To troche kontynuacja watku o chrzescijaninie w pracy.
Powiem szczerze, ze do mnie ta konstrukcja myslowa z grzechami cudzymi nie
bardzo przemawia. Przemawia do mnie, owszem, w kontekscie np.
odpowiedzialnosci za moje dziecko. No, ale za dorosla osobe, poslugujaca sie
wlasna wolna wola, w dodatku niekoniecznie podzielajaca moje przekonania
("swiatopoglad", napisalam, ale Mika sie obruszyla

)), to juz mniej.
"Nie sadzcie, abyscie nie byli sadzeni", prawdaz.
Pytania na poczatek:
1. skad sie w ogole wzielo pojecie grzechow cudzych (teolodzy, do roboty!)
2. jak daleko siega odpowiedzalnosc (dobry tu jest przyklad Mamalgosi z
kioskarka, ale nie w kontekscie porno: czy katoliczka - w ogole
chrzescijanka - moze sprzedawac papierosy, ktore, wiadomo, sluza wylacznie
niszczeniu zdrowia? Czy, idac dalej, mozna pracowac przy produkcji w
zakladach tytoniowych? Tylko przy produkcji, czy takze w kadrach, ochronie
itp. tychze?)