróbowałam i się niezmiernie zdziwiłam smile On faktycznie dał siłę,
      faktycznie uleczył coś z czym walczyłam od wielu lat i za każdym
      razem upadałam smile To było niesamowite smile
      I dziękuję Andrzeju za ten wywód, za to porównanie. Św Augustyn
      poczuł co to znaczy być słabym, poczuł co to jest bezsilność i stąd
      wypływała jego mądrość smile
      • atama Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 10:56
        Podpisuję się pod całością, a nie mam za sobą okresu odejścia, ani
        negowania wiary smile)
        Nie potrzeba nawrócenia w stylu św. Augustyna. O tej prawdzie można
        się przekonać w zwyczajnym życiu chrześcijanina.
        Dziękuję ci Aniele za to świadectwo, bo zastanawiałam się od
        jakiegoś czasu, czy mówieniem można coś zmienić. Czy te krople coś
        wydrążą?
        Okazuje się, że wydrążą smile)))

        Ostatnio spotkałam się z celnym określeniem, które można przypasować
        do Pelagiusza, ale i wielu, wielu w naszym Kościele: kulturysta
        duchowy.
        • twoj_aniol_stroz Re: Wolna wola a łaska 05.03.10, 11:06
          Krople drążą, tylko bardzo powoli smile ale za to bardzo skutecznie,
          delikatnie, nie niszcząc nic wokoło. To nie dynamit co rozkrusza
          wszystko wokoło, potrzebnie, czy nie, ale rozwala i już. Kropla
          precyzyjnie, delikatnie mikrometr po mikrometrze drąży cichutko, ale
          cierpliwie smile
          A kulturysta duchowy mi się bardzo podoba big_grin
        • wiesia140 Re: Wolna wola a łaska 14.11.10, 20:20
          oj drążą , drążą choc czasem bardzo powoli , ale to ich największa siła

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka