kulinka3 05.05.04, 19:22 Znalazłam w dzisiejszej Rzepie ciekawy artykuł na temat naszej polskiej religijności.Polecam. Pozdrawiam www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040505/publicystyka/publicystyka_a_2.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ogolone_jajka Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 05.05.04, 19:27 Przytoczone dane są ogólnie budujące. Nie żyjemy jednak w katociemnogrodzie. Tylko tabela z deklaracją wiary coś nie taka jak trzeba. 95%??? To z wyciągów kościelnych na temat chrztu. Czyli ja też tam jestem (a zmądrzałem). Odpowiedz Link
sion2 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 05.05.04, 19:32 nie bardzo wierzę w jakiekolwiek statystyki ale z tych wynika jedno: - wcale NIE WIĘKSZOŚĆ społeczeństwa akceptuje aborcję, eutanazję, seks bez ograniczeń itp., ale MNIEJSZOŚĆ i to w wielu przykładach zdecydowana i to jest pocieszające zawsze są bardziej wierzący i mniej wierzący i według mnie to nie jest wcale hipokryzja, ze ktoś np. wierzy w Boga, chodzi na Msze a np. jest za aborcją w pewnych przypadkach, według mnie to niedojrzalośc wiary, słabość, brak "pójscia na całość" za Chrystusem a nie od razu hipokryzja, choć oczywiście i ta się zdarza o ile te statystki są obiektywne... Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 05.05.04, 20:02 Ale większość akceptuje środki antykoncepcyjne, seks przed ślubem (kościelnym), życie na kocią łapę, a nawet rozwód. Tylko nieznacznie mniej jest zwolenników wolnej miłości niż jej przeciwników. Za to przeciwników aborcji i eutanazji jest dwa razy więcej niż zwolenników. Generalnie nie zawiodłem się. Choć za aborcją i eutanazją mogłoby być więcej ludzi. Poczekamy, zobaczymy. Odpowiedz Link
adzia_a No ale zdefiniujcie mi... 05.05.04, 20:21 ...co to znaczy "akceptuje". Np. z tymi rozwodami - ja rozwody akceptuję w wykonaniu innych, nie swoim. Czy "akceptować" to znaczy pozwilić innym na wolność w pewnym zakresie, czy ssamemu korzystać z tej wolności, bo to jest róznica. Odpowiedz Link
kulinka3 Re: No ale zdefiniujcie mi... 05.05.04, 20:55 adzia_a napisała: > ...co to znaczy "akceptuje". > Np. z tymi rozwodami - ja rozwody akceptuję w wykonaniu innych, nie swoim. > Czy "akceptować" to znaczy pozwilić innym na wolność w pewnym zakresie, czy > ssamemu korzystać z tej wolności, bo to jest róznica. > Akceptować to znaczy wyrażać zgodę na coś.Ale takiego wyrażenia użyła autorka artykułu w podsumowaniu badań.W samym badaniu jest mowa o "dopuszczeniu".Moim zdaniem jest to słabsza forma niż akceptuję. Też jestem ciekawa metodologii tych badań, bo zgadzam się,że co innego dopuszczać w ogóle rozwody a co innego dopuszczać je w swoim życiu. A może jakiś socjolog by nam to wyjaśnił? Odpowiedz Link
18lipiec Re: ale... 06.05.04, 08:18 Nie akceptujecie rozwodów ? Tzn nie rozwiodłybyście się choćby mąż okazał się pijakiem, oszustem, niewiernym? itp. Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: ale... 06.05.04, 09:19 Albo obiijał ci regularnie facjatę, tak że straciłabyś przednie zęby w 3 tygodnie???? Odpowiedz Link
18lipiec Re: ale... 06.05.04, 09:28 wcale a wcale nie uznajecie rozwodów? A gdyby mąż miał 5 kochanek? Odpowiedz Link
18lipiec Re: ale... 06.05.04, 10:24 no właśnie i co dalej z takim małżeństwem? Jak już wszelkie konferencje nie pomogą to co dalej? Trwamy w nieszczęśliwym związku w imię sakramentu? Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:33 też jestem ciekawa bo napisali wyraźnie że nie akceptują rozwodów u siebie... Odpowiedz Link
addria Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:45 Zdrada jednego z małżonków jest jednym z powodów do pełnoprawnego unieważnienia małżeństwa chyba w każdej denominacji. Są też inne uregulowania, w zależności od indywidualnych przypadków i od przynalezności do danego Kościoła pary małżeńskiej. Rozwody jako takie nie są akceptowane, jednak wiele zalezy od okoliczności. Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:52 ale jakie unieważnienie? Mi chodzi tu o zwykły rozwód. Czy Wy wierzący po to nawet by się rozejść potrzebujecie zgody kk? Nie wierze... Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:56 18lipiec napisała: > ale jakie unieważnienie? > Mi chodzi tu o zwykły rozwód. > Czy Wy wierzący po to nawet by się rozejść potrzebujecie zgody kk? To my jestesmy KK (pisze w imieniu katolików rzecz jasna) Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:58 Czyli rozumiem jak kk nie da rozwodu to się tkwi z męzem,mimo tego że np. sąd dałby rozwód? Odpowiedz Link
addria Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:05 Ja zgody KK nie potrzebuję, bom nie z KK Ale rozwodzić się nie zamierzam Odpowiedz Link
isma Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:19 Ejze? Zdrada jest powodem do uniewaznienia? W kazdej demominacji? Odpowiedz Link
addria A nie jest????? 06.05.04, 12:21 Nie zapieram się, ale tak mi sie przynajmniej wydawało. Odpowiedz Link
isma Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:31 Znaczy, kazdej protestanckiej, czy w ogole kazdej? Odpowiedz Link
addria Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:35 No chyba w ogóle, ale mnie już zbiłaś z tropu. Odpowiedz Link
isma Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:38 A nie, nie mialam takiej intencji. Ino, ze w KK to w ogole nie ma czegos takiego jak uniewaznienie malzenstwa, post factum. Jest tylko stwierdzenie niewaznosci, czyli stwierdzenie tego, ze cos istotnego PRZED slubem bylo nie tak. Wlasnie z tym mial klopot niejaki Heniek VIII, skutkiem czego musial sobie wlasny kosciol zalozyc )) Odpowiedz Link
addria Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:41 No, ale skądinąd mi wiadomo, że jak jedno z małżonków przyzna się, że zdradziło w trakcie trwania małżeństwa, to to drugie będzie mogło starać się o unieważnienie (nie znam się dokładnie na terminologii, sorry), a następnie będzie mogło wziąć ślub kościelny z inną osobą. Odpowiedz Link
isma Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:52 Nie z tego powodu. To moze byc jedna z informacji uzyskiwana w postepowaniu, ale na pewno nie decydujaca. Hipotetycznie mozna sobie wyobrazic sytuacje, ze, dajmy na to, ktos przed slubem byl w innym zwiazku, byl w ten zwiazek mocno zaangazowany, nastepnie zawarl slub np. z tzw. wada woli, pod presja rodziny - z kim innym, po czym zdradzil, "wracajac" do "pierwszej milosci". Wtedy zdrada moze byc jedna z przeslanek swiadczacych o wadzie woli. Ale zawsze musza byc ustalone decydujace fakty W MOMENCIE zawierania zwiazku. Identico jest z chorobami psychicznymi, alkoholizmem itd. Jak sie rozpil albo zwariowal po slubie - klops. Jak pil przed slubem i zatail - mozna skutecznie wnosic o stwierdzenie niewaznosci. Odpowiedz Link
addria Re: A nie jest????? 06.05.04, 13:10 Wiesz, bo ja znam taka sytację, gdzie jeden z byłych małżonków (po rozwodzie cywilnym) namawiał intensywnie drugiego, żeby złożył takie oświadczenie, że zdradził. Z racji tego, że ten pierwszy był już w zwiazku z inna osobą, z którą chciał wziąść ślub kościelny, no a nie mógł z oczywistych powodów. No i powoływał sie na jakieś przepisy kościelne, że tak niby mozna. Hmm... a moze to było na tej zasadzie, że jak zdrada nastąpi w dniu ślubu, czy w jakimś okresie po nim, to też małżeństwo można uniewaznić? Odpowiedz Link
isma Re: Uniewaznienie 06.05.04, 13:25 No, wiesz, pieniaczyc sie przed sadem, nawet koscielnym, mozna zawsze, pytanie tylko, na ile skutecznie. Generalnie to jest nawet bardziej skomplikowane, niz w normalnym sadzie rodzinnym, bo nie dosc, ze jest strona powodowa (w Twoim przykladzie, rozumiem, ta strona, ktorej zalezalo na uzyskaniu orzeczenia o niewaznosci), strona pozwana (w Twoim przykladzie ta, ktora miala zlozyc oswiadczenie o zdradzie), to jeszcze jest tzw. obronca wezla malzenskiego, ktory ma za zadanie znajdowac argumenty na rzecz tego, ze malzenstwo bylo jednak waznie zawarte (to na wypadek, gdyby strony sie zmowily )). Tak, ze obawiam sie, ze sam fakt zdrady, nawet w dniu slubu ;-((( by nie wystarczyl. Musialby, powiedzmy, dowodzic, ze zdradzajacy w ogole nie mial zamiaru dochowywac wiernosci malzenskiej, biorac slub. Ale w dzisiejszych czasach sie raczej rutynowo pobiera stosowane oswiadczenie na te okolicznosc przy okazji spisywania tzw. protokolu przedslubnego, wiec w razie czego dowody przeciwko istnieniu takiej intencji sa na pismie. Chociaz, a'propos watku o homoseksualistach, znam przypadek dziewczecia, ktorego malzonek wymknal sie z wlasnego wesela w celu spedzenia tego traumatycznego wieczoru ze swoim przyjacielem ;-O. Reszte zycia zreszta tez zamierzal dzielic miedzy nich oboje ;-(((. Dziewczyna uzyskala stwierdzenie niewaznosci, ale udowodniono sklonnosci homoseksualne przed slubem. Odpowiedz Link
addria Re: Uniewaznienie 06.05.04, 13:30 No cóż, dzięki. Powiem Ci tylko, że ta osoba, która miała składać oświadczenie, nie wyraziła na to zgody, więc wszystko rozeszło się po kościach. Choć pewnie nie do końca... Odpowiedz Link
mader1 Re: Uniewaznienie 06.05.04, 16:26 Dziewczyny - zdrada nie jest w KK powodem do stwierdzenia niewaznosci zwiazku Chyba, ze jest jednym z dodatkowych dowodow na zaistnienie innego powodu . Natomiast zdrada moze byc przyczynkiem do separacji, ale takze pod pewnymi warunkami. W separacji nie mozna zawrzec innego malzenstwa. Odpowiedz Link
18lipiec Re: Uniewaznienie 06.05.04, 13:49 obronca wezla malzenskiego.. ahahahaha a kto nim niby jest i z jakiej paki ? Odpowiedz Link
isma Re: Paka 06.05.04, 13:59 18 lipiec, proponuje udac sie do pierwszego lepszego sadu, i zapytac, kto jest sedzia w sprawach rozwodowych i z jakiej paki ;-O Mozesz tez zasiegnac jezyka, z jakiej paki sa adwokaci z urzedu w sprawach karnych, ze o prokuratorach nie wspomne. Ma to cos wspolnego ze slowem paka, dla ulatwienia dodam. Odpowiedz Link
18lipiec Re: Paka 06.05.04, 14:04 ale kim jest do jasnej ciasnej ten OBROŃCA? Niby po co on tam jest, co wnosi do sprawy i na ile zna ludzi którym nie pozwoli się uwolnić???? Odpowiedz Link
orvokki Re: Paka 06.05.04, 14:13 Czemu Ty się tak ciskasz? Dzisiaj odkryłaś, że KK nie uznaje rozwodów i wszystkim musisz powiedzieć, jakie to złe Twoim zdaniem? Przecież nikt Ci nie każe brać ślubu kościelnego ani być katoliczką... Odpowiedz Link
isma Re: KK, i nie chodzi o Kosciol Katolicki ;-))) 06.05.04, 15:16 O matko, Marta, sprawy kanoniczne prowadzi sie na gruncie prawa kanonicznego, podobnie jak sprawy karne na gruncie prawa karnego, i tak dalej i tym podobne. Jak w KK i KPK masz okreslone instytucje, to sie nie pytasz po co, tylko masz w sadzie nimi do czynienia. I co gorsza, nie masz wyboru, bo bezpanstwowcem jest trudniej zostac niz wypisac sie z KK, wbrew temu, co sie niektorym wydaje )) Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:21 a co nie jest? Jak mąż Cię zdradza to znosisz to z anielskim usmiechem pobożnej kobiety? Ile można? Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:55 Rozwodów Kościoł nie akceptuje ,bo sam Jezus na to nie pozwalał. Małżeństwo to sakrament i nie da sie go "zmyć" ,podobnie jak chrztu, spoeiwdzi itd. Może być tylko sakrament małżeństwa niewaznie zawarty np. przy wymuszeniu, ukrytej chorobie psych, ukrytym nałogu itd. Wtedy sie małżeństwo uniewaznia. Oprócz rozwodów jest cos takiego jak seperacja. W przypadkach jakie wymieniacie: zdradach, przemocy fiz, czy psychicznej, kiedy szkodzi to wychowaniu dzieci itd. mozna to przeprowadzić tzn. małżenstwo nadal pozostaje małzeństwem, ale nie zyje razem, nie mieszka razem itd. Prawnie to się zalatwia podobnie jak rozwód,ale szczegółów nie znam. Pozdro)) Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:59 Aha czyli do końca życia jesteś żoną danego pana i nawet jak masz nowego pana i kochasz go ślubu z nim nie weźmiesz? Gdzie tu logika? Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:08 18lipiec napisała: > Aha czyli do końca życia jesteś żoną danego pana i nawet jak masz nowego pana i > > kochasz go ślubu z nim nie weźmiesz? Gdzie tu logika? To logika miłosci. Nie miłości jako przelotnego uczucia , sympatii czy pożadania, ale wyboru, decyzji na całe zycie. No ale do tego trzeba byc dojrzałym, odpowiedzialnym... "Co Bóg złaczył człowiek niech nie rozdziela" Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:16 No ale ludzie się zmieniają, czasy się zmieniają, życie różne nam niespodzianki codziennie sprawia. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie. Nawet dojrzała decyzja może być zła i co wtedy ? Mąż Cię zdradzi, oszuka, zrobi dziecko innej - co wtedy? Tego przecież nie da się przewidziec? Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:29 18lipiec napisała: > No ale ludzie się zmieniają, czasy się zmieniają, życie różne nam niespodzianki > > codziennie sprawia. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie. Nawet > dojrzała decyzja może być zła i co wtedy ? > Mąż Cię zdradzi, oszuka, zrobi dziecko innej - co wtedy? Tego przecież nie da > się przewidziec? Ale mówimy o postawie ludzi wierzacych ,czyli takich,co sa blisko Boga i zyja Jego miłościa ,tak? Takich ,którzy wzorują swoja miłośc na milości Boga? A jak kocha Bóg? Ty Go odrzuciłas, odrzuciłas wiarę, Kościół czyli wspólnote wierzacych, jestes przeciwko Jego przykazaniom a On nadal tak samo Cię kocha i nigdy nie odrzuci. Nawet jak Ty to wszytsko uznasz za bzdury, to On bedzie Cię kochał tak samo jak mnie. Bez róznicy. Miłośc chrzescijanina jest stała i wierna,jest jego wyborem. Oczywiscie zawsze może nawalic druga strona: zaczac pic ,zdradzac, bic itd. ale to opisałam w poście o separacji powyzej (nie wiem czy przeczytałas) Oczywiście ta druga srona może wymusic rozwód(chociaz nie wiem czy to prawnie mozliwe),albo uzyc szantazu itd. Wtedy rozwod jest pewnie mozliwy ,ale skoro jedna strona go nie chciała to pozostaje bez grzechu i jest pełnoprawnym członkiem Kościoła, może przyjmowac sakramenty itd. jesli oczywiście nie zyje w grzechu cięzkim tzn. nie zyje z kims na kocia łape itd. Mimo tego wszystkiego człowiek wierzący zawsze bedzie kochał swojego wspólmalzonka,nie taka szczenięca uczuciowoscią, ale pewnym wyborem, swoja postawą, zyczeniem dobra drugiej stronie, pomocy w razie czeo, modlitwa itd. Oczywiście to wszytsko bez laski Bożej,zycia blisko Boga i "czerpania" z Jego źródła jest niemozliwe... Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:35 no to pięknie...optymistka z Ciebie... Ale separacja to nie rozwód. Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:35 > Mimo tego wszystkiego człowiek wierzący zawsze bedzie kochał swojego > wspólmalzonka,nie taka szczenięca uczuciowoscią, ale pewnym wyborem, swoja > postawą, zyczeniem dobra drugiej stronie, pomocy w razie czeo, modlitwa itd. Czy ja dobrze rozumiem? Twierdzisz, że jako człowiek (kobieta) wierzący będziesz zawsze kochała swego męża, nawet jak regularnie będzie cie obijał za zostawienie zapalonego światła w lodówce???? Chyba nie wiesz co mówisz. Odpowiedz Link
18lipiec Re: jajek 06.05.04, 11:38 Powiem Ci że mi ręce opadają jak to czytam. Po pierwsze pytam się CO w sytuacjach ekstremalnych będzie z małżeństwem ,jak się nie uda czy coś, a ona mi pisze że bóg mnie kocha nawet jeśli go odrzucam. Co do reszty czyli kochania małżonka ZAWSZE i pomocy modlitwy w tym - po prostu powaliło mnie. Odpowiedz Link
mika74 Re: jajek 06.05.04, 11:58 18lipiec napisała: > Co do reszty czyli kochania małżonka ZAWSZE i pomocy modlitwy w tym - po prostu > > powaliło mnie. To dobrze. I czytaj dokładnie, a nie miedzy zdaniami,bo nie będe wałkowac ciagle tego samego kilka razy. Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:53 ogolone_jajka napisał: > > Mimo tego wszystkiego człowiek wierzący zawsze bedzie kochał swojego > > wspólmalzonka,nie taka szczenięca uczuciowoscią, ale pewnym wyborem, swoja > > > postawą, zyczeniem dobra drugiej stronie, pomocy w razie czeo, modlitwa it > d. > > Czy ja dobrze rozumiem? Twierdzisz, że jako człowiek (kobieta) wierzący będzies > z zawsze kochała swego męża, nawet jak regularnie będzie cie obijał za zostawie > nie zapalonego światła w lodówce???? > Chyba nie wiesz co mówisz. A widzisz. To moze jednak ten Bóg istnieje ,skoro daje siłe do TAKIEJ miłości?? A myslisz,ze On nie kochał swoich oprawców? Przeciez oddal za nich zycie. Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:55 To nie siła czy miłość. TO GŁUPOTA. Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:00 ogolone_jajka napisał: > To nie siła czy miłość. > TO GŁUPOTA. Udowodnij. I napisz co dla Ciebie znaczy Miłośc. Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:05 Na to nie ma dowodu. Chyba, że przyjmiemy zdanie większości, jako obowiązującą wykładnię. I założę się, że większość uzna trwanie przy oprawcy za głupotę, słabość, tchórzostwo, a nie wyraz miłości i łaski boskiej. Kocha się kogoś za coś, za to jaki jest, za to że jest, za to że jest nam dobrze. A jak ktoś wybija mi jeden ząb tygodniowo to musiałbym być masochistą żeby go pokochać. Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:07 ogolone_jajka napisał: > Na to nie ma dowodu. Chyba, że przyjmiemy zdanie większości, jako obowiązującą > wykładnię. I założę się, że większość uzna trwanie przy oprawcy za głupotę, sła > bość, tchórzostwo, a nie wyraz miłości i łaski boskiej. > > Kocha się kogoś za coś, za to jaki jest, za to że jest, za to że jest nam dobrz > e. A jak ktoś wybija mi jeden ząb tygodniowo to musiałbym być masochistą żeby g > o pokochać. JAJEK. Z Toba się rozmawia jak z dzieckiem. Chce cukierka i tyle ,nie da sie mu nic wytłumaczyc, bo ono wie swoje. Czy przeczytałes mój post o separacji???Proste pytanie:przeczytałes czy nie? Kochanie drugiego a bycie z nim to dwie zupełnie rózne sprawy. Czsem trzeba kogos opuscic własnie z miłości,dla dobra drugiego człowieka. Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:14 O dżizas !~~ separcja, a ja chce wiedzieć czemu nie rozwód ???Czemu całe życie masz być żoną pana niedobrego????? Odpowiedz Link
isma Re: wymiana modelu 06.05.04, 12:24 ogolone_jajka napisał: >> > Kocha się kogoś za coś, za to jaki jest, za to że jest, za to że jest nam dobrz > e. Rewelacyjne! Znaczy, jak maz zachoruje na Alzheimera i nie bedzie taki jaki byl, i juz nie bedzie z nim dobrze, to moge goscia rzucic? Swietny, Jajek, pomysl ;-((( Odpowiedz Link
addria Re: wymiana modelu 06.05.04, 12:34 Ja nie wiem co Jajek miał na myśli, ale ja właśnie męża pokochałam za coś. To nie było takie zwyczajne zauroczenie, że popatrzyłam i już koniec. Pokochałam go za to jaki był (jest): dobry, ciepły, mądry, miał w 90% zbieżne poglądy z moimi itp. Co nie zmienia faktu, że decydując się na małżeństwo z nim, świadomie podjęłam jakieś zobowiązanie. Zawsze zdawałam sobie sprawę, że może sie rozchorować, czy może mieć jakis inny kryzys i to wcale nie byłby (nie będzie) powód do rozwodu. No i vice versa. Odpowiedz Link
isma Re: Addria, nie ma sporu ;-))) 06.05.04, 12:40 Jasne, Addria, ze tu nie ma sporu. Pokochac mozna za cos, ale kocha sie juz za nic )) No, przeciez ja nie za tym, zeby nam swaci malzenstwa aranzowali )) Odpowiedz Link
addria Re: Addria, nie ma sporu ;-))) 06.05.04, 12:42 Aaaa, no to już wszystko jasne ) Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: wymiana modelu 06.05.04, 23:28 Pewnie to zniknie w gąszczu wypowiedzi.... > Znaczy, jak maz zachoruje na Alzheimera i nie bedzie taki jaki > byl, i juz nie bedzie z nim dobrze, to moge goscia rzucic? To już jest twój pomysł, nie mój. Choroba jest zwykle niezależna od nas i nie mamy wpływu na to czy zachorujemy czy nie. Zwykle. Jak ktoś będzie chodził na dziwki przydrożne i nie używał gumki (no bo to GRZECH), to HIVa może szybko złapać. Wtedy fora ze dwora. Ale większość chorób spada na nas nieoczekiwanie (podziękowania należą się oczywiście temu na górze). I nie namawiam do porzucania partnera w chorobie. Ale jak złoty narzeczony zmieni sie po ślubie i zacznie obijac małżonkę regularnie po pijaku i na trzeźwo (a to wszystko zależy wyłącznie od niego, no chyba, że to tez sprawka tego z góry) to tylko kop mu się należy. Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:56 Sorry ale dla mnie to nie miłość, pozwalanie na poniżanie i szmacenie mnie przez kogolwiek nie jest wyrazem wiary czy miłości a jedynie małego szacunku do siebie... Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:04 18lipiec napisała: > Sorry ale dla mnie to nie miłość, pozwalanie na poniżanie i szmacenie mnie > przez kogolwiek nie jest wyrazem wiary czy miłości a jedynie małego szacunku do > > siebie... Dla mnie tez. Dlatego istaniej separacja. Chyba juz to pisałam czy nie???????? Nie bede sie powtarzac, litości. A milośc to ogromna siła, trzeba byc herosem duchowym ,zeby znaleźc w sobie szacunek, wspólczucie, troske o drugiego czlowieka, nawet jesli on się "zepsuł". Nienawiśc, obrazanie się, robienie krzywdy drugiemu, to wyraz niedojrzałości, słobości chrakteru, niewyksztłacobnej osobowosci i nieokreslonych postaw, de Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:06 Nie, trzeba byc herosem duchowym lub słabeuszem imysłoweym by kochać swego kata. Odpowiedz Link
adzia_a No to mówię... 06.05.04, 12:13 ... ze na 100 procent nie siedziałabym z facetem, który mnie tłucze. gdzieście to wyczytali? Jest instytucja separacji, prawda? A tak poza tym, to dzięki serdeczne. Zadałam, jak mi się wydaje, dość ważne pytanie o granice akceptacji, a Wyście mi je rozwalili. nie śmiem przypuszczać, że to dlatego, że nie zrozumieliście pytania ))))) Odpowiedz Link
18lipiec Re: do adzi 06.05.04, 12:19 juz zadałam to pytanie ale zadam raz jeszcze. Jesteś w separacji-przypuścmy. Chcesz zalegalizować zwiazek z nową osobą ktorą kochasz. Nie możesz bo nie masz rozwodu. Źyjesz na kocią łapę, masz nieślubne dzieci - to przecież grzech? Czy moze do konca życia jestes juz samotna??? Odpowiedz Link
adzia_a Re: do adzi 06.05.04, 12:52 Moja odpowiedź brzmi "nie wiem". Rozwlekać się nie będę, boście się czepili tych rozwodów jak rzep psiego ogona )) a mnie to zupełnie nie interesuje. i o co innego pytałam na początku. Ale nikt nie zrozumiał...albo nie chciał zrozumieć... Odpowiedz Link
18lipiec Re: do adzi 06.05.04, 13:10 nie wiesz... hmmm no właśnie , może zanim zaczniesz propagować separację zastanowisz się nad tym co napisałam właśnie, a czego Ty nie wiesz... Wlasnie wiele katolickich poglądów można łatwo obalić. Odpowiedz Link
mika74 Re: do adzi 06.05.04, 13:41 18lipiec napisała: > juz zadałam to pytanie ale zadam raz jeszcze. > Jesteś w separacji-przypuścmy. > Chcesz zalegalizować zwiazek z nową osobą ktorą kochasz. Nie możesz bo nie masz > > rozwodu. Źyjesz na kocią łapę, masz nieślubne dzieci - to przecież grzech? > > Czy moze do konca życia jestes juz samotna??? Do końca zycia jestem samotna. No chyba ,ze sie żonkis opamięta. A wiara cuda czyni....oj nie raz... Odpowiedz Link
18lipiec Re: do adzi 06.05.04, 13:51 Do końca zycia jestem samotna. Żartujesz chyba???? No chyba ,ze sie żonkis opamięta. A wiara cuda > czyni....oj nie raz... No własnie widzę jakie CUDA czyni wiara... Odpowiedz Link
isma Re: do 18lipiec 06.05.04, 13:56 Nie kocham "nowej osoby", proste. Ergo nie mam zadnego zwiazku do "legalizowania", proste. Nie zyje na kocia lape, nie mam nieslubnych dzieci, proste. A wiem, co mowie ;-O Wyobraz sobie, Marto, ze sens zycia kobiety niekoniecznie polega tylko na byciu z facetem )). Przy czym, chi, chi, nie mam na mysli tego, ze moze polegac akurat na byciu z druga kobieta )) Odpowiedz Link
18lipiec Re: do 18lipiec 06.05.04, 14:12 Nie kocham "nowej osoby", proste. Ergo nie mam zadnego zwiazku do "legalizowania", proste. Nie zyje na kocia lape, nie mam nieslubnych dzieci, proste. A wiem, co mowie ;-O Przypuścmy, bierzesz ślub mając lat 25. Nie układa się, mąż jest niedobry, nie szanuje Cię, ma Cię gdzieś, zdradza, znika z domu na całe dnie i noce. Nie wytrzymujesz. Masz lat 30, sąd orzeka separację, taak? Nadal jesteś młodą kobietą, masz prawo do szczęścia, masz prawo być kochana, mieć dzieci. Spotykasz mężczyznę, kocha Cię, ty jego. Dochodzi do Ciebie że to ten. Chcecie zalegalizowac wasz związek - NIE MOŻECIE. Dzieci - NIE MOŻECIE. Druga opcja. Jesteś w separacji,masz 30 lat. Żyjesz do 70, czyli pozostałe 40 lat spędzasz samotnie, bez rodziny,bez dzieci, bez mężczyzny.... Czy to tak ma wyglądac? Wyobraz sobie, Marto, ze sens zycia kobiety niekoniecznie polega tylko na byciu z facetem )). Przy czym, chi, chi, nie mam na mysli tego, ze moze polegac akurat na byciu z druga kobieta )) Poza tym, ja jako nowoczesna młoda kobieta doskonale wiem że sens zycia kobiety nie polega tylko na byciu z facetem. Nie on jest miernikiem wartości kobiety. Wiem bo nie miałam i żyłam. Teraz mam bo kocham i już.Ale w koncu na tym polega głownie życie, chcesz kochać i być kochana, mieć rodzinę i kogoś do kogo mozesz wrócić...czy nie? Odpowiedz Link
orvokki Re: do 18lipiec 06.05.04, 14:19 Zalegalizować zawsze możesz - w prawie cywilnym. To dotyczy nas wszystkich. Nie możesz się rozwieść ani wziąć ślubu wg prawa kościelnego. To dotyczy tych, którzy wybrali katolicyzm. Przy czym nawet w odniesieniu do tych drugich nie ma żadnego prawa obligującego ich do mieszkania, dzielenia łoża i stołu z osobą, która je zdradza, poniża, wykorzystuje, bije i tak dalej. Odpowiedz Link
isma Re: do 18lipiec 06.05.04, 15:10 Marta, jasna sprawa, nie moge wiedziec, jak to wyglada, byc samotna przez 40 lat. Ty zreszta tez )). Ale naprawde, w zyciu jest sporo do roboty )) Aha, jeszcze co do przyczyn tego hipotetycznego rozwodu: ja nie bardzo wierze w "cudowne" metamorfozy: przed slubem bylo OK, a potem nagle (po pieciu latach, jak w Twoim przykladzie) zaczal zdradzac, bic, itp. itd. Owszem, jest moment newralgiczny dla faceta przy wkraczaniu, chi, chi, w "smuge cienia", ale czlowiek nie zwierz, i rozumem winien umiec sie w takich sytuacjach poslugiwac. Natomiast doskonale wiem, jak to wyglada, poznac faceta, myslec "ze to ten", tyle tylko, ze ten facet ongis, w czasach studenckich byl sie ozenil, a nastepnie zostal przez zone zostawiony (nie wchodzac w szczegoly). Lekko nie jest, obojgu nie jest lekko, fakt. Ale czasem zycie plata niespodzianki )) Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:16 A milośc to ogromna siła, trzeba byc herosem duchowym ,zeby znaleźc w sobie szacunek, wspólczucie, troske o drugiego czlowieka, nawet jesli on się "zepsuł". Z miłości i dla miłości mogę zrobić wiele ale nie będę szanowała kogoś kto by zrobił ze mnie worek trenigowy ! Odpowiedz Link
mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:17 mika74 napisała: > 18lipiec napisała: > > > Sorry ale dla mnie to nie miłość, pozwalanie na poniżanie i szmacenie mnie > > > przez kogolwiek nie jest wyrazem wiary czy miłości a jedynie małego szacun > ku > do > > > > siebie... > Dla mnie tez. Dlatego istaniej separacja. Chyba juz to pisałam czy nie???????? > > Nie bede sie powtarzac, litości. A milośc to ogromna siła, trzeba byc herosem > duchowym ,zeby znaleźc w sobie szacunek, wspólczucie, troske o drugiego > czlowieka, nawet jesli on się "zepsuł". Nienawiśc, obrazanie się, robienie > krzywdy drugiemu, to wyraz niedojrzałości, słobości chrakteru, > niewyksztłacobnej osobowosci i nieokreslonych postaw, po prostu SŁABOŚCI! Wygoda, brak walki o malzeństwo, danie sobie luzu jest raczej wyrazem słabości a nie siły człowieka. No i braku milości tak naprawde,bo jesli pójdziemy ta droga to rozwieśc sie mozna i z powodu niewyrzucenia smieci. Ale bycie ze soba a miłośc do drugiego człowieka to nie to samo. Nie trzeba zyc z drugim czlowiekiem ,zeby go nadal kochac: zyczyc mu dobrze,starać przebaczyć, pomóc w razie potzreby, modlic się za niego, Zdaje sie dla Ciebie kochac drugiego to znaczy "posiadac go na wlasnośc" aby tańczył jak mu zagram??? Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:17 I potem co ? Separacja.Odchodzisz. Chcesz zacząć życie z kim innym, super. I co nie możesz wziąc slubu i żyjesz znowu w grzechu !! Taak? Odpowiedz Link
elwinga hi hi... 06.05.04, 18:03 > No ale ludzie się zmieniają, czasy się zmieniają, życie różne nam niespodzianki > > codziennie sprawia. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie. Nawet > dojrzała decyzja może być zła i co wtedy ? Ciekawe, że tak dojrzałe sformułowanie pada z ust osoby, która w innym wątku zapierała się, że na pewno NIGDY nie stanie się osobą wierzącą (może nie cytuję dokładnie, ale taki był sens). ))) Odpowiedz Link
darcia73 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:00 protestanci nie uważają malżenstwa za sakramet ale za przymierze zawierane pomiędzy dwojgiem ludzi. W przypadku zdrady takie przymierze zostaje zerwane i mozna wtedy sie rozwieść. Patrz moj post poniżej, gdzie podany jest link. Odpowiedz Link
18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:02 Aha no to elegancko ! Odpowiedz Link
darcia73 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:38 W przypadku cudzołowstwa można się rozwieść, tak jest przyjęte w większosci zborów protestanckich. Tak było u mnie. Moj mąz mnie zdradzał, nie widziałąm możliowści poprawy jego zachowania i zycia dalej razem (bo raz dałam mu szanse ale on dalej brnął w kłamstwa i zdradę)i rozwiodłam się z nim. Teraz zamierzam ponownie wyjśc za mąż. poczytaj sobie o rozodzie np w kosciele zielonoświatkowym, zresztą był juz kiedys taki temat na forum: www.kz.pl/index.php?p=04&w=3 Odpowiedz Link
sion2 Re: ale... 06.05.04, 12:07 jeżeli mąż dręczy żonę lub rodzinę to w Kk jest dopuszczane a nawet zalecane rozwiązanie polagające na separacji jezeli np, ukrył przed żoną przed slubem że jest alkoholikiem albo chorym psychicznie to można stwierdzić niewazność zawarcia związku małżeńskiego i oboje są wtedy wolni - takie orzeczenia wydaje sie coraz częściej Odpowiedz Link
18lipiec Re: ale... 06.05.04, 12:22 a jeśli mąż zdradza żone, albo ma kochanki i dzieci z nimi, albo przepija dom, albo przegrywa w kasynie, albo wyzywa żone, albo bije, albo nie szanuje, nie chce się modlić to co ??? Odpowiedz Link
mika74 Re: ale... 06.05.04, 13:44 18lipiec napisała: > a jeśli mąż zdradza żone, albo ma kochanki i dzieci z nimi, albo przepija dom, > albo przegrywa w kasynie, albo wyzywa żone, albo bije, albo nie szanuje, nie > chce się modlić to co ??? Lipic ,czy Ty w ogóle czytasz to co my piszemy? Chyba nie.... SEPARACJA- mówi Ci to coś czy nie? Odpowiedz Link
18lipiec Re: ale... 06.05.04, 13:53 Nadal się pytam jak to się ma do rzeczywistego rozstania? Separacja to nie rozwód? A jak małżeństwa nie da się naprawić, co wtedy? Separacja na całe życie? I już z nikim sobie życia nie wolno sobie ułożyć? Odpowiedz Link
mika74 Re: ale... 06.05.04, 14:29 18lipiec napisała: > Nadal się pytam jak to się ma do rzeczywistego rozstania? > Separacja to nie rozwód? > A jak małżeństwa nie da się naprawić, co wtedy? > Separacja na całe życie? > I już z nikim sobie życia nie wolno sobie ułożyć? Separacja prawnie zdaje się dziala tak samo jak rozwód, ale do końca nie wiem. Zawsze jest szansa ,że małżenstwo da sie naprawić. Jesli nie, to zyjemy sami...nie ,nie sami.... Chrześcijanin nigdy nie jest sam, bo jest z Bogiem,REALNA OSOBĄ, która Cię kocha. A jak myslisz jak radza sobie celibariusze bez rodzin? Ja znam kilku celibariuszy swieckich, to bardzo szczęsliwi ludzie,żyjacy w bliskości Boga. Prawdziwie szczęśliwym mozna byc tylko z Bogiem i dopiero na tym fundamencie budować rodzine i małzenstwo. Inaczej bedzie ono wygladało raczej na zabawe uczuciwą, jak mi sie zabawka znudzi albo zepsuje to ja chce inna zabawkę. Dlatego coraz mniej ludzi decyduje sie na malzeństwo, bo rzeczywiscie w takim przypadku jak Twój to wychodzi sie za mąz tylko po to aby byc prawnie zabezpieczonym:dziedziczenie, wspólnota majatkowa itd...No bo po co, skoro zaraz może być kryzys( a przyjdzie do kazdego małżenstwa predzej czy później)i co dalej? Jak sobie wyobrażasz trwałośc Twojego małżeństwa? Bo ja sobie nie wyobrażam szczerze mówiąc... Odpowiedz Link
kulinka3 Re: ale... 06.05.04, 15:45 Widzę,że dyskusja poszła w stronę rozwodów, ich dopuszczalności. A ja powiem tak.Małżeństwo w KK to bardzo poważna sprawa, dwoje ludzi przyrzeka sobie miłość,wierność i uczciwość małżeńską oraz że siebie nie opuszczą aż do śmierci.To są bardzo poważne zobowiążania wobec siebie i wobec Pana Boga.Mam takie wrażenie,że decyzje małżeńskie w sporej części przypadków są podejmowane w sposób chyba nie do końca świadomy, bez prawdziwej znajomości drugiego człowieka.18 lipiec pisze a co jak zacznie pić, bić, zdradzać? No to ja się w tym miejscu pytam dziewczyno/chłopcze gdzie miałaś oczy przed ślubem.W ogromnej większości przypadków sympotomy tych złych rzeczy widać gołym okiem.Przecież nikt dzień po ślubie nie zaczyna nagle pić, bić i zdradzać.I w takich przypadkach można powiedzieć, kochani zdecydowaliście się na takiego męża,żonę i takim ślubowaliście.Trochę konsekwencji. Ludzie którzy się szanują i kochają będą jak najdalej od pijaństwa, zdrad i bicia( brrr) w swoim małżeństwie.Jeżeli jednak coś się w życiu przydarzy to wiele zależy od tego czy są to przypadki jednostkowe( np.jednorazowa zdrada), wynikające z ludzkiej "słabości" czy coś permanentnego z czego druga strona nie chce rezygnować.Prawdziwa miłość nie gaśnie przecież w ciągu jednego dnia,potrafi walczyć o kochaną osobę.Jeżeli jednak ktoś decyduje się na rozwód, a jest katolikiem, musi liczyć się z koniecznością życia w czystości. Nikt przecież nie zmusza do bycia katolikiem, do zawierania małżeństwa w KK. Szanuję osoby, które zdając sobie sprawę z tych wysokich wymagań, poprzestają na ślubie cywilnym, który ma opcję -rozwód- w razie, jak druga strona przestanie spełniać moje oczekiwania. Odpowiedz Link
mader1 Re: ale... 06.05.04, 18:44 ulozyc zycie... mysle, ze gdyby maz postepowal ze mna tak drastycznie, jak to przedstawiasz istotnie wzielabym separacje i... zostala sama. Pewnie nie mialabym ochoty na nowy zwiazek. Istnieje tez pare powaznych teorii psychologicznych o tym, ze czesto wybiera sie sobie okreslonego partnera na wlasne zyczenie. ( Nie pisze tu o tobie Darcia ). Czesto po prostu jeden maz bije, potem drugi bije, potem juz niemaz bije, dzieciaki nie swoje tez - a mamie ciagle wydaje sie, ze nastepny bedzie lepszy.Mialam okazje widziec takie sytuacje na wlasne oczy (( Odpowiedz Link
ogolone_jajka popieram sion2 06.05.04, 23:48 Zgadza się. W KK coraz częściej orzeka się nieważność małżeństwa. Szczerze mówiąc nie wiem czy możliwe jest ponowne małżeństwo kościelne - wydaje mi się że nie. Mam znajomych, którzy tak zrobili. Oboje byli dewotami. On wydawał jakąś gazetkę prokościelną, ona 3 razy w tygodniu biegała do kościoła, chodziła na jakieś spotkania modlitewne itd. itp. Ona miała męża. Żyli sobie w małżeństwie przez jakieś 20 lat. Ale mąż zaczął pić. Tak! Przez pierwsze kilkanaście lat wszystko było OK!!! CZŁOWIEK MOŻE SIE ZMIENIĆ, wbrew temu co bredzą niektórzy. Po iluśtam latach znoszenia pijaństwa, burd i rękoczynów doszło do separacji. Ale babka poznała owego wydawcę pisemek dla grzecznych katolików. I oboje się zakochali. Gość po rozwodzie (to może dlatego nie mogli wziąć nowego ślubu kościelnego, a nie w związku z unieważnieniem jej małżeństwa?). Wtedy babka wystąpiła do KK o unieważnienie małżeństwa. No i spece z KK stwierdzili, że małżeństwo było nieważne, bo mąż zataił przed żoną skłonności do alkoholu, wszczynania burd i rękoczynów (które to skłonności pojawiły sie kilkanaście lat po ślubie!!! ale on to ZATAIŁ!!!). No i małżeństwo unieważniono. Wtedy nowo zakochani wzięli zwykły ślub państwowy. Od tego czasu nie są już zresztą takimi dewotami. Nie mają czasu na dyrdymały. Raz na tydzień starają sie odbębnić swoje w kościele. Dziękuję. Odpowiedz Link
kulinka3 Re: popieram sion2 07.05.04, 09:23 Sion oczywiście ma rację,że w przypadkach zatajenia dochodzi do unieważnienia małzeństwa.Tylko, że aby zataić trzeba mieć CO zataić, trzeba zdawać sobie z tego sprawę.Nie można zatajać czegoś, o czym się nie wie.Prawda? A ludzie oczywiście mogą się zmieniać i na lepsze i na gorsze.W wielu jednak przypadkach, ani nie muszą nic taić, ani się specjalnie zmieniać tylko druga strona trochę późno "odzyskuje wzrok".Niestety. Odpowiedz Link
neogobbo Re: ale... 06.05.04, 21:50 Tak, i to jest włąśnie chrześcijaństwo. Nie żadna tam teoryjka, że Jezus umarł na krzyżu a potem zmartwychwstał. On był niewinny, a jednak Go powiesili, i wcale się nie bronił. Raz tylko zapytał: dlaczego mnie bijesz? Bo miał prawo wiedzieć. Dlatego chrześcijanin nie strajkuje, nawet jeśli to pracodawca go oszukał. Nie rozwodzi się, nawet jeśli żona zdradza go notorycznie a mąż codziennie pijany wraca do domu. Nie skarży, nie sądzi... Zbyt trudne? Jasne, ale chrześcijaństwo nie jest dla każdego. Jezus powiedział, żebyśmy byli solą ziemii. A przecież soli nie potrzeba zbyt wiele. Gdy będzie jej za dużo, to świat ją wyżyga. Odpowiedz Link
ogolone_jajka Zwróćcie uwagę na źródło 05.05.04, 20:26 Instytut Statystyki KK. Czyli jeśli są tu jakieś "błędy" czy "niedokładności" to raczej w jedną stronę. To tym bardziej pocieszające. Odpowiedz Link
anek.anek Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 05.05.04, 23:27 Pytanie, które mi się nasuwa brzmi: czy człowieka, który mówi, że wierzy w Boga i Jezusa, ale jednocześnie nie "uprawia" tej wiary, wyłamując się się z zasad przyjętych przez kościół (msze, akceptacja eutanazji, wolnych związków, aborcji itd) można faktycznie uznać za wierzącego w Boga chrześcijańskiego? Przecież nie można wierzyć połowicznie, czy częściowo! ci ludzie wierzą po prostu w jakąś siłę nadprzyrodzoną, ale nie należą tak naprawdę do kościoła! No i oczywiście znowu w takiej statystyce wkurza mnie to,że jestem w niej ujęta jako wierząca, bo ochrzczona. Bo wątpię żeby badanie było robione na podstawie czegoś innego niż statystyki kościelne. Nie wyobrażam sobie zresztą reprezentatywnej grupy społeczeństwa w takiej kwestii Szkoda, że przy okazji spisu poszechnego nie było (bo nie było o ile pamięć mnie nie myli) anonimowego pytania o wiarę - technicznie to możliwe. wtedy tak naprawdę wiedzielibyśmy jaki jest stan polskiej wiary/niewiary i w co ci ludzie tak naprawdę wierzą. Odpowiedz Link
addria Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 08:21 > Pytanie, które mi się nasuwa brzmi: czy człowieka, który mówi, że wierzy w Boga > > i Jezusa, ale jednocześnie nie "uprawia" tej wiary, wyłamując się się z zasad > przyjętych przez kościół (msze, akceptacja eutanazji, wolnych związków, aborcji > > itd) można faktycznie uznać za wierzącego w Boga chrześcijańskiego? Można uznać. Choć nie zawsze. Są pewne uniwersalne (opatre na nauczaniu Pisma Św.) dla wszystkich chrzescijan wartości, niezależnie od denominacji. Będzie to np. sprzeciw wobec aborcji, współżycia przed ślubem, rozwodów. Będą też sprawy, które mogą być różnie postrzegane przez chrześcijan, np. kwestia antykoncepcji - u katolików jest to ewidentnie grzech, a protestantów wcale nie. Można też nie czuć się członkiem żadnego Koscioła chrześcijańskiego, a czuć się chrześcijaninem, ale co ważne - przestrzegać tych uniwersalnych zasad - przynajmniej. Nie mniej kontakt ze wspólnotą innych wierzących nie jest zupełnie bez znaczenia i warto takiej osobie poszukać miejsca, w którym jej wiara może wzrastać i rozwijać się we właściwym kierunku. Odpowiedz Link
darcia73 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 09:29 >Można też nie czuć się członkiem żadnego Koscioła chrześcijańskiego, a czuć się > > chrześcijaninem, ale co ważne - przestrzegać tych uniwersalnych zasad - > przynajmniej. Nie mniej kontakt ze wspólnotą innych wierzących nie jest > zupełnie bez znaczenia i warto takiej osobie poszukać miejsca, w którym jej > wiara może wzrastać i rozwijać się we właściwym kierunku. Tak jest i w moim przypadku. Czuję się chrzescijanką, w moim życiu był moment nawrócenia i przynależności do zboru baptystycznego. Tym, co uwarunkowałao zabranie członkowstwa była właśnie podwójna moralność. nie mogę być w jakimś kosciele, kiedy nie czuję sie tam dobrze, nie chce przesiąkać atmosferą pustyni duchowej. Njabardziej brakuje mi jakiejs charyzmatycznej społecznosci, w której mogłabym być i wychowywac moje dzieko. cięzko zyć w oddzieleniu od chrzescijan. Chciałabym poznac społeczność ludzi, którzy autentycznie wierzą w Boga, gdzie podstawą wiary jest Pismo Św. Na razie wole byc wolnym strzelcem niz patrzec na to co sie dzieje w kosciołach... Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 10:12 Zapisz sie do Amiszów. Oni żyją w zgodzie z biblią. Nawet elektryczności nie używają, NO BO PRZECIEŻ NIC NA TEN TEMAT NIE MA W BIBLII. Polecam. Odpowiedz Link
darcia73 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 10:32 > Zapisz sie do Amiszów. Oni żyją w zgodzie z biblią. Nawet elektryczności nie uż > ywają, NO BO PRZECIEŻ NIC NA TEN TEMAT NIE MA W BIBLII. > > Polecam. Podziwiam Amiszów za bezkompromisowość, ale niektóre kwestie są u nich przegięte, wiec niestety odpadają Myslę, że większosc ludzi potrzebuje jakiejś grupy, z która by sie identyfikowała, po prostu poczucia wspólnoty Odpowiedz Link
18lipiec Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 10:34 ale jakiej grupy? Mi wystarczy grupa przyjaciół. Odpowiedz Link
darcia73 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 10:42 Mogłaby byc i grupa przyjaciol, ale takich którzy wierza tak jak ja, którzy maja takie same podejscie do wiary, bo to jest coś co łączy i pozwala pełniej przezywac naszą wiarę Odpowiedz Link
18lipiec Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 10:53 no ale mi nie chodzi o wiarę, co ma wiara do tego ? Odpowiedz Link
darcia73 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 11:06 18lipiec napisała: > no ale mi nie chodzi o wiarę, co ma wiara do tego ? Dużo, bo dla człowieka wierzącego Bóg jest treścią zycia Odpowiedz Link
18lipiec Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 11:17 No to piękna treść życia....ehh Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 11:37 Nigdy tego nie pojmiemy Marto. Ci ludzie mają inaczej pod kopułą. Treścią ich życia jest coś co istnieje tylko w ich wyobraźni. Cóż, różne są zboczenia. To, w sumie, nie jest zbyt szkodliwe, więc niech sobie wierzą. Odpowiedz Link
fumag Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 11:46 "więc niech sobie wierzą" Dziękuję za pozwolenie Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 11:53 Nie ma sprawy. Ja jestem tolerancyjny. Ale nie lubię, gdy wierzący narzucają mi swoją wolę. Nie lubię płacić za nauczanie religii, nie lubię płacić za wizyty papieża, nie lubię płacić za pogrzeby, nie lubię płacić na różne organizacje kościelne i religijne. Na partie polityczne też nie lubię. Jedni i drudzy są siebie warci. Odpowiedz Link
isma Re: Pogrzeb 06.05.04, 12:28 Jajeczku, ale kto Ci kaze placic za pogrzeb? Za miejsce na cmentarzu placisz miejskiemu przedsiebiorstwu uslug komunalnych, wzglednie zarzadowi cmentarza. A wlasciwie, to nawet nie Ty, tylko ZUS, ze zdartych z Ciebie wczesniej pieniedzy )) Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: Pogrzeb 06.05.04, 23:51 Taaaa, w rodzinie był przypadek, że ksiądz odmówił wpuszczenia karawanu z firmy pogrzebowej na cmentarz bródnowski, jeśli nie zamówimy odpowiednio opłaconej mszy. I co? Trumnę przez płot mieliśmy wnosić? Albo innym wejściem i nieść przez cmentarz 2 kilometry? Odpowiedz Link
isma Re: Pogrzeb 07.05.04, 11:29 Jaki ksiadz? A skad on sie tam wzial? Na cieciowce siedzial? No, chyba, zescie go sami sprowadzili, ale wtedy to juz troche inna bajka... Odpowiedz Link
ogolone_jajka Re: Pogrzeb 07.05.04, 11:36 Taki co w tym małym drewnianym kościółku urzeduje. Chyba nie sądzisz, że sprowadzę własnego czarnucha?????????? Jeszcze by sie pobili o kasę. Odpowiedz Link
grrrrw Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 11:45 Dość rewindykacyjna postwa. Nie lepiej przyjąć z pokora Kosciół taki jakim jest ? Nie pytać "co mi ta grupa da", ale "co ja moge dać z siebie tej grupie ?" Odpowiedz Link
18lipiec Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 11:55 A ja moge dać tej grupie sporego kopa po du..e ! Odpowiedz Link
mika74 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 13:47 18lipiec napisała: > A ja moge dać tej grupie sporego kopa po du..e ! To niewiele masz do zaoferowania...hihihi Odpowiedz Link
darcia73 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 12:18 grrrrw napisała: > Dość rewindykacyjna postwa. Nie lepiej przyjąć z pokora Kosciół taki jakim > jest ? > Nie pytać "co mi ta grupa da", ale "co ja moge dać z siebie tej grupie ?" Z siebie zawsze dawałam wszystko, nie odeszłam od razu ze zboru, bo chciałam coś tam zmienić. Byłam zawsze na każde zawołanie, bo jestem typem osoby aktywnej, jak mialam czas pomagałam swoim braciom, bezinteresownie pilnowałam dzieci, pracowałam w klubie dobrej nowiny. Sytuacja zminiła się, gdy w moim zyciu pojawiły sie zawirowania uczuciowe, ocenianie bez znajomosci tematu, straszne faryzeuszostwo. Nie moge się do czegos takiego przyznac, wolę odejsc i pozostać "czysta" w swoim sumieniu. Zreszta uwazam,ze postąpilam słusznie. Zresztą, gdybym znalazła taka grupe wierzących, do ktorej mogłabym się przyłączyc, tez dałabym z siebie duzo, w miare mozliwości, bo obecnie jestem mamą i mam inne obowiązki. Odpowiedz Link
sion2 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 12:14 nie znalazłam tam stwierdzenia, ze te ankiety są robione na podstawie ksiąg chrzcielnych to były pytania zadawane dorosłym ludziom, którzy mogli odpowiedzieć "tak, jestem wierzący" lub "nie" przecież pytania odnosiły sie do mieszkańców Europy a nie tylko Polski, a w krahajch protestanckich nie chrzci się niemowląt! tak więc myslę, ze nie chodzi tu o ochrzczonych ale o tych, którzy odpowiedzieli twierdzącą na pytanie czy wierzą inna sprawa to taka, że nie praktykują albo niesumiennie praktykują to byłoby niemiarodajne gdyby ktoś tylko Polski ściągał dane o wierzących na podstawie chrztów a z innych krajów przez zadanie pytania osobom dorosłym Odpowiedz Link
isma Re: metoda badawcza 06.05.04, 12:29 Kasia, ale byly dwa, rozne, zrodla tych badan. Wlasnie w tym sek. Te koscielne na jutro sciagne. Odpowiedz Link
sion2 Re: acha... 06.05.04, 13:20 bo ja zrozumiałam, ze to o procencie wierzących do praktykujących to jest ze źródła niekatolickiego, w każdym razie niepolskiego, a to o postawach moralnych jest przez KK, ale nie wiem... mówię, że dla mnie wszelkie statystyki, zwłaszcza te o "granicach w ludzkich sercach" są mało miarodajne i szczerze wątpie w ich obiektywność Odpowiedz Link
orvokki Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 13:40 Że "wiara sobie, moralność sobie" to żadne odkrycie, zawsze takie postawy istniały. Myślący człowiek powinien się starać, żeby to w co wierzy, to w co mówi i to co robi wreszcie było jednym. Ja odpowiadam za siebie, inny za siebie, nie bardzo widzę możliwość ocenienia, czy ktoś tam naprawdę jest w zgodzie sam ze sobą, czy też jest obłudnikiem, hipokrytą i faryzeuszkiem. A Marta to już w ogóle otwarte drzwi wyważa, jakby właśnie odkryła, że KK nie uznaje rozwodów i musiała wszystkim powiedzieć, jak bardzo niewłaściwe jej się to wydaje. Przecież nikt nikomu nie każe być katolikiem, nikt nikomu nie każe brać ślubu kościelnego etc. Odpowiedz Link