07.05.11, 10:50
a konkretnie pytanie moje o granice: uprzedzeń, natrętnego nawracania, stereotypów...

bo przeczytałam artykuł, który w ręce wpadł mi przypadkiem i zdołowałam się.oto tekst

I teraz pytam, a pytanie moje kieruję naturalną koleją rzeczy do katolików: czy wy masowo, jako społeczność, w ten sposób postrzegacie ludzi, czy temu panu się "wypadek przy pracy" przydarzył?

Tekst, przyznaję, doszczętnie mnie rozwalił. Bo facet w sumie doświadczony - jest kapelanem hospicjum, więc w sposób naturalny oczekuje się od niego pewnych kompetencji interpersonalnych, ale też emocjonalno-duchowych (współczucie, empatia itp.). No i popełnia pan artykuł: niby o opiece paliatywnej, ale z drugiej strony jakby nie mógł się powstrzymać od wzmianek o sekcie, psychomanipulacji, fanatyzmie, jakieś skrzywione wizje naszych wierzeń przedstawia (takie stereotypowe, z przesiąkniętej obsesją książki pana Kundy - tak, czytałam tę książkę kilkanaście lat temu, więc mam na jej temat opinię opartą na własnym doświadczeniu). W rezultacie na 8 stron tekstu 1 strona omawia rzeczywiście kwestię opieki paliatywnej, kilka kolejnych skupia się na tym, dlaczego religia Świadków Jehowy jest "be", co z założenia - sądząc po tytule oraz po periodyku w jakim artykuł opublikowano - nie było celem jego napisania.

Gdzie zatem miejsce na człowieczeństwo, miłosierdzie i ogólnie spotkanie z drugim człowiekiem? Gdzie miłość bliźniego, definiowanego jako człowiek (niezależnie od wyznawanego światopoglądu)? Czy naprawdę ten "oręż wojenny" można odłożyć tylko na chwilę i tylko dlatego, że ktoś niedługo umrze, więc nie kopmy leżącego, ale "my i tak wiemy swoje"? W tej sytuacji, tak rozumiane wsparcie, staje się po prostu okopaniem się wspierającego na swojej pozycji z czyhaniem na dogodną sytuację, żeby zauważyć i skrytykować cudzy pogląd i to tylko dlatego, że jest inny od naszego.

Czy my, jako ludzie (teraz poszerzam kontekst), nie potrafimy się po prostu różnić? I żyć z tym normalnie? Czy nasza sfera sacrum zubożeje w jakiś sposób, jeśli się okaże, że dla bliźniego nie stanowi ona sacrum? Czy jeśli naprawdę w coś/ kogoś wierzę, to temu czemuś/ komuś ujmie to świętości czy wiarygodności w moich oczach, jeśli się okaże, że sąsiad zza płotu wierzy inaczej (czy - o zgrozo - zupełnie odwrotnie)?

Trąci ograniczaniem wolności sumienia i wyznania - czyli praw konstytucyjnych.
Obserwuj wątek
    • fiamma75 Re: granice 07.05.11, 13:48
      trudno się Tobie dziwić, ale dla mnie w tym artykule nie ma nic niestosownego.

      Wśród znanych mi chrześcijan - nie tylko katolików, ale też baptystów czy zielonych społeczność ŚJ uznawana jest za sektę niechrześcijańską. Dla zaangażowanych chrześcijan nie jest to wiec "wypadek przy pracy". Trudno zresztą, zeby był skoro i druga strona tak samo traktuje chrześcijan
      • lolinka2 Re: granice 07.05.11, 14:07
        nienienie, niestosowne dla mnie było wytaczanie takiej argumentacji przy okazji pisania o opiece paliatywnej. Co sobie kto myśli doktrynalnie, to jego sprawa i wola (moja sfera sacrum na tym nie ucierpi, ani przez czyjeś przekonania nie będę wierzyć mniej). A facet się wypowiadał jako kapelan hospicjum przede wszystkim, to nie było kazanie... i to pomieszanie wątków poraziło mnie najmocniej.

        To jest na tej samej zasadzie, jak gdybym ja, jako nauczyciel & Świadek Jehowy w jednym, pisząc o dzieciach w wieku szkolnym, skupiła się zamiast na temacie tekstu (czyli: nauczanie języka angielskiego, powiedzmy) na ich korzeniach wyznaniowych (i popełniła 7-stronnicową dygresję nt tego, jakie to dzieci katolickie są biedne, bo się je oszukuje, że Mikołaj istnieje; a to, że w tym wyznaniu pojawiają się nie oparte na Biblii praktyki - takie czy inne itp.).

        Ja sobie zdaję sprawę, że różnimy się co do doktryny zasadniczo. I zresztą bardzo dobrze, że tak jest smile Natomiast nigdy nie postrzegałam KK ani innego wyznania jako "konkurencyjnych" czy "drugiej strony barykady". I to też mnie poraziło, że takie nastawienie w tym artykule wyczułam... Do tego, skoro już te aspekty opieki paliatywnej były wnioskami z rozmowy z jednym z moich współwyznawców, to mógł autor również ad. wierzeń zasięgnąć informacji z pierwszej ręki, a nie sięgać po publikację Kundy, który z racji tego, że Świadkiem Jehowy nie jest, może wszystkiego nie wiedzieć/ nie rozumieć (a na to wygląda, no chyba, że kłamie w książce celowo... bo niektóre z ponoć-naszych wierzeń są totalnie odjechane... i niezgodne z prawdą). To tak, jakbym próbowała uzyskać informacje o buddystach posiłkując się publikacjami hobbystycznego kulturoznawcy będącego Świadkiem Jehowy... mało wiarygodne i mało obiektywne, bo oceniające. A artykuł miał być informacyjny, a nie oceniający, tak? (przypomnę, że to informator fundacji hospicyjnej, a nie Gość Niedzielny czy cuś big_grin)

        No i dokładnie do tego zmierzałam: że dlaczego nie można odpuścić sobie tego podkreślania różnic i piętnowania jacy to ci inni są "inni i źli" i po prostu żyć obok siebie, normalnie funkcjonując, jeśli z jakiejś okazji nam się drogi przetną? Dlaczego wkłada się czytelnikowi odgórnie w głowę, że ten umierający pacjent jest zaślepiony sekciarską manipulacją, a nie po prostu "wierzy inaczej"? Skąd te pejoratywizmy? Przecież artykuł miał być o opiece paliatywnej nad pacjentem, a nie o stanowisku KK i osób z nim związanych ad. Świadków Jehowy i ich wierzeń.

        P.S. Fiamma, skąd opinia, że "druga strona tak samo traktuje chrześcijan"? Że niby jak traktuje?
    • luccio1 Re: granice 07.05.11, 13:57
      Przeczytawszy artykuł, nie znalazłem tam niczego napastliwego.
    • mary_ann Re: granice 07.05.11, 14:34
      Przeczytałam.
      Muszę na wstępie zaznaczyć, że nie znam się na doktrynie ŚJ, moje wiadomości na ten temat są na pewno powierzchowne.

      Uważam, że artykuł jest zdecydowanie niesympatyczny - sympatyczne jest jedynie to, że autor szczerze jak mniemam podchodzi do kwestii posługi chorym ŚJ i w podkreśleniu wartości towarzyszenia człowiekowi w cierpieniu niezależnie od wyznania tkwi jego niekwestionowalna zaleta. To mocny punkt i warto go podkreślić.

      Nie trzeba jednak być specjalistą od doktryny ŚJ by zauważyć język - nieobiektywny, deprecjonujący, a absolutnie niekonieczny i nie na miejscu w tego typu publikacji - to przecież nie jest felieton polemiczny, tylko coś w rodzaju publikacji naukowej. Sekta, błądzący, nieprawdziwy, manipulowanie umysłami, psychomanipulacja... Mnie to odrzuca. I czemu właściwie służy? Czy nie można było napisać o posłudze chorym ŚJ bez dawania wyrazu swojej niechęci czy świadectwa odrzucenie ich doktryny czy metod duszpasterskich?

      Niechęć i poczucie wyższości autora są widoczne gołym okiem. Niektóre zdania są wręcz kuriozalne, np. "Raczej nie ma sensu zapraszać ich na tzw. grupy wsparcia
      w żałobie, gdyż przeważnie dobierają sobie przyjaciół
      wśród podobnie wierzących". Być może tak jest, ale czy to oznacza, że chrześcijanin powinien ustawać w zapraszaniu? Dziwne.

      • lolinka2 Re: granice 07.05.11, 14:43
        no i dokładnie to mną trzepnęło...
        określiłaś to samo, co i ja, tylko z użyciem innych słów.
    • luccio1 Re: granice 07.05.11, 14:50
      Przypis 13, podejmujący kwestię eutanazji, w formie typograficznej, w jakiej jest, mija się z celem - dwa długie cytaty z encykliki Evangelium Vitae są zbite razem, bez akapitów, treść bardzo trudno śledzić.
      Brak też w tym miejscu komentarza autora artykułu, który niejedno by rozjaśnił.
      Brak też rozróżnienie między eutanazją czynną a eutanazją bierną - a tym właśnie jest rezygnacja z terapii uporczywej.
    • nati1011 Re: granice 08.05.11, 12:11
      Lolinko - zapomniałaś dopisać, ze artykuł nosi tytuł:

      Opieka paliatywna nad rodzinami Świadków Jehowy

      czyli jest artykułem celowanym odnosnie specyfiki opieki nad tą konkretna grupą ludzi. Setki takich artykułów znajdziesz też w zakresie opieki medycznej czy szpitalnej. I co w tym złego? NIe zaprzeczysz chyba, ze ŚJ kwestionują wiele z obecnych metod leczenia. Lekarz powinien o tym wiedzieć. Gdy móimy zaś o hospicjium to tu oprócz spieki stricte medycznej mamy do czynienia z towarzyszeniem w umieraniu. I tu róznice dogmatyczne mogą mieć pierwszorzedne znaczenie. Czy ty towarzysząc umieraniu np katolika bedziesz wierzyć, ze za chwile ten człowiek spotka sie z Chrystusem? Czy bezie dla ciebie ważne by sprowadzić mu kapłana i zapenić ostatnie sakramenty? A nawet jeżlei tak, to czy bedziesz WIERZYĆ w ich sesn? I najważniejsze pytanie. Bardzo proszę byś odpowiedziała: Czy wierzysz, że umneirajacy katolik bedzie zbawiony (w sensie rozumienie ŚJ)? Mimo iż nie został ŚJ

      Ja opieram swoją znajomość ŚJ nie na ksiażkach. Znam środowisko, znam ludzi, czytałam wasze pubklikacje i uczestniczyłam w spotkaniach i kongresach. Nie widze tam żadnych zakłamań. Moze napisz konkrestnie co wg ciebie jest nieprawdą?

      > Trąci ograniczaniem wolności sumienia i wyznania - czyli praw konstytucyjnych

      NO teraz to już przesadziłaś i to mocno.
      • lolinka2 Re: granice 08.05.11, 13:37
        w opiece paliatywnej to już nie ma co kwestionować, bo transfuzje (jedyna kwestionowana rzecz) to szpitalna część opieki.... ad. hospicjów akurat fajny artykuł jest w "Przebudźcie Się" najnowszym, na lipiec 2011.

        Wierzę, że katolik (czy ktokolwiek inny, niezależnie od wyznania) zmartwychwstanie, jeśli Stwórca uzna to za słuszne i jestem ostatnią osobą, która jest się w stanie pokusić o jednoznaczne stwierdzenie w stylu "ten czy ów zmartwychwstanie" "ta czy inna grupa nie zmartwychwstanie". Mam głębokie przekonanie i świadomość, że Jehowa Bóg zwraca uwagę na to, jakie jest serce człowieka, a ziemskie życie Jezusa i jego relacje z ludźmi o odmiennych poglądach dodatkowo to potwierdzają. Wierzę również, że zamierzenie Boże co do przywrócenia na ziemi nowego porządku ma służyć pożytkowi rzesz ludzi, a nie zorganizowaniu Holocaustu-bis, stąd ufam w Boży rozsądek i cierpliwie czekam, kogo wśród zmartwychwstałych będzie mi dane spotkać (licząc niezmiennie na to, że również w gronie szczęśliwców się znajdę).

        Jeśli chodzi o towarzyszenie w umieraniu, to w co ja sobie wierzę będąc przy umierającym jest wybitnie drugorzędną sprawą, nie będę wszak rozwalać człowiekowi jego światopoglądu w ostatnich chwilach życia - to byłoby brutalne... kwestia znalezienia wspólnej płaszczyzny, a może nawet aktywnego jej poszukiwania, bo na tym się chyba człowieczeństwo opiera...

        Trzecia rzecz - akurat wybitnie nie sądzę, że kapelan hospicyjny towarzyszy umierającym Świadkom Jehowy w umieraniu - i tu się opieram na przykładach znanych mi i obserwowanych naocznie.

        Czwarte - co jest przekłamane? Psychomanipulacja - pierwsza rzecz (przedmiot "psychologiczne techniki wywierania wpływu" miałam przez rok na studiach, więc wiem o czym mówię).

        Przekład nowego świata jako jedyne tłumaczenie Biblii, jakie "wolno nam studiować" - naprawdę nikogo nie obchodzi, jaki przekład czytuję... dalej "jest także zakaz czytania starej literatury Stowarzyszenia, mający rzekomo przeciwdziałać stracie czasu, a w istocie utrudniający dostęp do informacji, które ukażą nietrwałość ich doktryny, jej płytkość i brak rzeczywistych podstaw biblijnych, mogą rodzić jej krytykę" - bzdura stukrotna, jesteśmy zachęcani oficjalnie do gromadzenia i nie pozbywania się starszej literatury, korzystania z niej, gdyż nie traci na aktualności (zebranie NSK sprzed bodaj 2 tygodni).

        "często fałszywie przedstawiają nauki chrześcijańskie" - łatwo wytoczyć argument, udowodnić trudniej..., "nie ma sensu zapraszać ich na grupy wsparcia" - chyba dlatego, że mogliby powiedzieć, że nie wierzą w życie duszy po śmierci ciała, bo innych przyczyn nie widzę - znam sporo osób korzystających z różnych grup wsparcia (dla rodziców trudnych dzieci, AA, socjoterapia, trening umiejętności społecznych...) nie rozumiem, czym miałaby się różnić grupa dla osób w żałobie...

        dalej fragment taki:
        "Działalność organizacji Świadków Jehowy wygląda na przemyślany i dobrze opracowany system psychomanipulacji, skutecznego oddziaływania na poszczególne jednostki. Większość nakazów Strażnicy ma na celu stworzenie możliwości swobodnego manipulowania umysłami członków. Przywódcom sekty zależy, by odseparować wyznawców od otaczającego świata, a przez to móc narzucać swoje doktryny i zachęcać do działalności na rzecz organizacji. Świadkowie dla swoich celów wyznaniowych stworzyli pewne normy zachowań, których przestrzegają, oraz szereg czynności, które są „zabraniane” albo „potępiane” przez organizację" - i ja się pytam, czemu to przemyślenie pana kapelana ma służyć? Ani ktoś dzięki temu lepiej nie zrozumie umierającego człowieka, ani go bardziej nie pokocha, bo tekst jest najeżony zwrotami pejoratywnymi i z założenia wzbudza antypatię...

        Sformułowanie "jest to przykład błędnej interpretacji Biblii" - czy to kazanie, czy tekst o paliatywnej opiece nad Świadkami Jehowy?

        I o ironio losu ten sam autor dodaje: Dla chrześcijanina wiara w możliwość poznania prawdy uniwersalnej, nie jest źródłem nietolerancji, ale stanowi warunek autentycznego dialogu miedzy ludźmi, umożliwiający przezwyciężenie podziałów. - pytam zatem: gdzie praktyczna realizacja tych słów na łamach popełnionego artykułu?????

        tyle z pobieżnego "przejścia przez tekst", wymowa ogólna mi się nie podoba zupełnie - jest totalnie wbrew biblijnemu spojrzeniu na drugiego człowieka, Jezus w sytuacjach życia i śmierci nie wdawał się w rozważania doktrynalne...
        • nati1011 Re: granice 08.05.11, 14:06
          zacznę od końca smile

          Jezus w
          > sytuacjach życia i śmierci nie wdawał się w rozważania doktrynalne...

          Jezus umierając na krzyżu powiedział do dobrego łotra: jeszcze dziś beziesz ze mna w niebie. Jeżlei nie jest to doktryna, to juz nie wiem co...

          IWesz, nie dziwię się, zę artykuł ci sie nie podoba. Mnie pewnie teżnie spodobałby się artykuł nt katolikó pisany przez ŚJ czy np zuzułmanina. Jakos to logiczne. ALe chyba w tym konktretnym przypadku reagujesz zbyt emocjonalnie. Wiemy czym sie różńią oba wyznania. I - mniej więcej wiemy - co o nas sądzi druga strona. Czy jezęli przeczytam to raz jeszcze coś to zmieni? To nie jest tekst o ekumeniżmie. To rodzaj instrukcji. Dla katolika w obliczu umierajacego wyznawcy - mocno innej - religii. To nie tyle ocena, co rodzaj wskazówek z czym może się spotkać. Odwracając. Instrukcja dla dziennikarzy TVN mogła by zawierać ostrzeżenie przed starszymi paniami, które wymachujac parasolami bedą grozić im ogniem piekielnym. Czy to obraz katolicyzmu? W jakimś stopniu tak, ale czy pełny? Tak samo w tym artykule są przywołane - być moze skrajne, być moze nie do końca zgodne z doktryna ŚJ - postawy. ANi to nieczego nie zmienia ani nie wnosi. Tak po prostu jest. Kazdy z tych przykłądów da się potwierdzić. Robienie z tego ograniczenia wolnosci do wiary uważam za mooocno przesadzone.
          • lolinka2 Re: granice 08.05.11, 14:26
            uściślając to w raju miał z nim być, nie w niebie smile

            ale nie leciał po nim: "bo ty jesteś łotrem, żydem wyznania mojżeszowego, co to twoi praojcowie cielca czcili na pustyni..., a twoi nauczyciele wiary to mnie tu kazali przybić i wami wszystkimi manipulują, żebyście we mnie nie wierzyli" plus była to ODPOWIEDŹ na prośbę tego złoczyńcy "Panie, pamiętaj o mnie...". Sam rozmowy nie rozpoczął.
            W innych warunkach (Jair i umierająca córka) też nie robił wykładu teologicznego, tylko króciutko "nie martw się, tylko wierz", bez wnikania W CO ten człowiek wierzył lub nie. Szukał wspólnej płaszczyzny i na tej podstawie - powodowany miłością do człowieka (którego stawiał ponad dogmatem) - go pocieszał. Zobacz, ile jest elementów doktrynalnych, które łączą oba wyznania - wierzymy, że Bóg jest miłością, że Jezus oddał za nas swoje życie, w zmartwychwstanie również..., i to jest dobra podstawa do pocieszania umierających obu wyznań... bez szukania i podkreślania - na siłę wręcz - tych różnic.

            Uważam, że autor artykułu popełnił nadużycie. Formuła tekstu (artykuł naukowy, w świeckim informatorze) jest pseudonaukowa, treść natomiast - ideologiczna, oceniająca i nieobiektywna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka