sulla 27.05.11, 09:45 Zmarła nasza koszykarka Małgorzata Dydek. Miała 37 lat, była w 3 miesiącu ciąży. Osierociła dwoje dzieci. Proszę, pomódlmy się za nią i jej rodzinę. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
luna15 Re: Małgorzata Dydek ['] 27.05.11, 16:35 Bardzo mi smutno.Jakoś się identyfikuje, mój rocznik.....takie małe te dzieciaczki.Pokój Jej duszy. Odpowiedz Link
kotkowa Re: Małgorzata Dydek ['] 07.06.11, 12:13 Jakoś cały czas jestem myślami przy jej rodzinie. Oczywiście, że się modlę. Niesamowicie przykra sprawa. Niech Pan się zaopiekuje zmarłą Mamą i nienarodzonym dzieckiem, a resztę rodziny otoczy szczególną troską. Odpowiedz Link
przyjacielaanna Re: Małgorzata Dydek ['] 28.06.11, 23:57 a czy ktoś wie, czy zostało w jakiś sposób mówione a może zapisane że to dzieciątko w niej też umarło. że może było bezimienne, ale istniało? Bardzo mnie to zastanawia. Czy na grobie kobiety, która zmarła będąc w ciąży no i oczywiście w przypadku, gdy zmarło jej dziecko, to jest to zauważone=zapisane? Odpowiedz Link
luccio1 Re: Małgorzata Dydek ['] 29.06.11, 01:57 Nie wiem. Wiem tylko, że przez całe stulecia, aż niemal do lat ostatnich, uważano sprawę Dziecka nienarodzonego umierającego wraz z ciałem Matki, a także kwestię Dziecka utraconego poprzez np. poronienie samoistne, za sprawę intymną pomiędzy Matką a Bogiem lub pomiędzy Rodzicami a Bogiem - nawet dalszej Rodziny nie wypadało już w to wciągać. Nawet żyjące Dzieci nie powinny były wiedzieć, że mają Rodzeństwo, które dopiero zobaczą! To się zaczyna zmieniać dopiero teraz. Mnie Mama powiedziała mi dopiero na krótko przed śmiercią, że istniało przede mną Dziecko, które Jej organizm odrzucił po 6 tygodniach - sam znalazłem już później potwierdzenie tego w notatkach Ojca, prowadzonych sposobem "kalendarzowym" - dzień po dniu... Gdyby to był Syn - miałby te imiona, które ja teraz noszę. Kim byłbym wtedy ja - i czy byłbym w ogóle? A działo się to niecałe 58 lat temu. Odpowiedz Link
kotkowa Re: Małgorzata Dydek ['] 30.06.11, 09:52 Myślę, że to zależy od woli rodziny, czy zamieszczą taką wzmiankę na pomniku. Całe szczęście sprawa nienarodzonych dzieci zaczyna się zmieniać. Coraz więcej osób decyduje się na pogrzeb nawet tych najmniejszych utraconych dzieciątek, nadają im imiona, choć nawet nie wiadomo jaka była płeć. W mojej rodzinie w ten sposób pogrzebano bliźnięta utracone w 8 tyg. ciąży. Myślę, że to daje też większy spokój rodzicom. Inna moja koleżanka straciła pięcioraczki też w 8 tyg., zostały w szpitalu i chyba żałuje, że ich nie pochowała. Szpitale też coraz rzadziej dziwnie patrzą, gdy rodzice decydują się na pochówek. Dzieci utracone w bardziej zaawansowanej ciąży z reguły są chowane, ich grobiki zadbane, odwiedzane przez całe rodziny. Mam znajomą, która była w ciąży bliźniaczej - pojawiły się komplikacje, udało się uratować tylko chłopca, dziewczynka umarła. Często widuję ich całą rodziną na mszy św., a później razem z synkiem chodzą na grobik córeczki. Płakać mi się chce, ten braciszek przynosi wiatraczki, serduszka, różne rzeczy na grobik siostrzyczki. Ale jest przynajmniej miejsce pamięci. Widziałam też zdjęcie z pogrzebu młodej mamy, to była głośna sprawa - mama zachorowała, w szpitalu postawiono złą diagnozę, że to świńska grypa, a była to infekcja bakteryjna. Mama w ciąży była źle leczona, dostała sepsy i zmarła razem z dzieckiem. Zrobiono cesarkę, ale za późno. Było zdjęcie, jak leży w trumnie razem z dzieciątkiem. Można się rozkleić na ten widok, ale to chyba najlepsze, co można było dla nich zrobić - pochować ich razem, przytulonych i w tym przypadku na pewno na pomniku jest wspomnienie o dziecku. Odpowiedz Link