Dodaj do ulubionych

czy jestescie cierpietnicami ? :)

11.05.04, 09:14
troche przesadzilam ? Chodzi mi o to, czy calkiem poswiecacie sie dla
rodziny nie skarzac sie, nie narzekajac, odkladajac swoje plany i potrzeby,
zainteresowania na bok ? Czy chcecie uchodzic za osoby bez wad ? Czy
komunikujecie rodzinie o swoich potrzebach ? Czy widza, ze mama to
czlowiek ?
Obserwuj wątek
    • adzia_a Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 09:26
      Ja generalnie jestem hedonistką i jak nie muszę rezygnować z czegoś
      przyjemnego, to nie rezygnuję wink))

      A jak muszę, to o czym tu dyskutować wink Się rezygnuje i już wink

      Fakt, ostatnio coraz częściej muszę, ale staram się mówić sobie, że szklanka
      jest w połowie pełna, a nie w połowie pusta wink (wzorując się na jednej
      niesamowicie mądrej kobiecie, która coś podobnego pisała na forum NPR -
      zupełnie o czym innym, ale przypowieść o szklance można zastosować do wielu
      sytuacji zyciowych).
    • isma Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 09:31
      Ze mama to czlowiek, to nie wiem, czy widza, bo maja niecale dwa lata wink))
      Ale ze zona to czlowiek, to moj maz widzi, a zwlaszcza slyszy, oj, slyszy wink))

      Od kiedy mamy dziecko, sporo sie zmienilo, z wielu spraw zrezygnowalismy
      dobrowolnie, i z tych bez wiekszego zalu.
      Ale najtrudniej jest z tym, co uwazamy za niezbywalne... Chyba najwazniejsze na
      tej liscie sa kontakty z ludzmi - moj maz z racji opieki nad corka ma je
      ograniczone do mamus (!) na placu zabaw, ja mam je znacznie ograniczone w
      stosunku do przeszlosci i z racji koniecznosci zarabiania na dom...

      Mamy wady. Ja nieuleczalnie balaganie, i wiem, ze proby pilnowania sie w tej
      dziedzinie powoduja u mnie zupelnie nieadekwatna do wagi problemu frustracje.
      Na rzecz corki poczynilismy ustepstwo polegajace na bezwzglednym przestrzeganiu
      higieny, natomiast w dalszym ciagu nie panujemy nad ksiazkami wetknietymi byle
      gdzie i gazetami porozkladanymi w najrozmaitszych miejscach. Wyrodzilam sie,
      moja Mama pod tym wzgledem jest idealem wink))

      O cierpietnictwie, Mader, to jest wazne. Czasem ono przychodzi niepostrzezenie,
      wbrew naszej woli, i chyba trzeba dobrze sie pilnowac, zeby w nie nieswiadomie
      nie popasc. Moja Mama jako mloda dziewczyna z piesnia na ustach wyreczala
      mojego Tate - szalonego naukowca, w dodatku powaznie chorego - we wszystkich
      przyziemnych sprawach. Z czasem, kiedys sie okazalo, ze zdrowie Jej szwankuje,
      i ze nie jest w stanie rezygnowac ze swoich potrzeb w takiej skali, jak to bylo
      do tej pory, bardzo trudno bylo wlasciwe proporcje przywrocic.
      Ale sie udalo wink))
    • mumin_ek Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 09:36
      Nigdy, jesli chodzi o ten temat wykazuje zdrowy (mam nadzieje) egoizm i moje
      potrzeby sa tak samo wazne jak potrzeby moich chlopakow, a oni mnie
      rozpuszczaja i zawsze to ja spie najdluzejwink

      Kasia mama Muminka i Grudniowej Niespodzianki
    • justyna.ada Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 09:40
      Oj, w życiu...
      Ja to raczej niestety w drugą stronę - może przydałoby się odrobinę
      poświęcić... (słowo to ma wszak kilka znaczeń)
      justyna
    • addria Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 09:43
      Nie nazwałabym siebie cierpiętnicą wink Są okresy, kiedy po prostu muszę się
      czemuś (lub komuś wink "poświęcić", ale to "muszenie" wynika z "chcenia"
      przewaznie.Tak jak chciałam (i to bardzo) "poswiecić" się swojemu dziecku przez
      pierwsze (prawie) półtora roku jego zycia, kiedy to miałam możliwość bycia z
      nim w domu. Wtedy moje potrzeby i plany odsunęłam całkowicie na drugi plan, jak
      nie musiałam to nawet ani do fryzjera, ani do lekarza, ani do sklepu nie
      wychodziłam bez maluszka. I to z premedytacją i radością wink Tak chciałam i nie
      obchodziło mnie to, co kto mysli. Widziałam w tym same korzyści, natomiast
      niestety musiałam wrócić do pracy i to akurat "muszenie" nie wypływało wcale
      z "chcenia". Teraz dziecko jednak jest juz większe, bardziej samodzielne i nie
      ograniczam, aż tak jak dawniej swojej innej aktywosci wink Jednak wiem, że warto
      było "poświęcić" mu ten okres. Szkoda, że nie moge być "kurą domową", naprawdę
      bym chciała. Ja zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie i wcale by mnie to nie
      ograniczało.
      Jesli chodzi o wady, to wcale nie staram się uchodzić za osobę idealną. Wręcz
      przeciwnie, staram się mówić, że taka nie jestem i że mogę sie mylić, że mogę
      nie mieć racji. A jak to zauważę, to staram sie do tego przyznawać (choć to
      łatwe nie jest wink. Nie mniej staram się też być dobrą żoną i mamą, wydaje mi
      sie, że całkiem, całkiem nieźle mi to wychodzi, bo jakoś domownicy nie
      narzekają i cieszą sie nawet bardzo jak przychodzę do domu smile)) Ja też się
      cieszę, że ich mam. I że zdrowie w miarę dopisuje. Cóż więcej do szczęścia
      człowiekowi potrzeba...? smile
    • mader1 Re: czy jestescie cierpietnicami ? :)- dlaczego.. 11.05.04, 09:50
      a dlaczego o to zapytalam ? Wiadomo, ze jak sa dzieci, wszystko musi sie
      przeorganizowac.
      Blogoslawieni cisi, bllogoslawieni pokornego serca, a jednak ja mialam
      takie doswiadczenie ( niech tam, napisze cos osobistego). Moja mama i
      babcia nalezaly do tych, ktore wiecznie byly na cos chore. Pamietam jak
      bardzo w dzziecinstwie im wspolczulam i martwilam sie tym. Jak urodzilam
      pierwsza coreczke postanowilam byc baaardzo dzielna, zeby ona nie
      wyrastala z zadnym obciazeniem. Razem podnosilysmy glowki, nawet w nocy,
      mialam usmiech na ustach, nawet w czasie migreny czy ogromnego
      zmeczenia nie szlam sie polozyc, czesto nie zdazalam przeczytac gazety.
      Zawsze do dysozycji, bez narzekania.Bez prosby o pomoc - mamy przychodzily
      na kawke i pogadac.Oczywiscie nie wygladalam najlepiej. Ale to nie byla
      prawda o tej sytuacji. I co sie okazalo... ? U malego jeszcze dziecka
      zauwazylam, ze nie do konca wie, co to wspolczucie, okazanie wspolczucia.
      Musialam sie z tego wycofac. Zrozumialam, ze przegielam w druga strone...
    • fumag Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 10:01
      No ja nie wiem?
      Sama wybrałam bycie w domu i posiadanie dużej rodziny.Z czego jestem zadowolona!
      Ale czasem w tym młynie to mam dość,oj mam.I niestety czasem wybucham-jak
      wulkan -mówią dziecismile
      W sumie mam problem między rozgraniczeniem co jest po prostu komunikowaniem
      swoich potrzeb i żali,że np.nie doceniają moich starań ,a co już jest formą
      przymusu psychicznego do "dozgonnej wdzięczności"wink
      Ja przyznaję sobie prawo do robienia błędów i jak zrobie coś głupiego lub
      jestem niesprawiedliwa wobec dzieci, to je przepraszam.
      Czasem mówię wprost,że chcę odpocząć od hałasu i proszę je o ciszę-co dla nich
      jest czynem prawie heroicznymwinkI wtedy czytam!O szydełkowaniu np.nie ma
      ostatnio mowy,bo moje dzieci z częstotliwością co ok.15 min.czegoś b.potrzebują
      i jak tego nie zrobię to będzie źle!
      Ale do wszystkiego można się przystosować i ja stałam
      się:dyspozycyjna,kreatywna,łatwo dostosowuję się do zmiennych warunków pracy i
      mogę pracować w stresiesmile-same zyski.
      Staram się nie być cierpiętnicą ale nie wiem jak mi to wychodzi?Spytam dzisiaj
      męża jak on to widzi...
    • pysio8 Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 10:23
      No, na własne zyczenie często... tak.sad(((
      Tylko, ze największy kłopot to mam ze sobą smile)), a raczej z wewnętrznymi
      przekonaniami na własny temat.
      Takie na przykład < nie dam rady> skutecznie zrujnowało mi zamiary i plany.
      - zaczynałam studia i wycofywałam się przekonana,.... ze nie dam rady.
      • addria Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 10:29
        > Takie na przykład < nie dam rady> skutecznie zrujnowało mi zamiary i plan
        > y.
        > - zaczynałam studia i wycofywałam się przekonana,.... ze nie dam rady.

        O wiesz, a u mnie odwrotnie. Moja mama wpoiła mi taką zasadę, że nie ma rzeczy
        niemozliwych. I jakoś rzeczywiście, nigdy nie bałam sie podejmować wyzwań, a co
        ciekawe przewaznie udawało mi się im sprostać. Nie mniej staram sie zawsze
        zachowac zdrowy rozsądek, bo np. wdrapać się na Kilimandżaro nie zamierzam wink))
      • aetas Re: Pysiu! 11.05.04, 11:13
        Chciałam tylko Ci powiedzieć, żem człowiek z wielkich kompleksów nie całkiem
        wyrosły (uczę sie, uczę radzenia z nimi całe życie, trudno bywało) i tak mi
        bardzo smutno, że tak możesz mysleć o sobie...
        Chciałabym z całego serca jakoś Cię pocieszyć i dodać otuchy, żebyś się nie
        poddawała...
        Wiem, że łatwo mi tak gadać, ale nie poddawaj się i nie daj sobie wmówić, że
        nie dasz rady, bo DASZ RADĘ, serio, wiem to po sobie... wink

        (No, nie mów hop - odezwało się moje sumienie - bo jeszcze szkoły nie
        skończyłaś, więc ludzkości nie edukuj, po czym się prawdziwego mężczyznę
        poznaje) wink))
        • pysio8 Re: Pysiu! 11.05.04, 12:20
          Droga Aetas dziękuję za otuchę , słowa płynące z serca i nadziejęsmile)))
          Nie każdy w dzieciństwie ( czyli np. ja) otrzymał od rodziców przekaz, ze sobie
          poradzi, i choć od bardzo dawna dzieckiem, a nawet młodzieżą nie jestem, to
          jednak takie przekonanie wlecze się cały czas za mną.
          Robię ile potrafię, trudności i emocje zanoszę w modlitwie przed Boga.
          Postępy jednak u siebie widzę, i czasami zdarza mi się nie wycofać z trudnej
          sytuacji, wiele jednak jeszcze pracy przede mną. Pracy nad sobą.

          • addria Re: Pysiu! 11.05.04, 12:31
            Pysiu, ja też Ci życzę wszystkiego dobrego. Pewnie jest tak, że wszyscy mamy
            nad czym pracować, każdy tylko nad czym innym.

            No, a jednak to pokazuje, jak wazne jest wychowanie, czyli to co dostajemy od
            rodziców w dzieciństwie. Fajnie, gdy potrafimy dostrzec to, czego nam brakowało
            gdy byliśmy dziećmi lub czego mieliśmy w nadmiarze wink no i oczywiście
            wykorzystać to doświadczenie. Nie wiem tylko, czy to zawsze jest możliwe, bo
            pewnie zupełnie nieświadomie nie raz powielamy błędy naszych rodziców, choć
            swego czasu zapewne zarzekaliśmy się, że "ja jak bedę miał swoje dzieci to na
            pewno nigdy (.....)" wink
            • pysio8 Re: Pysiu! 11.05.04, 13:32
              To prawda Addrio, im więcej ze sobą zrobimy, tym mniej obciążymy nasze dzieci.
              A że nieświadomie powielamy błędy naszych rodziców - zgadzam się w 100 proc.
              Na przykładzie syna widzę, że przekazałam nie tylko to, co dobre, bo często
              stresuje się" biedak" przed klasówkami. W rozmowie z nauczycielką
              jęz.niemieckiego usłyszałam, że syn ma zadatki na 5, bo w mig chwyta, to, co na
              lekcji, natomiast pisanie sprawdzianów idzie mu niestety gorzej. Czyli, co, też
              jakiś "nieboraczek" niedowartościowanysad((((
              Bardzo ucieszyłam się, kiedy wyraziła się o synu, że to taka perełka w
              klasie smile))))
              Widzę też ile dobrego syn dostaje od nauczycielki jęz.polskiego- zaczął się
              udzielać , chętnie pisze wypracowania, szuka materiałów na lekcje, no nie ten
              sam człowiek, co w podstawówce, czyli widzisz, ile może DOBRY, kochający
              nauczyciel? Natomiast ze scisłymi przedmiotami, to koszmar, mam nadzieje, że
              jednak zaliczy.
              Dziękuję Addrio za dobre słowa, tego mi brakowało!
              • mader1 Re: Pysiu! 11.05.04, 14:19
                Pysiu ! Niezaleznie od tego, co powiedzieli Ci rodzice, jest Ktos,
                kto na Ciebie stawia, uwaza Cie za osobe niezastapiona i jedyna na
                swiecie. Bog. Dasz rade, bo On jest z Toba we wszystkim dobrym...
              • addria Re: Pysiu! 11.05.04, 14:19
                Będzie dobrze Pysiu smile No i gratuluję tak zdolnego syna! Ty też go chwal za
                jego osiągnięcia, bo to jak nic dodaje skrzydeł. A nie ma nic gorszego nad to,
                kiedy rodzic tylko karci za gorsze stopnie, a te dobre, kwituje
                lakonicznie: "no przecież na to Cię stać".
                Buziaczki smile))
                • pysio8 Bóg zapłać :))) 11.05.04, 16:10
                  Dziękuję za słowa otuchy, chyba je wydrukuję i zostawię, żeby mnie wspierały w
                  przyszłości.
                  Dobrze, ze tu jesteście smile)))
                  • mader1 Re: Bóg zapłać :))) 11.05.04, 17:13
                    Dobrze ze TY jestes, jestes bardzo potrzebna taka jaka jestes na
                    tym swiecie smile
    • aetas Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 11:03
      Ja się przyznam, że bywałam... wink
      Trochę to się tak "samo stało", jak byłam w domu z synem, przez pierwsze 3
      lata, no to wiadomo: mąż pracował, a myśmy na niego czekali... smile Ale robienie
      wszystkiego w domu uważałam za zupełnie normalne, no bo skoro to ja byłam w
      domu... Gdybyśmy do tego wrócili (drugie dziecko, które jakoś już długo czeka
      na powołanie do istnienia wink), też bym tak pewnie postępowała...
      Tak bardzo przyzwyczaiłam rodzinę (czyt. małżonka... wink) do tego, że ja robię
      wszystko "domowe", że później jak już pracowałam i studiowałam jednocześnie
      (gdy synka odchowaliśmy), nadal robiłam wszystko "domowe"... wink
      Z czasem zaczęło mi to doskwierać, bo tak "na logikie" to ja miałam pracę i
      studia, a mąż pracę... Powolutku, powolutku, zaczęliśmy przywracać jakieś
      normalniejsze proporcje i właściwie jest teraz normalnie i "na logikie"
      sprawiedliwie, co nawet wszystkim wychodzi na zdrowie, bo mąż lepiej niż ja
      gotuje, więc parę razy w tygodniu cos ciekawego się jada (ten to ma
      fantazję!) wink
      Też trochę musiałam skorygować przyzwyczajenia mojej pociechy jak już podrosła
      i trochy mi mało jak na swój wiek empatii okazywała (jako że mama to na każde
      zawołanie jest i właściwie jak napis na dropsach) wink)) Ale uczy się, uczy i
      fajowy z niego chłopak jest! wink
    • ashan Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 11:15
      no..., jakoś tak SIĘ zrobiło, SAMO wink. Było podobnie, jak u Aetas. A teraz
      powoli kończę urlop wychowawczy, niedługo do pracy, czeka nas przeorganizowanie
      życia rodzinnego, a większość rozmów na ten temat kończy się tym, że mój
      szanowny m. robi okrągłe ze zdziwienia oczy, ze nie będę odwalać już serii
      pranie-prasowanie-sprzątanie... etc + full servis, jeśli chodzio o dzieciaki.
      A co najdziwniejsze ZAWSZE byłam typem egoistki i sama nie wiem, kiedy dałam
      się tak wmanewrować? Przed nami więc sporo zmian (mam nadzieję, że uda się je
      wprowadzić pokojowo wink) - przyznam, że część planów już zaczęłam wprowadzać w
      życie... smile))
      pozdrawiam
      a.
    • mamamonika Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 12:05
      O, co to, to nie wink Mam alergię ogólną na "poświęcanie się" i przyznaję się
      bez bicia do zaawansowanego życiowego egoizmu. W skrócie: robię wszystko, żeby
      mieć ciekawe plany i je realizować, czerpać z życia radość, a nie się mu
      poddawać. Moim żywiołem jest raczej działanie, nie rozmyślanie (co nie znaczy,
      że głowa na kołku wisi). Staram się przede wszystkim być elastyczna - zmiany w
      pierwszym momencie trudne do zaakceptowania najczęsciej przynoszą mi później
      nowe pomysły na siebie i wyrywają z utartych kolein (już tak kilka razy było w
      naszym życiu - wszystko wywracało sie do góry nogami, ale z tej perspektywy
      stawało się ciekawsze i znalezienie się w nowym układzie dawało wieksze
      poczucie satysfakcji). Jak na razie - udaje mi się wiele rzeczy godzić (ale nie
      bez pomocy innych - na to jestem za leniwa wink) O swoich potrzebach komunikuję
      gromko i na bieżąco - niby dlaczego nie? Skąd cała reszta świata ma wiedzieć,
      że akurat mam kiepski dzień albo czegoś potrzebuję? Rodzina to dla mnie po
      prostu ludzie, których kocham i z którymi razem zycie sobie organizujemy, a nie
      bagaż do obsługi wink
      Monika
      • alex05012000 Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 13:10
        eeee, ja to chyba nieco owszem, tzn. od kilku lat, z różnych przyczyn
        poświęciłam sie całkowicie dziecku, domowi i pracy (zarabianiu na ten dom)
        wyzbywając wszekich oznak nawet tego tzw. zdrowego egoizmu... no bo tak, całą
        ciążę siedziałam w domu, no to wszystko było na tacy podane itd, potem byłam na
        macieżyńskim więc też dom był obrobiony, jak Olka miała 11 miesiecy poszłam do
        pracy i wygląda to tak, ze pracuję na pełen etat, w porywach do 2 (zlecenia),
        trzeci mam w domu (gotowanie, prasowanie, zmywanie), czwarty przy dziecku... "a
        we śnie zamieniam sie w czarownicę i zamiatam..." Dla mnie nie zostaje nic: ani
        czas, ani pieniądze. Do tego ponieważ finansów stale za mało nauczyłam sie
        wyzbyć ze wszystkich potrzeb niekoniecznych, w pierwszej kolejności własnych.
        Mam wrazenie, że nieco przecholowałam, ale teraz to nawet nie wiem jak wrócić
        do bardziej egoistycznego podejścia do życia... moze macie jakieś pomysły, byle
        nie kosztowne... - pozdrawiam serdecznie maria
    • mama_kasia Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 13:49
      Na siebie patrząc, widzę że najtrudniej to zachować równowagę.
      Czasami mam wrażenie, że trochę przeginam w drugą stronę, tzn.
      za bardzo zajmuję się swoimi sprawami smile.
      U mnie to jest tak: jestem od ... (ile to już lat?) 6-u lat
      "kurą domową". I bardzo to lubię. Za pracą w zawodzie nie tęsknię,
      chociaż lubię swój zawód. W domu troje dzieci, każde inne i z innymi
      potrzebami, sami wiecie - pracy mnóstwo. A ja - siedzę na forum, wyszywam
      (teraz kończę tygrysa na ścianę do pokoju syna), czasami piszę bajki, jakieś
      teksty na naszą stronę, chodzę na angielski, czytam (nie za często, ale jak
      już wsiąknę, to czytam niemalże non stop - np. smażąc naleśniki).
      A dzieci kręcą się po domu, włażą na kolana, ciągle czegoś chcą. No jestem
      zawsze obok, to prawda, ale może czasami zbyt obok???
      Gotuję i sprzątam, ale bez przesady, a prasować nie prasuję i już sad
      A że mama to człowiek, to widzą na pewno, bo jak tego czasami nie zauważają,
      to im zaraz przypominam wink
      Kasia
      a to efekt mojego braku cierpiętnictwa
      nasza stronka rodzinna
    • praktycznyprzewodnik Boze broń ! 11.05.04, 16:15
      Wysługuję się dziecmi jak tylko mogę !
    • mamalgosia Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 11.05.04, 16:39
      ja niestety ciągle na coś narzekam, skarżę się, a każdy problem wyolbrzymiam
    • anulina Re: czy jestescie cierpietnicami ? :) 19.05.04, 09:43
      he he ja nie jestem na 1000% jak mam zły dzien to narzekam i marudze max! smile
      brakuje mi tez cierpliwości sad w moim przypadku cierpliwości muszę się uczyć. a
      nauczycielem jest mój synek smile) wymagający jak diabli smile))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka