Dodaj do ulubionych

Dwa Kościoły

13.03.11, 15:00
Przeglądając portal deon. pl natknąłem się na następujący artykuł:

www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,280,dwa-rozne-koscioly.html
Zainteresowani przeczytają go w całości - mnie natomiast zafrapował następujący fragment:

"Ja będę się trzymał swojego doświadczenia. Jest, w moim przekonaniu, miarodajne. Nie wychowywałem się w silnych ośrodkach duszpasterskich, ani w Krakowie, ani w Warszawie, dobrze znam za to małe parafie, wiele po Polsce podróżowałem. I to systemowo, po wszystkich regionach, w ramach pewnej metody. Znam msze na wsiach, znam liturgie w małych miasteczkach. Znam poza tym materiały filmowe, transmisje telewizyjne, znam poglądy rozmaitych księży. To wszystko idzie, niestety, w masę. Sztandary w kościołach, tony martyrologiczne, pomstowanie na obce nacje, śpiew „Roty”, bywało, że i hymnu państwowego, flagi narodowe w prezbiteriach, ornaty haftowane w godła – to wszystko widywałem po tysiąckroć. Po tysiąckroć słyszałem w kościołach bałwochwalcze opowiastki o Polsce, o jej szczególnej roli w dziejach, o wyższości polskości nad każdą inną wartością. Po tysiąckroć uczestniczyłem w mszach, w których kapłani głosili rozmaite teorie spiskowe, rozpamiętywali przeszłość, rozdrapywali rany. Pomstowali na oprawców Polski. Kierowali się małostkowością i zadufaniem, w miejsce ducha Chrystusowego wprowadzali szereg pobocznych, mało ważnych kryteriów

Obecność patriotyzmu czy nacjonalizmu wypierającego powszechność Kościoła to obraz, od którego nie potrafię się uwolnić, trafiałem nań zbyt często, żeby to uznać za przypadek czy jednostkową patologię. Również wielu moich rozmówców, bliskich, przyjaciół styka się z tym każdej niedzieli. Wielu znajomych z tego powodu utraciło wiarę. Zgasiło ducha. Zbyt wielu znam także księży, żeby uznać, że coś mi się uroiło."

Sam mieszkam w małym miasteczku i mogę stwierdzić że nie jest to kłamliwy opis - ale jednocześnie chyba nie do końca prawdziwy.
Owszem, zgadzam się z tym że obraz Kościoła widzianego przez pryzmat księży jest niezbyt ciekawy. Zbyt wielu z nich jest po prostu małostkowych - zapominają że księdzem nie jest się w ramach godzin pracy, ale jest się nim całą dobę. Nic więc dziwnego że prefekt Kongregacji do spraw duchowieństwa zwraca się do księży z apelem "Jeśli się nie nawrócimy, będziemy coraz słabsi".
Jezeli się nie nawrócimy - my księża. Czy nie jest to znakiem czasu że wzywa się tym razem księży do nawrócenia? Nie wiernych - ale właśnie księży?
Byc może właśnie w Polsce taka refleksja jest jak najbardziej potrzebna księżom. Mamy bowiem do czynienia rzeczywiście z bizantynizmem uroczystości kościelnych, z patosem który robi się nudny i zwykłą pychą która zastepuje solidną wiedzę teologiczną i pokorę.
W pewien sposób to co możemy zaobserwować jest porównywalne do okresu przez Reformacją. Wtedy też zatracono poczucie wspólnoty a obrzędowość zastąpiła wspólnotowość.

Tylko, czy z drugiej strony jest tak naprawdę żle? Istnieje także przecież nieraz bardzo wyśmiewana pobożność określana jako ludowa albo moherowa - pobożność zwykłych ludzi - ciągle niesłychanie autentyczna. Nie jest ona oparta na wiedzy teologicznej, nie szermuje wielkimi słowami i często istnieje tak jakby obok tego zadęcia które jest obecne w oficjalnych uroczystościach kościelnych.
Ale obok tego istnieją też wysoce zaawansowane grupy modlitewne skupione nieraz wokół ośrodkow akademickich, wokół zakonów, zwłaszcza tych mniszych. Kościół ciągle ma wiele do zaoferowania mlodym ludziom .
Mam tylko wrażenie że problemem są właśnie księża - a ścislej biorac ich nieprzygotowanie do życia w współczesnym świecie, nieumiejętność przełożenia języka teologii - szacownego ale bardzo oderwanego od realiów na rzeczywistość dnia codziennego. Stąd może bierze skłonność do zasłaniania się pompatycznością?

Dwa różne spojrzenia na Kościół biorą się moim zdaniem właśnie z tego powodu - nastąpił rozdźwięk pomiędzy formacją jaką otrzymują księża w seminariach a dniem codziennym i po prostu w bardzo wielu przypadkach nie radzą sobie.

Jak to wygląda gdzie indziej? Czy też macie podobne odczucia tak jak autor cytowanego artykułu? No i przede wszystkim - jakie może być wyjście z tej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • wiesia140 Re: Dwa Kościoły 13.03.11, 16:50
      myślę ,że to jest problem zaniedbania łaski powołania, dotyczy nie tylko księży

      im potrzebn jest nasza modlitwa mój spowiednik zawsze mi to powtarza : módlcie się o mnie , bo nie wiem ,czy dam radę.
      • wiesia140 Re: Dwa Kościoły 13.03.11, 18:51
        Co do teologii oczywiście zgadzam się jej język może być nie zrozumiały, ale to nie powinno wpływać na wspólnotę kościelną , przecież jej podstawą jest Chrystus i to Jego Boska Osoba jednoczy ludzi, to na nim powinniśmy się opierać

        a obrzędowość o ile nie staje się jedynym powodem dla którego ludzie chodzą do kościoła , będzie także formą jednoczenia wspólnoty .
        • wiesia140 Re: Dwa Kościoły 13.03.11, 19:01
          miałam się nie wypowiadać na takie tematy, więc już się wylogowuję z wątku
    • bratyska Re: Dwa Kościoły 14.03.11, 09:37
      "To zdaje się być kluczową tragedią polskiego Kościoła: on swoje upolitycznienie, narodowy ton, sprzyjanie ojczyźnianej wizji świata wnosi do liturgii. Liturgię podporządkowuje programowi konkretnej partii, konkretnemu stylowi światopoglądowemu."

      Skoro to kluczowy problem, to jakoś dziwnie że spotkałam sie z tym dwukrotnie(!) ale biorąc pod uwage liczbę kościołów, w których byłam na mszy, to liczba marginalna. Raz był to kościół w Poznaniu, raz ok. 30 km od Poznania. Księża byli starsi. Gdybym miała takich kazań słuchac co niedzielę, to bym robiła wycieczki do innych kościołów, jak to czynią inni, ale zarzut o utracie wiary z tego powodu jest przesadzony.

      Ani w rodzinnej parafii, ani w żadnej parafii, w której mieszkałam Ojczyzna nie była tematem rozważań. W święta państwowe jest modlitwa za Ojczyznę i śpiew "Boże coś Polskę" i tyle. Raz w jakimś kościele była śpiewana Bogurodzica. Po katastrofie smoleńskiej, była u mnie modlitwa za ofiary, bez żadnych odniesień do "biednej Polski", w ogóle u mnie bardzo ostrożnie podchodzi się w modlitwie do spraw bieżących, jedynie za bezrobotnych były swego czasu częste modlitwy.


      Zarzuty Dudycza w moim odczuciu wcale nie wyrażają troski o Kościół tylko o zaspokojenie własnych potrzeb. Jakoś rażą mnie sformułowania:

      "na liturgii katolickiej czuję się często jak na pogańskim spędzie, jakbym wyznawał jakieś prymitywne wierzenia z prehistorii czy starożytności, a nie nowatorską i śmiałą, akcentującą więź z Bogiem, dającą nadzieję wiarę chrześcijańską"


      "Liturgia tak odprawiana nie może dać owoców."

      Bo czym jest liturgia, w jakim celu autor chodzi na msze i jaką ma władzę wyrokowania odnośnie "jakości" mszy oraz tego kiedy i jak Duch działa?



      A teraz o mnie.
      Od kilku lat mieszkam na wsi. Jest dwóch księży i oni starają się każde kazanie mówić do ludzi, wyjaśnić, podpowiedzieć czego dane Słowo wymaga od nas dziś. Właśnie- oni się STARAJĄ ludzi prowadzić do Boga i to widać. W dużym mieście, z moich obserwacji, taki zapał mają tylko młodzi księża, a ci dojrzalsi to już często mówią byle jak, byle odbębnić, powtarzając pewne sformułowania w każdym kazaniu. Poza tym u mnie nie ma dyżurów na kazanie- ksiądz który ma mszę mówi kazanie. Nie spotkałam sie z tym, poza kościołami zakonnymi. Więc ze strony księży jest zaangażowanie.
      Ale jest jeszcze coś w mojej parafii, co powoduje, że msza to nie teatr jednego aktora.Otóż zaangażowanie ludzi. U mnie ludzi słychać- głośno i wyraźnie, większość klęka a nie kuca, sporo osób przystępuje do komunii, większość czeka do końca pieśni na wyjście po której często jest wspólne odmówienie "Chwała i dziękczynienie...". Kiedyś wolałam jechać do Dominikanów, ze względu na to co mogłam usłyszeć, a teraz bardziej mi odpowiada to poczucie wspólnoty, które jest w mojej parafii, które wcześniej nie było dla mnie ważne.

      To tyle w niedzielę. W tygodniu również są kazania- raczej w formie refleksji nad czytanymi fragmentami Pisma, ich powiązaniem i wnioskami -taki krag biblijny jednoosobowy. Nie ma u mnie mszy czytanych, byle szybciej. W tygodniu nawet jest miejsce na dłużą modlitwę, na większą celebrację w ogóle te msze mają inne tempo.


      Andrzeju, ja mam wrażenie, że "wina" leży po stronie i księży i świeckich. Jesteśmy katolickim krajem i msza jest oczywistością nie wymagającą tłumaczeń, wyjaśnień. Ale chyba tylko pozornie. Sama jestem zaskoczona jak mało na temat mszy, gestów wiedziałam. Odkąd zaczęłam interesować się liturgią przedsoborową inaczej patrzę na mszę, więcej rozumiem i jakoś inaczej przeżywam. Tym bardziej, że jeden z księży w mojej parafii bardzo starannie te gesty wykonuje i widać to sacrum.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka